Artykuły, teksty, opracowania

INNI? - Część 3: Coming out i Trans-Fuzja


Zawsze szukałam miłości i przyjaźni. Te dwie rzeczy były i są dla mnie najważniejsze. Więc, kiedy jeszcze w szkole średniej pojawiła się w moim życiu dziewczyna i poczułam z jej strony wzajemność, wpadłam po uszy.

Moja największa miłość. Sześć lat trwało nasze narzeczeństwo, aż jej mama kiedyś niby żartem zapytała: Tyle lat do niej przychodzisz, ale czy ty masz wobec niej jakieś poważne zamiary? I tak od tego żartu się zaczęło, a skończyło się ślubem. Jak dziś to oceniam, zrobiłam potworny błąd, nie mówiąc jej przed ślubem o moim transseksualizmie. Zakonspirowana w szafie Ania i jednocześnie olbrzymie pragnienie miłości. Tu tajemnica, a tu wzajemność, którą obawiałam się zniszczyć ujawniając Anię. Wybrałam miłość i nasze małżeństwo przetrwało 20 lat.


Jakiś czas po ślubie postanowiliśmy stworzyć pełną rodzinę i przyszedł na świat nasz syn. Jak pojawiło się dziecko, to „poszłam w odstawkę”. Przestałam się liczyć, a małżeństwo zaczęło się coraz bardziej psuć. Może to właśnie było powodem, że postanowiłam się mocniej zająć sobą i swoimi problemami. Zgłosiłam się do Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, gdzie dr Kazimierz Imieliński i dr Stanisław Dulko rozpoczęli pierwszą wtedy w Polsce terapie transseksualizmu. Chciałam się wreszcie dowiedzieć jak to ze mną jest i co z tym da się zrobić. Wtedy trwało to jeszcze dosyć długo i po dwóch latach niezwykle szczegółowych badań dostałam ostatecznie potwierdzoną opinię o moim transseksualizmie. Zadano mi także pytanie: Czy chce się pani poddać operacji? To był potworny dylemat, bo z jednej strony żona, którą kocham, małe dziecko, rozpoczęta po studiach kariera zawodowa, pierwsze, niezłe jak na tamte czasy, pieniądze... i to wszystko, to całe dotychczasowe życie jako facet, będę musiała teraz rzucić? Najważniejsza dla mnie była jednak moja miłość do żony i dziecka, więc postanowiłam z nią o tym porozmawiać. Byłam jej to winna, bo po raz kolejny uświadomiłam sobie jakie świństwo zrobiłam, nie ujawniając tego przed ślubem. Ta rozmowa nie odbyła się zresztą od razu, długo przygotowywałam grunt, sondowałam... Chciałam i jednocześnie bałam się tego bardzo. Efektem tych moich podchodów było to, że w naszym małżeństwie zaczęło się coraz bardziej psuć i wręcz zawisło na ostrzu noża. Postanowiłam jednak wreszcie powiedzieć prawdę, licząc że to oczyści atmosferę. Nie byłam wcale przekonana co do operacji, chciałam tyko żeby wreszcie przestać się ukrywać przed najbliższymi. Byłam wręcz zdecydowana, żeby przeżyć do końca życie z moją żoną jako facet. Dla nas, dla niej, dla dziecka, dla mnie samej. Dla tego wszystkiego tego co już było. Zadeklarowałam, że jeżeli ze mną zostanie, to ja postaram się, żeby nic się dalej nie stało. Zaprowadziłam ją do dr Dulki, gdzie jej wytłumaczono wszystko co i jak. Wreszcie „stanęliśmy w prawdzie” i ten stan zawieszenia, wypełniony konsultacjami u psychologów i lekarzy, trwał kolejne dwa lata, po czym podjęliśmy decyzję, że spróbujemy dalej być razem. Ta decyzja bardzo mnie ucieszyła, bo bardzo bałam się podjęcia radykalnych kroków. I nie chodziło mi wtedy o samą operację, ale o społeczne skutki takiej decyzji. Poznałam już wtedy osoby, które po operacji miały olbrzymie problemy egzystencjalne: strata pracy, brak środków do życia, rozwodowa szarpanina, społeczne wykluczenie itp. To wtedy chyba w mojej głowie zrodził się pomysł na Trans – Fuzję.


Cały ten okres naszego małżeństwa przebiegał pod hasłem: Daj zapomnieć! To były słowa, które po tym domowym coming out, w ustach mojej żony pojawiały się jak lejtmotyw, ilekroć natrafiała na ślady Ani. Było raz lepiej, raz gorzej, dziecko dorastało, a w nas dojrzewała chęć jakiegoś rozwiązania tej sprawy. I kiedy Ania po raz kolejny dała znać o sobie, moja żona zdecydowała się na rozwód.


Syna do takiej sytuacji przygotowywałam właściwie od pierwszych lat jego życia. Chyba podświadomie przeczuwałam takie właśnie rozwiązanie sprawy. Szczęśliwie udało mi się wychować go na bardzo tolerancyjnego człowieka. Mieliśmy i mamy ze sobą bardzo dobry kontakt, często się spotykamy, mamy wspólnych znajomych... Bardzo się kochamy.

fot. Katka Reszke


Rozmowa z Anną Grodzką, prezesem fundacji Trans - Fuzja.


Chcemy obalić mity i stereotypy dotyczące transwestytów i transseksualistów. Chcemy pokazać, że osoby trans żyją wśród nas, że mają pełne prawo do tego, aby realizować się i żyć w zgodzie z sobą. Że ich obecność wzbogaca nasze społeczeństwo, bo społeczeństwo, które odcina się od własnej różnorodności, staje się uboższe i mniej elastyczne. Tak na stronie internetowej fundacji Trans – Fuzja piszecie o waszej misji. A jak ta misja przekłada się na konkret?


Naszymi działaniami staramy się doprowadzić do tego, żeby w Polsce, podobnie jak w wielu innych europejskich krajach, w tym w większości krajów należących do Unii Europejskiej, wprowadzono prawo ułatwiające normalne funkcjonowanie osobom po zmianie płci. Takie prawo jest już miedzy innymi w Niemczech, Holandii, Hiszpanii, Danii, Szwecji, Norwegii, Finlandii.

To, że można u nas dzisiaj prawnie przeprowadzić zmianę płci, to jeszcze nie wszystko, bo powoduje to niejednokrotnie różnego rodzaju problemy i to nie tylko ze strony najbliższego otoczenia. Często takie osoby zmieniają lub tracą miejsce pracy. Załóżmy, że funkcjonując już jako kobieta, szukam nowej pracy i składając aplikację muszę napisać CV. Rodzi się dylemat: napisać prawdę, czy stworzyć życiorys, który zaczyna się w dacie wystawienia decyzji sadu o zmianie płci? Kolejnym problemem jest to, że dokumenty z poprzednich miejsc pracy, opinie, świadectwa i dyplomy wystawione są mężczyznę. Pół biedy jeżeli sprawa dotyczy kogoś młodego i tych papierów jeszcze nie jest dużo. Zdarza się, że firmy czy szkoły idąc takim osobom na rękę, wydają odpis dokumentu z nowym nazwiskiem. Ale kiedy dotyczy to kogoś starszego, wtedy problem jest poważniejszy. Nie ma niestety żadnych uregulowań prawnych, które nakazywałyby wydawanie takich dokumentów.


Kolejna sprawa: jeżeli zmieniam płeć to kim wtedy jestem dla mojego dziecka? Najwygodniejsze byłoby określenie „rodzic”, ale niestety w polskim prawie istnieją tylko określenia „matka” i „ojciec”. Takie relacje od strony ludzkiej są trudne, ale w większości daje się je jakoś ułożyć. Natomiast nasze prawo jest w tym względzie jeszcze mocno niedoskonałe.


Jak słucham tego, o czym pani mówi, to nasuwa mi się skojarzenie z tym wszystkim o co walczą polskie feministki. Niby nie to samo, ale jednak...

Jak najbardziej, zresztą polskie organizacje feministyczne mocno popierają nasze działania. My popieramy to co one robią, one popierają nas, wspólnie chodzimy na Manify i inne demonstracje.


Wychodzi wiec na to, że w Polsce przeprowadzenie prawnej zmiany płci, to nie jest wcale koniec problemów.

Już nawet w Iranie dopuszcza się zmianę płci. A o tym, że nie jest to wcale taka marginalna sprawa najlepiej świadczą liczby: według szacunkowych kalkulacji, osoby transseksualne, to około 1% światowej populacji, a raz na 30 tysięcy urodzeń, rodzi się dziecko, którego płeć jest tzw. pomyłką Boga.


W Polsce prawna zmiana płci jest warunkiem przeprowadzenia ewentualnych, późniejszych operacji. Nawiasem mówiąc, w USA i w wielu krajach na świecie kolejność jest dokładnie odwrotna. Polska procedura wygląda tak, że osoba chcąca zmienić płeć zgłasza się najpierw do lekarza psychiatry – seksuologa, który przeprowadza szereg badań i konsultacji m. in. z psychologami. Prowadzi również obserwację takiego pacjenta, następnie jeżeli uzna, że jest to osoba transseksualna, wydaje opinię dokumentującą taki fakt. Z taką opinią i z wnioskiem o prawną zmianę płci, na podstawie art. 189 Kodeksu postępowania cywilnego, należy zwrócić się do sądu. W momencie składania takiego wniosku trzeba być osobą pełnoletnią oraz, w rozumieniu prawa wolną czyli nie będącą w związku małżeńskim. Cała taka procedura w trwa 2 – 3 lata. Nie jest to ciągle jeszcze w naszym kraju sprawa łatwa.

Dlatego właśnie powstała fundacja Trans – Fuzja, żeby pomagać takim osobom i ich bliskim. Prowadzimy także działalność samopomocową: spotkania, grupy wsparcia, zapewniamy pomoc prawną itp.


Trans – Fuzja, jest jedyną w Polsce organizacją pozarządową, która za główny cel stawia sobie działalność na rzecz osób transpłciowych, czyli takich które w najróżniejszy sposób przekraczają normy płci, powszechnie uznawane za obowiązujące.



tygodnikradomski.pl



Marek Mioduszewski

edzamieszczono: 2010.11.10

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2999 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj