Artykuły, teksty, opracowania

Transgenderyzm - życie w zawieszeniu


Pojęcie transgenderyzm (skrót: TG) ciężko zdefiniować. Medycyna, nie znając oficjalnie tego terminu, postrzega transgenderyzm jako transwestytyzm albo transseksualizm nieoperacyjny, więc nazwa jest nienaukowa i rozumiana przez ludzi bardzo rozmaicie. Zacznijmy zatem od początku...


Transwestyci mają łatwiej. Stoją po stronie swojej biologicznej płci i wiedzą, że tam przede wszystkim jest ich miejsce. Tylko czasem przekraczają granicę i nie zamierzają zostać dłużej po drugiej stronie. Wiedzą, że mają dokąd wracać. Ich życie nie jest beztroskie, oczywiście: nie może być, jeśli łamie się tabu. Jednakże mniej więcej wiedzą kim są i jak chcą żyć.

Tymczasem transgenderyści są rozdarci.

Pojęcie transgenderyzm (skrót: TG) ciężko zdefiniować. Medycyna, nie znając oficjalnie tego terminu, postrzega transgenderyzm jako transwestytyzm albo transseksualizm nieoperacyjny, więc nazwa jest nienaukowa i rozumiana przez ludzi bardzo rozmaicie. Zacznijmy zatem od początku...

Co znaczy 'trans', wiadomo. Drugi człon, 'gende'r, to określenie płci kulturowej, psychicznej. Transgenderyzm oznaczałby zatem próby realizowania się w społeczeństwie jako osoba płci przeciwnej do tej zapisanej w chromosomach. Od transseksualizmu różni się niechęcią do operacyjnej zmiany płci fizycznej (sex). Niektórzy transgenderyści decydują się jednak na niepełną zmianę płci, czyli przyjmują hormony zmieniające rysy twarzy, głos i figurę oraz dążą do zmiany zapisu o płci w akcie urodzenia i wszystkich dokumentach.

Transgenderystom jest zatem blisko do TS, ale za mało, by podjąć się wszystkich operacji, nie czują bowiem ani pełnej przynależności do jednej płci, ani też takiego wstrętu do swojego ciała. Transgenderyści typu K/M, jeśli decydują się na leczenie, dość często biorą hormony, pozbywają się piersi (I operacja), zmieniają dokumenty i usuwają wewnętrzne narządy płciowe (II operacja): nie decydują się na ostatnią operację (sztucznego odtworzenia penisa), gdyż po prostu nie mają takiej potrzeby. Zmuszeni do bycia wyłącznie mężczyzną, cierpią tak jak zmuszani do bycia wyłącznie kobietą - w obu przypadkach nie mogą bowiem być w pełni być sobą.

Ale połowiczna zmiana to odcięcie sobie drogi powrotnej. Jeśli urodziło się kobietą i żyje się jak mężczyzna, ale ma się w papierach "K" i jeśli zechce, może się wyglądać jak kobieta - jest po prostu łatwiej, ma się też większe poczucie bezpieczeństwa. W razie czego można się zasłonić a to dowodem, a to budową ciała i pewna ilość problemów pozostaje rozwiązana, gdyż kobietom z reguły wolno zachowywać się dziwnie (starannie zapomnijmy tu o pewnym filmie). Jeśli jednak częściowo zmieniło się płeć, wygląda się teoretycznie jak mężczyzna, ma się w papierach "M", a z człowieka nagle wyjdzie ta kobieta (pamiętacie: TG to nie 100% M, więc jest w nim miejsce i na K) albo okaże się, że brakuje tego drobiazgu na dole - robi się problem. Transgenderysta nie jest i nigdy nie będzie tzw. pełnowartościowym mężczyzną. Jednocześnie jednak nieodwołalnie przechodzi na stronę tej płci, która jest dużo mniej tolerancyjna (i w tym momencie możemy już pamiętać o "Boys don't cry", filmie wyświetlanym w Polsce jako "Nie czas na łzy" - tym, którzy go jeszcze nie widzieli, szczerze polecam, ale uprzedzam: wrażliwsi będą go długo odchorowywać).

Transseksualistom (większości z nich) jest w tej sytuacji o tyle łatwiej, że są dużo silniej zmotywowani do pełnej zmiany płci: wiedzą, że to dla nich sprawa życia i śmierci - są mężczyznami i kropka! Innej drogi dla nich nie ma. Wątpliwości są bardzo często te same (Daniel Zamojski w swojej powieści autobiograficznej zatytułowanej "Aleksandra Zamojska jest mężczyzną" pisze: "Niezależnie od tego, czy używałem imion Ola, Aleks, Daniel, zdawałem sobie sprawę, że do końca życia będę pośrodku. Wiedziałem też, że mimo wszelkich zabiegów i terapii będę tylko namiastką faceta, jego żałosnym wizerunkiem"), jednakże nie przeszkadzają tak bardzo w podjęciu ostatecznej decyzji. Tymczasem u osoby TG te same wątpliwości są dużo silniejsze, łatwiej bowiem o podejście "nie warto". Trudniej jest powiedzieć, czego się chce najbardziej. Czy jest sens walczyć o bycie namiastką? A może uda się jakoś ułożyć sobie życie bez hormonów i nowych papierów? Cały czas poszukuje się swojej niszy w świecie jednoznacznie podzielonym na dwie płcie. Niektórym się udaje. Szczególnie artystom, którym jakoś szybciej wybacza się inności i o których wiadomo już, że nie żyją jak wszyscy. Jeśli jednak ktoś nie ma artystycznych zdolności albo dostatecznej siły przebicia? Jeśli wciąż jeszcze nie ma pomysłu na swoje życie i teoretycznie nawet zaplanował sobie życie zawodowe, ma przy sobie najbliższą osobę, ale nie wie, jako kto chce to życie przeżyć?

Z reguły ludzie, którzy decydują o tym, jak chcą przeżyć swoje życie, odnajdują siebie w czynnościach, planach, wyborach. Mają do dyspozycji ileś wzorców, z których absolutnie najprostszy to: będę się uczyć, zdobędę zawód, wezmę ślub, będę mieć dzieci, na których utrzymanie będę pracować, będziemy jeŹdzić na wakacje, a kiedy zaczniemy się starzeć, przejdziemy na emeryturę. Oczywiście w tym wszystkim mogą pojawić się komplikacje - przede wszystkim trzeba zadecydować o swoim zawodzie, a więc o edukacji, zastanowić się, czy osoba jest właściwa, radzić sobie z nieplanowanymi zakłóceniami. Niektóre wybory sprawiają, że wzorzec zupełnie zmienia swój kształt, na przykład jeśli ktoś chce zostać podróżnikiem, jego życie ułoży się inaczej, jeśli odkryje, że jest homoseksualistą, to też częściowo wywróci jego plany. Jednakże wzorce istnieją i wiadomo, do czego można się odnieść - jest się do czego przyrównywać, co odrzucać, o czym myśleć: "tak, to mój sposób, to jest zgodne ze mną, wtedy będę sobą".

Jaki jest wzorzec dla transgenderysty? Ktoś go zna?

Osoba TG eksperymentuje. Przymierza się do życia kobiety, do życia mężczyzny, porównuje się z transseksualistami i patrzy, jak daleko może się posunąć. Jest niestandardowa, więc ciężej jej stwierdzić, że coś jest zgodne z nią. Ma więcej pytań do życia i do siebie niż większość ludzkości. Bardzo trudno jest być sobą, będąc TG i mając w sobie często aż zbyt wiele pytań, zbyt wiele strachu przed odrzuceniem. Do tego potrzeba dużo siły: wewnętrznej pewności, umiejętności przebicia i uporu.
Najstraszniejsze jest chyba to, że nie ma i nie będzie uniwersalnej recepty dla każdego pojedynczego człowieka. To droga, którą trzeba odnaleŹć samotnie - i ciężko nawet oglądać się na wybory innych, gdyż jeśli zna się osobiście kilkoro takich samych ludzi, można już mówić o dużym szczęściu.

Pytanie na zakończenie: czy jest coś, co Ty możesz zrobić dla osoby TG? Podpowiem: odpowiedŹ "nie, nie ma nic" jest odpowiedzią błędną.

Tekst pochodzi z portalu Międzypłciowość

Biały Kruk

edzamieszczono: 2007.10.09

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.293 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj