Opowiadania

Namaluj mi wiatr - fragmenty


Opowiadania kilku transwestytów i jednego transgenderyka k/m.

Wybrane fragmenty z tomu opowiadań "Namaluj mi wiatr. Krosdresing - w poszukiwaniu własnej tożsamości"


Pamiętnik Alex




Leżałyśmy obok siebie w absolutnych ciemnościach: świeżo zaspokojone, szczęśliwe i zmęczone, lekko zdyszane i spocone. Ale, jak zwykle, nie potrafiłyśmy zbyt długo poddawać się błogiemu rozleniwieniu. Tym razem Ewa dała hasło do powtóreczki. Zbłądziła dłonią w okolice mojego podbrzusza i – bez słów – zaczęła prosić o jeszcze.

Odczekałam, aż reakcja mojego organizmu będzie wyraźna i pozytywna. Ewka zamruczała z zadowoleniem...

– No i co? Naprawdę chciałabyś, żeby mi go obcięli? – zaszemrałam jej wprost do ucha, nawiązując do naszych niedawnych rozmów o chirurgicznym przekształceniu Aleksa w Aleczkę – Nie brakowałoby ci czegoś, kochanie?
– Hmmm... No, nie da się ukryć, trochę...
– Trochę? Tylko trochę?
– Trochę. Wiesz, są sztuczne. Ojciec kiedyś przywiózł matce takie coś z zagranicy, hihi...
– O! Nie mów, że wypróbowałaś? – zainteresowałam się – A poza tym, to trochę bez sensu, ucinać prawdziwego, żeby się zabawiać sztucznym!
– Pewnie, że wypróbowałam – chichotała Ewka, nie przerywając delikatnej pieszczoty – I powiem ci, że nie jest wcale gorszy od prawdziwego... Zresztą, gdyby cię przerobili na dziewczynę, to sama byś mogła się przekonać!

Upsss. Tu mnie zaskoczyła. Przywykłam do bycia panienką... Oczywiście, panienką o zdecydowanie lesbijskich skłonnościach. Ale tak, jak nie brałam nigdy pod uwagę pójścia do łóżka z facetem, tak samo nie mieściła mi się w głowie zabawa z gadżetami. Szczególnie z damskimi. Hej, jeszcze za mało człowiek nacieszył się niedawno odkrytym seksem... żeby miał go sobie tak gruntownie modyfikować! Chcę się kochać jak mężczyzna! Powiedziałam to Ewie.

– Bo nie wiesz, co dobre – szepnęła – Nie zauważyłaś przypadkiem, robaczku, kto tu ma lepsze orgazmy?

Cóż. To był jakiś argument. Różnica rzucała się w oczy – i w uszy.
– Ale czy ja po operacji też będę takie miała? Aż tak dokładnie mogą mnie przerobić?
– No, chyba tak – Ewa wyraźnie zawahała się – Ale masz rację, o to trzeba by się przepytać... Da się zrobić, pamiętaj, że mama jest ginekologiem. Pogadam najpierw z nią.
– Ale nie powiesz, że to o mnie chodzi!? – jęknęłam, zaniepokojona zupełnie na serio – Przynajmniej, póki się nie zdecydujemy...
– Nie, głuptasku... – uspokoiła mnie i przytuliła się mocniej – A teraz nie zawracaj sobie tym głowy, tylko bierz się do roboty...
No, to się wzięłam.
– Pewna jesteś, że plastikowy jest równie dobry? – spytałam potem.
– Ciiicho... Nie marudź – zbyła mnie Ewa – Czyżbyś była zazdrosna o plastik?

Byłam. Każdy by chyba był w tej sytuacji.

Już od pewnego czasu czułam, że Ewa coraz bardziej stara się zakwestionować moją męskość... Służyły temu zarówno coraz wymyślniejsze i bardziej perwersyjne przebieranki, jak i prowokowanie sytuacji, w których miałam się poczuć szczególnie „kobieco”. Coraz częściej kochałyśmy się jak dwie lesbijki – a poza łóżkiem na mnie spadała większość typowo babskich obowiązków.

Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Przywiązanie do Aleksa wciąż walczyło we mnie z przemożną chęcią odgrywania dziewczęcej roli. Z jednej strony panicznie bałam się ewentualnej operacji – z drugiej jednak rozumiałam argumenty Ewy, że z czasem coraz trudniej będzie mi być kobietą w męskim ciele.

Temat powracał już teraz raz po raz. Nie potrafiłam się na niczym skoncentrować, wszystko mi się kojarzyło z kwestią zmiany płci. Kochając się z dziewczyną, myślałam o tym, jakby to było... gdyby było całkiem inaczej. W sklepie patrzyłam na kobiety, zastanawiając się, czy aby wszystkie zawsze były kobietami. Artykuł z „Kobiety i Życia” czytałam w kółko, rano i wieczorem – aż w końcu znałam go na pamięć. Brakowało mi jednak pewnych informacji...


***




Omal nie spóźniłyśmy się na pociąg. Zasiedziałyśmy się w tej kawiarni, w przechowalni była upiorna kolejka, więc wskakiwałyśmy już w biegu, ścigane wrzaskiem jakiegoś kolejarza z peronu. Ewa jako pierwsza, ja za nią. Przypominam, że miałam na sobie sukienkę – chwała Bogu, że nie wąską! Widok musiał być i tak niezły...

Zachwiałam się na stopniu, plecak ciągnął mnie w tył, pociąg już nabierał tempa. No, pięknie – przemknęło mi przez głowę. Umrzeć w tak młodym wieku – to jeszcze pryszcz, chwila strachu, pewnie ułamek sekundy bólu, gdy wreszcie spadnę pod koła... no i zbawcza ciemność i święty spokój na wieki. Ale umrzeć w sukience? Jednak trochę głupio i wstyd. Czyjeś mocne ramiona wciągały mnie do środka. Ufff. Już za moimi plecami trzasnęły zamykane drzwi.

– Dziękuję – powiedziałam... i po chwili patrzyłam na zastygłe w niemym zdziwieniu, otaczające mnie twarze.
– Facet? – wciągający mnie do wagonu mężczyzna puścił moją rękę i cofnął się na tyle, na ile pozwalał tłok na korytarzu – Te, ty jesteś facetem!?

Psiakrew, znów ten mój głos... Chwila nieuwagi. Nie ma co, podróż zaczęła się ciekawie. Zsunęłam z ramion plecak, Ewa robiła to samo. Popatrzyłam na mężczyznę, który stał o krok przede mną. Miał burą kurtkę, ogorzałą twarz i wielkie, spracowane dłonie. Poczciwy człowiek pracy.

– No, pytam się ciebie, kurwa mać... Facet!?
– Nieee... – spróbowałam nieco wyższego tonu, niż poprzednio – Jestem dziewczyną, o co panu chodzi?
– Z takim głosem...? Takiej baby to żem jeszcze nie spotkał... – zawahał się.

Dobra nasza. Idziemy w zaparte.

– A, o głos panu chodzi – teraz mówiłam znów nieco wyżej, ale jednak wciąż raczej po męsku – Wie pan, choroba...
– Choroba?
– No, tak, mam chorobę strun głosowych... Ancefekalias subotripikas. Przez telefon to mnie wszyscy ostatnio biorą za chłopaka, ale żeby tak na żywo... To pierwszy raz. Wyglądam panu na faceta? – szłam na całość.

Mężczyzna patrzył nieufnie. A więc chyba jednak nie wyglądałam! Zauważyłam, że Ewa z trudem tłumiła chichot. Wesołek się znalazł – pomyślałam, zdając sobie sprawę, że moja ukochana zapewne nie docenia powagi sytuacji.

– Stasiek, to pedał jest, w chuja cię robi z tą chorobą – wtrącił się drugi pasażer, niższy od swojego kolegi, ale za to bardziej barczysty i chyba jednak ciut bystrzejszy – Mówię ci. Pedała żeś wciągnął do wagonu, teraz powinien ci jeszcze dać buzi z wdzięczności, hehe. Ja tam to bym ręce umył po dotykaniu się do czegoś takiego, tfffu!
– No, to się da łatwo sprawdzić, czyś ty chłopak, czy dziewczyna – mruknął Stasiek, znaczącym ruchem podciągając rękawy kurtki.

Rozejrzałam się wokół. Pozostali pasażerowie zerkali na nas ciekawie, ale jakoś nikt chyba nie kwapił się, by stanąć w mojej obronie. Nie było dobrze. Zaraz podwiną mi kieckę i zdejmą majtki, ku uciesze gawiedzi...


Mężczyźni




Przy źródełku Weronika zdjęła swoją sukienkę. Położyła ją na trawie. Patrzyłem na jej dziewczęce kształty i jedyne czego pragnąłem to wtopić się w nie. Wziąć ją za rękę, tak żeby jej palce stały się moimi. Kiedy zdjęła biustonosz, i gdy pierwszy raz w życiu zobaczyłem kobiece piersi, poczułem jak gorycz podchodzi mi do gardła. Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie dostąpię zaszczytu posiadania czegoś tak doskonałego. Coś we mnie zaskowyczało. Rozpłakałem się. I gdy łzy rozlewały się po moich policzkach jak wodospady Weronika zdjęła ze stóp pantofelki i położyła je obok sukienki. Potem zsunęła z nóg rajstopy i powiedziała:
– Nie płacz. To wszystko jest twoje.

Weronika mieszkała na naszej wsi. Przeprowadzili się tu całą rodziną z sąsiedniego województwa, bo tam podobno „nie dało się już wytrzymać”. Tak w każdym razie mówiła Weronika. Ich dom z wyglądu był inny niż pozostałe wiejskie domy. Tak jakby bardziej uporządkowany. Na podwórku nie było ani jednego śmiecia ani wiosennego błota, którego na każdym innym wiejskim podwórku było aż nadto. W ogóle wszystko sprawiało wrażenie schludności ponad miarę. Ale mnie czegoś w nim brakowało.

Weronika otworzyła furtkę na podwórko, a ja stałem się podejrzliwy.
– Wejdź, proszę – pchnęła mnie lekko – ale zanim cię zaproszę do środka, muszę ci coś wyznać.

Spojrzałem na nią myśląc, że oczekuje ode mnie potwierdzenia. Ona chyba jednak nie oczekiwała ode mnie niczego; było jej obojętne czy jestem ciekawy tego co mi ma niby wyznać, czy też nie – w ogóle mnie to nie interesuje.
– A zresztą – kontynuowała – sami ci powiedzą.
– Kto? – zdziwiłem się – kto ma mi coś powiedzieć?
– Moi rodzice. Zaraz ich poznasz. To oni kazali mi cię tu przyprowadzić. Gdyby nie oni to...

Nie dokończyła. A ja poczułem się jak detektyw – kapitan Żbik przed spotkaniem z groźnym porywaczem. Stanęliśmy przed drzwiami domu. Weronika zamyśliła się.
– Nie wchodzimy? –spytałem zniecierpliwiony.

Nic nie mówiąc otworzyła drzwi. Weszliśmy do środka. Z pokoju wyszli rodzice Weroniki. Stanąłem jak wryty. To, co zobaczyłem przeczyło jakimkolwiek moim wyobrażeniom o rodzinie. Jej mama była zwykłą kobietą. Za to jej ojciec! Na twarzy miał lekki makijaż i był ubrany w sukienkę.
– Zdziwiony jesteś? – zaśmiała się Weronika widząc jak stoję z rozdziawioną gębą.
Spojrzała w stronę rodziców.
– To jest właśnie Krzyś – powiedziała.
– Bardzo mi miło – ojciec Weroniki wyciągnął do mnie rękę.

Miał umalowane paznokcie. Nie wiedziałem co robić. W pierwszej chwili chciałem wybiec stamtąd, uciec i nigdy więcej już nie mieć nic wspólnego ani z Weroniką, ani z jej rodziną, ani też czymkolwiek co wskazywałoby na to, że chciałbym być dziewczyną. Byłem przerażony. Mimo to jednak coś mnie zafascynowało w tym człowieku. Był w jakiś sposób piękny. Nie mogłem oderwać od niego oczu. Strach, wstręt i niepokój mieszały się z ulgą i radością.

Jedno z nas było tu pierwsze




Błędem jest uważać, że osoba próbująca zmienić płeć musi koniecznie być heteroseksualna w odczuciu płci psychicznej. Orientacja seksualna nie jest tym, czym tzw. „gender”. Nie chodzi o określenie obiektu uczuć, ale o własną przynależność.
Wiktor, jak większość ludzi, był od zawsze biseksualny. Fascynował się zniewieściałymi mężczyznami, szukając w nich przeciwwagi dla męskości uwięzionej w kobiecym ciele. Był przy tym niezwykle zaborczy, często płonął zazdrością. Z drugiej strony nie potrafił walczyć z dziewczynami woniejącymi seksem. Czuł się bezsilny, dlatego pozwalał odbijać sobie mniej lub bardziej potencjalnych partnerów.

Raz spróbował się zmienić i odkryć własną kobiecość. W ten sposób doszedł do związku, gdzie figurował jako „prawdziwa kobieta”.

Do dziś nie wie, czego bardziej nie potrafił znieść – świadomej degradacji z chęci poczucia akceptacji, czy braku zrozumienia, gdy mówił „nie” dla dotyku przeznaczonego jedynie dla kobiety.

Wtedy uciekł. Zląkł się garstki kobiecości w sobie, bo powodowała, że reszta świata nie potrafiła dostrzec, kim naprawdę był. Nie chciał mieć nic wspólnego z mężczyznami, którzy dostrzegali tylko Weronikę – nie jego.

Kobieca delikatność zawsze fascynowała. Móc podziwiać i chronić piękno ukochanej dziewczyny stawiał najwyżej. Dlatego często wybierał rolę obserwatora.
Te ich wszystkie zabiegi upiększające, których wcale nie potrzebują, chęć przypodobania się mężczyznom, ochota do zabłyśnięcia przed resztą kobiet... niby bliskie z powodu fizyczności, a jakże odległe płcią.
Brakiem płci?

Kobiety wydawały się bardziej tolerancyjne. Pierwsza nie okazała się trafnym wyborem. Jej męskość emanowała pewniej niż z niego samego, choć tak naprawdę to Wiktor stanowił silną stronę związku gotową do poświęceń. Wtedy wygrał z nastoletnim chłopakiem. Po raz pierwszy „odbił” czyjąś miłość.

Zdobywca – pysznił się zasłużonym tytułem.
Wkrótce sam przegrał z „prawdziwym mężczyzną”. Do wydawałoby się idealnego związku wkradła się toksyczna nuta fizyczności. Dostał dobrą nauczkę.
Wtedy zapragnął zostać samotnikiem do końca życia. Pisarzem, do którego od czasu do czasu zawita kochanka. Nie będą ich łączyły żadne więzy poza typowo cielesnymi.
Rzadko odnosił sukces, nie potrafił nie ulegać kobietom.

edzamieszczono: 2007.08.30

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3181 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj