Artykuły, teksty, opracowania

Jak bardzo jesteś trans?


Jedni mówią o sobie w rodzaju żeńskim, drudzy męskim. Jedni przybierają żeńskie imiona, inni mają nicki jakieś takie zupełnie bezpłciowe. Jak bardzo do nich pasujesz i jak bardzo się od nich różnisz? Kim jesteś? Jak się określisz?

Cd, tv, ts, tg – tymi skrótami możesz się określać. Robisz to? Odpowiedz sobie na pytanie: jak bardzo jesteś „trans”? Podeprzyj się testem ‘cogati’, przeczytaj wszystko, co jest na tym portalu, wejdź do transpokoiku, spotkaj się z ludźmi. Już wiesz? Kim jesteś? „Przebieram się w damskie ciuszki”, „bywam nią”, „uwielbiam czuć na sobie dotyk pończoch”, „mam takie dziwne poczucie androgyniczności”, „nie czuję swojej płci”, „jestem i kobietą i mężczyzną”.

Przeczytałeś, przemyślałeś, sklasyfikowałeś, nazwałeś. Do nicka dopisujesz te dwie literki. Teraz twoje poczucie płci zawiera się w tym jednym skrócie: ts, tv, tg, cd. Ale to ci jakoś tak dziwnie nie wystarcza, bo niby jesteś „tv”, ale… Niby jesteś „tg”, ale czy na pewno?

No, dobrze, załóżmy, że jesteś tv. Masz jedną parę rajstop. Wchodzisz na czat jako, o!, na przykład: ania_tv. Nie masz ani peruki, ani szpilek, ani sukienki. Ani halki nawet. Ponieważ pierwszy raz piszesz o sobie w rodzaju żeńskim, to co chwila mylą ci się końcówki. „Jak masz na imie? Z kad jestes?” pytają. Odruchowo wpisujesz: rafa…, ups, tzn. ania. Jestem ania_tv. „A co masz na sobie, Aniu?” A ty masz na sobie dres i polar. Bo jest zima i środek nocy. Twoje rajstopy leżą głęboko na dnie szafy, w szufladzie, na samym spodzie, tak, żeby nikt ich nie znalazł. A nawet, jeśliby znalazł, to by pomyślał, że one tam przypadkiem, tak od lat leżą, zapomniane przez jakąś kobietę, może ciotkę, która was kiedyś odwiedziła, może kuzynkę. I masz jeszcze jeden pokruszony cień do powiek. Ale nawet nie wiesz, czy ten odcień zieleni pasuje do twojej cery. Ale jakoś tak lżej ci na duszy, wiedząc, że jednak ten cień tam leży i, że twoje kobiece rajstopy nie są już tak samotne. Więc w sumie dobrze, że go masz, nawet jeślibyś go nie miał, o przepraszam Aniu, nawet jeślibyś go nie miała nigdy użyć.

Siedzisz przed monitorem w tych spodniach i bluzie, ale mentalnie to właśnie, że nie! Bo właśnie, że jesteś Anią, masz na sobie letnią sukienkę i sandałki na koturnie. Słyszysz ciche pobrzękiwanie kolczyków. Pierścionek z niebieskim oczkiem stuka o biurko. Zakładasz za uszy pachnące łąką i słońcem włosy. Jesteś Anią. Zauważasz, że ostatnio czujesz pełnię. Że, od kiedy myślisz i piszesz o sobie w rodzaju żeńskim – czujesz się bardziej sobą. Jesteś jakaś taka lepsza, szczęśliwsza, spokojniejsza. Odprężasz się. Problemy odpływają. I co z tego, że sukienka jest wyobrażona? Może tobie ona do szczęścia wystarczy? A może wystarczy ci taki babski łańcuszek, który omotasz wokół nadgarstka jako bransoletkę?

No, tak. Ale chyba powinieneś, powinnaś Aniu, kupić sukienkę. Oraz buty i pończochy. I torebkę. I szminkę. I perukę. Jak możesz się bez tego obyć, skoro jesteś t-r-a-n-s-w-e-s-t-y-t-ą??? Teraz zastanawiasz się, gdzie kupić szpilki w rozmiarze 48 i pół. Bo chyba nie wypada ci przyjść na TP w glanach i spodniach? Co innego, jeśli jesteś transwestytką, wtedy to nawet powinnaś/powinieneś.

Trzaśnięcie drzwiczek, stukot obcasów na chodniku, kurczowo trzymana torebka, lekkie zdenerwowanie albo uścisk w żołądku. Cmok-cmok w policzki. Już jesteś w klubie. Aaa, więc jednak ktoś się nie przebrał. Przyszedł en homme – w dżinsach i koszuli. Ale jednak dobrze, że to nie ty, bo tamten, co chwila słyszy „czemu nie jesteś przebrany?”. Uff, przynajmniej to masz z głowy. A właśnie, co do głowy, dobrze się trzyma ta peruka?

Rozglądasz się dookoła i czujesz się jak kopciuszek. Otaczają cię same piękności, a ty wiesz, że wyglądasz jak przebrany facet. A ta dziewczyna, tam, w rogu… Jaka ładna. Genetyczna. Patrzysz na nią i marzysz o tym, żeby umieć poruszać się z takim wdziękiem, jak ona. Pytasz sąsiada, który wygląda na zaznajomionego z towarzystwem, kim jest ta piękność. Co??? Wolne żarty. Nie, niemożliwe. Jak to: to nie jest kobieta? No, przecież widzę. Ale ja widzę, że to nie jest przebrany facet. To kobieta jest. Kobieta.

Przed chwilą czułeś się jak kopciuszek, no, to teraz już jesteś baba jaga albo w ogóle jakiś wąsaty, brodaty chłop. Bo skoro ona (on??) może tak wyglądać…

Przeczytałaś/łeś dziesiątki artykułów, postów, stron internetowych, Założyłaś/łeś sukienkę/spodnie, poznałeś/łaś osobiście crossdresserów. Tych „przebranych” i tych „ubranych”. Tych, którzy „dla zabawy”, „dla żartu”, „dla seksu”, tych, którzy „rzadko” i tych, którzy „codziennie”. Tych, którzy mają kolekcję ubrań oraz takich, co mają jedne rajstopy. I czy odpowiedziałeś/łaś sobie na pytanie, kim ty jesteś? Czy już wiesz? A może właśnie dopiero teraz nie wiesz.

Wsiadasz w samochód. Muzyka, zapach perfum i papierosów, emocje, noc i setki kilometrów przed tobą. Ciemno. Spokój. Wjeżdżasz w noc i nagle nachodzi cię taka myśl: A może z transem jest tak, że to jest kontinuum? Że jeden biegun to będą ludzie, którzy w jakiś sposób czują, że są poza genderem? Że rola społeczna ich ogranicza. I buntują się jakoś. Uciekają normie. Mężczyźni farbujący włosy, depilujący brwi, lakierujący paznokcie. Takie polakierowane na czarno paznokcie. Tak maluje nawet Brian Molko, a przecież jest facetem. Tylko czasem mylonym z dziewczyną. Albo ci, no, depesze, oni też na czarno malują paznokcie, ba, a czasem nawet i oczy sobie kredką obrysują. Albo w ogóle jacyś miłośnicy muzyki, co to w Bolkowie na zamku są koncerty latem… Albo takie dziewczyny, co tak rzadko chodzą w butach na obcasie i sukienkach, że jak już się tak ubiorą, to się czują jak tefałka na wypadzie en femme. Bo te dziewczyny, to tak nie do końca czują się dziewczynami. One się czują jakoś tak bezpłciowo. Tak trochę poza genderem, co nie znaczy od razu, że trans-gender.

A na drugim biegunie transseksualiści. Ci, którzy czują absolutną rozbieżność płci psychicznej i biologicznej. Którzy codziennie czują, że to nie ich ciało i dążą do dostosowania go do siebie. A pomiędzy nimi wszyscy inni, między tymi dwoma biegunami jest taka wielka przestrzeń, co nie znaczy, że niewypełniona przestrzeń. Jedziesz, myślisz, mijasz kolejne słupki i kilometry. Przypominają ci się te filmy, które kiedyś oglądałaś. Wszystko o mojej matce, Gra pozorów. Kim jest Agrado, kim jest Lola, kim jest Dil? No właśnie, kim jest Dil? Kobietą, bo jest kobieca? Nie, mężczyzną, bo ma ciało mężczyzny. Ale ty dziś stałaś obok kobiety, która miała ciało mężczyzny. A ty w niej mężczyzny nie widziałaś. Chociaż wiedziałaś, że jej ubranie skrywa ciało tak samo męskie, jak twoje.

Kim więc jest kobieta, a kim jest mężczyzna? Jeszcze wczoraj wiedziałaś to, Aniu. Ale teraz…teraz nie śmiesz o kimś powiedzieć: kobieta, mężczyzna, transwestyta. Bo niby co jest tym wyznacznikiem, tym warunkiem koniecznym kobiecości czy męskości. Czy osoba, do złudzenia przypominająca kobietę, której pożądają heteroseksualni mężczyźni, jest kobietą, nawet, jeśli ma penisa i nie ma piersi? Czy heteroseksualny mężczyzna może pożądać drugiego mężczyzny? I ile łączy ciebie z tym „transwestytą”, co zawsze przychodzi po męsku ubrany, ale jest tak kobiecy w rozmowie, tak kobiecy na forum i na czacie. On jest już nie twoim kumplem, ale koleżanką. Nie potrafisz o nim myśleć inaczej niż w rodzaju żeńskim, a przecież widzisz, że obok stoi facet. A ile łączy cię z tym „transwestytą”, który zawsze jest en femme, ale nigdy nie jest „przebrany”? A ile z tym, który „kiedyś tak, ale od lat się nie przebiera”?

Jedni mówią o sobie w rodzaju żeńskim, drudzy męskim. Jedni przybierają żeńskie imiona, inni mają nicki jakieś takie zupełnie bezpłciowe. Albo jedne i drugie, których używają na zmianę w zależności od nastroju. Kobiety-transwestytki, które nigdy nie są „przebrane”, bo w ostateczności dużo kobiet chodzi w spodniach i się nie maluje. Osoby o ciałach wykraczających poza jedną płeć. Crossdresserzy. I ty, już sam w twoim samochodzie, ale nadal pośród tego, ich wszystkich. Jak bardzo do nich pasujesz i jak bardzo się od nich różnisz? Kim jesteś? Jak się określisz?

No, cóż, bez względu na to, czy jesteś „poza genderem” (trans – gender), czy transwestytą, czy transgenderystą, czy transseksualistą, to pewna część jest wspólna. Więc jesteś „poza”. Poza normą, poza kategorią, poza schematem, poza określeniami. Jesteś „trans”. A jak bardzo jesteś trans? Hymmm, kiedyś się nad tym zastanowisz.

Voca

edzamieszczono: 2007.06.09

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2834 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj