artykuły i opracowania
Po co komu gender, czyli czego nam "nie wypada"?
Powyższy tekst ma za zadanie pokrótce przybliżyć pojęcie genderu i jego ograniczeń. Ograniczeń, które czasem absurdalne, ale na tyle silne, aby nie pozwolić nam być tym, kim chcemy. Bo „nie wypada”.
„Do czego to podobne, żeby kobieta się tak zachowywała?”
„Nie mów tego, dziewczynie to po prostu nie przystoi.”
„Jeśli to zrobisz, to znaczy, że jesteś ciotą, a nie facetem!”
„Jeśli temu nie podołasz, to znaczy, że nie jesteś prawdziwym mężczyzną!”
Gender to słowo określające płeć kulturową, zbiór nakazów i zakazów związanych z funkcjonowaniem w konkretnej płci. W zależności od regionu i czasu historycznego kobiety i mężczyźni musieli się podporządkować odpowiednim normom i wyobrażeniom, aby za „prawdziwą kobietę” czy „prawdziwego mężczyznę” byli uważani.
Jednym z pierwszych kodów genderu jest strój – odmienny dla obu płci. Obecnie kobiety noszą sukienki, a mężczyźni spodnie. I chociaż widzimy, że nie do końca wszystko tak bardzo się zgadza z tymi sukienkami – bo przecież multum kobiet nosi spodnie – to jednak w tych najważniejszych, najbardziej związanych z tradycją chwilach, takich jak na przykład ślub czy pierwsza komunia, płeć piękna występuje zawsze w sukience. Bo nie do pomyślenia byłoby, gdyby miało być inaczej.
Zaraz za strojem idą inne sprawy. To, jaki strój masz na sobie: spódnicę czy spodnie – po części wyznacza twoje zachowanie. Gdy masz na sobie spodnie, czyli gdy jesteś chłopcem lub mężczyzną, to nie możesz płakać. Nie powinieneś uzewnętrzniać uczuć. Bo jeśli to zrobisz, zostaniesz nazwany beksą, płaksą, babą. Wszyscy przecież wiedzą, że chłopaki nie płaczą. I ty musisz przystawać do kanonu, bo inaczej twoja pozycja w towarzystwie może gwałtownie zacząć spadać. Nie dla ciebie wzruszające filmy, praca przedszkolanki ani długie wystawanie przy regałach z kosmetykami do makijażu czy depilacji. Najlepiej, gdy niewiele czasu będziesz poświęcać sprawom swojego wyglądu i życia wewnętrznego. Bo przecież nie jesteś jakimś popieprzonym pedałem-filozofem. Ty jesteś mężczyzną! Wojownikiem! Dla ciebie rywalizacja i działanie!
Z kolei gdy nosisz sukienkę, to też parę rzeczy musisz i kilku nie powinnaś. Na przykład to nie ty robisz ten pierwszy krok, nie ty pierwsza całujesz i nie ty prosisz do tańca, no bo na kogoś byś wyszła?! Nie powinnaś za bardzo interesować się polityką, bo to przecież taka męska dziedzina, a ty jesteś na to za głupia. A nawet jeśli jesteś mądrzejsza, to lepiej tego nie okazuj, bo wtedy żaden chłop cię nie zechce. Powinna cię cechować wyuczona bezradność, piękna figura, anielska łagodność i ambicje ograniczające się do męża i rodziny.
Opisane powyżej sylwetki „kobiety” i „mężczyzny” są oczywiście przerysowane i bardziej pasują do sytuacji sprzed wojny. Bo gender to rzecz zmienna i płynna. Dziś za „prawdziwą kobietę” może być też uznana aktywna bizneswoman. Ale biznesman w spódnicy albo mężczyzna realizujący się jako „kura domowa” to nadal dziwadło. I, co jak co, ale na pewno nie mężczyzna! Szybciej „zbok, palant, frajer”. A co tak bardzo w naszym życiu zmieni to, że nasz sąsiad albo kolega z pracy będzie zajmował się domem czy ubierał kozaczki? Czy wpłynie to na nasze życie? Czy tak bardzo je pogorszy? Dostaniemy nagle łupieżu albo porzuci nas współmałżonek? Wątpliwe. Jednak taki mężczyzna zburzy nasze wyobrażenie o rolach płciowych, o ładzie, do którego zwykliśmy przywyknąć. Podkopie te zasady i „odwieczne prawa”, do których od dziecka jesteśmy przyzwyczajani. Pokaże swoim życiem, że można inaczej, chociaż nikomu z nas się o tym nawet nie śniło. Taki mężczyzna najpewniej zostanie też obśmiany i wyszydzony, tak jak na początku XX wyśmiewane i poniżane były kobiety, które walczyły o prawo do głosowania, o prawo do decydowania o własnym stroju i sposobie życia. Ale dziś się z tych kobiet nie śmiejemy. Bo już jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Bo te nowe zachowania i nowe prawa wpisane są w ich gender, są nie tyle: kobiece, co raczej neutralne, przezroczyste.
Dziś moglibyśmy się naśmiewać ze średniowiecznych rycerzy i posądzać ich o transwestytyzm: „Rycerze na przełomie XIV i XV wieku nosili pstrokate stroje, zdobione obficie perłami i złotogłowiem, tak obcisłe, że już po krótkim marszu tracili oddech lub dostawali mdłości. Obowiązywały fryzury z pasmami włosów na przemian lokowanych i prostych. Wtedy kształt i kolor bród (często sztucznych) zmieniano w zależności od okazji. Policzki i czoło traktowano bielidłem, brwi czerniono. Paznokcie wypadało mieć gładko przycięte i pomalowane na wiele kolorów” [1]. Rycerze w średniowieczu też co rusz zalewali się łzami i nikt ich nie nazywał mazgajami, nikt im nie odmawiał męstwa. Przez lata mężczyźni (i kobiety) nosili peruki i makijaż. Ale to było dawno temu. Teraz już mężczyznom tego „nie wolno”. Dlaczego? Bo ogranicza ich gender.
Voca
1 S. Koper, Miłość, seks i polityka w starożytnej Grecji i Rzymie, Warszawa 2004, s. 9 – 10.