Artykuły, teksty, opracowania

IMPRESJA O RÓŻYCZCE - DRAG KING I NORMA POŻĄDANIA


część II: Parodystyczny czy nie, drag king show wzbudza pożądanie.

(…)

Pisałam ten tekst jako dziewczyna drag kinga. Oglądając przebieranki od kulis, śledziłam każdy moment przemiany, nic nie było dla mnie tajemnicą, a moje ciało bezpiecznie opakowane w sukienki albo dżinsy (to bez różnicy); moje ciało femme czy androgyne (bez różnicy); było daleko od show. Od mocy performatywu. Od formy. Interpretacji. Interpelacji. To Jej ciało było performens, nie moje. Aż do momentu, kiedy raz jeden ze sceny podała mi różę. Gestem miłosnym, zwyczajnie romantycznym. Interaktywny moment miłosny, chwila intymna obrócona w show performens, mój związek lesbijski ode/grany jako drag performens, stał się dla mnie elementem pewnego dyskursu. Derridiańskim śladem jakiejś dalekiej narracji.

 

Stała tam i patrzyła mi w oczy, a ja stałam tam i patrzyłam w oczy… jego… Confused… mrugnęłam: gdzie ona jest? A on wciąż na mnie patrzył, z różyczką w ręku patrzył, czerwoną… A ta różyczka tak jakoś natrętnie była, i we mnie kobietę, co patrzy w oczy mężczyzny, stwarzała. I było tak: on patrzy i trzyma, ja patrzę i mrugam, różyczka nie patrzy, lecz jest. I stwarza. Gdzie jestem „ja”? Gdzie moje lesbijskie pożądanie, moja lesbijska miłość? – pytałam sama siebie… confused… i mrugałam. Aż się w to mruganie, machanie rzęsami zupełnie zapadłam, aż się w trzepoczącym mruganiu zapamiętałam motylim. Aż zapomniałam, że to mruganie wzrok wyostrzające być miało, aż mi się mruganie trzepotaniem zrobiło. W trzepot popadłam. Trzepotem się stałam. Zosią, Anielką, panną na wydaniu, wzrok chowającą pod walkę, pod kapelusz, pod rzęsy… Oleńką przed Kmicicem, Śpiącą Królewną, co się właśnie wybudza w altanie… A on wciąż stał i trzymał, i ta różyczka, czerwona, purpurowa wciąż była. Relację między nami stwarzała: Książę – księżniczka. Rycerz – dama serca.

 

Tyle narracja, a teraz interpretacja:

Cóż… Podanie róży można interpretować jako akt performatywny. Róża mówi: kocham cię, albo: jesteś piękna. Cokolwiek. Ale jest także performatywnym cytatem, i jakby powiedziała Butler, tylko dlatego moc performatywu posiada. Jak pisze Ewa Hyży, opisując oczywiście teorię Butler, „performatywna wypowiedź działa tylko w takim stopniu, w jakim pokrywa się z istniejącą już konwencją. Modelem takiego cytatu jest dla Butler cytowanie ustaw prawa przez sędziego, który w ten sposób nadaje swoim performacyjnym deklaracjom moc wiążącą”. Na czele tego wszystkiego stoi oczywiście słynne „ogłaszam was mężem i żoną”. [E. Hyży, Kobieta, ciało, tożsamość. Teorie podmiotu w filozofii feministycznej końca XX wieku, Kraków 2003, s. 167.]

 

Skąd cytat wręczania różyczki? Z baśni, z romansów rycerskich.

 

Oprócz „kocham cię”, róża mówi jeszcze: „bądź moją księżniczką, damą serca, bądź moją dziewczyną”.

 

I tu właśnie coś stało się z moim ciałem: ciało zadziewczyniało. Zyskało kontury, dziewczęce. Męskość w swej zdwojonej mocą przebrania (ludycznej narracji, a więc hiperformy) sile, wytworzyła przeciwstawną sobie kobiecość, która zamknęła nas (mnie i moją dziewczynę) na chwilę w klatce owej binarnej relacji. Interakcji. Wzajemnego formowania się w męskie – żeńskie. Ona była chłopakiem, a mnie, mówiąc Gombrowiczem, dziewczyna dopadła.

 

Lecz „zostałam dziewczyną” nie tylko po gombrowiczowsku, ale też po lacanowsku i nawet – po derridiańsku. Po lacanowsku – zostałam object petit a, obiektem, w odbiciu którego realizuje się męskość. Tłumacząc skomplikowaną teorię różnicy płciowej u Jacques’a Lacana, Paweł Dybel pisze: „Symbol (object petit a) oznacza wyobrażeniowy obiekt, którym żywi się pragnienie męskiego podmiotu, starając się osiągnąć swój cel: pełną identyfikację z fallusem. Tu w rolę owego obiektu wchodzi kobieta, starając się utrwalić w męskim podmiocie przekonanie, że tylko ona jest w stanie uzupełnić jego brak (kompleks kastracji). Brak ów polega na tym, że męski fantazmat „posiadania”fallusa nie jest tożsamy z „byciem” nim. (…) Kobieta zatem „ustawia się” wobec męskiego podmiotu w pozycji object petit a, starając się stworzyć w nim wrażenie, że uzupełnia i ucieleśnia sobą jego brak – co znaczy, że to ona „jest” fallusem. Tylko wówczas może między kobietą i męskim podmiotem cokolwiek „zaiskrzyć” – może zostać rozbudzone pragnienie podmiotu. (…) podmiot męski (…) wyobraża sobie, że „zdobywając” kobietę, podporządkuje ją sobie bez reszty, uzyskując samemu poczucie pełni, absolutnej samorealizacji. (…) Słowem, kobieta, którą – jak sądzi – zdobył i sobie podporządkował, to w istocie tylko iluzoryczna wyobrażeniowa namiastka, potrzebna mu jedynie po to, aby samemu móc się w swojej męskiej podmiotowości potwierdzić”. [P. Dybel, Refleksje wokół diagramu różnicy seksualnej Jacques’a Lacana, w: Krytyka feministyczna. Siostra teorii i historii literatury, red. G. Borkowska i L. Sikorska, Warszawa 2000, s. 30-42.]

 

Stałam się więc object petit a, luką, potwierdzeniem męskości. Byłam tą, która przyjmuje (zaloty) – czyli tego, kto zaloty oferuje, kto daje różę z pełną galanterii nadzieją, że zostanie przyjęta (że on zostanie przyjęty), że księżniczka mu się odda (biorąc różę), a więc, koniec końców, księżniczka zostanie przejęta. Ja przyjęłam i dałam się zdobyć, bo on dawał i zdobywał. Odegranie więc, w teatrze męskości, koniecznej w nim roli petit object a, umożliwiło emanację obu kategorii – pełnej męskości i pełnej (w pełni pustej – la femme n’existe pas) kobiecości.

 

Zostałam więc też „dziewczyną” po derridiańsku, byłam darem, darzeniem, aby się w końcu wydarzyć. Trzeba utracić, żeby odzyskać – wskazuje derridiańska grafika hymenu. Kobiecość więc odzyskałam „na powrót” (po owym feministycznym kopniaku w lalki, szminki, różowe falbanki i loczki), tak, jakbym odzyskiwała dar, pozwalając na jego całkowitą utratę. Ludyczność i maskaradowa gra symulacji drag performensu pozwoliła na czerpanie przyjemności z tego, czego sztuczność została obnażona. Drag obnaża i pozwala na rozkoszną jouissance.

 

Jednak to wciąż nie wszystko, co się wy/darzyło. Pamiętajmy bowiem, że męskość, która odbiła się w kobiecości, została w tym przypadku odegrana, podmiot męski, za sprawą którego to wszystko się dokonało, nie był… podmiotem męskim.

 

W takim razie co? Butch / femme desire?

Być może cała ta teatralna emfaza męskości podkreśliła jedynie butch masculinity, a butch masculinity wzmogła dziewczęcość femme? Bo przecież rola hetero-księżniczki była jedynie jej lesbijskim ode/graniem…

 

Intertekstualnym gestem przypominam sobie scenę z książki Sary Waters Muskając aksamit: kobieta w męskim stroju dandysa wręcza ze sceny różyczkę najładniejszej dziewczynie z publiczności. Zawsze jest to inna dziewczyna, ta, którą Kitty w danej chwili sobie wybierze. Na widowni co wieczór zasiada Nancy, co wieczór w tym samym miejscu. Co wieczór wpatruje się w Kitty i co wieczór, semiotycznie lesbiańskim gestem, muska aksamit stojącego przed nią fotela. Waters wykorzystuje motyw kobiecego cross-dressingu, (a może i ze względu na obecność sceny można to nazwać drag), aby opisać lesbiańską miłość. Lecz sceniczny chłopiec (kobieta-chłopiec) ustępuje miejsca kobiecie, uczucie podąża za kobiecym ciałem, nie za przebraniem. Uczucie ma być autentyczne, fabuła kończy się miłością feministycznie lesbiańską, która okazuje się bardziej szczera, prawdziwsza niż ta, co się zrodziła z przebieranek.

 

Czy przebieranka to tylko chwilowy teatr?

Czy nowa możliwość narracji pożądania, inne niż na hetero czy homo rozpisywanie relacji między płciami?

Gdybym tak teraz fenomenologicznym wysiłkiem zadałasobie pytanie, czego ja sama pożądałam w mojej dziewczynie, kiedy była przebrana, to przecież nie tej skarpetki, co ją miała w spodniach, bez przesady, ani też tego, co ta skarpetka symbolizuje – tym bardziej bez przesady, to już wolę samą skarpetkę. Ale także, a może przede wszystkim, nie ciała spod kostiumu, bo to ciało było dla mnie na co dzień, bez przebrań, a więc? Jakiegoś tajemniczego pomiędzy, półcienia, profilu płci, cielesnej nieokreśloności? Czy zapadam/y się (pożądając tego co „drag”) w „rozkoszne otchłanie – jak chce Foucault – nietożsamości”? [Por. M. Foucault, Prawdziwa płeć, w: Szaleństwo i literatura, tłum. A. Lewańska, Warszawa 1999, s. 293-301.] Bezpłciowości? Jakim cudem? Przecież to płci się pożąda, to płeć jest seksowna, płeć czyli sex. Więc może chodzi o przekroczenie bariery owego Sexu? Perwersję transgresji, namiętną przyjemność (de)mistyfikacji?

 

Paradystyczny czy nie, drag king show, jak sądzę, wzbudza pożądanie, które wymyka się temu, czym przyzwyczaiłyśmy się pożądanie opisywać. Niweluje podział na męskie i kobiece, na masculinity i butch maskulinity, na twarz i maskę, na ciało i kostium, perwersyjne i normatywne, na sztuczne i realne, drag jest jak „nie-punkt” rozklejający fenomen desire.

 

Skoro płeć jest performatywem (a czasem i performensem), pożądanie może podążać za kostiumem, niekoniecznie za ciałem, a nawet ciało może być przedłużeniem kostiumu, a gra cielesności – jednak – maskaradą… Maskaradą, w której gubi się i zapętla nie tylko płeć drag kinga, ale i twoja własna, jeżeli tylko sobie na to pozwolisz.










Marta Konarzewska


Furja 01 

Nieregularnik Lesbijsko - Feministyczny



http://furia.org.pl/

edzamieszczono: 2010.12.21

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2749 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj