Artykuły, teksty, opracowania

INNI? Część 1: Jak Krzysztof poznał Anię


Z wczesnego dzieciństwa pamiętam zwykły, szary blok mieszkalny i podwórko na którym bawili się moi rówieśnicy: chłopcy i dziewczynki, ale z chłopcami jakoś mi od początku coś nie pasowało. Bardziej pociągały mnie zabawy z dziewczynkami, więc szybko na podwórku zaczęto mnie przezywać "babskim królem".


Z dziewczynkami łatwiej było mi się dogadać. Ich sposób myślenia, mówienia, rodzaj zabaw i to wszystko co robiły, zdecydowanie bardziej mi odpowiadało niż te wszystkie chłopięce zachowania i zabawy. Zabawy w wojnę, obrzucanie się kamieniami, czy wyścigi na szczyt pagórka, coraz bardziej zaczęły wydawać mi się czymś zupełnie bez sensu. Dziewczęce zabawy w dom czy sklep odpowiadały mi zdecydowanie bardziej. No i wszystkie te przedmioty używane w zabawach, a najbardziej lalki. Każda lalka miała imię, czasami nawet charakter czy temperament i z lalką można było rozmawiać...
W szkole podstawowej też było mi bliżej do dziewczyn niż do chłopaków. No bo o czym rozmawiać z chłopakami na przerwie, kiedy oni wrzeszczą, biegają bez sensu po korytarzu, podkładają sobie nogi i robią mnóstwo podobnych głupot. A z dziewczynkami miałam wiele wspólnych, „babskich” tematów do obgadania. Moja potrzeba bycia jak najbliżej nich była tak silna, że chciałam nawet ubierać się tak jak one. To były czasy, kiedy w szkole noszono koszmarne satynowe fartuszki. Nie było jeszcze wtedy w Polsce T – shirtów, więc chłopcy pod spód zakładali jakąś podkoszulkę, ale dziewczynki, żeby podkreślić swoją kobiecość, zakładały pod taki mundurek bluzeczki z koronką czy falbanką. Jakoś tak w trzeciej klasie wypłakałam u mamy taką „dziewczyńską” bluzkę i zaczęłam ją zakładać pod szkolny fartuszek. Co w rezultacie ustawiło mnie już zupełnie poza szkolną społecznością. Dzieci zaczęły postrzegać mnie jako zupełnego odmieńca, Przezywano mnie już nie tylko „babskim królem”, ale lalusiem, a nawet pedałem. Oprócz tych epitetów zdarzało mi się także dostawać wciry. Byłam łatwym celem i jak tylko któryś z chłopaków chciał się popisać przed kolegami, to dostawałam bęcki. Do dziś podstawówkę wspominam jako jedno pasmo traumatycznych przeżyć. Ze strony nauczycieli nie było na te wszystkie zdarzenia jakiejkolwiek reakcji, a przecież musieli to wszystko zauważać. Owszem, zdarzało się, że wzywano do szkoły mamę lub też mama przychodziła sama po tym jak wracałam do domu zapłakana. Przypominam sobie nawet, że sama zgłosiła się do trójki klasowej, pewnie po to, żeby być bliżej i mnie jakoś chronić. Ale i to nic nie zmieniło. W domu rodzice ze mną nie rozmawiali na ten temat. Pewnie omawiali te sprawy między sobą, ale nigdy w mojej obecności. Niekiedy mama delikatnie starała się mnie ukierunkowywać: Idź, Krzysiu, pobaw się piłką z kolegami. Za to tata zabierał mnie na męskie wyprawy do muzeum lub na wakacje tylko we dwóch. Dzisiaj wiem, że w ten sposób po swojemu próbowali mnie „ustawić” na męski tor.
Jest w dziecięcych społecznościach taki moment, kiedy wyraźnie i ostro zarysowuje się podział na grupę chłopców i dziewcząt. To się dzieje zwykle około 12 roku życia. To dla mnie był moment na deklarację. Wybór był taki: albo będę outsiderem, albo opowiem się po którejś ze stron. Wtedy dotarła do mnie świadomość nie tyle mojej inności, ale tego, że tak naprawdę jestem dziewczynką. Wiedzę o tym, jak wygląda chłopczyk i że ma siusiaka, dziecko zwykle zdobywa w wieku 5 czy 7 lat. Więc w wieku lat 12 dokładnie wiedziałam, że mam ciało chłopca i chyba po raz pierwszy wtedy odczułam, że to jakaś pomyłka jest. Coraz częściej nazywałam siebie Anią. To była moja wielka tajemnica.

W szafie, którą zbudował mój tata, odkryłam przypadkiem wolną przestrzeń, do której można było się dostać podważając jej dno. Tam od wielu lat mieszkała Ania i tam gromadziłam moje tajne skarby. Ania, to była moja ukochana, szmaciana lalka z wczesnego dzieciństwa. Kiedy ten w miarę beztroski okres mojego życia się skończył, zaczęłam zauważać, że dalsze moje zabawy z lalką są źle postrzegane. Więc kiedy odkryłam to tajne miejsce w szafie, zaczęłam tam Anię chować przed światem. Ale jak szłam do szkoły, to zabierałam ją często ze sobą ukrywając na dnie tornistra. To nawet kiedyś stało się powodem zajadłej bójki w trzeciej klasie. Pewnego dnia, jeden z kolegów jakoś odkrył tę tajemnicę i ku uciesze całej klasy wyciągnął Anię z tornistra. Zaczęły się drwiny i wulgarne żarty ze mnie i z mojej ukochanej lalki. Wtedy w jakimś akcie desperacji rzuciłam się do boju. Sama nieźle wtedy oberwałam, ale też dotkliwie pogryzłam i pokopałam prześladowców. Najważniejsze jednak było to, że w końcu odzyskałam Anię. Wtedy po raz pierwszy poczułam, że to ja sama jestem Anią.
Skarbów na dnie szafy przybywało: jakieś podkradane mamie resztki kosmetyków, niemalże doszczętnie zużyte szminki czy pończochy z lecącymi oczkami uratowane przed podwórkowym śmietnikiem itp. Udało mi się także jakimś cudem zdobyć kilka damskich fatałaszków. Na dnie szafy było królestwo Ani, mój świat, moja tajemnica, którą wydobywałam na zewnątrz tylko wtedy kiedy byłam sama w domu. Tak zdarzało się często, bo nie chciałam chodzić do szkoły, było mi tam źle, nie lubiłam tego wszystkiego co mnie tam spotykało. Często symulowałam chorobę na tyle skutecznie, że mama pozwalała mi zostawać w domu. Wtedy dopiero, kiedy rodzice byli w pracy, Ania wychodziła z szafy i mogłam być sobą.
Tak pod koniec podstawówki na dobre zdałam sobie sprawę z tego, że powinnam się uczyć być chłopakiem. Zrozumiałam prostą zasadę: dostaję w dupę jak nie jestem taka jak oni, bo powinnam być taka jak oni i trzymać z nimi. W tym samym czasie zaczęłam być również odrzucana przez dziewczyny. Te psiapsiółki z czasów kiedy miałam 7 czy 8 lat i z którymi wtedy się świetnie bawiłam, stały się teraz dziewczętami 12, 14 letnimi. Takie pannice rozmawiają już o zupełnie innych sprawach i mają zupełnie co innego w głowach. Znalazłam się więc w zupełnej próżni. Została mi tylko zakonspirowana w szafie Ania. Żeby jakoś temu zaradzić uczyłam się w przyspieszonym tempie bycia chłopakiem. I w 7 czy 8 klasie podstawówki nie byłam już, jak to się wtedy mówiło, takim „lamusem” w oczach klasy. Zaczęłam grać na gitarze, chodziłam na koszykówkę na „Skrę”, więc mogłam popisać się potem na boisku przed kolegami jakimiś koszykarskimi trickami. I tak jakoś szczęśliwie udało mi się dotrwać do końca podstawówki. Tyle tylko, że przez te częste nieobecności miałam spore zaległości w nauce i moja średnia to było zaledwie 3+.

Dalsza historia Anny, w dwóch kolejnych numerach TR:
Młodość, miłość i... Ania wychodzi z szafy.
Coming out i trans – fuzja.

Czekamy na Wasze listy, opinie i propozycje w sprawie cyklu INNI?


2010-10-13 14:58:00, autor: Marek Mioduszewski

   

http://www.tygodnikradomski.pl
edzamieszczono: 2010.10.21

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3607 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj