Artykuły, teksty, opracowania

INNI? - Część 2: Młodość, miłość i... Ania wychodzi z szafy


Kończyła się moja nauka w podstawówce, ja udawałam chłopaka, a Ania żyła drugim, tajnym życiem w domu. Mama na pewno o tym wiedziała, ale w domu nie było na ten temat żadnych rozmów wprost. A tata...? No cóż był człowiekiem bardzo zajętym pracą i oczekiwał w związku z tym, że tego typu psychologicznymi sprawami raczej zajmie się mama.





Jak na to wszystko patrzę teraz, z perspektywy czasu, to przypuszczam, że on też wiedział. Domyślał się, czy też mama mu coś powiedziała, ale starał się to wypierać i udawał sam przed sobą, że nie ma żadnej sprawy. Miał zresztą własny pomysł na rozwiązanie sprawy i często zabierał mnie na „męskie” wycieczki do muzeum kolejnictwa czy do zoo. To pewnie był taki jego sposób, żeby zrobić ze mnie chłopaka.

Nie mogę powiedzieć, że tata miał do mnie dystans, czy też traktował mnie chłodno, ale jednak to nie były takie relacje jak z mamą. To ona była moim sojusznikiem: chodziła do szkoły na wywiadówki, czy wtedy kiedy wracałam do domu zapłakana po tym jak mi dokuczali w klasie. Była kiedyś nawet między nami na ten temat rozmowa. Nie pamiętam już dzisiaj dokładnie jak przebiegała, pamiętam jednak konkluzję: Krzysiu, ale ty musisz się nauczyć być chłopakiem! Bo jak nie będziesz chłopakiem, to co?


Oboje z ojcem chcieli mnie przestawić na właściwy, ich zdaniem, tor. Takie to były czasy, że w Polsce wtedy nikt jeszcze głośno nie mówił o transseksualizmie. Można było być albo chłopakiem, albo dziewczyną, wybór był nieodwracalny i dokonywał się w momencie przyjścia na świat. Sama już wiedziałam, że jestem inna, ale wiedziałam również, że nie da się z tym nic zrobić. Nie było żadnej opcji.


Pewnie dlatego, żeby definitywnie zerwać ze środowiskiem szkolnym z podstawówki, rodzice zapisali mnie do technikum w drugim końcu miasta. Chciałam iść do ogólniaka, ale oni twardo postawili na swoim. No i okazało się, że mieli rację, bo w tej nowej szkole nikt mnie nie znał. Była więc szansa na swego rodzaju nowe otwarcie.

Wśród nowych koleżanek i kolegów znów próbowałam być chłopakiem. Nauczyłam się robić to na tyle dobrze, że w rezultacie polubiłam chodzenie do szkoły, chętnie się uczyłam i miałam bardzo dobre oceny. Dosyć szybko zdobyłam popularność w szkolnych kręgach. Zaakceptowano mnie do tego stopnia, że gdzieś tak w drugiej klasie trafiłam do szkolnej elity. Grałam na gitarze, występowałam w szkolnym kabarecie... To zaczęło mi nawet sprawiać dużą frajdę i po tych traumatycznych przeżyciach w podstawówce, odzyskałam nadzieję, że może jakoś da się normalnie żyć.
Poza tym byłam chyba postrzegana jako przystojny chłopak, bo dziewczyny zwracały na mnie uwagę. Zaczęłam nawet chodzić z jakąś dziewczyną, szalenie się zakochałam na dwa tygodnie, ale to mi nagle przeszło w jeden wieczór. Potem chodziłam z kolejną dziewczyną, której bardzo na tym zależało i było jeszcze kilka szkolnych miłostek, jak to bywa z młodymi ludźmi w tym wieku.


To wszystko nie spowodowało, że nie było Ani. Ania dalej mieszkała na dnie szafy, ja ze wszystkich moich przeżyć po babsku zwierzałam się pamiętniczkowi i powiększałam sekretną kolekcję kobiecych akcesoriów. Coraz większą radością były te krótkie chwile kiedy, będąc sama w domu, mogłam umalować się i ubrać się w damskie fatałaszki. Zresztą nadarzyła się wtedy pewna okazja...
Miałam w tamtym czasie przyjaciela, który stawał mi się coraz bliższy, aż w pewnym momencie mi odbiło i poczułam, że go chyba kocham. Długo kochałam go platonicznie, ale jednocześnie najpierw nieświadomie, a potem już z pełną świadomością próbowałam się do niego zbliżyć. Prowokowałam go, wymyślając różne zabawy. Pewnego razu, kiedy poszliśmy do niego na wagary, przebrałam się w ubrania jego mamy i zaproponowałam, żebyśmy wyszli na spacer jako para. Zgodził się, dla niego to była fajna zabawa, ale dla mnie była to wreszcie okazja do spełnienia marzeń. Mogłam, od biedy, uchodzić za kobietę, z powodu damskich ciuszków i długich włosów (to były czasy, kiedy zaczęto pozwalać chłopakom na takie fryzury). Wyszliśmy na ulicę, chodziliśmy pod rękę i byłam taka szczęśliwa, że zakochałam się w nim jeszcze bardziej. Ale kiedy chciałam się przytulić, stanowczo mnie odepchnął... To było dla niego przekroczenie granicy, której nie chciał przekraczać. Zabawa w przebieranki szybko się skończyła, a następnego dnia wręcz mi powiedział, żebyśmy „tego” więcej nie robili. Niedługo potem wyjechał z kraju i sprawa skończyła się definitywnie.


Życie pokazało później, że potrafię się także poważnie zakochać w dziewczynie. Zakochałam się w takiej dziewczynie z którą chodziłam wiele lat, potem wzięliśmy ślub i mieliśmy dziecko. Była moją żoną...
Czas zakończenia nauki w szkole średniej, to był wtedy moment kiedy o młodych mężczyzn upominała się armia. Obowiązkowa jeszcze wtedy służba wojskowa przerażała mnie do tego stopnia, że kombinowałam jak się z tego wymigać. Wymyśliłam sobie wreszcie taki patent: skoro jestem taka inna, to może to spowoduje, że nie dostanę kategorii ”A” i nie pójdę do wojska. Potrzebny był do tego jeszcze jakiś urzędowy papier, tylko jak go zdobyć? Pomógł mi przypadek, kiedyś wpadł mi w ręce tygodnik „itd.” z artykułem seksuologa, Zbigniewa Lwa – Starowicza.na temat transseksualizmu. Kilka lat wcześniej, ze zgrozą przeczytałam w jakiejś książce, że w Związku Radzieckim transseksualistów leczy się barbarzyńskimi elektrowstrząsami, a tutaj, w tym artykule podane były ciekawe i rzeczowe informacje o nowoczesnych metodach leczenia takich osób.

Postanowiłam odszukać dra Starowicza i zgłosić się do niego w sprawie Ani. Udało mi się wreszcie do niego dotrzeć i w jego gabinecie po raz pierwszy w życiu wyznałam komuś, że cały czas czuję się kobietą, i że jest mi źle w roli mężczyzny, którego ciągle muszę udawać. Dr Starowicz skierował mnie na psychoterapię, konsultacje itp. i po paru miesiącach dostałam zaświadczenie, w którym czarno na białym potwierdzał, że jestem transseksualistą (dzisiaj napisano by, że jestem transseksualistką). Wydawało mi się wtedy, że dzięki Ani na chwilę wypuszczonej z szafy w zaciszu lekarskiego gabinetu, już nic mi nie grozi. Skoro mam takie zaświadczenie, to nie muszę się już obawiać poboru do armii. Ale już pierwsza komisja poborowa pokazała jak bardzo się myliłam. Zaświadczenie, owszem, zostało przyjęte, ale po przejściu wszystkich badań, ku mojemu przerażeniu, dostałam kategorię „A” – zdolny do służby wojskowej bez ograniczeń. Komisja stwierdziła, że moje zaświadczenie jej nie interesuje.


Nie było żartów, jedynym rozwiązaniem było dostanie się na studia. Wydawało mi się , że po technikum powinnam bez problemów dostać się na uczelnię techniczną. Więc za pierwszym razem zdawałam na inżynierię lądową, ale bez powodzenia. Poszłam do pracy i jednocześnie przygotowywałam się do kolejnego egzaminu na studia. Jakoś szczęśliwie udało mi się w ten sposób przeczekać bez powołania do wojska i po roku ponownie podeszłam do egzaminu na studia. Tym razem był to kierunek humanistyczny: psychologia. Egzaminy się powiodły i widmo „pójścia w kamasze” przestało mnie straszyć po nocach. Wybrałam psychologię, którą zainteresowałam się już podczas wizyt u dra Starowicza. Trochę także dlatego, żeby zrozumieć to wszystko co działo się w mojej głowie. Czasem dzisiaj żartuję, że dr Starowicz jest moim psychologicznym ojcem chrzestnym.


Dalsza historia Anny, „Coming out i Trans – Fuzja”,  w kolejnym numerze TR:
Czekamy na Wasze listy, opinie i propozycje w sprawie cyklu INNI?

tygodnikradomski.pl

Marek Mioduszewski

edzamieszczono: 2010.11.10

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3101 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj