Artykuły, teksty, opracowania

W OBCYM CIELE ...


PAMIĘTAJĄ PAŃSTWO ROBERTĘ MURDOON, JEDNĄ Z POSTACI ŚWIATA WEDŁUG GARPA JOHNA IRVINGA? MIMO POSTURY OLBRZYMKI I DŁONI JAK BOCHNY CHLEBA BYŁA ONA NIEZWYKLE CIEPŁA I KOBIECA. W PRZESZŁOŚCI, JAKO MĘŻCZYZNA, NALEŻAŁA DO NAJLEPSZYCH OBROŃCÓW DRUŻYNY FUTBOLU AMERYKAŃSKIEGO I DOPIERO DZIĘKI WSPÓŁCZESNEJ MEDYCYNIE ODNALAZŁA SWOJE DAMSKIE CIAŁO. JEJ HISTORIA MOGŁA SIĘ ZDARZYĆ NAPRAWDĘ.

Tożsamość płciowa to subiektywne poczucie własnej płci. U większości z nas jest ono zgodne z płcią anatomiczną. Są jednak i tacy, których dotyka straszliwa pomyłka natury: mają ciała płci przeciwnej niż ta, do której wewnętrznie czują się przynależni. To transseksualiści.

Dolegliwość ich stanu jest trudna do wyobrażenia. Spróbuj bowiem, drogi Czytelniku, wyobrazić sobie, że oto masz inne narządy płciowe niż te, do których jesteś przyzwyczajony. Inny jest wygląd twojej twarzy, piersi. Wyobraź sobie, że nie możesz ubierać się i zachowywać zgodnie ze swoim poczuciem płci pod rygorem napiętnowania przez otoczenie. Inni zwracają się do ciebie w sposób, którego nie akceptujesz, biorąc cię za kobietę, gdy czujesz się mężczyzną lub też odnoszą się jak do mężczyzny, gdy myślisz o sobie jako o kobiecie.

Co gorsza transseksualiście nie wolno otwarcie ujawniać swej inności otoczeniu. Cierpi więc w dwójnasób: czuje, że został skazany, bez swojej woli, na życie w ciele, którego płeć nie jest zgodna z płcią jego umysłu oraz, że tylko z tego powodu on sam nie jest akceptowany przez społeczeństwo, jest napiętnowany i odrzucony. To tak jakby piętnować np. cukrzyka.

Taki dramatyczny los jest udziałem niewielkiej tylko garstki ludzi, choć można ich spotkać w każdym zakątku świata i w każdej grupie etnicznej. Nasilenie dolegliwości oraz szacunkowa liczba (niemożliwa do dokładnego określania) cierpiących na nie osób zależy od religii, norm kulturowych czy tolerancji dla odmienności charakteryzującej daną społeczność.

Jedna z ostatnich prób oszacowania częstotliwości występowania transseksualizmu (której nie należy mylić z powszechnością) określa występowanie jednego transseksualnego mężczyzny na około 20 000 dorosłych biologicznych mężczyzn. Jedna transseksualna kobieta zaś przypada na 50 000 dorosłych kobiet.

Inne statystyki opracowywane w krajach Zachodniej Europy wskazują, iż transseksualizm dotyczy trzy razy częściej biologicznych mężczyzn niż kobiet. Istnieją dane, że w europejskich krajach dotkniętych do niedawna systemem totalitarnym proporcja jest odwrotna, tzn. więcej biologicznych kobiet czuje się mężczyznami. Zjawisko to miałoby wiązać się z faktem, że atrakcyjność zmiany płci w tej części Europy była większa dla kobiet niż mężczyzn. Wytłumaczenie takie wydaje się jednak mało prawdopodobne, zakłada bowiem możliwość istnienia "wyboru".

Miejsce transseksualistów w poszczególnych społeczeństwach zmienia się wraz z historią i różni się nieco w poszczególnych religiach i państwach. W krajach naszej kultury trudno w ogóle o nim mówić, nietolerancja bowiem zdaje się niekiedy całkowicie eliminować ten problem ze świadomości społecznej. Dopiero ostatnio można zaobserwować pewne pozytywne zmiany w akceptacji odmienności prezentowanej przez osoby transseksualne.

Jednak nie wszędzie i nie zawsze ludzie nie identyfikujący się z własną płcią biologiczną byli piętnowani. Wśród Arabów w Omanie, mimo bardzo restrykcyjnej religii, dopuszcza się i toleruje biologicznych mężczyzn, nie chcących spełniać społecznej roli przypisywanej ich płci. Mają status trzeciej płci i nazywani są xanith. Pozostawia im się męskie imiona, lecz dozwala przywdziewać kolorowe stroje, różne od zwyczajowej białej szaty mężczyzn. Norma społeczna zakazuje jednak, by xanith, wzorem kobiet, ukrywali twarz przed spojrzeniami obcych za tradycyjnym kwefem. Odmienność jest tolerowana, ale musi być wyróżniona. Xanith mogą nosić makijaż oraz używać pachnideł. Przebywają z kobietami i oddają się takim jak one zajęciom.

Od Meksyku aż po Alaskę, wśród Indian istnieją berdache, mężczyźni traktowani jak kobiety. Noszą szaty typowe dla kobiet, a także parają się kobiecymi zajęciami. Właśnie ze względu na swą odmienność mają zwykle status szamana lub uzdrawiacza.

U Hindusów spotkać można hijras, mających swego bożka Bachurata Mata i tworzących rodzaj kasty. Wyznawcom Bachurata Mata starszyzna usuwa męskie zewnętrzne narządy płciowe. Współcześnie hijras zażywają także żeńskie hormony płciowe, głównie pod postacią tabletek antykoncepcyjnych. Często są zapraszani na uroczystości towarzyszące narodzinom chłopców i śluby, jako swoiste urozmaicenie dla gości. Niektórzy hijras prostytuują się. Prawdopodobnie wpływ kultury Zachodu powoduje, że hijras, dawniej w pełni tolerowani i mający swoje miejsce w społeczeństwie, coraz częściej są odrzucani i piętnowani.

Transseksualizm nie jest zjawiskiem ostatnich lat, które miałoby pojawić się na skutek rozprężenia społecznego. Wprawdzie dokładna wsteczna diagnoza, ze względu na złożoność zagadnienia jest bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa, jednak i w naszym kręgu kulturowym osoby nie aprobujące własnej płci znane są od dawna. Postacią, której przypadek odnotowano w annałach, a która jak się wydaje cierpiała na syndrom dezaprobaty płci, był (była) lekarz armii angielskiej dr James Barry, o którego (której) prawdziwej płci biologicznej przekonano się dopiero po jego (jej) śmierci w 1865 roku.

Pierwsze, stricte naukowe, doniesienia o tej dolegliwości można odnaleźć w pracach niemieckiego klinicysty z końca XIX wieku Krafft-Ebinga opisującego syndrom metamorphosis sexualis paranoica. Termin transseksualizm zaś został wprowadzony przez Francuza Caudwella w 1949 roku. Natomiast pierwszą próbę terapii hormonalnej i operacyjnej zmiany płci dokonano w końcu lat dwudziestych naszego stulecia. II wojna światowa, a wcześniej narastający w Europie faszyzm, przerwały prace nad tym zjawiskiem na następne dwadzieścia lat.

W latach pięćdziesiątych w Danii wznowiono przeprowadzanie zabiegów zmiany płci, połączonych z leczeniem hormonalnym. Dopiero zaangażowanie endokrynologa Harry'ego Benjamina, które zaowocowało opublikowaniem w 1966 roku książki The Transsexual Phenomenon (Zjawisko transseksualizmu) oraz powołaniem do życia Międzynarodowego Stowarzyszenia Dezaprobaty Płci, skłoniło lekarzy i psychologów do zajęcia się tym zagadnieniem w sposób bardziej systematyczny. W ramach działalności owego stowarzyszenia opracowano dokładny sposób postępowania prowadzący do zdiagnozowania i udzielenia pomocy osobom nie aprobującym własnej płci biologicznej, dawniej zwykle klasyfikowanych jako schizofreników.

 

DROGA DO SIEBIE

Diagnoza i leczenie transseksualizmu są niezwykle złożone. Osoba transseksualna musi być poddana wielu badaniom lekarskim: internistycznym, endokrynologicznym, psychiatrycznym oraz testom psychologicznym. Mają one stwierdzić czy poczucie przynależności do drugiej płci nie jest przelotne i nie wynika z innych chorób (np. zaburzeń hormonalnych czy psychicznych), a także, czy stan zdrowia pozwala przeprowadzić terapię hormonalną oraz serię operacji prowadzących do zmiany anatomii narządów płciowych. Ponadto, warunkiem koniecznym dopuszczenia do operacji jest przeżycie przez transseksualistę co najmniej dwóch lat w roli osoby o płci, z którą się utożsamia.

Ten okres, zwany testem realnego życia, umożliwia transseksualiście doświadczenie stanu, który po operacji będzie nieuchronną codziennością i pozwala wyraźniej ocenić własną sytuację. Taka ostrożność jest podyktowana faktem, że leczenie hormonalne, a przede wszystkim operacyjne, prowadzi do nieodwracalnych zmian, w wyniku których traci się na trwałe zdolności rozrodcze. Znamienne, że osoby transseksualne mimo to pragną porzucić swe znienawidzone ciało i kosztem rezygnacji z posiadania biologicznego potomstwa uzyskać upragnione poczucie bycia we własnej skórze. Należy przy tym zaznaczyć, że opisywano przypadki transseksualistów, którzy poddani byli zabiegowi zmiany płci biologicznej, gdy mieli już dzieci. Jednak współżycie płciowe w obcym ciele, dając odprężenie fizyczne, wiąże się zwykle z dyskomfortem psychicznym, który znika, gdy anatomia zyska kształt zgodny z płcią mózgu. Wszystko wskazuje więc, że u transseksualistów psychiczna strona doznań erotycznych ma większe znaczenie niż pełnia doznań zmysłowych, na którą po zabiegu zmiany płci przychodzi czasem długo czekać.

Przekonanie o własnym nieszczęściu, bolesne, nieustanne przeżywanie uczucia uwięzienia w obcym ciele, towarzyszące transseksualistom przez całe życie, złagodzić może jedynie operacja narządów płciowych oraz hormonalne dostosowanie wyglądu reszty ciała do płci, z którą się identyfikują. Jeśli transseksualista pozostaje w ciele, którego płeć jest mu obca, swój dyskomfort stara się rekompensować sposobem ubierania, zachowania się czy przyjmowaniem roli społecznej zgodnej z odczuwaną płcią. Subiektywne poczucie własnej płci jest znacznie silniejsze niż obiektywna płeć anatomiczna.

Pierwsze objawy transseksualizmu pojawiają się już w okresie dzieciństwa, by w sposób nieodwracalny i uporczywy narastać w ciągu kolejnych lat. W badaniach lekarskich nie stwierdza się żadnych objawów chorobowych. Transseksualizm nie wiąże się z anomaliami genetycznymi, z nieprawidłową budową wewnętrznych czy zewnętrznych narządów płciowych, ani ze stałymi zaburzeniami poziomu hormonów płciowych. Osoby nim dotknięte są pod względem biologicznym typowymi przedstawicielami płci, którą wpisano do ich metryki.

Pomimo opisanego, bardzo rygorystycznego, czy wręcz restrykcyjnego, procesu diagnostycznego transseksualizmu wciąż istnieje możliwość pomyłki. Odnalezienie biologicznego podłoża transseksualizmu, poza oczywistym walorem poznawczym, wyeliminowałoby taką możliwość. Zlikwidowałoby ryzyko poddania nieodwracalnemu leczeniu człowieka, który - mimo że nie aprobuje w pełni swojej płci - nie jest rownież transseksualistą.

 

KORZENIE ODMIENNOŚCI

Liczne badania zmierzające do odnalezienia biologicznego podłoża transseksualizmu opierają się na założeniu, że każdy proces psychiczny ma w istocie odniesienie biologiczne. Również poczucie psychiczne płci musi mieć ściśle określone, poddające się biologicznym metodom badawczym przyczyny. Niedawno dokonano odkrycia, które znacznie podbudowuje argumentację zwolenników opisanego rozumowania i, być może, przybliża naukę do ostatecznego określenia przyczyn transseksualizmu.

W "Nature" (vol. 378 z 2.11.1995) ukazał się artykuł grupy Dicka Swaaba z Holandii, autorstwa Jlang-Ning Zhou i współpracowników, w którym wykazano istnienie strukturalnej różnicy między mózgami normalnych mężczyzn a mężczyzn pragnących zostać kobietami (tj. transseksualnych mężczyzn). Praca, wykonana przez zespół holenderskich badaczy, wzbudziła ogromne zainteresowanie; dyskusja dotycząca kształtowania się ludzkiej płciowości trwa bowiem od wielu lat. Tradycyjnie przyjmowano, że identyfikacja z własną płcią biologiczną, czyli poczucie psychiczne płci, wykształca się przede wszystkim pod wpływem środowiska społecznego i wychowania, a oddziaływanie czynników wrodzonych jest mniej istotne. Jednak coraz większą popularność zyskuje pogląd przeciwny, a wspomniana praca daje mu mocne wsparcie.

Holenderscy badacze stwierdzili w badaniach wykonywanych post mortem, że niewielki obszar mózgu, leżący w obrębie podwzgórza, noszący nazwę BSTc (jądro łożyskowe prążka krańcowego, z ang. bed nucleus of stria termianalis), jest mniejszy u kobiet niż u mężczyzn. Następnie stwierdzono, że wielkość owego obszaru u męskich transseksualistów odpowiada wielkości charakterystycznej dla kobiet.

Innymi słowy mężczyźni czujący się kobietami i chcący zmienić swą zewnętrzną, biologiczną płeć na żeńską, mają małe, a więc kobiece BSTc. Owa różnica nie jest związana z orientacją seksualną, gdyż u przebadanych transseksualistów występowały wszystkie trzy możliwe orientacje seksualne. Co więcej, w podwzgórzach homoseksualnych mężczyzn identyfikujących się z własną płcią biologiczną, nie stwierdzono BSTc o wielkości charakaterystcznej dla kobiet, a duże, typowe dla ich płci.

Pewnym ograniczeniem obserwacji holenderskiej grupy naukowców jest fakt, że badanie obejmowało transseksualistów, którzy byli poddawani leczeniu antyandrogennemu oraz przyjmowali hormony żeńskie, a więc, podobnie jak u kobiet, w ich krwi było dużo estrogenów, a mało androgenów. Nasuwa się w związku z tym zastrzeżenie, co do pierwotności zmian wielkości BSTc. Jednak u wielu osób obu płci nie będących transseksualistami, wielkość BSTc zawsze pozostawała zgodna z ich psychicznym poczuciem płci, chociaż poziom hormonów płciowych, męskich bądź żeńskich, był przed śmiercią - z rozmaitych przyczyn medycznych - znacznie podwyższony.

Autorzy omawianej pracy sugerują, że wielkość BSTc może być związana z poziomem hormonów płciowych w trakcie rozwoju wewnątrzmacicznego, co odpowiadałoby przyjmowanej dziś hipotezie o wpływie ich stężenia na biologiczne podłoże procesu identyfikacji z płcią. Niestety, nie można stwierdzić, czy wielkość BSTc niezgodna z płcią biologiczną jest tego przyczyną czy skutkiem owej odmienności. Nie wiemy bowiem, czy u transseksualistów rozwinięcie się BSTc niewielkich rozmiarów było powodem ukształtowania się poczucia przynależności do płci innej niż wskazywałyby ich ciała. Czy odwrotnie, BSTc miało pierwotnie rozmiary charakterystyczne dla mężczyzn, a dopiero wtórnie, na skutek rozwinięcia się z innych przyczyn poczucia przynależności do płci żeńskiej, wielkość BSTc uległa redukcji. Bez względu na kolejność zmian: małe BSTc - identyfikacja z płcią żeńską bądź identyfikacja z płcią żeńską - redukcja wymiarów BSTc, odkrycie grupy Swaaba stanowi milowy krok w wyjaśnianiu zagadki procesu identyfikacji z płcią. Znaleziono rejon mózgu, w którym prawdopodobnie ogniskuje się oddziaływanie genów oraz płodowych poziomów hormonów płciowych, a także wpływ czynników społecznych.

Fakt ten ma trudne do przecenienia znaczenie zarówno dla naszego, szeroko pojętego, rozumienia procesów psychicznych, nawet tak skomplikowanych jak tożsamość płciowa, jak i w nieco węższym znaczeniu praktycznym, tj. dla rozumienia procesu identyfikacji z płcią i jego zaburzeń. Dla rozumienia transseksualizmu.

Wiedza na temat przyczyn transseksualizmu jest bardzo ograniczona. Specyfika owego zaburzenia i fakt, że zjawisko to jest typowo ludzkie - nie występuje w świecie zwierząt i dlatego nie można stworzyć jego zwierzęcego modelu - wymuszają opieranie się na dowodach pośrednich, które wciąż trzeba dzielić na społeczne i biologiczne.

 

W POSZUKIWANIU PRZYCZYN

Teorie społeczne zakładają, że identyfikacja z płcią wynika z procesu społecznego uczenia się i modelowania. Wiadomo, że duży wpływ na sposób zachowania dziecka i jego rozwój mają zasady przyjęte w określonych kręgach kulturowych. Zależnie od nich dziecko uczy się, iż pewne zachowania są charakterystyczne dla chłopców i mężczyzn, inne dla dziewcząt i kobiet. Stąd w badaniach etiologii transseksualizmu poszukuje się potencjalnych czynników charakterystycznych dla otoczenia osób nim dotkniętych, porównując ich środowisko społeczne, a także relacje rodzice--dziecko z tym, w którym wzrastają nie-transseksualiści.

Okazuje się, że dla harmonijnego rozwoju identyfikacji płciowej kluczowy jest prawidłowy model rodziny, chociaż praktyka uczy, że nie jest to warunek absolutnie niezbędny. Wielokrotnie stwierdzano, że matki transseksualnych mężczyzn są z nimi nadmiernie związane emocjonalnie. Zazwyczaj brakowało w takich rodzinach przeciwwagi zapewnianej przez ojca, nieobecnego fizycznie bądź psychicznie. Zauważono również, że często matki transseksulanych mężczyzn same miały trudności z pełną akceptacją własnej płci. Mogły to być w dzieciństwie chłopczyce, odmawiające noszenia sukienek i bawiące się wyłącznie z chłopcami. Matki transseksualnych mężczyzn zazwyczaj pragnęły urodzić córkę, a nie syna.

Natomiast transseksualne kobiety skarżą się wielokrotnie na nadopiekuńczość matek bądź chłód emocjonalny obojga rodziców. Częściej również spotyka się w ich rodzinach nadmierną kontrolę ze strony tak matek, jak i ojców.

Pomimo faktu, że samo spaczone oddziaływanie otoczenia nie może zaburzyć procesu identyfikacji z płcią (w przeciwnym razie transseksualistów byłoby najprawdopodobniej dziesiątki tysięcy), przypuszcza się, że jego wpływ wyzwalający owo zaburzenie u osób z predyspozycją biologiczną jest niebagatelny.

Teoria biologiczna opiera się na założeniu, że rozwój psychologiczny człowieka jest zdeterminowany biologicznie, natomiast w kształtowaniu się płciowości człowieka niezmiernie ważną rolę odgrywają hormony płciowe, szczególnie zaś hormony męskie - androgeny. Płód nie tknięty androgenami wykształca bowiem cechy żeńskie.

Ludzki płód zaczyna rozwijać się w kierunku męskim lub żeńskim około 6 tygodnia życia, przechodząc przez kolejne etapy kształtowania się poszczególnych cech związanych z płcią. Podstawę stanowi zdeterminowana genetycznie płeć chromosomalna, potem powstają wewnętrzne i zewnętrzne narządy płciowe oraz płeć neuronalna, która odnosi się do typowego dla kobiet lub mężczyzn sposobu działania określonych ośrodków mózgowych. Ośrodki te powstają w drugim trymestrze życia płodowego, w zależności od charakterystycznego dla każdej z płci poziomu hormonów płciowych i determinują zróżnicowaną rolę biologiczną kształtującego się człowieka.

W tym okresie, za pośrednictwem neuroprzekaźników, wykształca się typ sprzężenia zwrotnego między wydzielaniem hormonów płciowych i gonadotropin (cykliczny u kobiet i toniczny u mężczyzn). Również w tym okresie tworzy się biologiczna podstawa zachowania seksualnego (homo- lub heteroseksualizm), a także typowych zachowań związanych z rolą płciową (typowo "męskie" np. zachowania agresywne lub typowo "kobiece" np. zachowania macierzyńskie), które w życiu pozamacicznym podlegają znacznym wpływom środowiska.

Ostatnim spośród etapów rozwoju płciowości człowieka jest wykształcenie się tożsamości płciowej, czyli poczucia przynależności do płci. Ustala się ona ostatecznie około 4 lub 5 roku życia i zależy zarówno od kontrolowanego przez poziom hormonów płciowych procesu różnicowania płci somatycznej i psychicznej w okresie prenatalnym, jak i od stałych oddziaływań społecznych w okresie postnatalnym.

Przebieg procesu różnicowania płciowego jest w dużym stopniu związany z warunkami środowiska zewnętrznego, początkowo - wewnątrzmacicznego, a po urodzeniu - społecznego. W okresie prenatalanym dużą rolę odgrywa poziom hormonów płciowych pochodzących zarówno od matki, jak i od płodu.

Prenatalny poziom hormonów płciowych porównano do palca operującego na tablicy rozdzielczej z dużą liczbą przełączników. Jego nieznaczny ruch może powodować znaczne następstwa. Niewielka zmiana poziomu hormonów może zasadniczo zmienić kierunek rozwoju cech somatycznych związanych z płcią czy identyfikacji z rolą płciową, a także być przyczyną odmiennej wrażliwości na bodźce różnej modalności, modyfikować zasadniczy typ sposobu wydatkowania energii czy intensywności zachowań agresywnych lub macierzyńskich oraz rodzaj zainteresowań i funkcjonowania poznawczego.

Osoby, u których stwierdzono wrodzone zaburzenia hormonalne (np. nadczynność kory nadnerczy powodującą wysoki poziom androgenów jeszcze w życiu płodowym), przejawiają w dzieciństwie podobne trudności w przyjęciu ról zgodnych z ich płcią anatomiczną jak transseksualiści. Dotyczy to szczególnie dziewczynek. Ich sposób zabawy, a także preferencje w wyborze zabawek czy roli, jaką mają w niej pełnić, jest bardziej typowy dla chłopców (w porównaniu do zachowań ich sióstr nie cierpiących na tego typu chorobę). Wolą zabawy konstrukcyjne i samochody, odrzucając lalki. Nie lubią się przebierać i malować, tak jak inne dziewczynki, przedkładając wspinanie się na płoty, biegi, czy też myszkowanie wszędzie tam, gdzie nie wolno.

Podobnie scharakteryzować można zachowanie dziewczynek, których matki przyjmowały (jak się później okazało nieodpowiedni) lek mający na celu podtrzymanie ciąży. Przykłady te traktuje się jako pośredni dowód wpływu prenatalnych poziomów hormonów płciowych na wykształcanie się psychicznych cech związanych z płcią. Co bardzo znamienne, wśród osób zdiagnozowanych później jako osoby transseksualne zdarzają się takie przypadki.

Z transseksualizmu możemy wyciągnąć bardzo szczególną lekcję. Czy transseksualizm nie uczy nas, jak wiele jest w naszym zachowaniu, nie tylko seksualnym, kanonu przywiązującego do pełnienia określonej roli? Jak bardzo zdajemy się na klasyfikację mężczyzna-kobieta w przeżywaniu kontaktów z innymi ludźmi, ale także w obcowaniu z samym sobą? Zrozumienie zjawiska transseksualizmu może pomóc w uzmysłowieniu doniosłości owej klasyfikacji, jej podstawowego znaczenia dla tworzenia się poglądów o cywilizacji mężczyzn bądź cywilizacji kobiet, które szczególnie współcześnie dzielą umysły, zamiast je łączyć.

 

 

ANNA JEGLIŃSKA jest psychologiem; pracuje w Pracowni Psychofizjologii Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego. Bada wpływ hormonów płciowych na funkcjonowanie mózgu człowieka.
WOJCIECH JEGLIŃSKI jest lekarzem, neurochemikiem; zajmuje się tłumaczeniami i popularyzowaniem nauki.

 


źródło:   http://archiwum.wiz.pl

edzamieszczono: 2011.03.26

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.4121 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj