Artykuły, teksty, opracowania

„Nie dlatego cię kocham, że jesteś dziewczynką czy chłopcem, ale dlatego, że jesteś moim dzieckiem”


Jak to jest usłyszeć od dziecka „jestem innej płci”? Czy łatwo jest stanąć przed sądem jako strona w procesie z powództwa własnego dziecka? Rodzice osób transpłciowych niezwykle rzadko mówią o swoich doświadczeniach. Rzadko też postanawiają ujawnić się i opowiedzieć o tym, jak przyjęli coming out swojego dziecka. Poniższy tekst stanowi rozszerzoną wersję wywiadu psycholożki Agnieszki Rynowieckiej z Elżbietą i Jackiem Dynarskimi, który ukazał się w 58. numerze „Repliki”.

Wiedzieli państwo, jakiej płci urodzi się wasze dziecko?
Mama: Nie, to była niespodzianka.

A mieli państwo jakieś preferencje odnośnie tego. Woleliście chłopca czy dziewczynkę?
Mama: Ja na początku chciałam syna ze względu na to, że od 6 pokoleń najstarsza zawsze rodziła się córka. Wydawało mi się, że dobrze byłoby to przełamać. Mój ojciec powiedział mi wtedy: „dziecko przy takiej linii przodków nie ma szans na syna”. Potem było mi już wszystko jedno. Śnił mi się we wczesnej ciąży jako chłopiec. No i mam syna. 
Tata: Ja chciałem mieć córkę. Mam brata i jako chłopaki w domu nie żyliśmy zbyt zgodnie. Teraz to nie ma żadnego znaczenia, ale wtedy w domu była ciągle taka rywalizacja. Myślałem (oczywiście teraz się z tego śmieję), że jak będzie dziewczyna, to będzie to spokojniejsze dziecko.

Czyli u państwa było odwrotnie niż w przypadku stereotypowych rodziców, gdzie to tata chce syna a mama córeczkę.
Tata: Dokładnie tak.

A gdy były już widoczne preferencje Wiktora co do wyboru np. zabaw, przyjaciół, gdy państwo go wtedy obserwowaliście, to dostrzegaliście jakieś sygnały o jego dysforii czy ewentualnym transseksualizmie?
Tata: Zawsze pamiętajmy o tym, że mówimy o czasach, w których wiadomości o korektach płci były bardzo rzadkie. To było tabu. Dzisiaj jak o tym myślę, to pierwsze symptomy były bardzo wcześnie w wieku kilkuletnim. Natomiast wtedy myślałem, że to okres dojrzewania, albo że to pójdzie w innym kierunku. Zresztą w naszej rodzinie  są opowieści o tym, jak to jedna babcia z chłopakami za młodu grała w piłkę, latała po drzewach, albo, że druga babcia była bardzo dobrym piłkarzem. Myśleliśmy, że to jest w genach. Ale gdybym miał dzisiejszą wiedzę, bardzo szybko trafiłbym do psychologa i poprosił o zbadanie, gdyż można by było wtedy inaczej dziecko pokierować.
Mama: To jest wybiórcze. Rodzice pamiętają co innego, a dziecko co innego. Wiktor pamięta to tak, że od początku miał pewne preferencje. Ja nie robiłam dużych różnic, jeśli chodzi o ubieranie go. Mi nie zależało na tym aby on był śliczną dziewczynką w sukieneczkach z falbankami. Z przyczyn praktycznych wolałam nawet zakładać mu spodenki. Było to o wiele wygodniejsze.

A jakie były to sygnały co lubił, a czego nie lubił?
Tata: Czego nie lubił. Zdecydowanie nie lubił damskich strojów. Sukienki to była tragedia. Spodnie, typowe chłopięce ubiory, otoczenie chłopców, zawsze bardziej związany z kolegami, chociaż nie przeczę, że pojawiał się później przyjaciółki. I to są trwałe przyjaźnie do tej pory. Ale w pewnym wieku, wtedy gdy kształtują się relacje społeczne u młodych ludzi, zdecydowanie Wiktor preferował towarzystwo chłopców. Chłopcy mu imponowali, trzymał się ich towarzystwa. 
Mama: Rzeczywiście koleżanek miał mało. Więcej było kolegów. Mnie to nie dziwiło, bo ja też całe życie pracowałam z kolegami, a przyjaciółki miałam dwie, zresztą teraz nie mam już z nimi kontaktu. Co do tego, co lubił, to były to przede wszystkim misie i klocki oraz gry. Ale nosił kitki i warkocze.
Tata: Pamiętam taką żartobliwą sytuację. Wiktor nie znosił lalek w ogóle. Moja teściowa miała spora kolekcję lalek. Wiktor w ogóle nie był nimi zainteresowany, jednak gdy miał chyba 7 lat, wedle ówczesnej mody chciał lalkę, ale Barbie. Było to spowodowane najprawdopodobniej nachalną reklamą w telewizji po zmianie ustroju. Więc lalka Barbie pojawiła się po pewnym czasie. Nie zadomowiła się jednak za bardzo w domu. Służyła jednak do pewnych rzeczy. A mianowicie na wakacyjnych wyjazdach Barbie służyła do tego, aby ćwiczyć rzuty na odległość. Mieliśmy więc rzutkę-barbie.
Mama: Tak chciał Barbie, ja długo mu jej nie chciałam kupić, bo to głupia zabawka. Ale jak ją w końcu dostał, to ją maltretował.

A jak to było, gdy Wiktor powiedział, że nie chce być dziewczynką? Jak wyglądał jego coming out przed państwem?
Tata: Trzeba na wstępie dodać, że my się rozstaliśmy. Wiktor został z mamą wtedy. I to po rozstaniu ten coming out miał miejsce.
Mama: Wiktor miał 12 lat. Pamiętam ten dzień, gdy pierwszy raz wyznał, że nie chce być dziewczynką. Wieszałam wtedy pranie. Szoku nie było żadnego. Powiedziałam mu wtedy, że chłopcem byłby kobiecym, bo ma długie rzęsy. Na tym się skończyło. Nie przywiązywałam do tego wagi, bo to nie było powiedziane dramatycznie i nie zabrzmiało dramatycznie.
Wchodził w wiek dojrzewania. My zawsze dużo ze sobą rozmawialiśmy, więc to było naturalne, że mi mówi różne rzeczy. Zawsze dostawał odpowiedzi na wszystkie pytania. Jego tranzycja to był proces długotrwały. Nic nie działo się z dnia na dzień, np. gdy szedł na bal gimnazjalny, powiedział, że ostatni raz zakłada sukienkę. Zresztą nigdy nie było mu łatwo kupić pantofelków w rozmiarze 41, kilka lat trwało, zanim zaczął obcinać włosy na krótko. Mnie to nie dziwiło i kiedy zobaczyłam, że obwiązuje swój biust (a po linii żeńskiej miał spory) to mu kupiłam taki gorset, żeby było mu wygodniej. W końcu Wiktor powiedział w sposób zdeklarowany, że jest pewien, że chce być mężczyzną. Ustaliliśmy, że nic nie zrobi, póki nie będzie pełnoletni, a właściwie kiedy nie skończy liceum. 

I co wtedy zrobiliście?
Mama: Najpierw poszliśmy do psychologa, który okazał się po prostu idiotą. Powiedział do Wiktora, że  jest gruba i koledzy się z niej pewnie śmieją i to dlatego, że dlatego źle się czuje we własnej skórze.

A pani Wiktorowi wierzyła?
Mama: Nie było szoku, ani niedowierzania, bo obserwowałam swoje dziecko. Widziałam, jaka tematyka pojawia się na jego rysunkach, bo dużo rysował, widziałam, czym się interesuje, o czym czyta w Internecie, czym się zajmuje i co pisze, więc go znałam. Nie miałam podstaw, aby mu nie wierzyć.


A jak było z panem?
Tata: Mi Wiktor o sobie wprost powiedział dużo później. Odbyło się spotkanie we trójkę i dowiedziałem się, w czym jest rzecz. Podejrzewałem, że Wiktor zmierza w jakimś kierunku, ale powiem pani szczerze, stawiałem na homoseksualność. Ale dostałem informację o tym, że to chodzi o zmianę płci. Później się dowiedziałem, że się bardzo denerwował, bo nie wiedział, jak ja zareaguję. Ja byłem zaskoczony.

Czyli pana pierwsza reakcją był szok?
Tata: Gdybym powiedział, że nie, że nie było problemu, że to było normalne, to bym skłamał. To nie jest tak, że wywołało to u mnie szok, zdenerwowanie, że krew mi odpłynęła mi z twarzy jednak była to informacja, która może przygwoździć. Człowiek buduje sobie pewien obraz dotyczący siebie, teraźniejszości, przyszłości. I nagle ten obraz się rozwiewa, bo trzeba go budować od nowa. Ale to jest problem rodzica nie dziecka. Jednak człowiek może nie umieć sobie z tym poradzić.
Dzięki temu, że Wiktor był już dorosły, znałem go, miałem obraz człowieka trochę innego, niż ten jaki miałem, gdy Wiktor przyszedł na świat – czyli nietypowej dziewczynki. Nigdy nie starałem się kształtować dziecka pod własną wygodę. Każdy jest indywidualistą, każdy ma siebie i musi siebie rozwijać, każdy musi dbać o swoje ego. Informacja, że jest osobą transseksualną, nie zawaliła mojego świata. Jedyne czego od Wiktora oczekiwałem to to żeby zbadał się psychologicznie, żeby ta zmiana była potwierdzona medycznie i wtedy ma on moje pełne poparcie. Wiktor bardzo dużo już wtedy wiedział na ten temat. Potem się dowiedziałem, że miał kontakt ze środowiskiem LGBT i doskonale był zorientowany, co trzeba zrobić, jakie kroki wykonać w procesie diagnozy.
Tak więc ta informacja, jego decyzja mnie przygwoździła, jednak w żadnym przypadku nie stawałem po stronie negowania jej. Z tego, co pamiętam, to wygłosiłem nawet taki ojcowski komunikat w stylu „nie dlatego cię kocham, że jesteś dziewczynką czy chłopcem tylko dlatego, że jesteś moim dzieckiem” 

Było coś, czego się państwo obawialiście?
Mama: Bałam się czy ktoś go nie skrzywdzi. Ale jak się dowiedziałam, że ma wsparcie na swojej uczelni, to zrozumiałam, że świat się jednak zmienia. Jego koledzy z klasy i z liceum go przyjęli również normalnie i to bardzo dużo znaczyło.
Tata: Na początku ja miałem obawy. Bałem się o swoje dziecko, bo nie znałem tego tematu. Wiedziałem, że zmiany są trudne, że kuracja jest radykalna. Ale daliśmy radę. Do dziś pamiętam, że jak wracaliśmy z zabiegu z Łodzi, dostałem mandat za przekroczenie prędkości.
Od początku wiec wspierali państwo Wiktora i prawdziwie go akceptowaliście również jego zmianę fizykalną?
Mama: Dziecko ma być zdrowe i szczęśliwe, a nie spełniać nasze wizje. Chowamy je dla świata, a nie dla siebie, dlatego akceptacja Wiktora była dla mnie rzeczą oczywistą. W jego zmianach fizycznych czynnie uczestniczyłam. Pamiętam, jak pojechaliśmy na zabieg do Łodzi do kliniki uniwersyteckiej. Podczas tej operacji, która miała trwać godzinę a trwała trzy, wydeptałam ładny korytarz, ale uspokajałam się, że skoro nikt nie wypadł krzykiem i nie ma żadnego larum, to wszystko jest w porządku. Czytałam wtedy też, że ta klinika wykonała od lat 80-tych ponad 300 zabiegów korekty płci, więc byłam spokojna, że wiedzą co robią. Po zabiegu jak zobaczyłam Wiktora, który podniósł uniesiony kciuk do góry, to wiedziałam, że jest ok. Zresztą ładnie go tam przyjęli, mówili do niego na „pan” od początku. 
Tata: To jest związane z moim światopoglądem, moją filozofią. Ja nie uważam, żeby była jakakolwiek różnica między ludźmi, tylko dlatego że jest różnica płci. Człowiek jest człowiekiem i człowiek to przede wszystkim umysł a cała reszta jest dodatkiem. Można żyć bez ręki, nogi, genitaliów natomiast bez głowy nie można żyć. Najważniejsze jest to, co mamy w umyśle, a do reszty można się przyzwyczaić.

W Polsce w obecnym systemie sadowniczym, aby wystąpić o prawną korektę płci należy pozwać swoich rodziców. Jako pozwani dostaliście z sądu pismo-pozew o ustalenie. Pamiętają państwo ten dzień? 
Tata: My byliśmy uprzedzeni przez Wiktora, że takie coś będzie miało miejsce. Muszę podkreślić, że sąd też doskonale tę sprawę poprowadził. Natomiast nie jest to zbyt fajne.
Mama: Pamiętam, że kilka dni przed sprawą pojechaliśmy kupić mu garnitur, żeby elegancko wyglądał. Sąd zadał nam po trzy pytania typu „skąd wiedziałam, że urodziła się dziewczynka?” i „jak się Wiktor bawił jako dziecko?”. Później zlecił dodatkowe testy i po tych testach była kolejna pięciominutowa rozprawa, która zakończyła cały proces.

Czyli atmosfera była przyjazna?
Tak, w naszym rodzinnym mieście było jak najbardziej w porządku.

Wiktor jest osobą, która określa się jako osoba niebinarna, biseksualna jak pani to przyjmuje?
Mama: Powiem pani tak... Był jeden moment, gdy po zmianie dokumentów, cały proces trwał 5 lat i ja odetchnęłam z ulgą, że teraz już koniec, że moje dziecko w końcu może być sobą, że już jest wszystko poukładane, że on wie, czego chce i że tak jest. Ale to nie był koniec. Po dwóch latach od prawnej zmiany papierów Wiktor rozstał się ze swoją dziewczyną, a związał z Romanem i wtedy ja się przestraszyłam, że może Wiktor ma jakieś wątpliwości, że może chce się wycofać. Ale jak zrozumiałam, jak Wiktor mi to wytłumaczył, że teraz po prostu jest Roman i że wątpliwości nie ma, to ja to przyjęłam i zaakceptowałam i nie mówiłam mu, co on ma robić. Gdy przyjeżdżali razem z Bratysławy, to wszyscy-całą rodziną ich przyjmowaliśmy u siebie.

A pan jak o nim myśli teraz?
Tata: Ja już nie wyobrażam sobie Wiktora jako dziewczynki dzisiaj. Myślę o nim: moje dziecko, mój syn.

Wiktor jest znanym działaczem społecznym, prezesem Fundacji Trans-Fuzja. Są państwo z niego dumni?
Tata: Pewnie! Bardzo mi imponuje przede wszystkim. Robi to, co ja chętnie bym robił, gdybym miał na to czas. Mówię o działalności społecznej. Trochę mu nawet zazdroszczę, bo jest osobą, która robi dużo dobrego. Co tu dużo gadać, myślę, że jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

To teraz pan ma z czego czerpać. Z pewnością może pan być dumny z siebie, że taki wzorzec pan mu dostarczył.
Tata: Oboje dostarczaliśmy mu wzorców. Ja mam świadomość swoich wad, ale chciałbym, żeby było tak, jak pani mówi.

A pani?
Mama: Oczywiście, że jestem dumna. Dumna jestem z tego, że jest samodzielnym, wykształconym człowiekiem, twardo stąpającym po ziemi, doskonale orientuje się w ekonomii, wie co dzieje się wokół niego.
Mam nadzieję, że jako matce udało mi się go wychować. Jak każdy rodzic pewnie cały czas myślałam jak tu dać skrzydła, a nie obciąć korzeni. 

Rodzice w ogóle nie mają łatwo
Mama: To prawda

No właśnie. Czy mieliby państwo jakieś rady dla osób transpłciowych i ich rodziców, dotyczące np. coming outu? Jak osoby transpłciowe mogłyby go dokonać, aby przeszedł on w miarę bezboleśnie?
Tata: Każdy jest indywidualistą i zachowania mogą być różne i trudno mi udzielić jakiejś generalnej rady, ale myślę, że osoby transpłciowe powinny dawać jakieś sygnały swoim rodzicom. Dzięki temu, że Wiktor takie sygnały mi dawał, to przynajmniej podświadomie wiedziałem, że coś jest nie tak. Tak jak powiedziałem, wcześniej myślałem, że moje dziecko będzie lesbijką, ale to już zawsze jest coś, to jest jakiś przyczółek do myślenia. Człowiek jest przygotowany na zmianę. Myślę, że jeśli rodzice widzą sygnały, to właśnie na poziomie podświadomym mogą się przygotować. Ja sobie zdaję sprawę, że są różne rodziny. Mówimy o sytuacjach, kiedy rodzice nie mają jakichś zahamowań, a są różne sytuacje w życiu. Oczywiście mówimy o sytuacji, gdy człowiek – osoba transseksualna – jest już pogodzony sam ze sobą, wie, kim jest i nie wypiera tego z siebie.
Mama: Ja w ogóle nie lubię dawać rad, ale myślę, że dobrze jest zacząć ostrożnie, a nie manifestacyjnie, z wyczuciem. Można też opowiadać o ludziach, którzy to zrobili i są szczęśliwi.

A jakie słowa skierowaliby państwo do rodziców?
Mama: Stara prawda, że nie można się obrażać na własne dzieci, a tylko spokojnie, cały czas być obok. Jesteśmy po to, aby wspierać swoje dzieci.
Tata: Wiem od Wiktora, że te reakcje są różne, czasem negatywne i chciałbym, żeby ludzie, którzy zajmują się ta problematyką, osoby, które są w środowisku, ale nie są transpłciowe, miały świadomość, że nie można mieć pretensji do rodziców tylko trzeba stworzyć warunki do uświadomienia. Jeśli jest konflikt, to powinien być mediator, aby to wyjaśnić. Jeśli dziecko, które mówi o swojej transpłciowości, spotyka się z dezaprobatą, to może być dezaprobata gwałtowna, awanturnicza, ona może mieć różne znamiona, z wyjątkiem agresji fizycznej, ale nie wierzę, żeby rodzic był wrogi wobec dziecka. Myślę, że nie można mieć do tych ludzi pretensji trzeba ich zrozumieć, dać im szansę, przyzwyczajać, trzeba nad nimi pracować. Trzeba pamiętać, że właśnie rodzice mają czasem wizje swoich dzieci np. mają chłopca jedynego dziedzica, jest jedynakiem i wtedy on mówi, że będzie dziewczynką. I wtedy wszystkie plany idą w łeb, ciężko o tym mówić innym, wstydzą się ludzi. Są osoby w końcu wierzące, co też trzeba zrozumieć, bo wiara jest prawem człowieka, a takie wyznanie dziecka zaburza ich światopogląd. Ale jeśli rodzina jest dobrze ukształtowana psychicznie, to nieważne, w jakich konfiguracjach ona występuje. Myślę, że jeśli rodzice nie są wrogami swojego dziecka, to zawsze jest nadzieja na pokój.


A jak państwo mówicie o Wiktorze innym – dalszej rodzinie, znajomym?
Tata: Są osoby, które pytają mnie co u mojej córki. Są osoby, którym mówię o korekcie płci Wiktora, a są takie, którym nie, bo wiem, że to wywołuje takie mieszane uczucia, temat jest zgaszony natychmiast. Niektórzy mówią ok, w porządku super. Niektórzy są ciekawi i dopytują, jak teraz jest.
Tak więc ja w swoim otoczeniu nie mam z tym problemów, ale nie mam problemów dlaczego, bo wiem, że są osoby, którym nie ma co mówić, ponieważ i tak nie spotkam się z aprobata w tej sprawie. Są osoby, które wiedzą, ale nie chcą o tym mówić, więc ja też nie narzucam się z tą sprawą. Natomiast 90% moich znajomych wie ode mnie, że  była zmiana płci. Z dziewczynki jest chłopiec. Ci najczęściej mówili: „a wiem, bo widziałem, słyszałem”. Często też jest zmiana tematu, bo nie wiedzą się zachować. Nie chcą mnie urazić nie wiedzą czy ja nie mam z tym problemu. Ale szczerze powiem, nigdy nie spotkałem się z negatywną reakcją. Może mam szczęście.

Albo ma pan intuicję komu mówić a komu nie.
Tata: Być może

Jest jeszcze jedna dosyć symboliczna  decyzja, która zawsze jest obecna przy procesie tranzycji. Sytuacja, która dotyczy wszystkich rodziców i państw również, ale w przypadku osób transpłciowych ta sytuacja ma kolejna odsłonę. To wybór nowego imienia. Czy państwo w tym wyborze uczestniczyliście czy był to wybór Wiktora? 
Tata: To wszystko były wybory Wiktora.

Lubi pan to imię?
Tata: Tak lubię.
Mama: Wiktor to od Viktorii, czyli zwycięstwa. A drugie imię – Andrzej – przyjął po moim tacie, swoim dziadku.

To bardzo symboliczne w takim razie
Oj tak.

Dziękuję bardzo za wywiad

---

 Agnieszka Rynowiecka jest psycholożką i psychoterapeutką PTP.  W Fundacji Trans-Fuzja udziela konsultacji oraz prowadzi grupę  wsparcia dla osób bliskich. Jeśli jesteś rodzicem osoby transpłciowej  – dziecka, nastolatka lub osoby dorosłej – i potrzebujesz wsparcia,  zgłoś się do naszej grupy psychologicznej pod adresem  psycholog@transfuzja.org

 Wywiad ukazał się w 58. numerze "Repliki" (listopad/grudzień 2015)  w ramach działu Trans-Akcje sponsorowanego ze środków Fundacji  Mama Cash, współfinansującej działania Fundacji Trans-Fuzja.

Rozmawiała: Agnieszka Rynowiecka

edzamieszczono: 2015.12.20

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.4106 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj