Felietony

Jestem transoptymistą


Powszechnie uważa się, że transseksualizm to droga przez mękę i cierpienie związane z „uwięzieniem w obcym ciele”, a sobą można być dopiero po operacji zmiany płci. Że nie należy mówić o tym innym, bo odrzucą, nie zaakceptują. Moja historia jest całkiem inna...

To była sobota, wrzesień 2007 roku, pierwsze zajęcia na zaocznej psychologii. Wykładowca zachęcił nas do przedstawienia się innym, do powiedzenia czegoś o sobie. Wstałem i powiedziałem zdanie, które od tej pory powtórzyłem kilkadziesiąt razy: „Cześć, jestem Marcin, jestem transseksualistą, ale to tylko jedna z wielu moich zalet”. W auli zaległa cisza. Tak uczczono moją zmianę płci.

Ta jedna wypowiedź pociągnęła za sobą wiele konsekwencji: od tej pory nie tylko czułem się mężczyzną, ale żyłem jako mężczyzna w społeczeństwie. Mówiłem w rodzaju męskim, korzystałem z męskiej toalety, byłem pytany o związki z dziewczynami. Ludzie traktowali mnie inaczej niż do tej pory, a ja musiałem dorosnąć do nowej roli. Wtedy jednak nie czułem jeszcze, że właśnie zmieniłem dla świata płeć – nie miałem na to czasu, byłem zbyt zajęty ogarnianiem wszystkich skutków tej zmiany.
Celowo nie mówiłem o korekcie płci. Przymuszony okolicznościami, zostawiłem to na później, bowiem korygowanie płci to dostosowanie tego, co jeszcze nie pasuje do mojej męskiej tożsamości i roli płciowej.

Zmiana dokonała się w tamtej auli: z nieśmiałego „przepraszam-że-żyję” Niczego płci podobno żeńskiej, ukrywającego swoje transsekrety i drugą tożsamość w internecie, stałem się popularnym chłopakiem, jednym z najlepszych studentów na uczelni. Nareszcie rozkwitłem.

Przez pierwsze dwa zjazdy, ilekroć szedłem korytarzem, czułem na sobie spojrzenia innych, ale nie usłyszałem ani jednego złego słowa. Żadnego linczu, napaści, których się – wychowany na „Boys don’t cry” – z początku obawiałem. Tylko akceptacja wyrażana mówieniem do mnie po imieniu i całkowitym brakiem komentarzy (mężczyźni) bądź dyskretnym dopytywaniem o szczegóły (kobiety).

Trochę bałem się list obecności, gdzie wciąż figurowałem jako dziewczyna, bo wtedy „każdy dowiedziałby się, jak mam na imię”. Obawiałem się, że kiedy poznają „prawdę”, będą do mnie mówili w znienawidzonej formie. Uspokoiła mnie koleżanka: „Przecież wszyscy wiedzą, jak masz na imię”. Miałem na imię Marcin. To było oczywiste. A listy obecności stały się naszym grupowym testem reakcji prowadzących: czując akceptację mojej grupy, coraz bardziej się rozkręcałem i w finale, na szóstym semestrze, przedstawiłem się tak: „Nazywam się Marcin Rzeczkowski. Powodzenia w szukaniu mnie na liście”.

Z początku nie każdy wiedział, że zacząłem żyć jako mężczyzna: przed wielkim coming outem ujawniłem się tylko przed kilkorgiem najbliższych mi osób. Moją mamę poinformowałem kilka miesięcy później, a przepracowanie tego problemu zajęło jej dwa lata. Dziś nasz kontakt jest znakomity, poszła ze mną na spotkanie z innymi, którzy zazdrościli mi mamy.

Część przyjaciół spoza uczelni nie umiała tej zmiany zaakceptować. Z paru przyjaźni musiałem zrezygnować, ponieważ ich utrzymywanie wymuszało na mnie granie dziewczyny – nie byłem w stanie funkcjonować w podwójnej roli i odszedłem po dwóch latach zabiegania o kontakt.

Kiedy zaczynałem oswajać się ze swoją tożsamością, byłem przekonany, że po zmianie płci – oficjalnej, dokonanej chirurgicznie i prawnie – będę musiał zmienić miasto i wszystkich przyjaciół i zacząć życie od nowa. Przeczytałem, że tak właśnie robią transseksualiści, by uniknąć odrzucenia. Co prawda moje życie ułożyło się zupełnie inaczej, ale – ponieważ wierzyłem w to, co przeczytałem w necie – po coming oucie odsunąłem się od wielu ludzi. Teraz najbardziej cieszy mnie odnawianie relacji z dawnymi przyjaciółmi, którzy przyjęli mnie do swojego grona na nowo. I nadal mam listę ludzi, do których chciałbym się kiedyś odezwać.

Zmiana płci, która u „normalnego” transfaceta byłaby zwieńczeniem jego biegania od seksuologa do psychologa i od psychologa do chirurga, postawiła na głowie całą tę procedurę. Również moje samopoczucie uległo zmianie w zupełnie nietypowy sposób. Zawsze byłem wysoki i szczupły, ze średnio dziewczęcymi rysami twarzy. Odkąd zacząłem widzieć siebie samego jako mężczyznę i tak się zachowywać, ciało również zaczęło być postrzegane jako męskie. Skoro zaś ludzie widzieli we mnie mężczyznę, nie miałem powodów, by traktować je jak więzienie. Byłem co najwyżej – i dalej jestem – dwudziestoparoletnim mężczyzną zamkniętym w ciele nastoletniego chłopaka. Nienawiść do swojej fizyczności powoli zaczęła słabnąć, aż po paru latach zaakceptowałem swój wygląd.

Prawie nie odczułem skutków terapii hormonalnej, które pojawiły się w moim życiu długo po zmianie płci. Zmienił się jedynie mój głos – wcześniej mówiłem sopranem, co psuło mój męski wizerunek. Za jakiś czas ujawni się zarost – na samą myśl o codziennym zrywaniu się o świcie, żeby się go pozbywać, moje wewnętrzne lenistwo szaleje z radości.

Nie mam już problemów i radości typowych dla transmężczyzn. Zmieniając płeć, ulokowałem się gdzieś poza ich światem. Gdy przed terapią hormonalną uczestniczyłem w spotkaniach z kilkoma osobami trans, miałem wrażenie, jakbym wszedł do obcej mi grupy: nie moja perspektywa, nie moje priorytety... i w ogóle co to za pesymizm?

Wierzę w ludzi. I w siebie. Większość ludzi jest tak naprawdę życzliwa i tolerancyjna, tylko łatwiej jest im to okazać, gdy mają wiedzę, jak się zachować wobec osoby trans i widzą w niej „kogoś od nas”, a nie „obcego”. Wierzę, że jeśli podejdziemy do siebie z szacunkiem i damy sobie czas na wzajemne oswojenie się, będziemy potrafili żyć razem. Wierzę też, że akceptacją można zarażać, tak jak ja to robię!


Źródło 

Charaktery

Marcin

edzamieszczono: 2011.10.10

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2829 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj