Artykuły, teksty, opracowania

Tematyka transpłciowości w wybranych publikacjach oraz jej usytuowanie we współczesnych dyskursach akademickich


Ekspertyza włączona do raportu KPH o homo-, biseksualności i transpłciowości w polskich podręcznikach akademickich


Niniejszy tekst stanowi analizę zjawiska transpłciowości we współczesnych dyskursach medycznym i socjologicznym (z dużym naciskiem na polskie realia), umożliwioną dzięki zebranemu materiałowi piśmiennemu podczas trwania projektu „Monitoring podręczników akademickich”.

Jako aktywista na rzecz ruchu osób transpłciowych, występuję tu przede wszystkich w roli propagatora nowych dróg w dyskursach, w których transpłciowość jest w jakiś sposób obecna (nie musi zresztą nawet nosić takiej nazwy). Choć skupiam się w większości na zagadnieniach dotyczących stricte osób trans, bez względu na ich orientacje czy identyfikacje seksualne, staram się również ukazać, dlaczego osoby trans mogą stanowić część środowiska LGB i  dlaczego obecne podejście (także naukowe) nie pomaga się im tam odnaleźć. Niniejszy tekst będzie skoncentrowany  na zagadnieniach tożsamości płciowej i seksualności (także w kontekście cisgenderowym[1]) oraz stygmatyzacji płciowości jako takiej.

Analiza, którą przeprowadzę, koncentruje się na spojrzeniu depatologizującym. Oznacza to wprowadzanie zagadnień medycznych (np. klasyfikacji ICD-10) jedynie, gdy okazują się konieczne i niemożliwe do zignorowania.

Dostarczone materiały stanowią zaledwie fragmenty różnego rodzaju publikacji (nie wszystkie można uznać za pozycje naukowe), jednak możliwe okazało się wydobycie esencji problematycznego (także dla ekspertów z dziedziny medycyny) zagadnienia transpłciowości.

 

Źródła otrzymane do analizy:

·         G. van den Aardweg, Homoseksualizm i nadzieja, Warszawa 2007, s. 49-57.

·         G. van den Aardweg, Walka o normalność, Warszawa 2007, s. 24-27, 74-70

·         D. Ange, Homoseksualizm. Czym jest i do czego prowadzi, Kraków 1993, s. 15-40

·         K. Boczkowski, Homoseksualizm, Warszawa 1988, s. 16-17

·         K. Imieliński, Kobieta i seks, Warszawa 1989, s. 208-211.

·         K. Imieliński, Zboczenia płciowe, Warszawa 1970, s. 20-21, 30-37

·         A. Jaczewski, O chłopcach dla chłopców, Warszawa 1986, s. 134-139

·         E.A. Kucz, Biologiczne aspekty seksualności człowiek [w:] Seksualność w cyklu życia człowieka, pod red. M. Beisert, Warszawa 2006, s. 50-53

 

Transpłciowość (z ang. transgender[2]) to słowo używane w strukturalnej teorii zjawiska określanego przez medycynę mianem „zaburzenia tożsamości płciowej”[3]. Termin ten jest swego rodzaju hasłem-parasolem, zawierającym w sobie trzy zdefiniowane składowe: transseksualizm (TS), transgenderyzm (TG) oraz transwestytyzm (TV).

Kategorie te – podobnie jak pierwsze analizy społeczne – mają ścisły związek z terminami medycznymi i choć można je traktować jako jeden z przejawów emancypacji osób transpłciowych spod dyskursów tworzonych przez tzw. „osoby trzecie”, należy zdać sobie sprawę z tego, że definicje zawarte w klasyfikacjach zdrowotnych (przede wszystkim w ICD-10) mają dla wspomnianej kategoryzacji wielkie znaczenie.

Powstała w latach osiemdziesiątych XX wieku „teoria parasola” widzi transpłciowość jako pewnego rodzaju skalę odcieni, w których transseksualizm oraz transwestytyzm pełnią rolę punktów skrajnych (bądź „ustalonych barw”). Transgenderyzm zaś stanowi stan przejściowy, w którym pomieścić mają się te osoby, które z różnych powodów nie czują przynależności z kategoriami definiowanymi medycznie. Pojawienie się tego rodzaju myślenia, prowadzącego do powstania teorii mającej na celu opisać wszelkie przypadki „niewspółgrania tożsamości płciowej z ciałem danej osoby” (jest to również definicja seksuologiczna) dowodzi formowania się podmiotowości transpłciowej, niezależnej od klasycznej, cisgenderowej wizji ludzkiej płciowości jako zbinaryzowanej oraz przeciwstawiającej się medykalizacji zjawiska tzw. „przekraczania norm płciowych”.

Polska teoria struktur transpłciowych wydaje się nieco bardziej złożona od oryginalnej koncepcji, która w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w USA odnosiła się jedynie do kategorii transseksualizmu i transwestytyzmu[4]. Przede wszystkim dlatego, że zapożyczono ją na potrzeby aktywizmu mającego wspierać wszelkie osoby w jakiś sposób identyfikujące się z kategorią trans, bądź takie, którym z punktu widzenia tożsamości transpłciowość jest zupełnie obcym terminem, jednak ich sytuacja społeczno-prawna lub przeszłość medyczna umożliwia użycie wobec nich stosownego określenia[5].

Oprócz wspomnianych wyżej trzech podstawowych terminów TS, TG i TV, do polskiej teoretyki dołączono zjawisko crossdressingu określanego jako „zakładanie ubrań kulturowo przynależące do tzw. płci przeciwnej”[6], podkreślającego, że dotyczyć może on wszystkich, również tych, którzy z kategorią transpłciowości w ogóle się nie identyfikują, bądź nie mają z nią nic wspólnego (np. aktor wcielający się w rolę wymagającą dokonania crossdressingu). Termin ten wzbudza wiele kontrowersji w samym środowisku osób transpłciowych, gdyż bywa używany do opisywania transseksualności rozgrywanej jedynie w przestrzeni kulturowej (tj. bez interwencji medycznej), stając się tym samym narzędziem dyskursu ignorującego podmiotowość osób transseksualnych i skupiającego się jedynie na kulturowych oczekiwaniach wobec ciała ludzkiego, które w tym kontekście może być jedynie „męskie”, bądź „żeńskie”.

Polska teoretyka strukturalnej transpłciowości włącza w swoje szeregi również osoby interseksualne ze względu na podobieństwo doświadczeń zmagania się z oczekiwaniami społeczeństwa co do płciowości ludzkiej jednostki.

W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku w USA transpłciowy strukturalizm zaczyna ulegać pewnym przemianom. Transpłciowość zaczyna być definiowana w kategoriach transgresji krytykującej dotychczas bezrefleksyjnie przyjmowany binaryzm płciowy. W transpłciowym środowisku definicje przestają mieć znaczenie, zaś medycyna i diagnozy umożliwiające późniejszą korektę ciała i/lub legalnego statusu zaczyna być traktowana jako środek pomocniczy i pośredni, nie zaś jako podstawa orzekania, czy jest się osobą trans, czy nie. W większości przypadków przyczynili się do tego sami aktywiści jako osoby negujące wszelkie kategorie ograniczające w jakiś sposób wyrażanie ludzkiej płciowości[7]. Nie bez znaczenia były także książki Judith Butler przedstawiające koncepcję biologizmu jako produktu kultury[8].

Płciowość widziana w takim dyskursie staje się przestrzenią nieustannej transgresji, swoistej gry z konwencjami, całkowitym odsunięciem się od stereotypowych oczekiwań społeczeństwa wobec jednostki. W takiej też przestrzeni rozgrywa się dzisiejszy europejski aktywizm transpłciowy (choć nie oznacza to, że strukturalna teoria transpłciowości zanikła), w którego dyskursie zwraca się przede wszystkim uwagę nie na konwencje płciowe, lecz na prawo jednostki do samostanowienia o sobie. Płeć jest tu uznawana przede wszystkim za dobro osobiste (podobnie, choć minimalnie, do polskiego systemu prawnego[9]) podlegające własnej interpretacji zarówno w przypadku dobory kulturowych akcesoriów, jak i decydowania o zmianach ciała, bądź ich braku.

Transgresja jako ruch polityczny i sposób życia wciąż wzbudza kontrowersje, nie tylko wśród opinii publicznej, lecz także lekarzy specjalistów.[10] Medycyna wydaje się jednak nie zauważać gigantycznego zwrotu w samopostrzeganiu się osób transpłciowych, który nastąpił wraz z emancypacją ruchu politycznego. Dlatego też w Europie zawiązała się inicjatywa STP2012[11], której celem jest skreślenie tzw. „zaburzeń tożsamości płciowej” z medycznych klasyfikacji i zastąpienie ich pozycją „zjawisk niebędących zaburzeniami, jednak wymagającymi medycznych interwencji”.

 

Analiza otrzymanych źródeł dotyczyła będzie nie tylko ściśle transpłciowej problematyki (tj. fragmentów odnoszących się do niej bezpośrednio). Jej celem jest również realne umieszczenie transpłciowości w dotychczas ignorującym ją dyskursie LGB oraz refleksja na temat płciowości i jej kulturowych naddatków. Całość stanowić będzie pracę z zakresu socjologii i kulturoznawstwa, nie zaś psychologii czy seksuologii. Odnośniki do klasyfikacji medycznych pojawiają się jedynie, gdy sam autor stara się o zdefiniowanie pojęcia medycznego, używając do tego celu nieobiektywnego zaplecza, bądź wyraźnie myli podstawy ustrukturalizowanego dyskursu. Podkreślić należy, że poniższy tekst przyjmuje perspektywę transpłciową, punktując błędy, bądź niedopowiedzenia dotyczące tego zjawiska. Analiza zwraca także uwagę na to, że w polityce dążącej do zrównania praw osób LGBT z resztą społeczeństwa, wciąż przeważa cisgenderowa perspektywa.

Ze względu na podejmowane przez różnych autorów refleksje, fragmenty publikacji możemy podzielić na następujące kategorie:

– Osoby transpłciowe w dyskursie LGB

– Fałszywe informacje nt. klasyfikacji kategorii „zaburzenia tożsamości płciowej”, bądź innych „problemów” związanych z płciowością

– Nadmierna stereotypizacja płciowości i seksualności

– Fałszywe informacje dot. działań medycznych prowadzących do korekty płci

 

1.    Osoby transpłciowe w dyskursie LGB

Skrótowiec LGB wydaje się obejmować jedynie osoby cisgenderowe, co zauważyć można także w codziennej pracy organizacji pozarządowych[12], także tych przedstawiających się jako organizacje LGBTQ. Tym bardziej nie dziwi, że pracom poświęconym homoseksualizmowi (będące tak naprawdę pracami analizującymi cisgenderowych mężczyzn identyfikujących się z tą kategorią) – obojętnie czy jest to piśmiennictwo stricte naukowe, czy też aspirujące do takowego – również brakuje pełnego spojrzenia na tę problematykę. Homoseksualizm, jako pojęcie odnoszące się do wyboru partnera seksualnego, realizuje się również na poziomie transpłciowym – transmężczyźni[13] bywają homoseksualni, podobnie jak homoseksualne bywają też transkobiety[14]. Nie oznacza to jednak, że homoseksualne osoby transpłciowe wybierają na partnerów seksualnych jedynie inne osoby transpłciowe. Gdy mowa o homoseksualizmie i transpłciowości, należy zdać sobie sprawę, że płeć, do której dana osoba (obojętnie czy trans- czy cispłciowa) czuje pociąg seksualny, to przede wszystkim tożsamość i ekspresja płciowa, nie cechy fizyczne.

W publikacji Krzysztofa Boczkowskiego z 1988 czytamy:

Oczywiście, homoseksualizm sam w sobie, niezależnie od pozytywnego czy negatywnego stosunku otoczenia, niesie ze sobą problemy, z którymi homoseksualista musi uporać się sam. Na przykład dwaj żyjący wspólnie homoseksualiści nie mogą mieć dzieci, a związek dwóch partnerów męskich będzie inny niż związek, w którym jednym partnerem jest mężczyzna, a drugim kobieta.[15]

Podobnie u Andrzeja Jaczewskiego:

[Homoseksualiści] nie zakładają rodzin, nie mają oczywiście dzieci – a to często jest przedmiotem ich troski.[16]

Postrzeganie tematyki LGB bez zagadnienia transpłciowości prowadzi do nieprawdziwych stwierdzeń podobnych do powyższych, wyszczególnionych tłustym drukiem. Związki osób cisgenderowych z transpłciowymi jak najbardziej mogą prowadzić do posiadania dzieci[17], niekiedy także bez większych przeszkód fizycznych. Ponadto polskie realia umożliwiające korektę płci, również nie zmieniają tej sytuacji, gdyż prawo nie nakazuje osobom korygującym płeć poddawać się sterylizacji. Oznacza to, że istnieją związki homoseksualne, w których – po odpowiednich działaniach (np. zaprzestaniu przyjmowania leków hormonalnych) – istnieje możliwość posiadania przez partnerów biologicznego potomstwa.

Daniel Ange, którego publikacja – ze względu zarówno na formę – jak i treść, należy raczej do rodzaju stricte religijnych poradników życiowych niż naukowych opracowań, podobnie jak już cytowane publikacje skupia się jedynie na problematyce homoseksualizmu osób cisgenderowych, dlatego też możemy znaleźć w niej podobne fragmenty:

Może to [czyli homoseksualizm – dop. W.D.] lęk przed ryzykiem prokreacji, mimo zachowania wszelkich środków ostrożności. Przy stosunkach homoseksualnych, przynajmniej w tej dziedzinie, nie ma żadnych obaw![18]

Temat ten powraca w rozdziale 8 pt. „Seks uzależnia”:

Miłość homoseksualna marzy o tym, by przemienić się w miłość małżeńską, dąży do małżeństwa jak do ideału (to zresztą jedyny narzucający się model życia). Ale miłość homoseksualna sama przez się wyklucza rodzicielstwo. To miłość, która nie może się spełnić, jakby zatrzymana w pół drogi. To miłość, która szybko się nasyca, zanim jeszcze osiągnie dojrzałość. To miłość pozbawiana płodności, która nie pozostawia żadnego owocu.[19]

Dyskurs pracy Angego kładzie nacisk na wartości chrześcijańskie, co widać także w zamieszczonym fragmencie. Ciekawe wydaje się to, że koncept małżeństwa jako ideału uzależnia jedynie od możliwości uznania go przez prawo oraz posiadania potomstwa. Nie odmawia związkom homoseksualnym miłości, stara się jednak wykazać jej niedostatek w stosunku do obowiązującego w społeczeństwie modelu.[20] Niekonsekwencja takiego podejścia ujawnia się przy wspomnieniu rodzicielstwa, które obecnie posiada wiele definicji. Zapomina się tu o możliwości bycia prawnym rodzicem (w Polsce jedna z osób w takim związku może posiadać pełne prawa do opieki nad dzieckiem, co nie oznacza automatycznie, że jest ona również rodzicem biologicznym), bądź o rodzicielstwie rozumianym jako realna, choć nieuznana prawnie, opieka nad nieletnim (np. partner prawnego opiekuna). Niedostatki miłości homoseksualnej według Angego ujawniają się również, gdy uświadomimy sobie brak możliwości prokreacji w takim związku. Nieprawdziwość tego typu twierdzeń ukazano wyżej, podczas analizy pozostałych fragmentów.

W niemal identycznych stereotypach (lub raczej niedoinformowaniu) utrzymuje się fragment tekstu Gerada van der Aardwega „Walka o normalność”:

Jeżeli nawet społeczne elity naszych czasów utraciły zdrowy rozsądek, pozostały masy zwykłych ludzi, których być może można zmusić do zaakceptowania miar społecznych wywodzących się z ideologii ,,równych praw” homoseksualnych emancypantów, jednak nie można zmienić ich prostego spostrzeżenia, że coś musi być nie tak z osobami, które, będąc fizjologicznie mężczyznami i kobietami, nie czują pociągu do najbardziej naturalnych obiektów popędu seksualnego na tle prokreacyjnym.[21]

Jak wykazano już powyżej – pozostawanie w związku homoseksualnym nie oznacza, że posiadanie biologicznego potomstwa jest niemożliwe. Aardweg posługuje się w tym fragmencie dodatkowo także polityką „naturalności”, która z założeń jest błędna, gdyż (z grubsza mówiąc) oczekuje od istot ludzkich pociągu seksualnego o celu prokreacyjnym, nie uwzględnia jednak możliwości rozdzielenia tych dwóch zjawisk. Osoby chcące w przyszłości zostać rodzicami – obojętnie czy rozgrywa się to na poziomie biologicznym, prawnym czy społecznym (np. adopcja bez pokrycia legalnego, tj. rodziny żyjące na zasadzie większych wspólnot) – nie muszą uzależniać tego faktu od orientacji seksualnej.

Jeśli zaś chodzi o kwestię identyfikacji[22] oraz orientacji seksualnej osób transpłciowych, Ewa Anna Kucz opisuje ją następująco:

Orientacja seksualna tych osób jest zgodna z ich psychicznym poczuciem płci. Przykładowo osobnik typu M/K (czyli o genotypie i fenotypie męskim, ale czujący się kobietą), będzie pożądał mężczyzn i będzie siebie traktował jako heteroseksualnego.[23]

Takie ujęcie tematyki transseksualizmu (sama autorka używa tego terminu) opiera się na wczesnych wskazówkach diagnostycznych, wśród których jedną z wymaganych cech posiadanych przez osobę ubiegającą się o zdiagnozowanie transseksualizmu jest heteroseksualizm. Dzisiejszy stan badań nad transpłciowością (łącznie z pracą z osobami transpłciowymi) ukazuje, że osoby te cechuje różnorodność seksualnych identyfikacji i orientacji.

Co jeszcze wydaje się warte zauważenia, jeśli chodzi o powyższy fragment, to język używany w celu opisania transseksualizmu. Opiera się on na zewnętrznym, heteronormatywnym dyskursie posługującym się kategorią „psychicznego poczucia płci”, „czucia się” oraz „traktowania siebie”, który zupełnie nie zważa na transpłciową podmiotowość. Współczesny język medyczny również posługuje się podobnym językiem, gdyż – na co wskazuje powstanie inicjatywy STP2012 – tworzą go heteronormatywni eksperci.

Heteronormatywność (w postaci przede wszystkim cisgenderowej) jest wyraźnie widoczna we fragmencie pracy Kazimierza Imielińskiego „Kobieta i seks”. Analizę samoodkrywania homoseksualnej orientacji u kobiet i rozpoczęcia aktywności seksualnej przeprowadzono jedynie na osobach nietranspłciowych. Oznacza to, że podstawą do uznania osoby za kobietę nie była jej samoidentyfikacja, lecz posiadane od urodzenia ciało, które na podstawie oględzin lekarskich tuż po urodzeniu uznano za „kobiece”. Kolejny raz mamy do czynienia z odmawianiem osobom transpłciowym przynależności do kategorii homoseksualnej.

Wspomniana publikacja zawiera również odrębny rozdział poświęcony kobiecemu transwestytyzmowi. Pada tam określenie „przebierania się” w celu określenia ekspresji transpłciowości, co po raz kolejny daje dowód na heteronormatywne podejście badacza, gdyż podmiotowość transwestytyczna nie obraca się ani wokół kategorii sztuczności, ani kostiumu (co właśnie implikuje słowo „przebranie”). Imieliński dodatkowo uważa transwestytyzm za dewiację seksualną, najwyraźniej myląc medyczne pojęcia, a także same zjawiska transwestytyzmu podwójnej roli (F64.1 w klasyfikacji ICD-10) oraz transwestytyzmu fetyszystycznego (F65.1):

Można by powiedzieć, że tendencje związane z modą w ten sposób oddziaływały na normy społeczne, że zlikwidowały zjawisko transwestytyzmu, jako dewiacji seksualnej u kobiet. Tak jednak nie jest, bowiem inne są motywy (i odczucia) u kobiety ubierającej się w strój męski w następstwie mody a inne u kobiety czyniącej to z motywów seksualnych.[24]

 

2.    Fałszywe (w stosunku do obecnego stanu wiedzy medycznej) informacje nt. klasyfikacji kategorii „zaburzenia tożsamości płciowej”, bądź innych kwestii związanych z płciowością

Choć obecnie ruch transpłciowy lobbuje o zmiany kategorii „zaburzeń tożsamości płciowej”[25], wciąż figuruje ona w klasyfikacjach medycznych (m.in. w ICD-10[26]), co oznacza, że każda publikacja dostępna dla studentów powinna być zgodna z aktualnym stanem wiedzy na temat opisywanych zjawisk.

W przypadku analizowanych tekstów, zdarzają się poważne uchybienia od tej zasady, dlatego nawet jeśli publikację wydano przed opracowaniem aktualnej wersji klasyfikacji ICD-10[27], opatrzono ją komentarzem odpowiadającym aktualnemu stanowi wiedzy medycznej na dane zagadnienie transpłciowości[28].

Jaczewski w swoim skierowanym do chłopców podręczniku myli kategorię transwestytyzmu z transseksualizmem, pisząc, co następuje:

Do kategorii ,,dziwnych” zaliczyć trzeba również zjawisko raczej rzadkie, choć czasem spotykane. Jest to tak zwany t r a n s w e s t y t y z m lub t r a n s s e k s u a l i z m (uf... to jeszcze trudniejsza nazwa!). Mianem transwestyty określamy człowieka, który jest nie zadowolony z własnej płci i czuje się raczej osobnikiem płci przeciwnej. Tak więc mężczyzna – choć fizycznie zupełnie normalnie zbudowany – czuje się kobietą. I na odwrót. Mają oni wrogi stosunek do swej własnej płci, zwłaszcza do swych narządowy płciowych. Ich marzeniem jest zmiana płci.[29]

 Obecnie akceptowane przez medycynę (klasyfikację ICD-10) definicje tych dwóch zjawisk brzmią następująco:

(F64.0) Transseksualizm

Pacjent pragnie żyć i być akceptowanym jako przedstawiciel płci przeciwnej, czemu towarzyszy zazwyczaj uczucie niezadowolenia (discomfort) z powodu niewłaściwości własnych anatomicznych cech płciowych oraz chęć poddania się leczeniu hormonalnemu czy operacyjnemu, by własne ciało uczynić możliwie najbardziej podobnym do ciała płci preferowanej.

(F64.1) Transwestytyzm o typie podwójnej roli

Przebieranie się w odzież płci przeciwnej w celu osiągnięcia przyjemności z chwilowego odczuwania przynależności do płci przeciwnej, jednak bez chęci bardziej trwałej zmiany płci i bez pragnienia operacyjnego potwierdzenia tej zmiany. Przebieraniu się nie towarzyszy podniecenie seksualne.

Zaburzenia identyfikacji płciowej w okresie dojrzewania lub wieku dorosłym, typ nietransseksualny

Nie obejmuje:    transwestytyzm fetyszystyczny (F65.1)[30]

W cytowanym powyżej fragmencie należy także zwrócić uwagę na określenie „niezadowolony z własnej płci”, które w medycznej definicji jest uściślone i nie przywodzi na myśl, jakoby osoby transseksualne identyfikowały posiadane genitalia z ich faktyczną, podmiotową płciowością. Przypis należy się także definicji medycznej. Doświadczenie pracy z osobami transpłciowymi w przestrzeni aktywizmu ukazało, że korekta cielesna postępuje raczej w kierunku obrazu samego siebie (self-image), a nie – jak przekonuje klasyfikacja – całkowitego odzwierciedlenia cech anatomicznych płci preferowanej[31].

Publikacja Ewy Anny Kucz – podobnie jak Kazimierza Imielińskiego – także nieprawidłowo definiuje jedno ze zjawisk transpłciowości, a mianowicie:

Transwestytyzm polega na osiąganiu satysfakcji seksualnej poprzez przebieranie się w odzież płci przeciwnej.[32]

Dodatkowo wydaje się zbyt dosłownie odczytywać medyczną kategorię „zaburzeń tożsamości płciowej”:

Transseksualizm jest najpoważniejszą formą braku identyfikacji płci (...).[33]

Fenomen transseksualizmu, nie tylko jako zjawiska medycznego, lecz także socjologicznego, zasadza się na wyraźnej, niekiedy przesadnie stereotypowej ekspresji płciowej, połączonej ze stuprocentową identyfikacją płciową w stronę męską lub żeńską (przeciwną do anatomicznych cech ciała). Bycie transseksualistą nie oznacza, że dana osoba nie czuje przynależności do żadnej z płci. Taka identyfikacja cechowałaby raczej osoby agenderyczne.

Publikacja Kazimierza Imielińskiego z 1970 roku rozpatruje transseksualizm i transwestytyzm w kategorii zboczeń (podobnie zresztą, jak homoseksualizm), posługując się zarówno językiem, jak i ujęciami patologizującymi, powszechnymi dla dyskursu medycznego sprzed czterdziestu lat. Podczas gdy homoseksualizm skreślono już z klasyfikacji medycznych jako zaburzenie, transseksualizm oraz transwestytyzm wciąż w nich figurują, nie mają jednakże statusu choroby psychicznej, ani dewiacji, lecz zaburzeń identyfikacji płciowej[34]. Co istotne również, jeśli chodzi o pracę Imielińskiego, to fakt wyszczególniania przypadków jednostkowych, które miałyby rzutować na całość obserwowanych zjawisk. Dotyczy to przede wszystkim omawiania wyników badań innych profesjonalistów:

Edelstein [104] wskazuje na rodzinne występowanie zboczeń płciowych. Opisał on przypadek transseksualizmu, w którym stwierdza wyraźną rodzinną tendencję do zboczeń.[35]

O stanie badań seksuologii lat siedemdziesiątych na temat transpłciowości informuje sam Imieliński: „Transwestytyzm nie ma dotychczas ogólnie przyjętej definicji”[36]. Podobne problemy stwarzał również transseksualizm:

Wielu autorów używało miana transseksualizm jako synonimu transwestytyzmu. Lukianowicz [260] odgranicza te dwa pojęcia. Za transseksualistę uważa takiego osobnika, który ,,posiada cechy transwestytyczne, a ponadto charakteryzuje się uporczywym, chorobliwym naleganiem na przeprowadzenie u niego ,,operacji przemieniającej, tj. dąży do przemiany anatomicznej płci na drodze operacji chirurgicznej”.[37]

Dziś wiemy, że nie każda osoba zdiagnozowana[38] jako transseksualna dąży do operacji genitalnych. Powody takich decyzji mogą być różne, gdyż zależą przede wszystkim od osoby podejmującej się korekty czy to na drodze fizycznej, czy prawnej.

Fałszywe, w stosunku do dzisiejszej wiedzy medycznej, stwierdzenia znajdziemy także u Daniela Ange, który przekonuje:

Trzeba więc powiedzieć wyraźnie: Homoseksualizm nie ma nigdy podłoża genetycznego. Nie licząc oczywiście skrajnego, stwierdzonego medycznie hermafrodytyzmu.[39]

Hermafrodytyzm (tj. jedna z odmian interseksualizmu) rozgrywa się w sferze biologiczno-fizycznej płciowości, a nie seksualności[40]. Jeśli przyjrzymy się klasycznej koncepcji orientacji seksualnej (w której Ange, jak udowodniono wyżej, się obraca) i skonfrontujemy ją z hermafrodytyzmem rozumianym popularnie jako niemożność przyporządkowania genitaliów danej osoby do męskiej lub żeńskiej kategorii, okaże się, że stosowanie pojęcia homoseksualizmu nie ma najmniejszego sensu.

Dodatkowo w swojej publikacji Ange ponownie łączy seksualność z płciowością, powracając do teorii dziecięcego transwestytyzmu widzianego jako przyczyna homoseksualizmu. W dodatku transwestytyzm ten traktuje w kategoriach bycia przymuszanym przez rodziców, co wykształca jawny dyskurs winnego i ofiary:

Rodzice nie zaakceptowali twej płci i zmuszali cię do odgrywania roli wymarzonego synka czy córeczki, nie pozwalając ci być sobą. Może żyli pragnieniem dziecka płci przeciwnej niż twoja. Nawet jeśli w końcu zaakceptowali cię takim, jakim jesteś, przez lata słyszałeś, że jesteś „wybrakowanym chłopcem” (obojętne zresztą czy jesteś chłopcem czy dziewczynką);[41]

Wnioskowanie użyte przez Angego w powyższym tekście sugeruje heteronormatywne podejście, jakoby każda osoba przejawiająca pewne cechy transpłciowe miała okazać się homoseksualna. Tego rodzaju stereotypy myślowe nt. płci i seksualności są wciąż obecne w publikacjach prezentujących światopogląd chrześcijański, choć nie tylko w nich.

 

3.    Nadmierna stereotypizacja i/lub stygmatyzacja płciowości i seksualności

Choć w większości publikacji nie stanowi ona problematyki ściśle transpłciowej, autorzy analizowanych fragmentów wielokrotnie odwołują się do stereotypów płciowych, by zakreślić opisywane zjawiska w pozornie obiektywnym świetle. Środowisko LGBT od dawna, zwłaszcza w przestrzeni aktywistycznej, stara się przeciwstawiać stereotypom i informować społeczeństwo o nietrafności ocen, których podstawą stają się ogólniki. Niejednokrotnie dla autorów płciowość i seksualność wydają się tak spojone, że nie widzą między nimi różnicy.

Przykładem może być praca Jaczewskiego, w której, rozpisując się na temat różnicy pomiędzy związkami gejowskimi a lesbijskimi, posługuje się wciąż silnymi stereotypami płciowymi. Gdy rozpoczyna opis problematyki homoseksualnej posługuje się  następującą retoryką:

Wiecie już, że homoseksualiści to tacy ludzie, którzy odczuwają popęd płciowy w stosunku do osobników własnej płci i którzy ten popęd tak właśnie realizują.[42]

Na pierwszy rzut oka definicja ta wydaje się obiektywna, jednak gdy zestawi się ją z tą z końcówką rozdziału, okazuje się, że Jaczewskiego, nie tylko jako badacza, lecz także jako moralizatora, interesuje jedynie homoseksualizm męski. Związki pomiędzy kobietami traktuje on nie tylko jako nieszkodliwe, lecz także jako swego rodzaju kulturowy, w istocie zupełnie nieistotny fenomen:

Homoseksualizm wśród kobiet jest rzadszy. Nazywa się m i ł o ś c i ą  l e s b i j s k ą , a kobiety uprawiające ją l e s b i j k a m i. Ich związki są znacznie trwalsze niż związki mężczyzn i jest w nich znacznie więcej tkliwości, czułości niż zwykłego seksu.[43]

Niezwykle interesujący wydaje się strona językowa powyższego cytatu. Jak widać, w momencie omawiania kwestii lesbianizmu, Jaczewski nie tylko zmienia ton wypowiedzi, lecz także wyraźnie skłania się ku podstawowym stereotypom dotyczącym zarówno kobiecej seksualności, jak i osobowości, które od dawna zakorzenione są w naszej kulturze (np. delikatność, czułość, stałość uczuć).Używa ponadto słowa „miłość”, które nie pojawia się w żadnym kontekście związków gejowskich.

Kolejnym stereotypem odnoszącym się do transpłciowości jest podejście wychodzące jeszcze z psychoanalitycznego dyskursu, kładącego nacisk przede wszystkim na wzrastanie człowieka w kulturze i warunkach rodzinnych, tj. czyniącego rozwój społeczny odpowiedzialny za wszelkie zaburzenia, bądź innego rodzaju problemy zdrowotne na tle osobowościowym. Tego typu podejście charakteryzuje w swojej pracy Imieliński:

„Odrzucenie” dziecka przez rodziców także ma mieć pewne znaczenie dla rozwoju zboczeń płciowych. To ,,odrzucenie” następuje w wyniku rozczarowania płcią dziecka, jeśli rodzice spodziewali się i pragnęli innej, niż ta, z którą się dziecko urodziło. Ta ,,niepotrzebna i nieupragniona” płeć, w wyniku której nastąpiło ,,odrzucenie”, wywołuje u dziecka poczucie niższości, niepewność, niezdrowe przedwczesne zainteresowanie się problemem feminizmu i maskulinizmu do pomieszania pojęć co do swojej identyfikacji i w końcu do transwestytyzmu. Ten mechanizm powstawania zboczenia przyjmują Barahal [11], Worden i Marsch [390] i inni.

Ubieranie dzieci przez rodziców w odzież przeciwnej płci może być przyczyną zamieszania i trudności w identyfikacji z własną płcią i może prowadzić do rozwoju transwestytyzmu. Wspominają o tym James [216] i London [25B].[44]

Współczesne hipotezy medyczne odnośnie kształtowania się tożsamości płciowej  największy nacisk kładą na okres prenatalny oraz zmiany hormonalne podczas ciąży, nie zaś na warunki rodzinne, bądź wychowawcze[45].

Dodatkowo Imieliński stwierdza, niezgodnie z obecnym stanem wiedzy nt. transpłciowości:

(...) u homoseksualistów można bardzo często stwierdzić rysy pedofilii oraz transwestytyzmu.[46]

Płciowe stereotypy znajdują się również w jednej z publikacji Aardwega. W „Walce o normalność” odwołuje się do przywoływanych przez Imielińskiego teorii[47]:

(…) mniej lub bardziej specyficzne postawy rodziców i wzory relacji rodzic-dziecko mogą czynić dziecko podatnym na rozwinięcie homoseksualnego kompleksu niższości płci. Jednak brak adaptacji w grupie tej samej płci ma jeszcze większą wagę jako czynnik predysponujący.[48]

Poza nimi Aardweg wyraźnie miesza pojęcia z zakresu seksualności i płciowości, posługując się najpopularniejszymi stereotypami dotyczącymi „rozwijania się” homoseksualności podczas procesu wychowania, na które nie znaleziono żadnych dowodów.

Natomiast publikacja Angego powraca do rzekomego problemu płciowego rozdwojenia osób homoseksualnych. We fragmencie zatytułowanym „Kryzys tożsamości” stawia pytania, jakie rzekomo zadaje sobie osoba homoseksualna podczas procesu coming outu:

Czy jestem normalny? Winny? Kim jestem, kobietą czy mężczyzną? Pomyłką? Hybrydą?[49]

Wyszczególnianie problemu identyfikacji za pomocą powyższego słownictwa ewidentnie wskazuje pejoratywne skojarzenie zarówno z homoseksualnością, jak i transpłciowością. Ange nie tylko nie rozumie, że aby określić się jako osoba homoseksualna (na poziomie tożsamościowym, nie ekspresji) należy mieć już ustaloną tożsamość płciową, lecz także uważa kwestię nieidentyfikowania się z żadną z płciowych kategorii za problem, który powinien zostać rozwiązany.

Widać to także w kolejnym fragmencie:

- Świat zaciera różnicę między kobietą a mężczyzną.

W świecie, gdzie wszystko jest bezlitośnie niwelowane, sprowadzane do anonimowości, pozbawiane osobowości, w tym świecie mężczyzna nabiera cech kobiecych, kobieta staje się męska. W tym świecie dziecko naśladuje dorosłego, dorosły udaje nastolatka, jest ,,starym młodzieńcem” albo „młodym staruszkiem”. Ideałem staje się androgynus. Coraz częściej twarz nie zdradza płci.

Zazdrościmy płci innym. Przebieramy się, transformujemy, transwestujemy. Twarze z reklam są rozbite na kawałki, popękane, połamane. Jak więc kosztować smak wzajemnych darów, uzupełniających się wdzięków kobiety i mężczyzny? Jak docenić to, co osoba płci przeciwnej mogłaby wnieść, dać nam jako przeciwwagę, jako rozwój?

To prawdziwy obłęd: naśladujemy się nawzajem i tym samym się ograniczamy.[50]

Obecny stan wiedzy nt. płci (tj. jej złożoności, także na poziomie biologicznym) potwierdza, że pojęcia „kobiety” i „mężczyzny” nie różnią się od siebie jedną, typowo anatomiczną cechą (co sugerowałoby zadane przez Angego pytanie). Wątpliwości na temat porządku płciowego świata wynikają z pozostania w dyskursie ekspresji płciowej zamiast tożsamości. Ange nie rozumie, że to, co czyni z ludzi istoty płciowe zaczyna się tak naprawdę od autodefinicji. Na tym właśnie zasadza się dyskurs transpłciowy. Pod uwagę bierze się przede wszystkim to, co dana osoba chce o sobie powiedzieć, nie to, co chce powiedzieć o niej społeczeństwo.

 

4.    Fałszywe informacje dot. działań medycznych prowadzących do korekty płci

Literatura z zakresu psychologii i seksuologii często nie jest wolna od błędów i dezinformacji na temat procesu korekty płci, zarówno od strony prawnej, jak i medycznej. W analizowanych publikacjach również znalazły się pomyłki konieczne do skorygowania.

Ange wyjaśnia zagadnienie korekty płci poprzez pytania przedstawione w rozdziale „Kryzys tożsamości”, sugerując jednocześnie, że korekta płci dotyczy osób homoseksualnych, które nie mogą poradzić sobie ze swoim rzekomym hermafrodytyzmem umysłu. Korektę płci rozpatruje się w kontekście „ucieczki” i „drakońskich rozwiązań”, a zatem uznaje się ją za dramatyczną i ostateczną procedurę.

Ange przekonuje:

Za cenę ogromnie drogiej operacji zmieniają płeć, a przynajmniej wygląd zewnętrzny, przeszczepiając organy płciowe. Cóż, kiedy w wielu przypadkach ta nieodwracalna nowa postać nigdy nie zostanie zaakceptowana. Po fakcie okazuje się, ze operacja właściwie nic nie zmieniła, a teraz jest już za późno.[51]

Jak już wspomniano, nie każda osoba dążąca do korekty płci koniecznie chce przeprowadzić operację na genitaliach. Ange posługuje się tu dyskursem medycznym, uzależniajacym istnienie osób transpłciowych od przebytych zabiegów chirurgicznych. Same operacje zaś nie są „przeszczepianiem organów płciowych”. Używanie takiego słownictwa sugeruje, iż korekta płci następuje poprzez wymianę genitaliów pomiędzy dwiema osobami, tymczasem (w zależności od techniki[52]) są to zabiegi zwykle polegające na korekcji genitaliów tak, aby odpowiadały samoidentyfikacji osoby poddającej się procedurze.

Określenie „nowa postać” jest prawdziwe jedynie na poziomie dyskursu cisgenderowego, gdyż dla osoby transpłciowej absolutnie nie ma mowy o żadnej zmianie ze strony osobowościowej. Korekta płci jest dla większości osób poddających się jej jednym z kroków (choć nie obowiązkowym), które należy przejść, by czuć się akceptowanym zarówno społecznie, jak i we własnym ciele. Korekta relacji społecznych (poprzez np. zmianę statusu legalnego) poprawia akceptację samego siebie, zaś w dużej ilości przypadków operacja genitalna jest jedynie dopełnieniem żmudnego, często dość długiego procesu.

Ewa Anna Kucz we fragmencie swojej  publikacji prezentuje kolejne etapy diagnostyki transseksualizmu. Etap II opisywany jest tu następująco:

edukacja pacjenta, polegająca na przedstawieniu sposobu leczenia i jego konsekwencji w postaci trwalej, nieodwracalnej bezpłodności, nieodwracalnych zmian operacyjnych, licznych blizn oraz dożywotniej substytucji hormonalnej. Wymaga to znacznego nakładu czasu i cierpliwości.[53]

Informacje zawarte w tekście są niezwykle ogólne. Osoby poddające się korekcie płci w Polsce, po przejściu prawnych zmian nie muszą poddawać się ani sterylizacji, ani zabiegom na genitaliach. Oznacza to, że nie są nieodwracalnie bezpłodne (przyjmowanie leków hormonalnych sterylizuje chemicznie, jednak zaprzestanie kuracji wznawia płodność), czasem także nie przechodzą żadnych operacji (choć w większości przypadków transmężczyźni poddają się mastektomii), co oznacza ich ciała nie noszą śladów licznych blizn.

Kucz podaje również błędne informacje nt. przebiegu operacji na genitaliach oraz możliwości korekty prawnej płci w Polsce[54].

U osób o rozpoznaniu typu M/K leczenie chirurgiczne rozpoczyna się od operacyjnego usunięcia prącia, jąder oraz części moszny. Z pozostałej części skóry moszny wytwarza się srom i pochwę. Dopiero po tych zabiegach można wystąpić o zmianę płci metrykalnej na żeńską.[55]

Kucz myli się co do sposobu przeprowadzania operacji – tworzenia waginy bez łechtaczki (tj. poprzez usuwanie prącia zamiast włączenia go w proces korekty) zaprzestano w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Ponadto – w Polsce korekty płci prawnej dokonuje się przed zabiegiem na genitaliach, zarówno jeśli chodzi o transmężczyzn, jak i transkobiety. Badaczka twierdzi dodatkowo, że po chirurgicznej korekcie płci funkcjonowanie danej osoby pod względem seksualnym jest  „zazwyczaj bardzo dobre”, o ile sprawdza się to w przypadku transkobiet, nie można powiedzieć tego samego o transmężczyznach. Praca w sektorze aktywistycznym pozwoliła zebrać całkiem sporo informacji nt. niezadowolenia transmężczyzn z efektów fallo- lub metoidioplastyki. Okazuje się, że nawet jeśli korygowane ciało nie przynosi spodziewanych rezultatów (czy to na gruncie medycznym, czy psychicznym) osoby trans niezwykle rzadko dzielą się tymi spostrzeżeniami z lekarzami. Przyczyny takiego stanu rzeczy nie są znane, choć można się domyślać, że chodzi o pewnego rodzaju dyskurs władzy (lekarz – pacjent), któremu sporo osób trans zmuszonych jest się poddawać przez całe życie.

 

Wnioski z powyższej analizy sprowadzają się właściwie do ponownego wyszczególnienia punktów planu jej przebiegu.

1. Cisgenderowa, nastawiona na prymat heteroseksualizmu perspektywa analizowanych fragmentów publikacji pokazała przede wszystkim, że zjawisko transpłciowości jest bądź przyrównywane do homoseksualizmu, bądź widziane jako jedna z jego „konsekwencji” (z tego powodu osobom transpłciowym odmawia się również możliwości bycia nieheteroseksualnymi), czy też „kolejne stadium”.

2. Analizowane publikacje nie stronią od głęboko zakorzenionych stereotypów odnośnie płciowości i seksualności. Gdy mowa o podręcznikach akademickich, zwłaszcza dla studentów psychologii, oczywiste wydaje się, że należałoby forsować w nich indywidualne podejście do każdego hipotetycznego pacjenta. Tak jednak żadna z publikacji nie czyni. Co zaś tyczy się fragmentów wyraźnie zorientowanych religijnie, bądź dogmatach, trudno oczekiwać od nich obiektywnej, nieopartej na dogmacie (dogmatach) perspektywy.

3. Wielu autorów miewa problemy z jasną definicją (czy to medyczną, czy socjologiczną) zjawisk uważanych za przynależne transpłciowości. Dodatkowo dewaluują transpłciowe doświadczenia, sprowadzając je do poziomu litości i stawiając się na pozycji autorytatywnej, wystarczająco kompetentnej do krytykowania życiowych wyborów osób trans. Pomyłki związane z nieznajomością polskiego systemu prawnego oraz absolutny brak wiadomość na temat rozdzielności korekty płci fizycznej od korekty oznaczenia płci w dokumentach sprawiają, że publikacje mające służyć edukacji studentów wymagają, przynajmniej pod względem tematyki trans, dogłębnej korekty, bądź zaznaczenia (tak jak powinno być to zrobione w przypadku „Zboczeń płciowych” Imielińskiego), że poruszają się w już nieaktualnym dyskursie medycznym.

Bibliografia:

 

Tradycyjna:

1.     R. Ekins, D. King, The Transgender Phenomenon, Londyn 2006

2.     D. LaGrace Volcano, I. Windh, GenderFusion [w:] Queer Theory. Readers in Cultural Criticism, pod red. I. Morlanda i A. Willox, Nowy Jork 2005

3.     Prawa osób transseksualnych. Rozwiązania modelowe a sytuacja w Polsce, pod red. A. Śledzińskiej-Simon, Warszawa 2010

 

 

Internetowa:

1.     Cisgender, http://en.wikipedia.org/wiki/Cisgender

2.     W. Dynarski, T jak trans..., http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/transseksualizm-transplciowosc.phtml

3.     A. Grodzka, Geneza i mechanizm kształtowania się tożsamości płciowej, http://transfuzja.org/pl/artykuly/artykuly_i_opracowania/geneza_i_mechanizm_ksztaltowania_sie_tozsamosci_plciowej.htm

4.     Informacje na temat przebiegu korekty płci – http://transseksualizm.pl

5.     Klasyfikacja ICD-10, http://www.who.int/classifications/icd/en/  oraz http://stary1.portalmed.pl/finn2/klasyfikacje/icd10/index.stm

6.     M. Rzeczkowski, Interseksualizm – bardzo krótkie wprowadzenie, http://marcinrzeczkowski.com/?p=47

7.     www.stp2012.info

8.     J. Warylewski, O duszy uwięzionej w obcym ciele — dopuszczalność chirurgicznej zmiany płci w świetle prawa karnego, http://www.prawokarne.lex.pl/TRANS.htm



[1]    Ideę pojęcia cisgender zainicjowały środowiska transpłciowe, w celu odróżnienia osób trans od nietrans i wyeliminowania określenia normalny/normalna, bądź „genetyczny mężczyzna”/„genetyczna kobieta”. Zob. http://en.wikipedia.org/wiki/Cisgender.

[2]    Tłumaczenie angielskojęzycznego terminu wprowadza w ten sposób jasne rozróżnienie między transgender jako definicją zbiorczą, a jedną ze składowych.

[3]    Mimo wszystko w klasyfikacji ICD-10 nie figuruje jako osobna kategoria.

[4]    Dużą rolę spełniła tu wydana w 1993 roku publikacja  „A Who's Who in the Transgendered Community and International Resource Guide of 1993”.

[5]    Należy tu zdać sobie sprawę również z tego, że tego rodzaju klasyfikacja osób trans miewa znamiona medyczne, gdyż w sporym stopniu ignoruje chęci jednostki do samodefinicji, bazując na seksuologicznych stereotypach zarówno myślowych, jak i diagnostycznych, (Zob. też: W. Dynarski, T jak trans..., http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/transseksualizm-transplciowosc.phtml).

[6]    Należy tu zaznaczyć, że w tym znaczeniu crossdressing jako pojęcie znajduje się w przestrzeni heteronormatywnej, wyznaczającej wszelkie kulturowe role i aspekty płciowe na podstawie posiadanego ciała (bądź ściślej: na podstawie z góry założonych cech płciowych).

[7]    Np. Del LaGrace Volcano – dla którego gender staje się swego rodzaju układanką, której elementy można dowolnie przestawiać i łączyć w struktury na pierwszy rzut oka niemożliwe, bądź nierealne. (Zob. D. LaGrace Volcano, I. Windh, GenderFusion [w:] Queer Theory. Readers in Cultural Criticism, pod red. I. Morlanda i A. Willox, Nowy Jork 2005.

[8]    Problematyka tak pojętego relatywizmu kulturowego jest podejmowana chociażby w pracy Judith Butler „Uwikłani w płeć”, zob. J. Butler, Uwikłani w płeć, Warszawa 2008.

[9]    Postanowienie Sądu Najwyższego z dn. 22 marca 1991 r. „Poczucie przynależności do danej płci może być uznane za dobro osobiste (art. 23 k.c.) i jako takie podlega ochronie również w drodze powództwa o ustalenie na podstawie art. 189 k.p.c” (zob. http://www.prawokarne.lex.pl/TRANS.htm bądź publikację Prawa osób transseksualnych. Rozwiązania modelowe a sytuacja w Polsce, pod red. A. Śledzińskiej-Simon, Warszawa 2010).

[10]  Odnotowano przypadki odmawiania terapii osobom transseksualnym nieidentyfikującym się z heteronormatywnymi wymogami społeczeństwa (np. osobom homoseksualnym, osobom niechętnym do zmian genitalnych z racji braku „medycznie koniecznej” nienawiści do swojego ciała, bądź osobom odmawiającym ustereotypizowania swojej ekspresji płciowej).

[11]  Stop Trans Pathologization 2012 – www.stp2012.info.

[12]  Przykładowo kampanie społeczne tyczące się bezpiecznego seksu grupy MSM nigdy nie informują o technikach zabezpieczania się podczas seksu waginalnego, który może mieć miejsce podczas kontaktów z transmężczyzną (zob. przyp. 13)

[13]  W jeżyku medycyny transmężczyźni bywają oznaczani mianem K/M (czyli kobieta na mężczyznę), bądź FTM (female-to-male).

[14]  M/K (mężczyzna na kobietę), bądź MTF (male-to-female). W tym miejscu należałoby wspomnieć o publikacji Fundacji Anka Zet studio z 2008 roku „Kiedy kobieta kocha kobietę”, która jest jednym z niewielu (jeśli nie jedynym) w Polsce albumów podejmującym tematykę psychoseksualnego życia lesbijek i biseksualistek, wliczając do tej kategorii także osoby transpłciowe.

[15]  K. Boczkowski, Homoseksualizm, Warszawa 1988, s. 16 (wszelkie podkreślenia, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą od autora niniejszej analizy)

[16]  A. Jaczewski, O chłopcach dla chłopców, Warszawa 1986, s. 139.

[17]  Można tu przywołać przykład Thomasa Beatiego, który, choć żyje w związku heteroseksualnym, z troski o zdrowie żony postanowił urodzić dziecko. Medialny szał wokół Beatiego rozpoczął niezwykle zażyłą dyskusję na temat płciowości, zwłaszcza w kontekście transpłciowym.

[18]  D. Ange, Homoseksualizm. Czym jest i do czego prowadzi, Kraków 1993, s. 28.

[19]  Ibidem, s. 37.

[20]  Interesujące z tej perspektywy wydaje się opisanie heteronormatywności jako „jedynego narzucającego się modelu życia”, co stwarza wrażenie niedopowiedzenia nt. przymuszania jednostki do warunków i oczekiwań społecznych.

[21]  G. van den Aardweg, Walka o normalność, Warszawa 2007, s. 26.

[22]  Identyfikacja seksualna w tym przypadku oznacza pojęcie, bądź kategorię, z jaką dana osoba się utożsamia, jeśli chodzi o związki i kontakty seksualne z innymi ludźmi. Termin różniący się od orientacji seksualnej tym, że nie koncentruje się na zewnętrznym spojrzeniu na relacje. Wychodzi od poziomu podmiotu do społeczeństwa, a nie na odwrót.

[23]  E.A. Kucz, Biologiczne aspekty seksualności człowiek [w:] Seksualność w cyklu życia człowieka, pod red. M. Beisert, Warszawa 2006, s. 51-52.

[24]  K. Imieliński, Kobieta i seks, Warszawa 1989, s. 213.

[25]  Zob. wstęp do niniejszej analizy.

[26]  The International Classification of Diseases and Related Health Problems opracowana przez World Health Organization, oficjalnie obowiązująca w Polsce.

[28]  Zob. analiza fragmentu publikacji K. Imielińskiego (przyp. 24).

[29]  A. Jaczewski, op. cit., s. 134.

[30]  Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10), dostępna także pod adresem http://stary1.portalmed.pl/finn2/klasyfikacje/icd10/index.stm.

[31]  Określenie „preferowana” bywa niekiedy, zwłaszcza gdy używa go dyskurs nietranspłciowy, uważane za nieodpowiednie, gdyż dla wielu osób transpłciowych stwarza ono wrażenie, jakoby fakt bycia osobą transpłciową stanowił realny wybór. Od wyboru zależą jednak tylko podejmowane działania medyczne.

[32]  E.A. Kucz, op. cit., s. 50.

[33]  Ibidem, s. 51.

[34]  Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10), F64. Kategorią nadrzędną dla F64 są zaburzenia osobowości i zachowania dorosłych (F60-F69).

[35]  K. Imieliński, Zboczenia płciowe, Warszawa 1970, s. 30.

[36]  Ibidem, s. 20.

[37]  Ibidem.

[38]  Język medyczny skoncentrowany wokół transseksualizmu wciąż nosi znamiona patologizacji.

[39]  D. Ange, Homoseksualizm..., op. cit., s. 18.

[40]  Warto zapoznać się z artykułem Marcina Rzeczkowskiego pt. „Interseksualizm – bardzo krótkie wprowadzenie”. http://marcinrzeczkowski.com/?p=47.

[41]  D. Ange, op. cit., s. 26.

[42]  A. Jaczewski, op. cit., s. 135.

[43]  Ibidem, s. 139. Podkreślenia pochodzą od autora publikacji.

[44]  K. Imieliński, Zboczenia..., op. cit., s.  36-37.

[45]  Zob. A. Grodzka, Geneza i mechanizm kształtowania się tożsamości płciowej, dost. na http://transfuzja.org/pl/artykuly/artykuly_i_opracowania/geneza_i_mechanizm_ksztaltowania_sie_tozsamosci_plciowej.htm.

[46]  K. Imieliński, Zboczenia..., op. cit., s. 24. Transwestyci M/K, gdyż o nich najwyraźniej traktuje ta publikacja, to w większości osoby heteroseksualne.

[47]  Które zresztą sam przywołuje w „Homoseksualizmie i nadziei”.

[48]  G. van den Aardweg, Walka o normalność, Warszawa 2007, s. 24.

[49]  D. Ange, op. cit., s. 24.

[50]  Ibidem, s. 22.

[51]  Ibidem, s. 17.

[52]  Informacje na ten temat w języku polskim można znaleźć na stronie transseksualizm.pl – http://www.transseksualizm.pl/portal.php?f=67 oraz http://www.transseksualizm.pl/portal.php?f=72

[53]  E.A. Kucz, op. cit., s. 52.

[54]  Zob. także Prawa osób transseksualnych. Rozwiązania modelowe a sytuacja w Polsce, pod red. A. Śledzińskiej-Simon, Warszawa 2010.

[55]  E.A. Kucz, op. cit., s. 53.

Wiktor Dynarski

edzamieszczono: 2011.01.20

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3345 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj