Artykuły, teksty, opracowania

Okrakiem na płocie - wyjście z szafy


Rzecz nie tyczy związków, które się rozpadły z powodu transowania mężczyzny (przynajmniej nie bezpośrednio). Nie tyczy też tych, w których trans wyszedł z szafy bardzo wcześnie (może częściowo). Nie tyczy na pewno tych, w których trans nie jest problemem, tylko wspólną radością związku dwóch ludzi.


Na początku, jak być powinno, tak zwany „disclaimer”. To nie jest artykuł naukowy, ani przedruk takowego. To jest felieton, taki luźniejszy esej. Oparty na doświadczeniach własnych, lekturze oraz rozmowach – przewidziany jest ku refleksji, nie zaś do polemiki o szczegółach. Przypadkowa zbieżność wydarzeń jest zamierzona – przypadkowa zbieżność osób jest właśnie przypadkowa, więc proszę nie reagować nerwowo i ogłaszać fatwę na głowę autorki. Oczywiście przypomnę jeszcze, że poglądy autorki poniższego felietonu niekoniecznie muszą być zgodne z poglądami głoszonymi przez redaktorki portalu – wszelkie więc reklamacje proszę kierować do odpowiedniej instancji (czyli nie do redakcji).

Rzecz nie tyczy związków, które się rozpadły z powodu transowania mężczyzny (przynajmniej nie bezpośrednio). Nie tyczy też tych, w których trans wyszedł z szafy bardzo wcześnie (może częściowo). Nie tyczy na pewno tych, w których trans nie jest problemem, tylko wspólną radością związku dwóch ludzi.

Początek historyjki to banalne spotkanie. Przychodzi baba do faceta. Zwykła baba, szukająca kogoś z kim będzie mogła dzielić swoje życie. Mężczyzny, który wesprze w trudnym momencie, który wymieni żarówkę, czy naprawi spłuczkę. Pójdzie do administracji. Zabierze na kolację, do kina, teatru. Świetnie prowadzi w tańcu. Mężczyzny, który kiedy trzeba, to da innemu mężczyźnie w ryj, a kiedy trzeba, to da się wypłakać. Ciśnie się na usta słowo „normalny”, ale to zbyt ogólne określenie, i nacechowane emocjonalnie w tym gronie.

Nie musi być macho, ale musi umieć taki być – kiedy ma się gorączkę, kiedy boli głowa, kiedy w pracy problemy, kiedy po prostu macho pomaga. Daje poczucie bezpieczeństwa – nie dlatego, że na co dzień chodzi niedogolony i w siatkowej podkoszulce na ramionach, oczywiście wytatuowanych. Świadomość tego, że mężczyzna jest mężczyzną, to jedna rzecz – oglądanie zaś mężczyzny w akcji, od czasu do czasu, zdarzyć się musi. Zapewnianie o miłości, wsparciu, opiece – oczywiście że tak, ale „mówienie o miłości nie jest tym samym co kochanie”. Mężczyzna wykonujący tradycyjnie męskie czynności pomaga kobiecie nadal czuć się kobietą – kochaną, szanowaną, taką o którą ktoś się troszczy.

Pewnego dnia wydarza się coś nie do pomyślenia. Czy ukochany zdobywa się na odwagę i sam o tym mówi, czy dzieje się to na zasadzie gromu z jasnego nieba, czy też drogą podchodów i podejrzeń – nie ma znaczenia. Ma znaczenie fakt, że w pewnym sensie zaczyna się Hitchcock – trzęsienie ziemi, po którym napięcie rośnie. Okazuje się, że ta przysłowiowa baba pokochała kogoś mocno niestandardowego. Mówienie, że w domu pojawia się jeszcze jedna kobieta, to bardzo ładny zabieg służący pewnym celom – na początku jednak nie pojawia się nikt nowy. Na początku baba dowiaduje się, że jej mężczyzna – który, jakkolwiek banalnie to brzmi, jest dla niej gwarantem bezpiecznej przyszłości jej samej i ich rodziny – otóż ten mężczyzna jest „inny”.

Pół biedy jeżeli baba coś wie na ten temat, i pojęcie transwestytyzmu nie jest jej obce. Przeciętna baba nie ma jednak na ten temat zielonego pojęcia. Wszystkie pytania pojawiające się w artykułach pod http://www.crossdressing.pl/main.php?lv1_id=26&lv2_id=63 pojawią się, i na nie można spokojnie i rzeczowo odpowiadać. O ile…

O ile będzie można rozmawiać. Pragnienie każdej „transki” – bycia akceptowaną taką jaką jest i możliwość manifestacji tego co w niej siedzi – zderza się tutaj z pragnieniem kobiety. Nazbyt często zapomina się, że reakcja danej kobiety na tajemnicę danego mężczyzny, to tylko jedna odsłona. Proszę sobie wyobrazić, że w oczach kobiety problemem jest nie tylko odmienność mężczyzny. Problemem jest w takim momencie przede wszystkim to, jak transowanie ukochanego rzutuje na jej własną kobiecość.

Transowanie to wcielanie się w pewien obraz kobiety – a ten u każdej transki jest inny. Te subiektywne obrazy mają pewne cechy wspólne. Krótkie spódniczki, kabaretki, buty na bardzo wysokim obcasie, często wyzywający makijaż – te elementy zazwyczaj się powtarzają. Zmagająca się ze swoim problemem transka często zapomina, że prezentując taką siebie swojej ukochanej, rzuca jej wyzwanie. To tak jakby powiedzieć partnerce „popatrz, tak wygląda moja ukochana kobieta, taki jej obraz noszę w sobie, w taki się chcę wcielać”. Jeżeli jeszcze transka ma naprawdę ładniejsze nogi… Idealna kobieta transki jest taka, bo raczej nigdy nie była konfrontowana z codziennymi ograniczeniami genetycznych – z mankamentami urody (realnymi lub nie), ograniczeniami społecznymi (mini i kabaretki kiedy jest się sprzedawczynią, albo kasjerką w banku, albo szefową firmy? Raczej nie…) i twardymi realiami (wyzywający wygląd na spacerze wieczorową porą w parku – ha, pięknie). Rzeczywistość nie jest wcale milsza dla kobiety – jest inna, znacznie bardziej inna niż to sobie mężczyźni wyobrażają.

Być może niektóre czytelniczki i czytelnicy spotkali się z takim określeniem – „kobiecość pozorna”. Pozorna, bo sztampowa i stereotypowa – a na dodatek zabarwiona silnie męskim spojrzeniem. W wypadku transki i jej perełki, taka właśnie stereotypowa kobiecość kręcąca się wokół ubrania, kosmetyków i butów, nadmiernie eksponowana nieuchronnie spycha kobietę w sferę stereotypu. Współczesna baba raczej nie będzie usilnie trzymać się wyznaczonej jej przez społeczeństwo roli – jeżeli będzie, to oczywiście natychmiast związek z transką się rozpadnie. Jeżeli jednak Perełka, pomimo swoich wątpliwości, dalej chce być partnerką mężczyzny w sukience, można z całą pewnością stwierdzić, że od sztampy ucieka. Jeżeli uciekając od standardów społeczeństwa zostaje skonfrontowana z innym stereotypem – tym razem tą „pozorną” kobietą u transki – mamy do czynienia z kolejnym przepisem na problemy. To niemalże matematyczne – zderzenie dwóch stereotypów będzie znacznie cięższe do zniesienia, niż każdy z nich osobno.

Co do matematyki – powiedzenie że dla związku z transką istnieją dwa stereotypy, to też niedomówienie. Gdyby zacząć liczyć, okazałoby się, że już sama transka to co najmniej dwa stereotypy. Kobieta w transce będzie widzieć (ukochanego) mężczyznę – typowego faceta, typowo heteroseksualnego, typowo silnego, itd. To pierwszy stereotyp – przez większość transek nie lubiany, ale ich Perełkom niezbędny o tyle, że zazwyczaj właśnie taki obraz mężczyzny wnoszą ze sobą wchodząc w związek. Jednak transka – mężczyzna w sukience – to często typowa kobieta z przeszłości – zaiste, baba sprzed czasów emancypacji. Zamknięta w domu, skupiona na strojach, przewrażliwiona na punkcie często nieistotnych drobiazgów, pasywna, chimeryczna… Co z tego, że czasem piękna jak z okładki „Cosmopolitan” – jeżeli jednocześnie tak jednowymiarowa jak z okładki „Cosmopolitan”. Ten drugi stereotyp nabiera znaczenia właśnie w zderzeniu z „postępowością” Perełki, wyrażającą się choćby w chęci pozostania w związku z transką. Dochodzą do tego wcześniej wspomniane stereotypy samych kobiet, na to zaś nakładają się stereotypy środowiskowe, i społeczne, aż nagle i Perełka, i transka budzą się w rzeczywistości aż do bólu stereotypowej.

„A co jeżeli on naprawdę zechce kiedyś zostać kobietą?...” Transka raczej zna odpowiedź na to pytanie. Chociaż – czy aby do końca? Kontrowersyjny temat doprawienia sobie tego i owego, albo regularna depilacja – to jedno. Całkiem jednak inaczej ma się sprawa z naturalnym dążeniem do „więcej”. Znacie to wszyscy. Im więcej jednak w danym związku dwóch kobiet, tym mniej kobiety i jej upragnionego mężczyzny. To jak stąpanie po ostrzu noża – i często zapomina się, że ten związek to kobieta i mężczyzna. Z założenia. Z uwarunkowania całego życia. Ze zgodności z potrzebami kobiety. Z ciśnienia jej środowiska. Miłość pomaga przezwyciężyć trudności – ale wcale nie jest magicznym zaklęciem znikania problemów.

Odpowiedzią, której podświadomie oczekuje Perełka, jest – o dziwo – „tak”. Tak – ale w trochę innym sensie. Być może trudniejszym dla transki. Tak samo jak transka oczekująca „dopasowania się” Perełki do zaistniałej sytuacji, tak i Perełka też oczekuje pewnego dopasowania ze strony transki. Zupełnie jak w tańcu – nawet w tangu to oboje tancerze tańczą, współpracują ze sobą. „Ukobiecanie się” transki to nawet fantastyczna perspektywa – empatia, współpraca, brak nadmiernej rywalizacji, pewna delikatność, wzajemne zainteresowanie… Jednostronność „dopasowania” musi budzić sprzeciw i zazwyczaj tak właśnie jest. Pomijając nawet kwestie etyczne i moralne – warto pamiętać o transakcyjnej wartości wzajemnego dopasowania. Odwzajemnione starania obu stron zawsze będą służyć budowaniu szczęśliwego związku – kolejny banał, tylko że… bardzo prawdziwy. Nie każda Perełka – ba, nie każda „zwykła” kobieta - ma to szczęście, że jej partner pamięta o wkładzie własnym. Wkładzie, który w przypadku związków trans jest znacznie ważniejszy.

Ujawnienie, sławne „wyjście z szafy”, dla transki jest w pewnym sensie końcem problemów. Dla kochającej ją kobiety jest tych problemów początkiem. Kobieta nie myślała od końca przedszkola o tym, jak czuję się mężczyzna który woli zabawy w sklep, czy nie lubi sportów zespołowych. Nie zazdrościła w liceum chłopakom ich własnych przeżyć związanych z wyrabianiem prawa jazdy czy pierwszymi imprezkami. Nie była przez tak długi czas wystawiona na potrzebę pogodzenia się z tym, że jest inna niż jej koleżanki. Próba przeprowadzenia jej przez przyspieszony kurs życia z transowaniem jest co najmniej ryzykowna – i raczej nie ma szans powodzenia. Kobieta stając się Perełką wcale nie wyrzeka się swoich wątpliwości – tylko i wyłącznie wyraża swoją gotowość do spróbowania życia z transką. Z jej mężczyzną, którego kocha – a który okazuje się nie być dokładnie taki, jak sobie wymarzyła, i taki jakie sprawiał pozory. Niestety, zdarza się też i tak, że wyjście z szafy, ten skądinąd odważny akt – jest ostatnim aktywnym aktem transki, która mniej lub bardziej świadomie przerzuca ciężar odpowiedzialności na Perełkę. To banał, ale warto o nim wspomnieć – związek dwojga ludzi jest procesem, który nigdy się nie kończy; takim też procesem powinno być dalsze radzenie sobie z transem jednego z partnerów – procesem w którym aktywnie uczestniczą obie strony.

Im dłuższy staż związku, tym wątpliwości więcej. Tym silniejsze trzęsienie ziemi. Tym większy kryzys zaufania, i tym naturalniejsze jest wątpienie w „jakość” mężczyzny. Lista jest długa, rośnie każdego dnia wspólnego życia. Wyjście z szafy pomaga transce – dla Perełki, dla związku, oznacza początek zupełnie nowego życia. Z tego choćby względu nie powinno się ujawnienia odwlekać.

Ekspansywność transki – dla niej naturalna, i nawet „ekstatyczna” skoro już się ujawniła i Perełka to akceptuje – to naturalny generator kryzysów. Nie chodzi przecież o to, czy w wypadku pożaru transka akurat będąca en femme – w tipsach, koturnach i całym tym entourage’u – będzie ratować dzieci (chociaż… takie wątpliwości też mogą się pojawić). O ciuszkach można porozmawiać, czy o trendach w kosmetyce, czy nowościach w modzie – ale nie można tego robić cały czas. Choćby stanąć na głowie, nie przebije się pewnej specyficznej jakości kontaktu dwóch genetycznych – i rzecz nie w ilości starań, a w ich odmienności. Transki są skazani na porażkę – a zwyczajna baba na ploty raczej wybierze się z inną babą, niż z najbardziej nawet podobnym do kobiety mężczyzną. Mężczyzna, również mężczyzna w sukience, ma po prostu „inne zastosowania”. Nienaturalnym byłoby, gdyby kobieta zapomniała, że pod seksowną sukienką i świetnym makijażem jest jej mężczyzna – nienaturalnym, bo właśnie tego mężczyznę pokochała. Nie transkę, nie wewnętrzną kobietę – pokochała tego wspaniałego faceta, który jest tak od niej inny. Mężczyzn kocha się również za to, jak sobie „po męsku” radzą z życiem – i proszę nie mieć złudzeń, że tak nie jest, że chodzi o samą słodycz i delikatność u mężczyzny. Pozbawianie kobiety możliwości oglądania jej mężczyzny w akcji to podkopywanie jej potrzeby bycia z mężczyzną, i to akurat tym mężczyzną.

Powyższe uwagi mogą się wydawać banalne. Mogą się wydawać szukaniem problemów tam, gdzie ich nie ma. Mogą się wydawać złośliwym komentarzem do poszukiwań akceptacji u transki. Mogą być zupełnie niezgodne z Waszym wyobrażeniem. Mogą się wydawać niepotrzebne. Proszę jednak pamiętać, że starałam się pokazać obie strony zjawiska. Wzajemna akceptacja transek jest raczej oczywista, i naturalna – akceptacja Perełki lub przez Perełkę taka oczywista już nie jest. Do tego potrzebny jest dialog, prowadzony ze zrozumieniem wzajemnych uwarunkowań.

Nie zapominajmy, że różowość, satyna i lycra to tylko jedna strona medalu. Problemy transki, choć często ogromne i dotkliwe – to nie jest pełen obraz. Problemy Perełki – choć często wynikające z niewiedzy i obaw zrodzonych z zaskoczenia – też nie są najważniejsze. Pamiętajmy, że zderzenie wyobrażenia kobiety (u mężczyzny) z wyobrażeniem mężczyzny (u kobiety) wcale nie jest mało istotne. Tak jak transka oczekuje umożliwienia jej bycia kobietą, tak samo Perełka – bardzo chce nadal być kobietą u boku swojego mężczyzny. Mężczyzny od czasu do czasu będącego też kobietą, ale w końcu – mężczyzny.

Chcesz wiedzieć, jak wygląda życie z transwestytą oczami kobiety? Kliknij! 

Zzuzzu

edzamieszczono: 2007.08.12

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3106 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj