Artykuły, teksty, opracowania

Tęsknota za silnym mężczyzną


Kobiety stają się coraz silniejsze, ale przyciągają rzesze leni, nieudaczników i słabeuszy, którymi gardzą. Pragną mężczyzn twardych, silnych i godzących się na ich rządy. Tylko gdzie ich znaleźć?

Pół kobiety, pół mężczyźni

W każdej kulturze są osoby, które nie mieszczą się w schematach zachowań męskich lub kobiecych. To dla nich wykształcono status pół kobiety lub pół mężczyzny. Niszę, która nie ma nic wspólnego ze sferą seksualną, a wyłącznie społeczno-obyczajową. U Czejenów na przykład mężczyzna, który sądzi, że jego życie jest zbyt trudne, może zrezygnować z tradycyjnej roli wojownika. Nikt go wtedy

nie wypycha na łowy. Może być zielarzem, komikiem, zabawiaczem. Ma prawo wyjść za mąż, jeśli – rzecz jasna – znajdzie amatora. Tacy mężczyźni-niemężczyźni są lubiani i nikt nie traktuje ich marginalnie, mimo że funkcjonują w społeczności na innych prawach.

W Indiach z kolei niemal 2 proc. ludności stanowią niszowi hidźra. To głównie mężczyźni, którzy są trochę aktorami, tancerzami, bywają żebrakami. Ubierają się podobnie jak kobiety i kojarzeni są z androgenicznymi bóstwami. Często poddają się trudnym obrzędom inicjacyjnym, łącznie z kastracją, choć nie jest to warunek konieczny.

W Albanii istnieje w społeczeństwie forma „dziewicy kanunu”. Kanun, czyli albańskie prawo zwyczajowe, godzi się na funkcjonowanie kobiety jak mężczyzny, ale tylko wtedy, gdy złoży ona specjalną przysięgę abstynencji seksualnej. Gdy to zrobi, ma męskie przywileje i takie same obowiązki. Może uczestniczyć w męskich zgromadzeniach, ale podlega zemście rodowej, choć normalnie kobiety są z niej wyłączone. Często zdarza się, że kiedy w rodzinie nie ma męskiego potomka, jedna z dziewczynek postanawia stać się dziewicą kanunu, a tym samym jedynym „facetem” w rodzinie.

Północnoamerykańscy Indianie Winkte sądzą, że niektórzy ludzie przychodzą na świat z podwójną duszą. Specjalnie dla nich stworzono status istoty pośredniej – ani mężczyzny, ani kobiety. Ci którzy przyjmują taką funkcję, są nadal poważani przez społeczność, nie mogą się bez nich obyć istotne indiańskie obrzędy.

W Meksyku, kojarzonym powszechnie z kulturą macho, zupełnie inaczej dzieje się w stanie Oaxaca. Tam mężczyzna, jeśli ma ochotę pobyć kobietą, może się nią stać bez operacji zmiany płci. Wystarczy, że swą decyzję publicznie ogłosi. I już może się ubrać w sukienkę i zacząć funkcjonować tak, jak robią to kobiety.

W Polsce mamy dramatyczną historię Marii Komornickiej, która ogłosiła, że właśnie stała się mężczyzną, i od tej pory nazywa się Piotr Odmieniec-Włast. System społeczny nie zaoferował jej jednak żadnej niszy, tylko miejsce w domu dla obłąkanych.

Sonia Ross, FOTOCHANNELS, SHUTTERSTOCK.COM


Matriarchat?

 

On nie musi nadchodzić, on już jest! – stawia śmiałą tezę Tomasz Srebnicki, dr nauk medycznych i psychoterapeuta z Centrum CBT. W swoim gabinecie słucha skarg wielu mężczyzn, niepotrafiących się uporać z uczuciem, że nie są już do niczego potrzebni, skoro ich żony więcej zarabiają, świetnie sobie radzą w życiu społecznym i nadal potrafią być dobrymi matkami. – Kobiety zdobywają świat, ale to wcale nie znaczy, że nie chcą już rządzić w domu. Mężczyźni zgłupieli. Zabrano im ich życiowe role, ale w zamian nie dostali niczego.

 

On – byk w pończochach

Czy to z tego powodu zamiast traperskich butów częściej zakładają kraciaste papucie? I chowają się za swoje żony, które codziennie rano zręcznie upychają do torby myśliwską dwururkę?

– Między innymi – potakuje antropolog kultury dr Zuzanna Grębecka. – Niemal na naszych oczach nastąpił rozpad znanych dotychczas wzorców kulturowych. Takich, że facet to ten silny, podejmujący decyzje, opiekujący się rodziną, której jest jedynym żywicielem. A kobieta to ta która jedynie organizuje życie domowe, wychowuje dzieci i nie ma ambicji zawodowych.

Tego już nie ma.

– Nie ma bo emancypacja kobiet jest trwała – dodaje prof. Magdalena Środa, filozofka.

– Weszłyśmy na rynki pracy, do polityki, mediów, kultury i nauki. I to właśnie powoduje głębokie zmiany i w sferze publicznej, i domowej.

A mężczyzna albo zdyszany nie może dogonić swojej partnerki, albo nawet nie próbuje tego robić. Po falstarcie zrezygnowany patrzy, jak ona biegnie do mety.

 

Jacek nie próbował. Bo Monika od początku była lepsza. Jako uznana trenerka rozwoju osobistego i szkoleniowiec zarabiała świetne pieniądze. On dorabiał w sklepie płytowym. W wydawnictwie. W agencji reklamowej. „Na waciki” – jak czasem mówiły jej przyjaciółki. Zwłaszcza że nigdy nie wytrzymał dłużej niż trzy miesiące. Żadnej szansy na awans. Jak mu się coś nie podobało, rzucał wypowiedzenie na stół. Wiedział, że przy Monice jest bezpieczny. I tak zje ulubione sushi, pojedzie na narty, kupi modny ciuch. On i dwoje wspólnych dzieci. Dziś, po 15 latach małżeństwa, jest bezdomny. Waletuje u kolegi. I nie może zabrać dzieci w weekend na pizzę, bo nie ma grosza przy duszy.

– Penis nie czyni faceta – Monika gorzko, ale stanowczo ocenia ich długoletni związek. – Powiedziałam: „koniec”. Wreszcie przestałam karmić i ubierać zdrowego, prawie dwumetrowego byka. Byk sam musiał znaleźć sobie kąt. Nie pytam go gdzie nocuje, może być i w stajni – rzuca twardo, zmęczona latami ciężkiej pracy i prośbami o to by zechciał sprawiedliwie dźwigać wspólne życie. Bo mężczyźni z coraz większym trudem biorą odpowiedzialność za rodzinę. Umywają ręce.

 

– To i przyzwyczajenie, i sposób wychowania. Nawet nowoczesne kobiety szykują swoich synków na „panów”, którym kiedyś będzie usługiwała kobieta – zauważa prof. Środa. – Żona zastąpi matkę. Ten model wychowania dzielnie wspiera szkoła, utrwalając tradycyjne stereotypy płci.

I o ile kiedyś „obsługa” mężczyzny zawężała się tylko do domu, dziś pakiet usług poszerzył się do all inclusive. A zagubiony w swojej dotychczasowej roli facet chętnie korzysta z upolowanego przez kobietę zwierza. Niektórzy nie czują się z tym komfortowo. Inni przeciwnie: oddychają z ulgą. Skąd ta kobieco-męska schizofrenia?

– Przyszło nam żyć w epoce, w której runął świat jednych wzorców, a kolejne się jeszcze nie wypracowały – wyjaśnia dr Zuzanna Grębecka. – Dziś słabość mężczyzny to nic innego, jak brak umiejętności przystosowania się do tej nowej sytuacji społecznej i oczekiwań partnerki.

– Mężczyzna nie zrozumiał, że jego dominująca patriarchalna pozycja nie może być dłużej akceptowana – ocenia prof. Środa – i że feudalne relacje domowe, gdzie jedni pracują na drugich, gdzie kobiety pełnią niewolnicze funkcje i nie mają prawa skarżyć się na wyzysk, zależność ekonomiczną i przemoc, są odrzucane i traktowane jako archaiczne i niesprawiedliwe. Społeczeństwo staje się w pełni nowoczesne. A jako takie opiera się na równości, nie na poddaństwie.

 

Ona – byłeś zabawny, ja płacę!

Rzecz wcale nie leży w konieczności wypracowania nowych wzorców, ale w bezmyślnym burzeniu starych – dr Tomasz Srebnicki w ciemnych barwach widzi przyszłość rodziny i szczerze wątpi, czy jakość życia w tym nowym superpartnerskim systemie będzie lepsza – społeczny zachwyt nad tworzącym się

męskim wizerunkiem kobiety jest krótkowzroczny. Bo na drugiej szali jest mężczyzna, któremu każe się być zarówno słabym, jak i silnym. Wrażliwym i twardym. Szorstkim i delikatnym. Nic dziwnego, że chłopy pogłupiały. Bo konstrukcja mężczyzny jest prosta: działać, walczyć, zdobywać. On podchodzi do życia zadaniowo. A jak zabiera mu się jego odwieczne życiowe cele, to traci grunt pod nogami. Może to właśnie wtedy, niepostrzeżenie, przepoczwarza się w niedorajdę, zdanego na partnerkę, która jest przeważnie lepiej wykształcona, zaradniejsza i jak kameleon przystosowuje się do społecznych warunków. Jest silna i lubi tę cechę podkreślać.

 

Monika, gdy o tym mówi, dostaje wypieków. I nie wydaje mi się, żeby ich przyczyną było ostre tajskie jedzenie, nad którym siedzimy.

– To jest przyjemne – mówi cicho i mruży oczy, jakby tę przyjemność chciała sobie przypomnieć wszystkimi zmysłami. – Świetnie jest czuć swoją siłę sprawczą, wiedzieć, że jesteś potrzebna, że robisz coś ważnego. Harujesz, spalasz się, jedziesz na najwyższej adrenalinie. Zarabiasz na dom, męża, dzieci. Ale jak wracasz, to nie rzucasz się do łóżka, bo wszystko wokół błyszczy, tylko zmywasz, wieszasz pranie i zamrażasz obiady na trzy dni naprzód. Robisz tak, dopóki nie przyjdzie otrzeźwienie. Zaraz?! O co chodzi? Nie jestem robokopem, do diabła, jestem kobietą! Chcę dostać suknię w pudełku przewiązanym kokardą, koronkowe majtki i zaproszenie na kolację, za którą nie zapłacę własną kartą kredytową!

 

Za późno. Ten facet obok zdążył się przyzwyczaić, że jego kobieta jest samowystarczalna. Do głowy by mu nie przyszło, że chciałaby pójść z nim na romantyczną kolację, bo przecież, do licha, stać ją na najlepsze sushi w mieście! Maja Storch, psycholożka i autorka książki „Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną”, opowiada historię swojego znajomego, przystojnego prawnika, który wybrał się na kolację z właścicielką agencji reklamowej. Później chciał ją zaprosić do siebie. A gdy przyszło do płacenia rachunku i sięgnął po portfel, jego towarzyszka powiedziała: „Zostaw to zapraszam cię. Byłeś taki zabawny!”. Facet poczuł się jak wdeptany w ziemię. Po czymś takim nawet nie próbował kontynuować wieczoru w sypialni.

 

Władza uzależnia.

 

Kobiety, które po nią sięgnęły, poczuły to co przez setki lat mogli czuć tylko mężczyźni.

– Bo władza należy do najważniejszych i pożądanych wartości – mówi prof. Środa – Kobiety były jej pozbawione przez tysiące lat. Zawsze ktoś nimi rządził: ojciec, mąż, Kościół i państwo. Pora, żeby wreszcie miały we władzy udział. W końcu społeczeństwo to nie tylko interesy i potrzeby mężczyzn: wojny, futbol, konflikty. To także potrzeby kobiet, czyli, głównie, potrzeby rodziny.

Tylko jaka ona będzie, skoro już nie emocje, ale ekonomia i prestiż społeczny to główne powody, dla których ją zakładamy? Po co nam małżeństwo, a co za tym idzie, jakie mają być role kobiety i mężczyzny? Czy mamy nadal korzystać z gotowych wzorów, czy może trzeba je będzie teraz wzajemnie negocjować? Bo skoro tradycyjna rola kobiety nie cieszy się społecznym szacunkiem, to żadne z nich nie będzie jej chciało pełnić. Komu się chce w kółko gotować pomidorową, wycierać niemowlęcy nos, czytać rymowanki i kręcić po osiedlowym skwerku, kiedy można kreować świat? Tworzyć historię? Wtedy nikt nie powie pogardliwie: „Kaśka? To ta z odrostami. Mąż jej nie dał na fryzjera. Kuchta taka, od rana do wieczora siedzi z dziećmi w domu!”.

 

Tomasz Srebnicki uśmiecha się i dam głowę, że zaraz mi powie, zgodnie zresztą z tym, co i ja czuję, że dopóki nie zaczniemy podnosić do rangi wartości społecznej degradowanych przez wieki wrodzonych umiejętności kobiecych, dopóki nie postawimy znaku równości między tym, co jedna i druga płeć może wnieść w życie społeczne, konflikt będzie się pogłębiał. I rzeczywiście. Słyszę: „Nie pojmuję, co jest negatywnego w pracy na rzecz rodziny. Mężczyzna nigdy nie będzie tak dobrze pełnił funkcji wychowawczych jak kobieta. Nie umie tak scalać, mediować i organizować życia rodzinnego. To ona pełni rolę kulturotwórczą i światopoglądową. I ona podejmuje w rodzinie ostateczne decyzje”.

Pytanie tylko, czy to wyłącznie decyzje z cyklu: wakacje w górach czy nad morzem, albo: na niedzielny obiad karkówka czy łosoś. Według dr. Srebnickiego, skuteczniejszym rozwiązaniem wojen damsko-męskich mógłby być nacisk na kształtowanie lepszej komunikacji między ludźmi, a nie między płciami. Podział na płcie, z samej definicji słowa, będzie potencjalnym źródłem konfliktu i tworzenia stereotypów.

 

– Ja podejmowałem „domowe” decyzje i wcale nie czułem się z tym źle – kontruje Tomasz, ojciec czwórki dzieci, dwukrotnie na urlopie tacierzyńskim. – Robiłem dobrą robotę. Ale może ja jestem odmieńcem, bo zanim urodziła się nasza czwórka, pracowałem jako wychowawca przedszkolny. Mnie domowa robota nie męczy, jestem przecież ze swoimi dziećmi! Męczyłoby mnie natomiast to co robi moja żona: pracuje w ubezpieczeniach. Musi jeździć do klientów, stoi w korkach, podczas gdy ja w tym czasie robię z dziećmi na podwórku bałwana.

 

Ale czy kobiety rzeczywiście mają już taki wybór: bałwan czy ubezpieczenia? Czy ciągle muszą się zadowalać decyzjami na miarę wyłącznie rodzinnego domu?

– Kobiety nie powinny się pocieszać tym, że decydują, gdzie w domu postawić szafę – mówi prof. Środa. – Gdyby decydowały o dystrybucji pieniędzy z budżetu państwa i mogły realnie wpływać na politykę, można byłoby mówić o matriarchacie.

 

Ona i on: ring rodzinny

 

Agata

Grzesiek był na studiach moim guru. Imponował mi tym, że zawsze robił tylko to co chciał i nie wahał się powiedzieć, co myśli. Był wolnym człowiekiem… Ja nie miałam w sobie takiej pewności. Miałam za to jasno ułożony plan na życie. Studia, praca, awans, a potem rodzina. On został po studiach na uczelni, a ja zaczęłam robić „karierę”. Ile mnie to kosztowało nerwów i stresu, wiem tylko ja. Musiałam się zmienić, opancerzyć. Do domu zawsze przynosiłam uśmiechniętą twarz, za nic bym się nie przyznała, że sobie nie radzę. Zresztą wtedy sama obecność Grzesia działała na mnie kojąco i jakoś to szło. Awansowałam, zarabiałam coraz lepiej. Grzegorz za to zaczął marudzić, że ma dość uczelni, że zarabia grosze, że jego szef jest beznadziejny…

W moje 33. urodziny okazało się, że jestem w ciąży – planowaliśmy to zresztą od pewnego czasu. A w trzy miesiące później mój mąż rzucił pracę. Miał dosyć tego, że, że wciąż go na uczelni nie doceniali. Że to inni zbierali pochwały i nagrody – nie on. Tak mówił. Nie było tragedii – prawdę mówiąc i tak zarabiał grosze. Moja pensja i jego honoraria za tłumaczenia wystarczały nam aż nadto. Ale ciążę znosiłam nie najlepiej. Wracałam wieczorem ledwo żywa – w domu bałagan, a mój mąż ze szklaneczką wina przed komputerem. Zapomniał, że miał odebrać pranie, posprzątać, podlać kwiatki… „Mam pilne zamówienie”, mówił najczęściej, gdy zaczynałam się pieklić. Pracy na stałe też przestał szukać. Bagatelizował moje pretensje i śmiał się, że kobiety w ciąży zawsze mają emocjonalne problemy.

Gdy urodziłam Marysię, opiekował się nią wspaniale, kąpał ją, wstawał w nocy. Gdy musiałam wrócić do pracy, postanowiliśmy nie zatrudniać opiekunki, Grzegorz zajął się małą. Gdy jednak poszła do przedszkola, zażądałam, żeby w końcu znalazł sobie jakąś stałą pracę, założył własną firmę, cokolwiek. Bo miałam już dość! Ja harowałam od rana do wieczora, a w domu atmosfera wiecznej zabawy, rozgardiasz, jacyś ludzie, których nie znałam…

Grzesiek jest bardzo towarzyski i wszystkie mamunie i z podwórka, i z przedszkola patrzą w niego jak w obraz. On zarabia na papierosy, ja na całą resztę, na raty za mieszkanie, samochód, na wakacje, ciuchy i nowy laptop dla mężusia… Nie tak miało być. Miał być naukowcem profesorem, miał robić karierę na uczelni, miałam być z niego dumna, a mam gosposia, który korzysta z mojej karty kredytowej i w dodatku dobiera się do mnie w łóżku, gdy ja ledwo żyję ze zmęczenia…

No i któregoś dnia wybuchłam na całego. A on na to że mnie nie rozumie – przecież jest tak, jak chciałam. Mam do niego pretensje o to że chce mieć dobrze wychowane dziecko i normalną rodzinę? Jemu wystarczy to co on zarabia, nie musi mieć ani takiego dużego mieszkania, ani nowego samochodu, za to wolałby mieć ciepłą kobietę, a nie szefa z nieustającymi pretensjami… I od tej pory mamy oddzielne sypialnie. Jest coraz gorzej. Marysia pyta, dlaczego śpię w innym pokoju niż tatuś, a ja czasem myślę, że chyba oszaleję. Przecież go i kocham i nim gardzę… Co mam robić?

 

Grzegorz

Agata jest jedną z tych kobiet, które zmuszają świat, by spełniał ich marzenia. W jej domu żelazną ręką rządziła matka, a ojciec, duży, łagodny mężczyzna, wciąż podkreślał, że bez niej niczego by nie osiągnął. Dopiero po latach się zorientowałem, że była to ucieczka do przodu, maska, którą założył, by na boku móc spokojnie robić swoje. Agata też była przekonana, że sobie bez niej nie poradzę. Choć wcale tego nie chciałem, urządzała nam życie według własnych potrzeb. Zawsze była chorobliwie ambitna – mój Boże, teraz jest chyba jeszcze bardziej… Musiała pracować w tej firmie, a nie gdzie indziej, musiała awansować, musieliśmy mieć mieszkanie w tej, a nie innej dzielnicy i taki samochód, jak wypada. Przychodziła z pracy spięta, wściekła, więc udawałem, że tego nie dostrzegam i brałem ją w ramiona. Byłem z niej dumny i godziłem się na wszystko, bo ją kochałem, choć byliśmy jak noc i dzień. Jednak muszę przyznać, że to dzięki niej mogłem robić to co mnie naprawdę obchodziło. Ale koledzy z pracy zaczęli mi zazdrościć robiącej karierę żony, pieniędzy. Inni awansowali, ja miałem najgorsze zajęcia. W końcu pożarłem się z szefem i rzuciłem mu prosto w twarz, co myślę. Odszedłem z uczelni. Tak się skończyła moja profesorska kariera. „Nie martw się, damy radę”, powiedziała.

Gdy urodziła się Marysia, oszalałem, zakochałem się w małej. Agata, jak każda profesjonalistka, wciąż się bała, że z dzieckiem coś nie tak, miała mało pokarmu i brak jej było do Marysi cierpliwości. Widziałem, że chce jak najszybciej wrócić do pracy, odrzuciłem więc propozycję pracy w wydawnictwie i zająłem się córką. Od rana do wieczora. W nocy tłumaczyłem, pisałem. Zarabiałem śmiesznie mało w porównaniu z żoną. No i byłem nikim, ale czułem się szczęśliwy. Gdy Marysia poszła do przedszkola, zacząłem szukać pracy, ale nie było już tak łatwo, znajomi poznikali, na rynku kryzys. Wysyłałem setkami swoje CV ale jakoś nikt nie chcial bezrobotnego niedokończonego doktoranta. Na szczęście miałem swoje tłumaczenia. Coraz częściej jednak musiałem prosić Agatę o pieniądze, coraz częściej znosić jej awantury o to że „jestem bez pracy i wydaję jej pieniądze”.

No i między nami zaczęło się dziać coraz gorzej. Wściekała się o wszystko – o to że siedzę w domu, że rozmawiam na podwórku z matkami innych dzieci, że nie odkładam rzeczy na swoje miejsce, że… Wszystko było źle. A najgorzej w łóżku. Stała się zimna i drętwa jak kłoda. W końcu wyprowadziła się do drugiego pokoju. Nie rozumiem jej – jeśli postanowiła urządzić mi życie i napisała swój własny scenariusz, który z radością realizowałem, czemu ma mi to za złe? Byłem dobry, bo się na to godziłem, a teraz jestem beznadziejny, bo się na to godzę? Boże, daj mi siłę, żeby zrozumieć tę kobietę…








źródło:  http://www.wrozka.com.pl  





Anna MIłosz

edzamieszczono: 2011.01.26

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2773 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj