Artykuły, teksty, opracowania

Transseksualiści przerywają milczenie


Rozmowa z Anną Grodzką i Wiktorem Dynarskim z Fundacji Trans-Fuzja, działającej na rzecz osób transpłciowych



Transseksualiści i transwestyci domagają się tolerancji i poszanowania praw mniejszości. Uważają, że mężczyzna w pełnym makijażu i sukience nie powinien budzić niczyjego zdziwienia na ulicy.
Chcą wprowadzenie specjalnych legitymacji dla osób transpłciowych i przywrócenia pełnej refundacji operacji zmiany płci. Wierzą, że postępując podobnie jak homoseksualiści, za kilka lat wywalczą sobie miejsce w polskiej rzeczywistości.



Kto jest osoba transpłciowa?


Anna Grodzka: To najczęściej transseksualista lub transwestyta. Nie należy mylić tych pojęć, a tak niestety często się dzieje.
Transseksualista czuje silną rozbieżność między psychicznym poczuciem płci, a biologiczną budową ciała i społeczną rolą płciową. Dlatego chce zmienić swoje ciało tak, by odpowiadało odczuwanej przez niego płci. Natomiast transwestyta tylko czasowo identyfikuje się z płcią przeciwną: ubiera właściwe dla niej stroje, zachowuje się w określony sposób.

Wiktor Dynarski: Co ważne: wiele osób w Polsce uważa, że transseksualizm to jakaś dewiacja seksualna. Bzdura. Osoby transpłciowe mają problem z własną tożsamością płciową, a nie ze swoją seksualnością.

Transwestyta nie ubiera kobiecej bielizny w celu osiągnięcia większego podniecenia?

A.G: Wtedy mamy do czynienia z transwestytyzmem fetyszystycznym, który polega na potrzebie noszenia ubrań płci przeciwnej po to, by osiągnąć podniecenie seksualne. Natomiast tzw. transwestytyzm o typie podwójnej roli polega na niepełnej akceptacji swojej płci. Taki transwestyta przebiera się w odzież płci przeciwnej, by cieszyć się z chwilowego odczuwania przynależności do tej płci. Dlatego np. do pracy idzie ubrany jak mężczyzna, a po pracy wskakuje w damskie ciuchy. To nie ma wiele wspólnego z erotyką, seksem.

Dla postronnego obserwatora te dwa typy transwestytyzmu niczym się nie różnią. Przecież tylko sam zainteresowany wie, w jakim celu ubiera pończochy i szpilki.

A.G: Fetyszyści transwestytyczni raczej nie mają powodu do przyjmowania publicznie roli płciowej kobiety. Mówię o mężczyznach, bo nie ma prawie żadnych danych dotyczących transwestytyzmu u kobiet. Uważamy, że mężczyzna, który robi sobie makijaż i wkłada sukienkę, ma pełne prawo wyjść tak ubrany do sklepu lub kawiarni, nie budząc niczyjego zdziwienia czy oburzenia. Takich osób jest naprawdę sporo. Ich prawo do ekspresji własnego "ja" powinno być szanowane.

W.D: Poza tym osoby transpłciowe to nie tylko transseksualiści i transwestyci. To także transgenderyści, a wśród nich np. agenderyści i bigenderyści.

Czyli?

W.D: Agenderysta nie identyfikuje się z żadną płcią. Bigenderysta czuje się i mężczyzną, i kobietą.

Płeć biologiczna nie ma tu żadnego znaczenia?

W.D: W przypadku tych osób płeć biologiczna nie jest do końca spójna z ich poczuciem tożsamości płciowej. Bigenderyzm i agenderyzm wcale nie są rzadkimi zjawiskami. Tyle że wcześniej nikt nie mówił w Polsce o osobach transpłciowych. My mówimy wyraźnie: płeć nie jest dwubiegunowa.
To wieloaspektowe zjawisko.

A.G: Istnieją oczywiście stuprocentowi mężczyźni i stuprocentowe kobiety. I są większością. Obok nich istnieje jednak mniejszość, która nie wpisuje się w powszechną dychotomię płci. Ta mniejszość chce być słyszalna i domaga się, by instytucje demokratycznego państwa rozumiały jej problemy i potrzeby.

Zanim przejdziemy do potrzeb osób transpłciowych… Nie mogę jakoś poradzić sobie z agenderystami i bigenderystami. Agenderysta mimo że w dowodzie ma wpisane Jan Kowalski i posiada męskie narządy płciowe może czuć się osobą postpłciową lub reprezentantem jakiejś "trzeciej płci", a bigenderysta Anna Nowak w dni parzyste może czuć się, zachowywać i ubierać jak kobieta, a w nieparzyste jak mężczyzna?

W.D: Nie wiem dokładnie, jak pojmują swoją płciowość bigenderyści i agenderyści, bo jestem transseksualistą. Wiem jednak na pewno, że każdy ma prawo do manifestowania swojej tożsamości płciowej. Pewne osoby, z przyczyn zupełnie od nich niezależnych, nie czują się dobrze ze swoją "zastaną" płciowością i jej następstwami w postaci tożsamości prawnej czy społecznej. Nie u każdego płeć biologiczna odpowiada płci psychicznej.

Fundacja Trans-Fuzja proponuje wprowadzenie specjalnych legitymacji dla osób transpłciowych. Legitymacje zawierałyby podwójne zdjęcia i miałyby być honorowane przez instytucje państwa. Wasz wniosek trafi wkrótce do MSWiA. Do czego potrzebne są takie legitymacje?

A.G: By nikt na poczcie, u lekarza, w banku, w komisji wyborczej i w tysiącu innych miejsc, w których trzeba czasem pokazać dowód osobisty, nie dziwił się, dlaczego na zdjęciu wyglądam zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Mieliśmy mnóstwo sygnałów, że policjanci drogówki czy kontrolerzy biletów w metrze mają kłopot, gdy dane zapisane w dowodzie nie zgadzają im się z tym, co widzą na własne oczy. Taka legitymacja rozwiałaby wszelkie wątpliwości.

Transseksualiści mogą przecież w Polsce zmienić płeć prawną.

A.G: Tak, ale to długotrwały proces. Decyduje o tym sąd, a wiadomo, jak szybko działają nasze sądy. Poza tym, żeby sąd orzekł zmianę płci, w organizmie muszą już zajść "nieodwracalne zmiany". To warunek konieczny. Wcześniej trzeba więc rozpocząć leczenie. Dla transseksualistów zmieniających płeć z męskiej na żeńską oznacza to przyjmowanie hormonów, od których rosną piersi, zanika owłosienie ciała i w pewnym stopniu zarost. Jeśli ktoś w dodatku jest umalowany i ubrany jak kobieta, to policjant drogówki rzeczywiście może zdziwić się, że taka osoba posługuje się dowodem osobistym mężczyzny. Mnie z trudem przechodzi to przez gardło, ale prawnie wciąż jestem facetem.

W.D: A ja kobietą. Czy ja wyglądam jak kobieta?

Raczej nie.

W.D: Jestem po leczeniu hormonalnym i mastektomii [usunięcie piersi – przyp. red.]. Ciągle jednak czekam na decyzję sądu. Dla ludzi takich jak my legitymacje byłyby wielkim ułatwieniem.

A.G: Idę gdzieś ubrana jak kobieta, pokazuję dokument i wtedy się zaczyna: na całą salę, żeby wszyscy słyszeli - o, przyszedł pan taki i taki. To nagminne. Gdy ktoś odkrywa, że nie jestem takiej płci, jakiej wizerunek stwarzam, od razu pojawiają się ironiczne uśmiechy, komentarze.

Tego problemu legitymacja raczej nie rozwiąże.

A.G: Legitymacja nie zastąpi braku wiedzy i tolerancji, ale da szansę uniknąć upokarzającego tłumaczenia i wyjaśniania, kim się tak naprawdę jest – bo będzie to tam napisane.

Rozumiem, że legitymacja z podwójnym zdjęciem mogłaby być potrzebna transseksualistom na czas procesu zmiany płci. Po co jednak legitymacja transwestytom i wszystkim innym osobom, które nie zamierzają trwale zmieniać płci?

A.G: Z tych samych powodów. By ułatwić im życie. Po to, by nikt nie dziwił się, że widzi osobę ubraną jak kobieta, podczas gdy w dowodzie osobistym jest napisane, że to mężczyzna.

To nie za daleko idący postulat? Czy transwestyta, agenderysta czy bigenderysta nie może udając się do komisji wyborczej czy urzędu zrezygnować na chwilę z manifestowania swojej psychicznie odczuwanej płci i wyglądać zgodnie ze swoją płcią biologiczną i prawną?

A.G: A dlaczego w demokratycznym społeczeństwie, które powinno szanować prawa mniejszości, miałby to robić? Dlaczego ma walczyć ze swoim "ja"? Przecież osoba transpłciowa dąży do tego, by wejść w rolę płci przeciwnej. I żeby wejść w tę rolę wychodzi na ulicę, idzie do sklepu, do banku. Chce poczuć się i funkcjonować w obranej przez siebie roli. Każdy ma prawo w pełni manifestować swoją osobowość wyglądem czy strojem.

Załóżmy, że za tydzień stwierdzę, że zmienia się moja identyfikacja płciowa. Uznam, że nie mogę dłużej żyć w roli heteroseksualnego mężczyzny i na jakiś czas stanę się biseksualnym bigenderystą. Ot tak, dla kaprysu i zintensyfikowania wrażeń. Zrobię sobie makijaż, ubiorę pończochy, buty na obcasie, sukienkę. Dostanę legitymację osoby transpłciowej?

A.G: Jeżeli miałoby to panu poprawić komfort życia, to oczywiście, że tak.

Ale przecież w takim przypadku mamy do czynienia tylko i wyłącznie z zabawą i naruszaniem normy kulturowej, która przewiduje, że mężczyźni chodzą po ulicach w spodniach i bez kobiecego makijażu.

W.D: Transpłciowość to przecież nic innego jak przekraczania norm związanych z płcią. Gdyby zdecydował się pan na czasową redefinicję swojej roli płciowej, to można by pana określić jako transgenderystę - osobę, której prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

A.G: Wspomniał pan o normach kulturowych. Z każdą normą można dyskutować. Chcemy to robić, bo norma to konwencja. Podlega zmianie i redefinicji. Niestety, w Polsce osobom pozanormatywnym żyje się niełatwo. Budzą zdziwienie, czasem agresję. Niekiedy przez lata ukrywają swoją transpłciowość, walcząc ze swoją psychiką. Boją się, że zostaną napiętnowane.

Państwo się nie boicie?

W.D: Nie boimy się, bo chcemy głośno mówić o istnieniu osób transpłciowych. Walczyć z obyczajem, który widzi tylko kobiety i mężczyzn.

A.G: Nam łatwiej publicznie o tym mówić, bo transseksualny coming out mamy już dawno za sobą.

Trudno było?

W.D: Najpierw trzeba przyznać się przed sobą samym, że dłużej już nie można żyć w nie swoim ciele. Dopiero potem przychodzi czas, by poinformować o tym otoczenie. Najbliższej rodzinie powiedziałem, że jestem Wiktorem trzy lata temu. Potem przyjaciołom, znajomym. Bardzo rzadko spotykałem się z niechęcią. Czasami było to zdziwienie, częściej aprobata. Jedyną osobą z rodziny, która ma problem z moim nowym wizerunkiem, jest babcia.

Pan studiuje?

W.D: Tak, jestem na trzecim roku polonistyki. Zacząłem przyjmować testosteron w przerwie między semestrami. Zmiany nastąpiły szybko. Na pierwsze zajęcia w nowym semestrze przyszedłem już z brodą. Konsternacja była, ale nie szok.

A.G: Ja nie mam aż tak dobrych doświadczeń. Ale daję sobie radę i mimo różnych problemów czuję się wreszcie sobą i jestem szczęśliwa. Ja już w wieku 11 lat nazwałam się Anią. Interesowało mnie życie i zabawy koleżanek, natomiast kompletnie nie obchodziły mnie zajęcia chłopców.
Próbowałam jednak wtłoczyć się w oczekiwaną przez otoczenie rolę płciową. W czasie, kiedy dojrzewałam, sama nie wiedziałam, dlaczego nie akceptuję swojej roli i wizerunku chłopca. To było 40 lat temu. Zawarłam związek małżeński. Kochałam swoją żonę. Wobec braku alternatyw próbowałam żyć jak mężczyzna. Jak się okazało, było to możliwe tylko do czasu. W wieku dwudziestu kilku lat przeszłam proces diagnozy. Wtedy już byłam pewna, że jestem transseksualistką.

Co wtedy się stało?

A.G.: Żona zażądała rozwodu. Ale mieliśmy małe dziecko, bardzo kochałam ich oboje. Ania nie mogła więc istnieć. Decyzję o zmianie płci podjęłam dopiero trzy lata temu, kiedy odeszła ode mnie żona, a syn był już dorosły. Miałam już pięćdziesiąt parę lat, ale postanowiłam wreszcie stać się osobą, którą pragnęłam być od dziecka. Niestety: życie zawodowe, w którym radziłam sobie jako mężczyzna bardzo dobrze, posypało się. Trzeba to wszystko ułożyć na nowo.
Na szczęście mam świetne relacje z synem. Mam w nim wsparcie. Mogło być gorzej, bo znam tragiczne przypadki osób, którym proces zmiany płci oraz ujawnienie tego faktu przed otoczeniem złamały życie. Ludzie nieraz kończyli w skrajnej biedzie. Zmiana płci jest tylko dla odważnych i zdeterminowanych. To długi i bardzo trudny proces.

Jego ostatnim etapem jest operacja chirurgiczna prowadząca do ukształtowania nowych narządów płciowych. Zdecydujecie się na ten zabieg?

A.G: Operacja na genitaliach nie jest koniecznym warunkiem zmiany płci. Wiele transseksualnych osób do niej nie przystępuje: uważają, że nie będą prowadzić już życia seksualnego, mają przeciwwskazania medyczne, nie stać ich. Ja – jeśli tylko będę mieć możliwość – zdecyduję się na interwencją chirurgiczną. Chciałabym mieć bardziej kobiecą twarz i bez chirurga plastycznego się nie obędzie. Kolejnym etapem będzie operacja na genitaliach. Akurat ta z technicznego punktu widzenia jest łatwiejsza w przypadku zamiany mężczyzny na kobietę niż odwrotnie.

W.D: Również chcę przystąpić do kolejnych etapów zmiany płci. Druga operacja w moim przypadku będzie polegała na usunięciu macicy wraz z przydatkami. To ważne dla zdrowia. Moje gonady produkują żeńskie hormony płciowe i jednocześnie przyjmuję duże dawki testosteronu. Mam w organizmie burzę hormonalną. Wątroba źle to znosi. Do trzeciego etapu też przystąpię, ale na pewno nie w Polsce.

Dlaczego?

W.D: Efekty zabiegów przeprowadzanych w naszym kraju są fatalne. Po takim zabiegu nie jest możliwe ani oddawanie moczu, ani satysfakcjonujące współżycie. Uzyskuje się tylko kiepski ersatz penisa.

Za granicą jest lepiej?

W.D: Zdecydowanie. Za granicą stosuje się techniki, które pozwalają uzyskać o wiele lepszy efekt. Po takiej operacji można czuć się, wyglądać i funkcjonować jak mężczyzna.

Czy mogę zapytać, jaka jest Pana orientacja seksualna?

W.D: Jestem biseksualny. Zawsze tak było. Mam dziewczynę, która w pełni akceptuje to, co robię. Mam w niej wsparcie.

A.G: Gdy ludzie się kochają, to nie jest ważne, co mają między nogami. Mogą sobie dawać przyjemność na tysiąc różnych sposobów.

Pani również jest biseksualna?

A.G: Nie wiem. Do tej pory miałam – jeszcze jako mężczyzna – kontakty tylko z kobietami. Nie mogę jednak obiecać, że tak będzie zawsze.

Jednym z postulatów "Trans-Fuzji" jest wprowadzenie refundacji kosztów zmiany płci. To drogie zabiegi?

A.G: Bardzo. Teraz tylko częściowo refundowane są hormony. Współczesna medycyna uznaje transseksualizm za chorobę, a transseksualisty nie da się wyleczyć inaczej, jak doprowadzić do spójności płci biologicznej z psychologiczną. Jesteśmy jednak realistami: państwo na pewno nie będzie płacić za operacje plastyczne twarzy czy usunięcie jabłka Adama. Chcielibyśmy, by refundowane były koszty ostatniego zabiegu, czyli operacji na genitaliach. Tak było do końca lat 90. Uformowanie żeńskich narządów w kraju kosztuje do 10 tys. zł.

W.D: Natomiast koszt całkowitej korekty płci z żeńskiej na męską może zmieścić się w 20 tys. zł. Za granicą trzeba liczyć się z wydatkiem nawet kilkunastu tys. euro.

Szacowaliście, ile pieniędzy musiałby wydać NFZ na operacje transseksualistów?

A.G: Nie, bo nie ma wiarygodnych danych na temat liczby transseksualistów w Polsce.

W.D: Statystyki światowe też są rozbieżne. Najczęściej podaje się, że jeden "transmężczyzna" (biologiczna kobieta) zdarza się na ok. 100 tys. urodzin, a jedna "transkobieta" (biologiczny mężczyzna) przypada na ok. 30 tys.

Całkiem sporo.

A.G: Prawda? Nawet jeśli te statystyki nie odpowiadają do końca polskiej rzeczywistości, to wiemy przecież, że grupa osób transpłciowych w naszym kraju jest na tyle duża, że jej głos powinien być słyszalny w debacie publicznej. Na razie jesteśmy niewidzialni, ale homoseksualiści też bardzo długo byli niewidzialni. Wywalczyli jednak swoje miejsce w polskiej rzeczywistości. Nikogo nie szokują, a ustawodawstwa wielu krajów europejskich zabezpieczają ich prawa. W Polsce też tak będzie. My chcemy przejść drogę, którą przed nami przeszli homoseksualiści.

W.D: Dychotomia płciowa jest bardzo silnie utrwaloną normą kulturową. Jednak jeśli temat osób transpłciowych zacznie być przedstawiany rzeczowo i bez emocji, społeczeństwo oswoi się z nim i po pewnym czasie stanie się obojętny. Przestaniemy wzbudzać sensację.

Kiedy to się stanie?

A.G: Ja chyba nie dożyję tego momentu. Może Wiktor doczeka.

W.D: Na pewno czeka nas daleka droga.


Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/1556721,2677,1,kioskart.html
edzamieszczono: 2009.05.18

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.311 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj