Artykuły, teksty, opracowania

Historia Sandry Gibbons


Wiele osób trans przechodzi taki etap, w którym usilnie poszukuje informacji o innych, podobnych im ludziach. Czasem niemałym odkryciem jest fakt, że w ogóle istnieją takie osoby i że nie jest się jedynym takim przypadkiem na świecie. Czytając historie innych, nie tylko czujemy się mniej osamotnieni, lecz również porównujemy się do nich, szukamy podobieństw i różnic. Pomaga to nam lepiej zrozumieć siebie, znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania, rozwiązania problemów, a czasem może odkryć rzeczy których boimy się nawet przed sobą. Poniższa historia jest w wielu punktach typowa dla transwestytów M/K, niemniej uznałam, że wartą ją pokazać właśnie dlatego, że z jednej strony jest typowa, a z drugiej zawiera dość rzadko opisywane aspekty seksualności osoby trans. Nie twierdzę, że krępowanie jest powszechną praktyką wśród "trans", ale nie jest ono też zupełnie marginalne. Myślę, że zaakceptowanie w sobie takich preferencji jest jeszcze o stopień trudniejsze niż tylko samego transwestytyzmu. Może lektura tej historii pomoże komuś być bardziej w pełni sobą...
ANIA



Hej... nazywam się Sandra Gibbons i witam na stronie poświęconej mojemu transowaniu i krępowaniu. Moje zainteresowanie przebieraniem się za dziewczynkę i byciu skrępowaną zaczęło się już w dzieciństwie. Często zastanawiałam się, skąd się u mnie wzięły takie upodobania, ale nigdy nie udało mi się na to pytanie znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. Pamiętam, że zawsze fascynowały mnie ciuchy w szafie mojej matki i te wszystkie kolorowe rzeczy do makijażu w łazience. Poruszał mnie zapach jej perfum i dotyk jej ubrań. Byłam jednak wstydliwym i nieśmiałym dzieckiem i szybko nauczyłam się, że swojego zainteresowania dziewczęcymi rzeczami nie powinnam ujawniać. Tak więc będąc dzieckiem nigdy nie przebrałam się za dziewczynkę, chociaż bardzo tego chciałam. Strach był silniejszy i dopiero po wielu latach udało mi się go przezwyciężyć.
Młode lata spędziłam w stanie Kolorado, w średniej wielkości mieście – Colorado Springs, które jest raczej konserwatywne i gdzie znajduje się wiele baz wojskowych. Dzieciństwo było dość nudne, acz dla kogoś z zewnątrz wyglądało na normalne. Byliśmy typową rodziną z klasy średniej żyjącą na przedmieściach. Jak większość żyjących tam ludzi nie okazywaliśmy zbytnio swoich przeżyć i uczuć, nie rozmawialiśmy o tym. Byłam więc cichym dzieckiem, lubiłam rysować i marzyć, wiele czasu spędzałam sama.
Moje pierwsze wspomnienia związane z przebieraniem się związane są z niedzielnymi spotkaniami w domu naszych znajomych. W rodzinie którą odwiedzaliśmy było kilka córek i w piwnicy znajdowała się pokaźna garderoba. Pamiętam, że bawiliśmy się tam w sporej grupce dzieciaków, a kilku chłopców czasem się wygłupiało i dla zabawy zakładało dziewczęce stroje. Byłam zdumiona, że oni mają odwagę to robić. Miałam wtedy jakieś osiem lat, a oni może kilka lat więcej. Chciałam przyłączyć się do tych przebieranek ale nie ośmieliłam się z obawy, że wszyscy zobaczą jak wielką radość mi to sprawia, odkryją że dla mnie to coś więcej niż tylko zabawa, że mnie to naprawdę kręci. Później czasem żałowałam, że wtedy nie odważyłam się jednak na przyłączenie do tej zabawy – może okazałoby się, że moje obawy były nieuzasadnione, no ale teraz nie da się tego stwierdzić. W każdym razie to był pewien punkt zwrotny dla mnie, postanowiłam że moje przebieranki zostaną w ukryciu i przez wiele lat żyłam z poczuciem wstydu i zażenowania z powodu tego że lubię takie rzeczy. Zastanawiałam się też, czy ci starsi chłopcy którzy wtedy zakładali sukienki, również byli trans, tak jak ja, tylko że bardziej śmiali? Czy może robili to po prostu dla żartów i cała zabawa nie znaczyła dla nich nic więcej? Kto wie...
Tak czy inaczej, wiedziałam już, że jestem chłopcem i nigdy nie będę "prawdziwą" dziewczynką, ale takie pragnienie było stale obecne. Nigdy nie miałam poczucia, że urodziłam się w niewłaściwej płci, że jestem uwięziona w niewłaściwym ciele. Byłam tylko chłopcem który bardzo lubi dziewczęce stroje i który marzy o życiu jako dziewczyna. Szybko zrozumiałam, że to nie jest typowe pragnienie i że "normalni" chłopcy tak nie mają, dlatego uznałam, że lepiej nie ujawniać tej mojej inności. Wzięłam to sobie do serca tak mocno, że gdy później zaczęłam się potajemnie przebierać w ciuchy mojej matki, nigdy nie zostawiłam żadnego śladu i nigdy nie zostałam na tym przyłapana.
Inne wspomnienie które mam z wczesnych lat wiąże się z oglądaniem kryminałów w których kobiety zostają skrępowane i zakneblowane. Sceny takie niesamowicie mnie ekscytowały i wprowadzały wprost w stan transu. Starałam się jednak nie dawać po sobie tego poznać, żeby nikt w domu nie domyślił, że mnie to tak kręci. Obawiałam się, że rodzice lub starszy brat mogą coś zauważyć i odkryć moją fascynację podobnymi scenami. A w środku aż mną trzęsło, gdy na ekranie telewizora widziałam szamocące się w więzach kobiety, tak bardzo pragnęłam znaleźć się na ich miejscu.
Leżąc nocami samotnie w łóżku marzyłam sobie o tym, że jestem piękną sekretarką która zostaje porwana i jest przetrzymywana w piwnicy przez bandziorów, ubezwłasnowolniona i bezradna, musi być ich dziewczyną. Albo porwana i zamknięta w domu pewnego małżeństwa, staje się ich zabawką. Lub też jestem ofiarą domowego rabunku, która budzi się i z przerażeniem odkrywa, że ktoś ze sznurkami i taśmą w ręku właśnie zamierza ją związać. Fakt, że w wielu tych fantazjach jestem wiązana przez mężczyzn zaczął mnie martwić. Zwykle w takich scenach które widziałam w telewizji było właśnie tak, że to faceci wiązali kobiety i moje fantazje powielały ten scenariusz. Niemniej, czułam się z tym niekomfortowo. Zastanawiałam się, dlaczego jednak miałabym być wiązana przez facetów? Czy to znaczy, że jestem gejem? Co więcej, w moich fantazjach ci faceci nie koniecznie byli okrutnymi oprawcami. Raczej tak, jakby musieli to zrobić i zarazem współczuli mi, że muszę zostać skrępowana. Jednocześnie, dawali jasno do zrozumienia, że mój los jest nieunikniony, muszę zostać ich niewolnicą i nic na to nie mogę poradzić. Próbowałam pozbyć się takich fantazji, ale to skutkowało jedynie tym, że stawały się one tylko bardziej zakazane i mocniej mnie dręczyły.
Moje najdziwniejsze fantazje dotyczyły mumifikacji. Jak miałam 8 czy 9 lat, byliśmy z rodziną w sklepie sportowym i wtedy zobaczyłam śpiwór, w formie worka, jakby kokonu. W mojej głowie od razu powstał pomysł, że to mogłoby służyć do skrępowania, nie wiedziałam wszak jak można się wydostać z tego worka po zamknięciu suwaka. To zapadło mi głęboko w pamięci. Później wyobrażałam sobie siebie przebraną i związaną, a następnie zamkniętą w takim właśnie obcisłym worku, włącznie z kapturem na głowie. Nie wiem na pewno, czy źródłem tych fantazji była właśnie ta wizyta w sklepie, ale nie mam lepszego wytłumaczenia na to, skąd u dziewięcioletniego chłopca takie pomysły. Wiedziałam też, że to jest również "zakazane", a także niebezpieczne, ale przy tym strasznie ekscytujące.
Wiele lat później, gdy mieszkałam już sama, przeżyłam raz naprawdę niebezpieczną przygodę związaną z mumifikacją. Wzięłam foliową kurtynę do prysznica, rozłożyłam na podłodze i nakleiłam na nią paski taśmy dwustronnie przylepnej. Następnie założyłam rajstopy, biustonosz, modelujące majtki, po czym zakleiłam usta taśmą, związałam nogi w kolanach i kostkach, oraz spięłam nadgarstki paskiem. Położyłam się na jednym końcu kurtyny i przewracając się z boku na bok, zaczęłam zawijać się w nią. Taśma dwustronna skleiła dobrze i byłam owinięta od stóp do szyi. Pasek krępujący ręce też trzymał ciasno i mogłam poczuć się naprawdę zmumifikowana. Po chwili jednak zaczęłam się trochę wiercić i okazało się, że taśma klejąca faktycznie trzyma bardzo mocno. Pomyślałam wtedy, że może nie udać mi się wydostać z więzów i natychmiast wpadłam w panikę. Desperacko szarpałam się, jednocześnie żałując, że zrobiłam tak głupią rzecz. Chciałam się trochę uspokoić, opanować ale panika wzięła górę i znowu rzucałam się. W końcu skoncentrowałam się na uwolnieniu rąk i zaczęłam ściągać ten pasek. Długo leżałam na podłodze zanim udało mi się wyzwolić jedną rękę i powoli zaczęłam się wydostawać z tego kokonu. Po jakimś czasie byłam wolna - zmęczona, obolała, przepocona i mówiąca sobie - nigdy już czegoś podobnego nie zrobię. Nigdy! Oczywiście moje postanowienie nie trwało długo.
W czasie dorastania strasznie bałam się dziewcząt, pomimo że chciałam ubierać się tak jak one. Kiedyś po kościele, dwie, kilka lat starsze dziewczynki zaprosiły mnie do swojego domu aby się pobawić. Nie chodziło o przebieranki, po prostu zabawę. Podobały mi się (i ich stroje również) ale myśl o tym, że będę sama z nimi, śmiertelnie mnie przerażała. Wymamrotałam więc, że nie mogę z nimi iść, a potem plułam sobie w brodę, że jestem takim tchórzem. Jeszcze po latach żałowałam, że tam wtedy z nimi nie poszłam, że nie zrobiłam jakiegoś postępu w kontaktach z płcią przeciwną, no ale widać moje lęki okazały się silniejsze. Ludzie pytają mnie czasem, czy bycie „trans” miało początek w jakimś konkretnym wydarzeniu. Szczerze mówiąc nie widzę takiego. To pragnienie jest stale obecne i towarzyszy mi od kiedy sięgam pamięcią. Związek przebieranek i krępowania był też od samego początku. Teraz, gdy jestem starsza, wolę nazywać to transowaniem, niż przebierankami, a siebie transwestytą, gdyż uważam, że to bardziej pasuje, uwzględnia pewien erotyczny i wyuzdany charakter tych zabaw. Ale to tylko moje zdanie. Dla części ludzi, słowo transwestyta, jest obraźliwe i wiem o tym, ale ja je uwielbiam.
Jestem też czasem pytana, skąd się wzięło imię Sandra. To imię opiekunki która się mną zajmowała, gdy byłam bardzo mała. Mieszkała po sąsiedzku i była studentką, wydawała mi się tak piękna i mądra. Byłam nią zachwycona i gdy później zastanawiałam się, jak nazwać swoją kobiecą stronę, jej imię było oczywistym wyborem. Swoje przebieranki zaczęłam gdzieś w wieku lat czternastu. To nie było przebieranie się cały czas rzecz jasna, jedynie wtedy, gdy nikogo nie było w domu - zakradałam się do pokoju mamy, a tam była szafa z ubraniami których już nie nosiła. Zakładałam jej rajstopy i staniki, na to jakąś sukienkę i przeglądałam się w lustrze. Byłam bardzo podekscytowana i podniecona, a po takiej przebierankowej sesji zawsze masturbowałam się i osiągałam orgazm. Tak więc popołudniami wracałam do domu, nie było nikogo i mogłam się sobie chwilę poparadować w mamy sukience, po czym wszystko trzeba było zdjąć, gdyż ktoś z domowników mógł już wrócić. Dokładnie odkładałam wszystkie rzeczy skąd wzięłam, szłam do łazienki i siadałam na klozecie. Nie pamiętam dokładnie jak to było, ale po prostu zaczęłam się ze sobą bawić. Pamiętam, że działo się coś dziwnego, gdy co raz szybciej masowałam swojego penisa. Myślałam wtedy, "dlaczego ja to robię!?", ale podniecenie wzrastało I czułam jakbym miała zaraz wybuchnąć, co oczywiście na końcu miało miejsce. Znowu przerażona pomyślałam "co to do cholery było!?". Poszłam do swojego pokoju, włączyłam płytę Pink Floyd i zaczęłam rozmyślać o tym co się stało. W końcu uznałam, że to co zrobiłam, ludzie nazywają seksem. Wiedziałam, że chcę to zrobić ponownie, ale jednocześnie miałam z tego powodu poczucie winy, gdyż wydawało się, że robię coś złego. I gdy dodałam do tego jeszcze fakt, że moje podniecenie wiązało się z zakładaniem damskich strojów, te przebieranki wydawały mi się czymś bardzo złym.
Po szkole oraz w weekendy często miałam okazję zaglądać do maminej szafy i przebierać się. Pamiętam taką jedną pomarańczową, obcisłą sukienkę, w którą ledwo udało mi się wślizgnąć, ale tak, że ręce zostały pod sukienką - nie udało mi się ich wyciągnąć przez górę. Czułam się w niej taka opięta, trochę jak w tym worku do spania o którym tyle fantazjowałam. Gdy chciałam ją zdjąć, okazało się, że nie daję rady i nie mogę wyjąć z niej rąk. Wpadłam w panikę, wyobrażając sobie matkę lub brata którzy po powrocie do domu zobaczą mnie w tak upokarzającej sytuacji. Jak ja się z tego wytłumaczę? W końcu po wielu zmaganiach mogłam wyjąć jedną rękę i gdy naciągnęłam sukienkę, usłyszałam jak coś się rozpruwa. O cholera! Rozdarł się szef na samym przedzie. Nie było to duże rozdarcie, może kilka centymetrów, ale byłam pewna, że przez to może się wszystko wydać. Schowałam ją więc do szafy, głęboko i modliłam się, aby matka jej tylko nie znalazła. Z perspektywy lat, wydaje mi się śmieszne, że aż tak się tego wtedy bałam. Przecież gdyby matka znalazła tę sukienkę, to pewnie nie wpadłaby na to, żeby akurat mnie posądzać o to rozdarcie. Ale wtedy nie miałam tak sensownego oglądu sprawy i wydawało mi się, że stała się katastrofa. Oczywiście nic się później z tym nie działo.
Po wielu latach matka postanowiła oddać nieużywane ciuchy do pomocy społecznej. Chciałam zostawić dla siebie niektóre z tych sukienek, zwłaszcza tą podartą, ale nie miałam odwagi. Patrzyłam tylko bezradnie jak to wszystko wyjeżdża z domu. Do dzisiaj tęsknię za niektórymi z tych kiecek i w ogóle mam słabość do kiczowatych ciuchów z lat siedemdziesiątych.
Wraz z dojrzewaniem płciowym, mój apetyt na seksualne przyjemności rósł i chciałam przebierać się kiedy tylko się da. Niemniej zwykle nie masturbowałam się podczas samych przebieranek. Lubię gdy wszystko jest czyste i jakoś nie chciałam tego robić, gdy byłam przebrana. Może czasem to się zdarzało, gdy miałam na sobie tylko rajstopy, ale przeważnie schemat był taki, że najpierw przebieranki, potem masturbacja i rozładowanie w łazience. A później zawsze czułam się strasznie zawstydzona i przygnębiona. Ciągle powtarzałam sobie, że już więcej nie będę się przebierać i nie będę się masturbować. I zawsze takie postanowienia trwały bardzo krótko. To okropne tak się wpędzać w poczucie winy. Nasza rodzina nie była jakoś szczególnie religijna, ale kiedyś natrafiłam na książkę poświęconą sprawom religii i seksualności, gdzie naczytałam się o "świętości" i to mnie tylko dodatkowo przybiło - przebieranki i masturbacja były tam czymś złym. Silne poczucie wstydu wynikającego z mojej seksualności towarzyszyło mi nieodłącznie przez wiele lat. W końcu udało mi się to przełamać, zaakceptować siebie i cieszyć się z seksu, ale przez bardzo długo gnębiłam się za te przebieranki, robiłam je potajemnie i szybko, po czym odrzucałam to jakby od siebie i tak do następnego razu. Naprawdę wiele popołudni i wieczorów spędziłam na tych sekretnych zabawach, po których następowała depresja i siedziałam w pokoju słuchając muzyki ("Ściany" Pink Floyd wysychałam chyba setki razy - podobnie jak miliony innych mających "dołek" nastolatków). Czasami popijałam też trochę lub popalałam trawkę. Nigdy nie wdałam się na poważnie w narkotyki, niemniej w młodości przeszłam przez ten etap. Trawka pozwalała zmniejszyć własne zahamowania (za wyjątkiem sytuacji, kiedy doprowadzała do paranoi) i dawała trochę ulgi od poczucia winy. Z perspektywy czasu, te cierpienia i samoudręczenie były po prostu stratą czasu ale nie da się już tego cofnąć. Po skończeniu szkoły średniej, nie byłam pewna co zrobić dalej ze swoim życiem. Kontynuowałam naukę kilka razy rzucając szkołę, ciągle jednak nie czując się pogodzona z tym, że lubię przebieranki. Nie miałam też szczęścia do relacji z płcią przeciwną, niby miałam kilka koleżanek i dziewczyn, ale żaden związek nie trwał długo.
Jak się nad tym zastanawiałam, to wydawało mi się, że było ze mną coś nie tak i dlatego żadna dziewczyna nie chciała mieć takiego chłopaka jak ja. Później zrozumiałam że to nie to, że są kobiety którym nie przeszkadzają przebieranki (nie ma ich wiele ale są) i że mogą to tolerować albo nawet lubić. Przez chwilę miałam dziewczynę która bardzo mnie akceptowała, ale nic z tego nie wyszło, ponieważ nie podobała mi się. Rozumiała mnie, ale nie zakochałam się w niej, przez co nie doceniałam jej akceptacji i traktowałam ją źle.
Moje kontakty seksualne nie ograniczały się tylko do kobiet. Pierwsze doświadczenia seksualne miałam ze starszym chłopakiem i wspominam je źle. Często zastanawiałam się, jakby to było pobawić się w krępowanie z innymi osobami "trans", jednak do czasu pojawienia się Internetu nie wiedziałam jak dotrzeć do innych transek. Dlatego przydarzyło mi się kilka nieudanych kontaktów z facetami którzy byli bi lub homoseksualni, zawsze potem byłam rozczarowana i niezadowolona. Wiedziałam, że nie jestem gejem, bo pociągały mnie kobiety, nie faceci. Jednak miałam tak niewiele okazji do współżycia, że jeżeli pojawiała się jakaś, korzystałam z niej pomimo, że to nie było dokładnie to, co bym chciała. W efekcie większość moich wczesnych doświadczeń seksualnych było tylko rozczarowaniem.
Przez wiele lat przebierałam się sama, wtedy, gdy miałam na to ochotę. Po wyprowadzeniu się z domu rodzinnego mieszkałam sama, nie posiadałam zbyt wielu ciuchów, kilka rzeczy dobrze ukryte w schowku. W tym czasie miałam kilku przyjaciół, głównie kobiet, którym zdradziłam swój sekret i którzy w większości nie byli zbytnio zszokowani, jakoś mnie wspierali. Pod tym względem miałam trochę szczęścia, bo jak się później dowiedziałam od innych transek, spotykały się z odrzuceniem i przykrościami.
Ważnym punktem zwrotnym było dla mnie dotarcie do grupy wsparcia dla osób "trans". Odważyłam się wreszcie na to i uczęszczałam na takie spotkania w Kolorado. Nigdy nie postrzegałam siebie jako osoby transseksualnej. Zażywanie hormonów i operacja zmiany płci pojawiały się czasem w moich fantazjach, ale wiedziałam też, że nie chcę stracić penisa. Po prostu chciałam wyglądać najbardziej kobieco jak to możliwe bez takich radykalnych zmian, a do tego pragnęłam być często krępowana - przez faceta, inną transkę, albo parę hetero. Bardzo chciałam o tym wszystkim z kimś porozmawiać i dlatego pomyślałam o tej grupie wsparcia. Większość osób tam obecnych była transseksualistami, niemniej znalazło się kilku transwestytów i ogólnie zostałam tam ciepło przyjęta, nie czułam że nie pasuję do nich. Muszę przyznać, że spotkanie tych osób, bardzo mi pomogło w zaakceptowaniu siebie. Potraktowałam też swoje przebieranki nieco poważniej i postanowiłam popracować nad swoim kobiecym wizerunkiem. Najważniejsze, że pozbyłam się wstydu i poczucia winy z powodu zaspokajania swoich przebierankowych potrzeb. Czasami te stare udręki wracają ale teraz zwykle wiem co je powoduje i potrafię sobie z nimi poradzić bez większych problemów. Jeżeli ktoś z was kto to teraz czyta, czuje się osamotniony z podobnymi problemami i nie wie co z tym zrobić, zdecydowanie radzę skontaktować się z najbliższą grupą wsparcia, której adres znajdziecie w Internecie. Już samo spotkanie innych ludzi o podobnych problemach, czy to na żywo, czy poprzez sieć, powoduje że poczujecie się mniej osamotnieni. Właśnie osamotnienie jest tym, z czym boryka się wiele osób z problemami identyfikacji płciowej.
Kilka lat temu, dziewczyna która prowadziła tę grupę wsparcia, podała mi kontakt do ludzi którzy szukali osób "trans" do wywiadu w ramach programu dokumentalnego "Ukryta szafa" dla stacji MSNBC. Początkowo powiedziałam "nie ma mowy". Po pewnym zastanowieniu pomyślałam, może to by jednak było ciekawe doświadczenie. W każdym razie, byłby to jakiś sposób na ujawnienie się przed znajomymi i rodziną, do czego się już wcześniej przymierzałam. Nie chciałam, aby rodzina poznała mój sekret przypadkowo przełączając kanały telewizyjne, więc po długim wahaniu, powiedziałam wielu znajomym i rodzinie o tym programie i o tym, że ja w nim wystąpię. Wszystko udało się naprawdę dobrze. Owszem, niektórzy byli mocno zaskoczeni sekretem jaki ujawniłam, większość jednak zareagowała pozytywnie. Czasem ten początkowy szok był bardzo silny, ludzie byli po prostu niesamowicie zaskoczeni, ale nikt nie zerwał znajomości ze mną, nikt się nie odwrócił ode mnie mówiąc że nie toleruje mnie. Byłam bardzo szczęśliwa i zadowolona, że miałam okazję choć na chwilkę wystąpić w tym programie. Stacja MSNBC musiała powtarzać emisję tego programu wielokrotnie, gdyż różni ludzie odzywali się później do mnie z pytaniem "czy to ciebie widzieliśmy w telewizji ostatniej nocy?"
Zrobienie fotek podczas zabaw w krępowanie chodziło mi po głowie od dawna, więc w tym samym mniej więcej czasie, podjęłam takie próby z małą kamerą wideo. Na szczęście wkrótce pojawiła się technika cyfrowa, która znacznie uprościła takie rzeczy. Przeniosłam się wtedy, to było kilka lat temu, z Kolorado do Kalifornii i napisałam do ludzi ze SweetTies z propozycją udziału w sesji fotograficznej z prawdziwego zdarzenia. Od tamtej chwili sprawy nabrały rozpędu. Na początku denerwowałam się faktem, że potem każdy w sieci będzie mógł zobaczyć moje fotki na których jestem skrępowana. Potem jednak uznałam, że to nic takiego. Nawet jeżeli ktoś na ulicy rozpozna mnie, znaczy to, że on też jest transem lub lubi oglądać skrępowanych transwestytów. Inaczej po co by zaglądał na takie strony?
Obecnie pracuję nad własnym portalem, życie się trochę ustabilizowało - mam sporo sesji fotograficznych i poznaję wielu naprawdę fajnych ludzi. Jeżeli udało ci się dobrnąć dotąd, to chcę w tym miejscu podziękować ci za czas poświęcony lekturze mojej historii. Może nie było w niej jakichś porywających epizodów, ale proza życia jest zwykle mniej ciekawa niż to się wydaje. Moje życie przed pełną akceptacja Sandry w sobie było ograniczone w tylu aspektach, że teraz pragnę tylko aby ten rozwój trwał dalej i bym mogła odkryć jeszcze wiele nowych, ciekawych miejsc i ludzi. Dziękuję za poświęcony mi tutaj czas i mam nadzieję, że podobam się wam na tych wszystkich fotkach. Całuję, Sandra.

Tłumaczenie z języka angielskiego za zgodą autorki. Oryginalna wersja znajduje się na stronie: http://www.tranniesintrouble.com/about.html
edzamieszczono: 2010.05.28

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2798 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj