Felietony

Prowokacja? Wylewny Dynarski odpowiada Żarynowi


Opublikowany przed tygodniem na stronach Frondy* artykuł o „prawdziwych zamierzeniach ruchu LGBT” miał szansę stać się znaczącym (nie tylko w środowiskach konserwatywnych) materiałem prasowym. Gdyby nie fakt, że okazał się być owocem wyjątkowo marnej (bo bezrefleksyjnej) pracy.

Zapowiadało się jednak sensacyjnie. Dziennikarz Frondy Stanisław Żaryn przesłał do wybranych polskich aktywistów wiadomości, w których podawał się – w zależności od profilu organizacji oraz oczekiwanych informacji – za różne osoby. Efektem korespondencji mailowej stał się artykuł na Frondzie o tytule "Homoseksualiści: czekamy na odpowiedni moment" (*). Trans-Fuzji (i mnie osobiście) trafił się pełen empatii e-mail od hiszpańskiego geja, domagającego się wolności dla polskiego środowiska LGBT. Trzeba przyznać, że Anthony Zardari – rzekomy autor – przedstawiał typowe (niestety) podejście do tematu. Pisząc "LGBT" miał na myśli gejów, równość małżeńską i adopcję – wszystko istotne i ważne, ale nie do końca dla osób trans. Dla części owszem, czego nie omieszkałem wyjaśnić w odpowiedzi. I może dlatego właśnie w artykule końcowym przypadła mi łatka „wylewnego Wiktora”.


Nie jest to żadną tajemnicą, że nasze głosy często bywają przemilczane, szczególnie w świecie cis-LGB, gdzie traktowani bywamy jako kolejna kategoria, mimo że niektórzy z nas wpisują się również w trzy poprzedzające T literki. Tymczasem jednak – po kolejnej lekturze zarówno przesłanego do mnie przez pana Żaryna maila, jak i artykułu powstałego z jego działań – poczułem się zmuszony skupić na innym aspekcie tej sprawy, skorzystać z niedawno zdobytego tytułu magistra polonistyki (specjalizacja edytorsko-wydawnicza) i poważnie zastanowić nad dziennikarstwem Frondy.


Zastanawiająca wydaje się figura prowokacji przywoływana w artykule trzykrotnie. Być może mam zupełnie inne spojrzenie na tego typu działania, jednakże wydaje mi się, że celem prowokacji powinno być ujawnienie faktów lub zamierzeń, które w żaden inny sposób nie wyszłyby na światło dzienne. Nie wiem, w jakim stopniu udało się to w przypadku wypowiedzi innych cytowanych w artykule aktywistów, jednakże – jeśli o mnie chodzi – równie dobrze pan Żaryn mógłby do mnie napisać jako dziennikarz Frondy. Co ciekawe, nie musiałby tego robić, gdyby przed wysłaniem maili zrobił to, co powinien profesjonalista – tzw. dziennikarski research.

Research powinien dotyczyć nie tylko specjalistycznego słownictwa aktywistycznego (o znajomości języka angielskiego nie wspominając), lecz także osób, do których kieruje się „prowokacyjne” pytania. Podstawowy problem, jaki napotkałem podczas lektury artykułu to absolutna nieścisłość w przywoływaniu cytatów i brak refleksji nad otrzymanymi odpowiedziami. Po raz kolejny muszę ubolewać nad łatką „organizacji homoseksualnej”, która przylgnęła do Trans-Fuzji od momentu, kiedy staliśmy się tzw. „znaczącym wrogiem”. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że wspieramy działania w kierunku uchwalenia ustawy o związkach partnerskich. Mimo wszystko działamy przede wszystkim na rzecz osób transpłciowych (ja sam dość często używam określenia trans); są wśród nich również osoby homoseksualne, jednak nasze pole działania jest o wiele szersze. I byłoby to odzwierciedlone w artykule, gdyby autor poświęcił chociaż chwilę na przeczytanie naszego statutu, dostępnego – oczywiście – w internecie. Cieszę się, że mimo wszystko po raz pierwszy miałem okazję przeczytać o niezauważaniu osób trans w dyskursie LGB i to w tak poczytnym medium! Szkoda tylko, że moje nawoływania częściowo zniknęły pośród nieumiejętnego (wręcz amatorskiego) tłumaczenia.


W skierowanym do mnie przez „Anthony'ego Zardariego” mailu pojawiło się wiele histeryczno-politycznych nawoływań o wolności, zmianie prawa i tolerancji Polaków mieszkających w Hiszpanii. Muszę przyznać, że wiadomość była jedynym udanym elementem prowokacji – zarówno emocjonalna treść, jak i wyjątkowo zła angielszczyzna pasowała do setki innych maili, które zdarzyło mi się otrzymać w ciągu ostatnich kilku lat. Dlatego też moja odpowiedź była wręcz szablonowa. Tak naprawdę zamiast pytać osobiście, wystarczyłoby na portalu Fronda opublikować fragmenty mojego bloga (czwarta pozycja na google.com po wpisaniu mojego imienia i nazwiska) – tam jest dopiero drapieżnie i nieheteronormatywnie. Dobrze byłoby przeczytać też przedtem kilka wywiadów. Chociażby ten w „Zakazanych miłościach”, gdzie działo się nie dość, że politycznie, to jeszcze seksualnie i małżeńsko. Nie jest żadną tajemnicą, że prywatnie nie wspieram ustawy o związkach partnerskich, ponieważ – w ramach własnych potrzeb – uważam ją za niewystarczającą.


Wielokrotnie przywoływane przeze mnie słowo „trans” w kontekście „trans people” zamieniono – niezgodnie z prawdą – na „transseksualistów”, mimo że kilka akapitów wcześniej cytat z Przemka Szczepłockiego wyjaśnia, czym jest transpłciowość. Warto było poświęcić chwilę i poszukać w internecie transowych definicji – uniknęlibyśmy w ten sposób pojawiających się w tekście nieścisłości. „Zmiany idą za wolno” – owszem, tak napisałem i tak właśnie uważam, jednak komunikat, na którym najbardziej mi zależało, gdzieś się stracił. Dotyczył on różnorodności potrzeb środowiska LGBTQI i osób, które nie czują się jego częścią – (...) there is a huge diversity of needs, especially when it comes to legal issues. Which is great - diversity is always welcome (...). Różnorodność w rozumieniu politycznym, a zatem także „gender diversity”, przetłumaczono jako „sprawy gender” – mimo że pojęcie to oznacza walkę o równouprawnienie płciowe i od dawna jest obecne także w polskich programach równości zawodowej. W tym przypadku użyte przeze mnie sformułowanie „gender and sexual diversity” nabiera zupełnie innego charakteru.


Żaryn podkreślił również, że w Polsce istnieją związki homoseksualne, którą mogą posiadać swoje własne biologiczne dzieci, jednak nie zgadza się to z kolejnym zdaniem cytatu: „Tymczasem osoby trasseksualne musiały poddawać się sterylizacji, by ich płeć została uznana.” Najwyraźniej podczas lektury i pisania artykułu dziennikarzowi Frondy umknęło słowo „not” w części zdania „do not have to”. Tym samym w artykule pojawił się karygodny błąd podający nieprawdziwe informacje nt. procedury rozpoznania płci w Polsce. Na wszelki wypadek pozwolę sobie przytoczyć oryginalny fragment mojej wypowiedzi: There are numbers of gay and lesbian relationships in Poland who have the ability to have their own, biological children - because trans people do not have to undergo sterilizing procedures to have their gender recognized. LGB rights are also trans rights! And we - when marking ourselves as LGBT activists - should not forget that!


Wszystkich tych błędów i nieścisłości można było uniknąć – wystarczyło podejść do sprawy profesjonalnie. Z odpowiednim przygotowaniem. Zarówno mentalnym, jak i językowym. Uprzedzenia nie pomagają w pracy dziennikarskiej, wprost przeciwnie. Warto zatem na czas pracy odsunąć siebie jako osobę i zacząć naprawdę czytać to, co ludzie piszą, a nie widzieć to, co chciałoby się widzieć. Mimo wszystko nie zmienia to faktu, że ani autor artykułu, ani korektor nie zauważyli wspomnianych wyżej błędów, których dałoby się uniknąć, gdyby teksty przeszły autoryzację. Innymi słowy – postawienie na formę tradycyjnego wywiadu mogłoby okazać się o wiele wygodniejsze. Dla obydwu stron.


Artykuł opublikowany w serwisie homiki.pl


Materiał Frondy

Wiktor Dynarski

edzamieszczono: 2011.08.03

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2849 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj