Artykuły, teksty, opracowania

Płeć i transpłciowość jako psychiczny i biologiczny aspekt życia.


Ktoś kiedyś, w kilka chwil po urodzeniu, na podstawie pobieżnego oglądu, określił płeć dziecka jedną z dwóch nazw - dziewczynka lub chłopiec - zapisano to w jego dokumentach.
Tak rozpoczął się proces społecznego wdrukowywania w tożsamość tego człowieka stygmatu jego płci. Najczęściej okazuje się, że ten ktoś miał rację. Dziewięćdziesiąt kilka procent ludzi urodzonych z narządami płciowymi określonego rodzaju, utożsamia się potem (lub utożsamia w znacznym stopniu) z płcią jaką one znamionują. W kilku procentach przypadków bywa jednak inaczej.



Wywiad z Anną Grodzką - psychologiem klinicznym.

K.B. - Pani Aniu, czy Pani zdaniem płeć psychologiczna zawiera komponenty biologiczne, czy też jest to stereotypowe ujęcie męskości – kobiecości?

A.G. - Płeć psychiczna to część tożsamości psychicznej. Można powiedzieć także inaczej: tożsamość płciowa. Wszystko w człowieku wiąże się jakoś ze sferą jego materialnego, fizycznego istnienia. Płciowość człowieka to nie tylko stereotyp kulturowy i tożsamość psychiczna. Przejawia się ona także na płaszczyźnie procesów chemicznych i struktur anatomicznych. Można opisywać ją i analizować biorąc pod uwagę jej plan genetyczny (płeć chromosomalna), stan genitaliów (płeć genitalna), stan gonad (płeć gonadalna), procesy hormonalne (płeć hormonalna), drugorzędnych zewnętrznych cech płciowych, czy w końcu funkcjonalne i strukturalne cechy mózgu. To wszystko, przynajmniej teoretycznie, jest fizycznie obserwowalne i mierzalne. Całe nasze ciało, a w szczególności hormony i mózg wywierają na nas wpływ w toku całego naszego życia. Zwracam też uwagę, że wcale nie tak rzadko, jak się powszechnie uważa, istnieją osoby posiadające jednocześnie cechy biologiczne obu płci – osoby interseksualne (hermafrodyci). Na każdej biologicznej płaszczyźnie, na jakiej przejawia się płciowość, nie musi być ona binarna - zerojedynkowa. Bywa, że posiada się jakąś cechę płciową określoną tylko w mniejszym lub w większym stopniu, a nie stuprocentowo.


Nasza tożsamość psychiczna – poczucie własnego „ja” - formuje się w toku całego życia. Powstaje z jednej strony, na gruncie istniejących warunków biologicznych i podstaw emocjonalnych, czyli wszystkich predyspozycji, skłonności i zdolności, jakie są w danej chwili uwewnętrznione i zintegrowane w obszarze nas samych. Z drugiej strony na to, kim jesteśmy, nakładają się określone doświadczenia społeczne. Nie nakładają się one bez udziału tego, co już w nas istnieje. Doświadczenia i wpływy społeczne są zatem w jakiejś mierze przez nas filtrowane i cenzurowane. Tym filtrem są istniejące już w nas skłonności, preferencje, nabyta wiedza i wiążące się z nimi reakcje emocjonalne. Tożsamość, w tym tożsamość płciowa, to wynik (choć nie prosta suma) wszystkich tych wpływów. To wynik tego, co płynie z naszego wnętrza, z naszej biologii i uwewnętrznionych doświadczeń oraz oddziaływań płynących ze środowiska. Kształtowanie się tożsamości, to przebiegający nieprzerwanie w toku całego życia proces integracji i uwewnętrzniania (przyjmowania jako własne) nowych doświadczeń społecznych z doświadczeniami, które dana osoba włączyła już w obszar swojej tożsamości – w obszar własnego „ja”. Przy czym należy zauważyć, że nasze „ja” jest konstruktem względnie stabilnym i utrwala się wraz z wiekiem. Jest opoką nas samych. Nowe doświadczenia społeczne nie tak łatwo zmieniają podstawy naszej tożsamości. Czasem mówimy, że trudno coś robić (doświadczać) wbrew sobie. To właśnie o to chodzi. Trudno, a czasem wręcz niemożliwe, jest żyć wbrew własnej tożsamości, przeciwko własnemu „ja”. Najtrwalsze i najbardziej nie poddające się zmianom są nasze najwcześniejsze (wczesno-dziecięce i ukształtowane w okresie prenatalnym) skłonności i doświadczenia. To one przede wszystkim kształtują nasze predyspozycje, postawy i odczucia. One najmocniej związane są z naszymi biologicznymi podstawami. Biorąc nieustannie udział w filtrowaniu doświadczeń społecznych przyjmowanych w obszar własnego „ja” mają znaczny wpływ na kształtowanie się tożsamości.

K.B. No dobrze, ale przecież ludzkie skłonności i predyspozycje jednak zmieniają się w jakimś stopniu w toku życia.

A.G. Tak. Zmieniają się, ale w niewielkim stopniu. Tak, jak już mówiłam, jakiś wpływ na nie ma nabywanie doświadczeń. Ktoś, kto ma talent wokalny, może go ćwiczeniami i zdobywaną wiedzą doprowadzić do doskonałości albo solidnie zaprzepaścić. Inne nasze skłonności i predyspozycje czy cechy biologiczne ożywają w określonych zaprogramowanych rozwojowo okresach. To w określonym okresie życia powiększają się dziewczynkom piersi a u chłopców pojawia się zarost. Zatem kolejnym czynnikiem mogącym powodować znaczne zmiany w tożsamości jest czynnik rozwojowy.
Małe dziecko może nic nie wiedzieć o swojej psychoseksualnej predyspozycji. Ona ujawni się dopiero w okresie dojrzewania, a utalentowany sportowiec utraci swe zdolności po przekroczeniu określonego wieku. Predyspozycje, które ujawniają się w określonych , zaprogramowanych biologicznie okresach życia to kolejny dowód na siłę biologicznej determinacji określonych procesów kształtowania się tożsamości człowieka.

K.B. Co dzieje się konkretnie z tożsamością płciową?

A.G. Ktoś kiedyś, w kilka chwil po urodzeniu, na podstawie pobieżnego oglądu narządów płciowych, określił płeć dziecka jedną z dwóch nazw - dziewczynka lub chłopiec - zapisano to w jego dokumentach.
Tak rozpoczął się proces społecznego wdrukowywania w tożsamość tego człowieka stygmatu płci. Najczęściej okazuje się, że ten ktoś oznaczył płeć prawidłowo. Dziewięćdziesiąt kilka procent ludzi urodzonych z narządami płciowymi określonego rodzaju, utożsamia się potem (lub utożsamia w znacznym stopniu) z płcią jaką one znamionują. W kilku procentach przypadków bywa jednak inaczej.

K.B Skąd przekonanie, że to właśnie wpływ czynników biologicznych przeciwdziała oddziaływaniom społecznym? A może tożsamość płciowa danej osoby niezgodna z wpisem w metryce powstaje w wyniku błędów w wychowaniu czy w związku z jakimś traumatycznym przeżyciem?

A.G. Faktycznie, nie udowodniono tego bezspornie, ale jest aż nadto wiele powodów, aby sądzić, że wpływ czynników biologicznych na kształtowanie się transpłciowości, a w szczególności transseksualizmu, jest ogromny. Naukowcy wykryli w mózgu, w ciele migdałowatym, strukturę, która prawdopodobnie odpowiada (czy w jakimś stopniu odpowiada) za psychiczną tożsamość płciową człowieka. Istnieje hipoteza, że kobiety i transseksualistki m/k mają jądro tej struktury mniejsze niż mężczyźni i transseksualiści k/m. Nie jest wykluczone, że hipoteza ta jest prawdziwa. W każdym razie z kilku innych badań wiadomo, że hormonalny przebieg kształtowania się płodu dziecka w łonie matki, może mieć decydujący wpływ na ukształtowanie się tożsamości płciowej człowieka.

Z tendencją do transseksualizmu, czy szerzej transpłciowości, rodzimy się lub nie.

K.B. A więc płeć psychologiczna jest złożeniem uwarunkowań biologicznych i środowiskowych, czyli nie możemy mówić, że jest oderwana od biologii, że jest tylko kwestią nadania znaczenia w procesie socjalizacji czy uczenia się?

A.G. - Tak najprawdopodobniej jest. Potwierdza to wszystko, co na ten temat wiemy.
Ale niestety nie wszystko jeszcze wiemy. Wyobraź sobie np. Chopina. Czy sądzisz, że gdybym ja miała takie życie, takich nauczycieli i takie otoczenie takie jak On, komponowałabym to, co On i tak jak On? To jego indywidualne wrodzone cechy zdecydowały, że potrafił stworzyć, co stworzył. Żyjąc w identycznych warunkach nie komponowałabym tak, jak On i tego, co On. A On, gdyby ktoś mu to uczynił, za nic w świecie, prawdopodobnie, nie pogodziły się ze zmianą płci. Człowiek, jak każda istota żywa, nie jest ani tylko swoją duszą ani tylko swoim ciałem. Jest człowiekiem.

K.B – Kiedyś w swoim artykule cytowałaś Kuczyńską i jej inwentarz płci psychicznej. I zrozumiałem, że cechy męskie, żeńskie to kwestia stereotypu – przypisania, że tak zachowuje się facet, a tak kobieta. I kłóci mi się to z tym, że j(ak twierdzisz) są one jednak uwarunkowane biologią, a nie tylko stereotypami.

A.G. A jednak nie kłóci się. Określone cechy ludzi nie są tym samym co ich tożsamość. Można mieć talent muzyczny, a nie być i nie czuć się muzykiem. Można mieć wiele cech męskich a czuć się kobietą, lub odwrotnie. Kultura i stereotypy nadają określony kształt przekonaniom, ale ich wektor kształtowany jest przez stosunek emocjonalny jaki danym zjawiskom ze sfery kultury przydajemy. Ten wektor ma źródło w poczuciu własnego „ja” – w tożsamości. Przykładowo: to, że lubię gotować, szyć, bawić się z dziećmi, a nawet lubię zakładać kobiece stroje, w świetle tego, że jest to przez stereotyp uważne za cechy kobiece, nie rozstrzyga o tym, że czuję się kobietą. Ale może się zdarzyć, że ktoś (niezależnie od tego, czy to są jego talenty) gotuje, bawi się z dziećmi i ubiera kobiece stroje, bo czuje się kobietą. Stara się społecznie potwierdzić poczucie własnego „ja”. To jest całkiem inne użycie kulturowego stereotypu. Stereotypy i kultura istnieje obok nas i w znacznym stopniu niezależnie od nas. My adaptujemy jej elementy w obszar własnego „ja” lub pozostawiamy obok nas. W procesie uwewnętrzniania uczestniczy nasza tożsamość niezależnie w znacznej mierze od cech, jakie posiadamy.

K.B. Pomóż mi zatem zrozumieć ten fragment twojego artykułu: „Na podstawie badań i wielu teorii kształtowania się osobowości człowieka, jak i samej definicji tożsamości, można sądzić, że „zaprogramowana” w okresie prenatalnym „tożsamość płciowa”, o której pisze Dahlström, jest w istocie emocjonalnym (ewaluatywnym) mechanizmem stanowiącym jedynie podstawę (faktor) budowy tożsamości płciowej określonego rodzaju. („Zrozumieć płeć – Studia interdyscyplinarne II”, Alicja Kuczyńska i Elżbieta K. Dzikowska). Przejawia się on w tym, że małe dziecko w procesie budowy własnej tożsamości nadaje znak emocjonalny swoim kolejnym poszczególnym doświadczeniom i obserwacjom realizowanym w procesie deskryptywnego poznawania rzeczywistości. To ja - a tamto nie ja, to dobre - tamto złe, to ładne - tamto brzydkie, to moje - tamto nie moje, itd”

A.G. Jeśli uznamy, że sposoby i źródła przydawania doświadczeniom społecznym określonego znaku emocjonalnego (ewaluacja) są wrodzone i mają swe źródło w podstawach biologii organizmów żywych, to dobrze zrozumiemy tezę A. Kuczyńskiej i umieścimy we właściwym kontekście.
Emocje odczuwamy psychicznie jako pozytywne lub negatywne – mają znak. Źródłem emocji jest nasza biologia. Emocje są, bo żyjemy – żyjemy, bo mamy potrzeby. To różni nas od komputerów. Jestem głodny, boli mnie coś, boję się – odczuwam bez udziału mojej woli, bez konieczności nazywania tego, co czuję, negatywną emocję. Jeśli jest odwrotnie – pozytywną. Potem te proste reakcje komplikują się. Dziecko uczy się na przykład, że obecność mamy przynosi w efekcie zaspokojenie jego potrzeb i emocje negatywne zmieniają swój znak - na widok mamy uśmiecha się. Przejawiają się jego preferencje i skłonności. Np. jabłuszko jest dobre, a kaszka nie. Na podstawie wrodzonego mechanizmu ewaluacji uczy się także określać granice swojego „ja”. Dotyka swojej buzi, czuje, że dotyka - to ja. Dotyka zabawki – ona jest poza mną - to nie ja. Potem jednak ewaluując, według swoich preferencji, pożąda określonych zabawek, które budzą jego pozytywne emocje, włącza je w obszar własnego „ja”. To mój samochodzik, czy też moja lalka. Mój - to prawie ja. Pozytywne emocje powiązane z określonymi doświadczeniami budzą kolejne potrzeby, a ich zaspokojenie kolejne pozytywne emocje. Trwa życie dojrzewanie biologiczne i uspołecznianie. W obszar swojego „ja” włączane są także obiekty abstrakcyjne – na przykład wartości przekonania. Ale charakter przeżyć emocjonalnych i źródło emocji pozostają te same. W wędrówce przez życie okazuje się, że potrzeby dziecka nabierają określonego kształtu - zaczynają stanowić system. W ten sposób kształtowane w warunkach społecznego doświadczania jego pierwotne, uwarunkowane biologicznie potrzeby i skłonności nabierają systemowego kształtu. Pojawia się rozwinięty system, który można nazwać już rozwiniętą tożsamością. Teraz już poprzez język da się je jakoś nazwać, porównać i opisać.

K.B. I na przykład, w przypadku dziecka transseksualnego, mógłby nazwać się transseksualistą?

A.G. Powiem jak to było ze mną. A podobna do mojej historia powtarza się u większości transseksualistów. Gdy byłam małym dzieckiem, byłam przekonana, że jestem chłopcem. Wszyscy tak mówili, a sama widziałam, że zewnętrznie byłam jak oni. A więc chłopiec! Realizując wszystko to, co narzucało mi otoczenie i stereotypy, starałam się dopasować się do chłopięcych postaw i zachowań. Okazywało się jednak raz po raz, że ja nie chcę się tak zachowywać. Mam inne niż oni potrzeby. Zauważyłam szybko, że moje potrzeby, skłonności i preferencje są podobne raczej do potrzeb, jakie mają dziewczynki. Wolałam robić to, co one. Rozumiałam się z nimi znacznie lepiej niż z chłopcami. Ale przecież byłam chłopcem.
Im bardziej preferowałam przebywanie i zabawy z dziewczynkami, tym bardziej wzmagała się wobec mnie i brutalizowała presja otoczenia, abym zachowywała się „normalnie” – stereotypowo jak chłopiec. Mimo, że próbowałam, nie byłam w stanie zmienić swoich potrzeb. Jedyne, co ogromnym kosztem osobistym mogłam zrobić, to zmienić swoje zachowanie. W czasie, kiedy byłam dzieckiem, nie było dostępne pojęcie transseksualizmu. A jednak mając 11 czy 12 lat stwierdziłam, że mimo wielu oczywistych fizycznych faktów, nie jestem chłopcem, a dziewczynką. Nadałam sobie imię Ania i „zeszłam do podziemia”. Zaczęłam uczyć się „być” chłopcem kosztem zaniechania realizacji swoich potrzeb albo ich ukrycia. Odebrano mi prawo, aby po prostu być sobą. Nie wszystkie cechy miałam i mam stereotypowo kobiece. Miałam od zawsze i mam nadal kobiece potrzeby emocjonalne, a od tamtego czasu także kobiece „ja” - tożsamość. Gdyby wtedy było znane pojęcie transseksualizmu, były określone metody terapii i była akceptacja rodziny i społeczeństwa dla wyboru własnej drogi życia przez dziecko, przeżyłabym swoje życie jak każde inne dziecko i człowiek. Byłabym po prostu sobą - kobietą. Niestety do dziś tysiącom dzieci dzieje się podobna do mojej krzywda.

K.B. Słyszałem o przypadkach, że homoseksualiści odkrywają często znacznie później swoją orientację seksualną niż to opisałaś w przypadku transseksualistów.

Najczęściej odkrywają swój homoseksualizm w okresie dojrzewania płciowego. Wtedy bowiem pojawiają się potrzeby erotyczne i potrzeba stworzenia związku. Dojrzałe zakochania. Wraz z dojrzewaniem zmienia się według wewnętrznego, biologicznego planu nasilenie oddziaływania poszczególnych grup hormonów płciowych wpływających na pojawianie się kolejnych potrzeb, a za nimi emocji.
Co stanie się gdy w kolejnych doświadczeniach społecznych chłopiec przekona się, że jego emocje i potrzeby związane z pojawiającym się pożądaniem są negatywne lub obojętne w relacji z kobietami, a pozytywne z mężczyznami? Chłopiec jakoś rozwiąże ten problem. Wobec społecznej presji będzie być może próbował wyprzeć go do podświadomości lub jakoś zracjonalizować czy zmienić, albo … zaakceptuje swoje emocje. To może potrwać. To bolesny proces. W końcu często osoba ta zaakceptuje swój homoseksualizm w zgodzie ze sobą i wbrew obowiązującym społecznie normom i stereotypom. Czy nauczyła się tych emocji – tej ewaluacji? Prawie wszyscy dzisiejsi naukowcy sądzą, że to niemożliwe. Mimo, że potężne siły oddziaływań społecznych idą w przeciwnym kierunku, wrodzone skłonności mogą być silniejsze i wezmą górę. Źródło tych potrzeb leży u źródeł tożsamości i w biologii. Nie da się jej ich zmienić oddziałując z zewnątrz. Co najwyżej można potrzeby te próbować brutalnie stłumić i zepchnąć do podświadomości albo zatrzymać ich przejawianie, powodując de facto chorobę takiego chłopca. Analogicznie jest z odczuwaniem własnej płciowości i tożsamością płciową. Próby leczenia transseksualizmu poprzez zmianę tożsamości płciowej zawsze kończyły się niepowodzeniem lub potężnymi negatywnym przeżyciami traumatycznymi pacjentów. Nie słyszałam o potwierdzonym naukowo przypadku wyleczenia transseksualizmu tą metodą.

A.P. Ale małe dziecko nie ma żadnych potrzeb erotycznych. Jakim cudem orientacja seksualna może być wrodzona skoro nie trwa od dziecka.

Czy uważasz, że podniecenie seksualne heteroseksualnego mężczyzny jest cechą wyuczoną? Pożądanie seksualne heteroseksualnego mężczyzny do kobiety zaczyna przejawiać się (podobnie jak pożądanie do mężczyzny u geja) w okresie dojrzewania płciowego – wtedy kiedy budzą się erotyczne potrzeby i jest warunkowaną biologicznie niemal bezwarunkową reakcją na docierające do niego bodźce kobiecości. Wizerunek kobiecości i męskości jest zaszyty w każdym z nas i ma wrodzony charakter biologiczny i ba! wręcz gatunkowy. Identycznie jest w przypadku homoseksualistów. Tyle, że kierunek popędu (rodzaj potrzeb) jest skierowany na kontakt z tą samą płcią. Homoseksualizm podobnie jak heteroseksualizm jest w swych podstawach wrodzony. Transseksualizm też. Po prostu w przyrodzie zawsze jest tak, że zawsze pozostawia, w sobie tylko wiadomym celu, margines dla odmienności. To jest prawo przyrody, którego człowiek powinien się uczyć i szanować je.

K.B. Rozumiem już, że dopiero interakcja czynników – biologicznych i kulturowych - tworzy osobowość i tożsamość człowieka. Przekonałaś mnie, że analiza cech psychicznych jest czymś innym niż docieranie do tożsamości jakiejś osoby. Co w takim razie z testami służącymi do określania procentu swojej kobiecości czy męskości?

A.G. Hm! Czasem warto zastanowić się jak pasujemy do stereotypu kobiety lub mężczyzny. Jednak ma to niewiele wspólnego z diagnozą transpłciowości czy transseksualizmu. Cechy męskie i kobiece, podobnie jak tożsamość psychiczna, rzeczywiście kształtują się w obecności stereotypów, a stereotypy i presja społeczna nastawiona na ich przestrzeganie miewa jakiś związek z poczuciem własnego „ja” – tożsamością płciową. Niekiedy ta presja i wychowanie może przykryć i zdominować prawdziwe potrzeby i skłonności człowieka. Wtedy pozostaje ona na zawsze lub na jakiś czas nieświadoma. Oznacza to, że kultura i cały aspekt społeczny zwyciężył. Wrodzone potrzeby zostały zamrożone i nie są realizowane. Może były zbyt słabo zaznaczone, albo presja społeczna zbyt silna? Tak bywa na przykład u osób transpłciowych, które decydują się na życie pomiędzy płciami lub obok przejawów płciowości, szukając dla siebie jakiegoś miejsca w społeczeństwie albo u osób, które w trakcie własnego rozwoju docierają do przysypanych piaskiem stereotypów korzeni własnej płciowości i odkrywają poczucie własnej płci lub swoją orientację seksualną.

K.B. A więc biologiczne uwarunkowania płciowości danego człowieka są nie do pominięcia ….

A.G. Właśnie! Na zakończenie, wszystkim tym którzy chcą lepiej zrozumieć ogromną rolę czynników biologicznych w kształtowaniu się zachowań, postaw i reakcji emocjonalnych występujących u kobiet i mężczyzn poleciłabym lekturę fascynującej książki Louann Brizendine „Mózg kobiety” wydanej w Polsce przez VM Group w 2006 roku.

Wywiad Anną Grodzką - psychologiem klinicznym.

K.B. - Pani Aniu, czy Pani zdaniem płeć psychologiczna zwiera komponenty biologiczne, czy tez to jest stereotypowe ujęcie męskości – kobiecości?

A.G. - Płeć psychiczna to część tożsamości psychicznej. Można powiedzieć także inaczej: tożsamość płciowa. Wszystko w człowieku wiąże się jakoś ze sferą jego materialnego, fizycznego istnienia. Płciowość człowieka to nie tylko stereotyp kulturowy i tożsamość psychiczna. Przejawia się ona także na płaszczyźnie procesów chemicznych i struktur anatomicznych. Można opisywać ją i analizować biorąc pod uwagę jej plan genetyczny (płeć chromosomalna), stan genitaliów (płeć genitalna), stan gonad (płeć gonadalna), procesy hormonalne (płeć hormonalna), drugorzędnych zewnętrznych cech płciowych, czy w końcu funkcjonalne i strukturalne cechy mózgu. To wszystko, przynajmniej teoretycznie, jest fizycznie obserwowalne i mierzalne. Całe nasze ciało, a w szczególności hormony i mózg wywierają na nas wpływ w toku całego naszego życia. Zwracam też uwagę, że wcale nie tak rzadko jak się powszechnie uważa, istnieją osoby posiadające jednocześnie cechy biologiczne obu płci – osoby interseksualne (hermafrodyci). Na każdej biologicznej płaszczyźnie, na jakiej przejawia się płciowość, nie musi być ona binarna - zerojedynkowa. Bywa, że posiada się jakąś cechę płciową określoną tylko w mniejszym lub w większym stopniu, a nie stuprocentowo.
Nasza tożsamość psychiczna – poczucie własnego „ja” - formuje się w toku całego życia. Powstaje z jednej strony, na gruncie istniejących warunków biologicznych i podstaw emocjonalnych, czyli wszystkich predyspozycji, skłonności i zdolności jakie są w danej chwili uwewnętrznione i zintegrowane w obszarze nas samych. Z drugiej strony na to kim jesteśmy nakładają się określone doświadczenia społeczne. Nie nakładają się one bez udziału tego co już w nas istnieje. Doświadczenia i wpływy społeczne są zatem w jakiejś mierze przez nas filtrowane i cenzurowane. Tym filtrem są już istniejące w nas skłonności, preferencje, nabyta już wiedza i wiążące się z nimi reakcje emocjonalne. Tożsamość, w tym tożsamość płciowa, to wynik (choć nie prosta suma) wszystkich tych wpływów. Wynik tego co płynie z naszego wnętrza, z naszej biologii i uwewnętrznionych oraz doświadczeń oraz oddziaływań płynących ze środowiska. Kształtowanie się tożsamości to przebiegający nieprzerwanie w toku całego życia proces integracji i uwewnętrzniania (przyjmowania jako własne) nowych doświadczeń społecznych z doświadczeniami, które dana osoba włączyła już w obszar swojej tożsamości – w obszar własnego „ja”. Przy czym należy zauważyć, że nasze „ja” jest konstruktem względnie stabilnym i utrwala się wraz z wiekiem. Jest opoką nas samych. Nowe doświadczenia społeczne nie tak łatwo zmieniają podstawy naszej tożsamości. Czasem mówimy, że trudno coś robić (doświadczać) wbrew sobie. To właśnie o to chodzi. Trudno, a czasem wręcz nie możliwe jest żyć wbrew własnej tożsamości, przeciwko własnemu „ja”. Najtrwalsze i najbardziej nie poddające się zmianom są nasze najwcześniejsze (wczesno-dziecięce i ukształtowane w okresie prenatalnym) skłonności i doświadczenia. To one przede wszystkim kształtują nasze predyspozycje, postawy i odczucia . One najmocniej związane są z naszymi biologicznymi podstawami. Biorąc nieustannie udział w filtrowaniu doświadczeń społecznych przyjmowanych w obszar własnego „ja” mają znaczny wpływ na kształtowanie się tożsamości.

K.B. No dobrze, ale przecież ludzkie skłonności i predyspozycje jednak zmieniają się w jakimś stopniu w toku życia.

A.G. Tak. Zmieniają się, ale w niewielkim stopniu. Tak jak już mówiłam, jakiś wpływ na nie, ma nabywanie doświadczeń. Ktoś kto ma talent wokalny, może go ćwiczeniami i zdobywaną wiedzą doprowadzić do doskonałości, albo solidnie zaprzepaścić. Inne nasze skłonności i predyspozycje czy cechy biologiczne ożywają w określonych zaprogramowanych rozwojowo okresach. To w określonym okresie życia powiększają się dziewczynkom piersi a u chłopców pojawia się zarost. Zatem kolejnym czynnikiem mogącym powodować znaczne zmiany w tożsamości jest czynnik rozwojowy.
Małe dziecko może nic nie wiedzieć o swojej psychoseksualnej predyspozycji. Ona ujawni się dopiero w okresie dojrzewania, a utalentowany sportowiec utraci swe zdolności po przekroczeniu określonego wieku. Predyspozycje, które ujawniają się w określonych , zaprogramowanych biologicznie okresach życia to kolejny dowód na siłę biologicznej determinacji określonych procesów kształtowania się tożsamości człowieka.

K.B. Co dzieje się konkretnie z tożsamością płciową?

A.G. Ktoś kiedyś, w kilka chwil po urodzeniu, na podstawie pobieżnego oglądu narządów płciowych, określił płeć dziecka jedną z dwóch nazw - dziewczynka lub chłopiec - zapisano to w jego dokumentach.
Tak rozpoczął się proces społecznego wdrukowywania w tożsamość tego człowieka stygmatu płci. Najczęściej okazuje się, że ten ktoś oznaczył płeć prawidłowo. Dziewięćdziesiąt kilka procent ludzi urodzonych z narządami płciowymi określonego rodzaju, utożsamia się potem (lub utożsamia w znacznym stopniu) z płcią jaką one znamionują. W kilku procentach przypadków bywa jednak inaczej.

K.B Skąd przekonanie, że to właśnie wpływ czynników biologicznych przeciwdziała oddziaływaniom społecznym? A może tożsamość płciowa danej osoby, nie zgodna z wpisem w metryce, powstaje w wyniku błędów w wychowaniu czy w związku z jakimś traumatycznym przeżyciem?

A.G. Faktycznie, nie udowodniono tego bezspornie, ale jest aż nadto wiele powodów aby sądzić, że wpływ czynników biologicznych na kształtowanie się transpłciowości, a w szczególności transseksualizmu, jest ogromny. Naukowcy wykryli w mózgu, w ciele migdałowatym, strukturę, która prawdopodobnie odpowiada (czy w jakimś stopniu odpowiada) za psychiczną tożsamość płciową człowieka. Istnieje hipoteza, że kobiety i transseksualistki m/k mają jądro tej struktury mniejsze niż mężczyźni i transseksualiści k/m. Nie wykluczone, że hipoteza ta jest prawdziwa. W każdym razie, z kilku innych badań wiadomo, że hormonalny przebieg kształtowania się płodu dziecka w łonie matki, może mieć decydujący wpływ na ukształtowanie się tożsamości płciowej człowieka. Z tendencją do transseksualizmu, czy szerzej, transpłciowości rodzimy się, lub nie.

K.B. Czyli płeć psychologiczna jest złożeniem uwarunkowań biologicznych i środowiskowych, czyli nie możemy mówić, że jest oderwana od biologii, że jest tylko kwestią nadania znaczenia w procesie socjalizacji czy uczenia się?

A.G. - Tak najprawdopodobniej jest. Potwierdza to wszystko co na ten temat wiemy.
Ale niestety nie wszystko jeszcze wiemy.
Wyobraź sobie Chopina. Czy sądzisz, że gdybym ja miała takie życie i takich nauczycieli i takie otoczenie takie jak On, komponowałabym to co On i tak jak On? To jego indywidualne wrodzone cechy zdecydowały, że potrafił stworzyć co stworzył. Żyjąc w identycznych warunkach nie komponowałabym tak jak On i tego co On. A On, gdyby ktoś mu to uczynił, za nic w świecie, prawdopodobnie, nie pogodziły się ze zmianą płci. Człowiek jak każda istota żywa nie jest ani tylko swoją duszą ani tylko swoim ciałem. Jest człowiekiem.

K.B – Kiedyś w swoim artykule cytowałaś Kuczyńską i jej inwentarz płci psychicznej. I zrozumiałem, że cechy męskie, żeńskie to kwestia stereotypu – przypisania, że tak zachowuje się facet, a tak kobieta. I kłóci mi się to z tym, że jak twierdzisz są one jednak uwarunkowane biologią, a nie tylko stereotypami.

A.G. A jednak nie kłuci się. Określone cechy ludzi, nie są tym samym co ich tożsamość. Można mieć talent muzyczny, a nie być i nie czuć się muzykiem. Można mieć wiele cech męskich, a czuć się kobietą, lub odwrotnie. Kultura i stereotypy nadają określony kształt przekonaniom, ale ich wektor kształtowany jest przez stosunek emocjonalny jaki danym zjawiskom ze sfery kultury przydajemy. Ten wektor ma źródło w poczuciu własnego „ja” – w tożsamości. Przykładowo: to że lubię gotować, szyć, bawić się z dziećmi, a nawet lubię zakładać kobiece stroje, w świetle tego, że jest to przez stereotyp uważne za cechy kobiece, nie rozstrzyga o tym, że czuję się kobietą. Ale może się zdarzyć, że ktoś (nie zależnie od tego czy to są jego talenty) gotuje, bawi się z dziećmi i ubiera kobiece stroje bo czuje się kobietą. Stara się społecznie potwierdzić poczucie własnego „ja”. To jest całkiem inne użycie kulturowego stereotypu. Stereotypy i kultura istnieje obok nas i w znacznym stopniu niezależnie od nas. My adoptujemy jej elementy w obszar własnego „ja” lub pozostawiamy obok nas. W procesie uwewnętrzniania uczestniczy nasza tożsamość niezależnie w znacznej mierze od cech jakie posiadamy.

K.B. Pomóż mi zatem zrozumieć ten fragment twojego artykułu: „Na podstawie badań i wielu teorii kształtowania się osobowości człowieka, jak i samej definicji tożsamości, można sądzić, że „zaprogramowana” w okresie prenatalnym „tożsamość płciowa”, o której pisze Dahlström, jest w istocie emocjonalnym (ewaluatywnym) mechanizmem stanowiącym jedynie podstawę (faktor) budowy tożsamości płciowej określonego rodzaju. („Zrozumieć płeć – Studia interdyscyplinarne II”, Alicja Kuczyńska i Elżbieta K. Dzikowska). Przejawia się on w tym, że małe dziecko w procesie budowy własnej tożsamości nadaje znak emocjonalny swoim kolejnym poszczególnym doświadczeniom i obserwacjom realizowanym w procesie deskryptywnego poznawania rzeczywistości. To ja, a tamto nie ja, to dobre tamto złe, to ładne tamto brzydkie, to moje tamto nie moje, itd”

A.G. Jeśli uznamy, że sposoby i źródła przydawania doświadczeniom społecznym określonego znaku emocjonalnego (ewaluacja) są wrodzone i mają swe źródło w podstawach biologii organizmów żywych to dobrze zrozumiemy tezę A.Kuczyńskiej i umieścimy we właściwym kontekście.
Emocje odczuwamy psychicznie jako pozytywne lub negatywne – mają znak. Źródłem emocji jest nasza biologia. Emocje są, bo żyjemy – żyjemy bo mamy potrzeby. To różni nas od komputerów. Jestem głodny, boli nie coś, boję się – odczuwam, bez udziału mojej woli, bez konieczności nazywania tego co czuję, negatywną emocję. Jeśli jest odwrotnie – pozytywną. Potem te proste reakcje komplikują się. Dziecko uczy się na przykład, że obecność mamy przynosi w efekcie zaspokojenie jego potrzeb i emocje negatywne zmieniają swój znak - na widok mamy uśmiecha się. Przejawiają się jego preferencje i skłonności. Np. jabłuszko jest dobre, a kaszka nie. Na podstawie wrodzonego mechanizmu ewaluacji uczy się także określać granice swojego „ja”. Dotyka swojej buzi, czuje, że dotyka - to ja. Dotyka zabawki – ona jest poza mną - to nie ja. Potem jednak ewaluując, według swoich preferencji, pożąda określonych zabawek, które budzą jego pozytywne emocje, włącza je w obszar własnego „ja”. To mój samochodzik, czy też moja lalka. Mój - to prawie ja. Pozytywne emocje powiązane z określonymi doświadczeniami budzą kolejne potrzeby, a ich zaspokojenie kolejne pozytywne emocje. Trwa życie dojrzewanie biologiczne i uspołecznianie. W obszar swojego „ja” włączane są także obiekty abstrakcyjne – na przykład wartości przekonania. Ale charakter przeżyć emocjonalnych i źródło emocji pozostają te same. W wędrówce przez życie, okazuje się, że potrzeby dziecka nabierają określonego kształtu - zaczynają stanowić system. W ten sposób, kształtowane w warunkach społecznego doświadczania, jego pierwotne, uwarunkowane biologicznie potrzeby i skłonności nabierają systemowego kształtu. Pojawia się rozwinięty system, który można nazwać już rozwiniętą tożsamością. Teraz już, poprzez język, da się je jakoś nazwać, porównać i opisać.

K.B. I na przykład, w przypadku dziecka transseksualnego, mógłby nazwać się transseksualistą?

A.G. Powiem jak to było ze mną. A podobna do mojej historia powtarza się u większości transseksualistów. Gdy byłam małym dzieckiem byłam przekonana, że jestem chłopcem. Wszyscy tak mówili, a sama widziałam, że zewnętrznie byłam jak oni. A więc chłopiec! Realizując wszystko to co narzucało mi otoczenie i stereotypy starałam się dopasować się do chłopięcych postaw i zachowań. Okazywało się jednak raz po raz, że ja nie chcę się tak zachowywać. Mam inne niż oni potrzeby. Zauważyłam szybko, że moje potrzeby, skłonności i preferencje są podobne raczej do potrzeb jakie mają dziewczynki. Wolałam robić to co one. Rozumiałam się z nimi znacznie lepiej niż z chłopcami. Ale przecież byłam chłopcem.
Im bardziej preferowałam przebywanie i zabawy z dziewczynkami tym bardziej wzmagała się wobec mnie i brutalizowała presja otoczenia, abym zachowywała się „normalnie” – stereotypowo jak chłopiec. Mimo, że próbowałam, nie byłam w stanie zmienić swoich potrzeb. Jedyne, co ogromnym kosztem osobistym mogłam zrobić, to zmienić swoje zachowanie. W czasie kiedy byłam dzieckiem nie było dostępne pojęcie transseksualizmu. A jednak mając 11 czy 12 lat stwierdziłam, że mimo wielu oczywistym fizycznym faktom, nie jestem chłopcem, a dziewczynką. Nadałam sobie imię Ania i „zeszłam do podziemia”. Zaczęłam uczyć się „być” chłopcem kosztem zaniechania realizacji swoich potrzeb albo ich ukrycia. Odebrano mi prawo aby po prostu być sobą. Nie wszystkie cechy miałam i mam stereotypowo kobiece. Miałam od zawsze i mam nadal kobiece potrzeby emocjonalne, a od tamtego czasu także kobiece „ja” - tożsamość. Gdyby wtedy było znane pojęcie transseksualizmu, były określone metody terapii i była akceptacja rodziny i społeczeństwa dla wyboru własnej drogi życia przez dziecko, przeżyłabym swoje życie jak każde inne dziecko i człowiek. Byłabym po prostu sobą - kobietą. Niestety do dziś tysiącom dzieci dzieje się podobna do mojej krzywda.

K.B. Słyszałem o przypadkach, że homoseksualiści odkrywają często znacznie później swoją orientację seksualną niż to opisałaś w przypadku transseksualistów.

Najczęściej odkrywają swój homoseksualizm w okresie dojrzewania płciowego. Wtedy bowiem pojawiają się potrzeby erotyczne i potrzeba stworzenia związku. Dojrzałe zakochania. Wraz z dojrzewaniem zmienia się według wewnętrznego, biologicznego planu nasilenie oddziaływania poszczególnych grup hormonów płciowych wpływających na pojawianie się kolejnych potrzeb, a za nimi emocji.
Co stanie się gdy w kolejnych doświadczeniach społecznych chłopiec przekona się, że jego emocje i potrzeby związane z pojawiającym się pożądaniem są negatywne lub obojętne w relacji z kobietami, a pozytywne z mężczyznami? Chłopiec jakoś rozwiąże ten problem. Wobec społecznej presji, będzie być może próbował wyprzeć go do podświadomości, lub jakoś zracjonalizować czy zmienić, albo … zaakceptuje swoje emocje. To może potrwać. To bolesny proces. W końcu często osoba ta zaakceptuje swój homoseksualizm w zgodzie z sobą i wbrew obowiązującym społecznie normom i stereotypom. Czy nauczył się tych emocji – tej ewaluacji? Prawie wszyscy dzisiejsi naukowcy, sądzą że to nie możliwe. Mimo, że potężne siły oddziaływań społecznych idą w przeciwnym kierunku, wrodzone skłonności mogą być silniejsze i wezmą górę. Źródło jego potrzeb leży u źródeł jego tożsamości i w jego biologii. Nie da się jej ich zmienić oddziałując z zewnątrz. Co najwyżej można potrzeby te próbować brutalnie stłumić i zepchnąć do podświadomości, albo zatrzymać ich przejawianie, powodując de facto chorobę chłopca. Analogicznie jest z odczuwaniem własnej płciowości i tożsamością płciową. Próby leczenia transseksualizmu poprzez zmianę tożsamości płciowej zawsze kończyły się niepowodzeniem lub potężnymi negatywnym przeżyciami traumatycznymi pacjentów. Nie słyszałam o potwierdzonym naukowo przypadku wyleczenia transseksualizmu tą metodą.

A.P. Ale małe dziecko nie ma żadnych potrzeb erotycznych. Jakim cudem orientacja seksualna może być wrodzona skoro nie trawa od dziecka.

Czy uważasz, że podniecenie seksualne heteroseksualnego mężczyzny jest cechą wyuczoną? Podniecenie seksualne heteroseksualnego mężczyzny do kobiety zaczyna przejawiać się podobnie jak u geja, w okresie dojrzewania płciowego – wtedy kiedy budzą się erotyczne potrzeby i jest warunkowaną biologicznie niemal bezwarunkową reakcją na docierające do niego bodźce kobiecości. Wizerunek kobiecości i męskości jest zaszyty w każdym z nas i ma wrodzony charakter biologiczny i ba! wręcz gatunkowy. Identycznie jest w przypadku homoseksualistów. Tyle, że kierunek popędu (rodzaj potrzeb) jest skierowany na kontakt z tą samą płcią. Homoseksualizm podobnie jak heteroseksualizm jest w swych podstawach wrodzony. Transseksualizm też. Po prostu w przyrodzie zawsze jest tak, że zawsze pozostawia, w sobie tylko wiadomym celu, margines dla odmienności. To jest prawo przyrody, którego człowiek powinien się uczyć i szanować je.

K.B. Rozumiem już, że dopiero interakcja czynników – biologicznych i kulturowych - tworzy osobowość i tożsamość człowieka. Przekonałaś mnie, że analiza cech psychicznych jest czymś innym niż docieranie do tożsamości jakiejś osoby. Co w takim razie z testami służącymi do określania procentu swojej kobiecości czy męskości?

A.G. Hm! Czasem warto zastanowić się jak pasujemy do stereotypu kobiety lub mężczyzny. Jednak ma to nie wiele wspólnego z diagnozą transpłciowości czy transseksualizmu. Cechy męskie i kobiece, podobnie jak tożsamość psychiczna rzeczywiście kształtują się w obecności stereotypów, a stereotypy i presja społeczna nastawiona na ich przestrzeganie miewa jakiś związek z poczuciem własnego „ja” – tożsamością płciową. Niekiedy ta presja i wychowanie może przykryć i zdominować prawdziwe potrzeby i skłonności człowieka. Wtedy pozostaje ona na zawsze lub na jakiś czas nieświadoma. Oznacza to, że kultura i cały aspekt społeczny zwyciężył. Wrodzone potrzeby zostały zamrożone i nie są realizowane. Może były zbyt słabo zaznaczone, albo presja społeczna zbyt silna? Tak bywa na przykład u osób transpłciowych, które decydują się na życie pomiędzy płciami lub obok przejawów płciowości, szukając dla siebie jakiegoś miejsca w społeczeństwie, albo u osób, które w trakcie własnego rozwoju docierają do przysypanych piaskiem stereotypów korzeni własnej płciowości i odkrywają poczucie własnej płci lub swoją orientację seksualną.

K.B. A więc biologiczne uwarunkowania płciowości danego człowieka są nie do pominięcia ….

A.G. Właśnie! Na zakończenie, wszystkim tym którzy chcą lepiej zrozumieć ogromną rolę czynników biologicznych w kształtowaniu się zachowań, postaw i reakcji emocjonalnych występujących u kobiet i mężczyzn poleciłabym lekturę fascynującej książki Louann Brizendine „Mózg kobiety” wydanej w Polsce przez VM Group w 2006 roku.


Rozmawiał K.B.

Ania Grodzka

edzamieszczono: 2009.06.13

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2796 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj