Artykuły, teksty, opracowania

Holandia i Belgia – z krótką wizytą


W dniach 23 września 2007 – 29 września 2007 grupa przedstawicieli i przedstawicielek polskich organizacji działających na rzecz osób LGBT odwiedziła Holandię i Belgię. Zaproszenie wystosowała COC Haaglanden, haska organizacja walcząca z homofobią, należąca do ogólnoholenderskiej federacji COC Nederland. W wyjeździe, nazwanym z angielska „wizytą studyjną” (study visit), wzięło udział sześć osób: Mirka z KPH Wrocław, Ola z warszawskiej grupy młodzieżowej KPH, Leszek Uliasz z zarządu KPH, Adam z Lambdy Warszawa, Przemek z KPH Toruń oraz ja, czyli Voca z Trans-Fuzji.



Wyjazd był dla mnie zupełna niespodzianą. Na dwa tygodnie przez wyjazdem Trans-Fuzja dostała mejlem propozycję wysłania jakiegoś swojego członka na ten wyjazd. Okazało się, że osoby trans z Lambdy nie są nim zainteresowane, a innych organizacji LGBT, które by się transpłciowością zajmowały – po prostu nie ma. I koniec końców – pojechała Voca. A teraz będzie opowiadać, jak to za tymi górami i lasami było. A opowiadać jest co. I nie ograniczę się tylko i wyłącznie do zagadnienia trans.

Pierwsze zaskoczenie to wiek osób, które w holenderskich organizacjach działają.

Ludzie, oni są dorośli!

Większość osób, z którymi się spotkaliśmy – a spotkaliśmy ich wiele, bo poznaliśmy się z osobami z organizacji z kilku miast (Haga, Amsterdam, Rotterdam, Lejda, Antwerpia), mogła być przynajmniej naszymi rodzicami. W Holandii ruch LGBT ma długą tradycję. Organizacja COC powstała w 1946 roku. To najstarsza tego typu organizacja na świecie. Organizacje osób trans z Amsterdamu działają od lat 70. Dla nas to nie do pomyślenia – tak długa historia, a tam nawet są domy spokojnej starości dla gejów i lesbijek! Przyznacie, że u nas by to uznano za świętokradztwo, no bo jak starszym osobom można mówić o homoseksualizmie... Mam wrażenie, że większość osób w Polsce myśli, że homoseksualizm i transwestytyzm to wynalazki ostatnich 10 lat. I że wszyscy „odmieńcy” mają nie więcej niż 30 lat.

W Polsce trudno znaleźć jest osobę 40+, która udziela się w jakiejś organizacji LGBT, a w Holandii trudno znaleźć osobę w okolicach dwudziestki… Holendrzy tłumaczą to tym, że ich społeczeństwo żyje w przekonaniu, że wszystko już zostało zrobione. Że ta „wojna” została już wygrana. I my chyba myślimy w podobny sposób o mitycznym Zachodzie i cudownym Amsterdamie. Tymczasem okazuje się, że to, że w Holandii można zawierać jednopłciowe związki, nie oznacza jeszcze, że wszyscy są wspaniale akceptujący, i że osoby homoseksualne i transgenderowe nie obawiają się wyjścia z szafy. Zapewne najtrudniej na taki akt ujawnienia się zdobyć osobom o pochodzeniu etnicznym – których tam pełno. Kultura, w której żyją i religijność – być może przypominają tę polską. Możemy zrozumieć, jak trudno tureckiej trans-dziewczynie (czytaj: jedynemu synowi wśród pięciu sióstr), wyznać, że właśnie jest dziewczyną, albo marokańskiemu chłopcu, że jest gejem. Problem ujawnienia to przecież nie tylko problem odbioru społecznego – który zapewne się różni w naszych krajach – ale także problem samoakceptacji, a z tą wszędzie można mieć problem. Szczególnie, jeśli się wychowało w „takiej” rodzinie.

W Ministerstwie Magii, tj. Edukacji w Hadze, na stole leży raport o sytuacji osób homoseksualnych w Holandii, a u nas MEN-em jest Roman G.

Nasz przewodnik i opiekun w Holandii – Jan – miał prawie 70 lat. W niedzielę odebrał nas z lotniska w Amsterdamie i zawiózł do Hagi, gdzie pod wieczór poznaliśmy się z haskimi działaczami i działaczkami LGBT. Jedną z nich była Renate, transseksualistka.


Renate i Hazan

Renate fizycznie jest już kobietą, jednak holenderskie prawo zabrania zmiany dokumentów przed SRS, tak więc Renate we wrześniu, gdy się poznawaliśmy, wciąż jeszcze oczekiwała na nowe dokumenty. A póki co posługiwała się nieoficjalnym crossdresserskim dowodem tożsamości, gdyż takie w Holandii istnieją. Jest to karta na kształt naszego dowodu osobistego, w której figurują dwa zdjęcia – en femme i en homme i czymś takim legitymuje się prawie każdy crossdresser w kraju.

Renate jest haską koordynatorką tamtejszej transowej organizacji - LKG T&T. Szczegóły działalności i sytuacji osób trans w Holandii przedstawiła nam w czasie osobnej prezentacji, jednak wiele istotnych informacji padło także w mniej oficjalnych rozmowach. Między innymi opowiedziała nam przerażającą historię swojej przyjaciółki - Hazan.

Hazan również jest osobą transseksualną. Pochodzi z etnicznej rodziny z Hagi. Była jedynym „synem” tej rodziny. Gdy rodzice dowiedzieli się o jej transseksualizmie, postanowili ją odizolować. Hazan miedzy 17 i 24 rokiem życia żyła zamknięta w swoim pokoju. Przeżyła wtedy koszmar, który odchorowuje do dziś – między innymi ma bulimię.

Hazan i Renate poznały się przez internet. Renate namówiła Hazan na ucieczkę z domu. Dziewczyna skorzystała z pomocy organizacji Veilige Haven dla osób etnicznych, która takim uciekinierom na tle orientacji seksualnej czy poczucia płci, zapewnia warunki do życia, mieszkanie. Hazan zamieszkała w Amsterdamie, daleko od swoich rodziców, którzy zostali w Hadze. Jednak nie mogła udźwignąć wszystkich swoich problemów. Dręczyły ją samobójcze myśli. Wyjechała nawet do Istambułu, chcąc odebrać sobie tam życie. Na szczęście ostatecznie wróciła.

Dziś Hazan mieszka znów w Hadze. Razem z Renate. Wygląda na to, że Renate to jedyna jej przyjaciółka, która potrafi ją wesprzeć. Przygarnęła ją, gdy dowiedziała się, że Hazan wybiera między trzema możliwościami: samobójstwem, powrotem do rodziców i zamieszkaniem u przyjaciółki. Kilka ulic dalej mieszkają jej rodzice. W tym tygodniu, w którym przyjechaliśmy do Hagi, ktoś z rodziny zauważył Hazan na ulicy i gonił ją. Krewni chcą ją zabić, bo skalała imię rodziny.

Renate jest akceptowana przez swoich rodziców i znajomych, chociaż w klubie piłkarskim, w którym kiedyś grała (oczywiście, że jako mężczyzna), czasem za plecami słyszała nieciekawe komentarze. A z kolei do rodziców musi zawsze chodzić w spodniach, bo jej ojciec tego wymaga. Ale, jak mówi – to stary człowiek, któremu być może trudno to wszystko pojąć, a jeśli ją kocha, to spodnie nie są takim wielkim problemem.

Jak widać na załączonym obrazku - gmach COC Amsterdam, a pod nim stoimy my

Oprócz Renate nie poznaliśmy w Holandii już więcej transek. Niestety nasz napięty plan nie pozwalał na wstąpienie na transową imprezkę w Hadze, za to amsterdamscy transwestyci jak na złość rozchorowali się na grypę i nie mogli się z nami spotkać… A żałuję, gdyż wiedziałabym, jak się bawią i co robią na swoich spotkaniach transi. Renate przekazała nam, że ich grupa organizuje lekcje chodzenia, dobierania strojów i wszystkich rzeczy potrzebnych osobom, które stają na długiej drodze przemiany. Wejścia na spotkania grupy są płatne, osoby zrzeszone w organizacji płacą mniej za wstęp niż osoby zupełnie z zewnątrz.

Belgia

Drugą transką, która stanęła na naszej drodze, była Cherica z Belgii. Spotkaliśmy ją w Café Den Draak – kawiarence tamtejszej społeczności gejowskiej, nad którą mieściło się biuro organizacji. Cherica wyznała, że mówi trochę po polsku i przywitała nas słowem „dobranoc”. Trochę mieszkała w Polsce, studiując w szkole filmowej, ale jak sama przyznała dawno to było… Nad szklanką kawy w kilka chwil próbowała nam opowiedzieć o sytuacji osób trans w Belgii. Ta niewiele różni się od sytuacji w Holandii. Tak samo, jak Holendrzy mają nieoficjalny dowód tożsamości z dwoma zdjęciami, mają spotkania dla osób trans (z tego, co pamiętam co dwa miesiące), a SRS jest refundowany, chociaż tylko w 2/3 kwoty, w Holandii – 100%.


Café Den Draak


Mili Belgowie, słysząc w telewizji o Kaczyńskich i słuchając naszych opowieści o Polsce (to jeszcze był wrzesień), podtrzymywali nas na duchu, mówiąc, że na początku lat 90. i Belgia była „bardzo katolickim” krajem. I że pewnie sytuacja w Polsce też ulegnie zmianie… Cóż, od wizyty w Antwerpii czekamy na te nieuniknione zmiany.:-)

Każdy z odwiedzonych przez nas oddziałów organizacji LGBT miał swój klub i/lub swoje biuro. Zazwyczaj lokalne odziały (poza oczywiście finansowaniem z centrali) zarabiają na siebie pieniędzmi z prowadzenia baru. W Lejdzie, Hadze, Rotterdamie, Antwerpii – imprezy klubowe obsługują wolontariusze, którzy pracują za barem, jako kelnerzy lub szatniarze. W ten sposób mogą szybko poznać całą społeczność gejowską w mieście, zdobyć doświadczenie zawodowe oraz trochę sobie dorobić. Gdy co sobotę odbierasz płaszcze od wszystkich gejów, lesbijek i transów od razu stajesz się rozpoznawaną osobą.:-)

A na koniec jeszcze jedna, zupełnie prywatna, opowiastka. Kiedy spotkaliśmy się w dzień wylotu do Holandii na lotnisku w Warszawie, nikt poza wrocławską koordynatorką KPH mnie nie znał. Przedstawiłam się Adamowi z Lambdy (który znalazł Trans-Fuzję w Internecie i zaproponował wyjazd) oraz Oli, Leszkowi i Przemkowi z KPH. Wsiedliśmy w samolot, potem dojechaliśmy pociągiem do Hagi, minął cały dzień. I dopiero w restauracji rybnej przy kolacji następnego zostałam zapytana, jak to jest być osobą trans. Otóż moi nowi znajomi myśleli, że jestem:
a) teeską po hormonach i zmianie dokumentów,
b) trans-chłopakiem.
Nieźle się uśmiałam i nawet żałowałam, że wyałtowałam się tak szybko. Nie wiedzieć czemu, kolega, który się pomylił i wziął mnie za transkę, miał potem poczucie winy… No a przecież wszyscy wiedzą, jak bardzo jestem trans…:D

Więc – drogie koleżanki i koledzy oraz wy istoty całkowicie transgenderyczne – chyba nie różnimy się tak bardzo od reszty społeczeństwa, skoro nas ze sobą mylą:)

Bardziej ogólna relacja Przemka Szczepłockiego z KPH http://torun.kampania.org.pl/artykuly/art0003.html

Voca

edzamieszczono: 2007.12.01

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2719 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj