Felietony

Rozważania na temat transseksualizmu


Dostaję piany, jak czytam, że transseksualistom zależy najbardziej na operacyjnej zmianie płci. Kto udowodnił, że „najbardziej”?! ... Irytująca jest też teza o tym, że bez operacyjnej zmiany płci nie możliwe jest dla TS ułożenie sobie satysfakcjonującego życia erotycznego, czy tym bardziej, życia emocjonalnego w ogóle.


Dostaję piany, jak czytam, że transseksualistom zależy najbardziej na operacyjnej zmianie płci. Kto udowodnił, że „najbardziej”?! Jakim cudem zmienia się płeć, zmieniając narządy płciowe? Czy penis albo wagina to płeć? To jest oczywisty artefakt, wynikający z tego, że za TS uważane są osoby, które żądają od lekarzy pomocy polegającej na zrobieniu wszystkiego, co w ich mocy, by mogli stać się osobami płci przeciwnej do biologicznej. Chodzi im o wszystko, co jest możliwe. W tym także o SRS. Także!! Każdy TS, jak sądzę, chciałby być osobą płci odczuwanej. Być w całości i niezaprzeczalnie. Ale to w 100% i tak jest nie możliwe. Ale stawiam tezę (pewnie wreszcie warto to zbadać), że gdyby TS-ce zaoferować wybór: będziesz wyglądać, jak osoba płci przeciwnej, ale nie będziesz miał/a operacji na narządach płciowych lub odwrotnie – prawie wszyscy wybiorą to pierwsze. Bo tu chodzi bardziej o ich uczucia i szanse normalnego życia, niż o sposób kopulacji.

Problemem dla TS jest:

1. Jego własny stosunek do jego ciała (całego ciała w całości, a nie tylko narządów płciowych), jego wizerunek i rola społeczna. Dla wizerunku, a co za tym idzie roli społecznej, znacznie ważniejsza jest jego twarz, proporcje ciała, czy w końcu nawet strój, niż organ płciowy, który można w wielu sytuacjach ukryć, a zanim dojdzie do współżycia seksualnego, nie wyobrażam sobie by o swojej sytuacji (niezależnie od tego czy się jest przed, czy po SRS) nie powiedzieć parterowi.

Teza o operacyjnej zmianie płci jest szkodliwa. Bo zaciemnia pojęcie płci, sprowadza płeć do kształtu narządu płciowego. Wspiera idiotyczną, sprzeczną z nauką tezę, wyrażaną w praktyce podczas decydowania o płci człowieka poprzez pobieżny ogląd jego wczesno-niemowlęcych zewnętrznych narządów płciowych. Zmusza osoby TS, do żądania przed lekarzami i ogłaszania przed sądem nieodwołalnego zamiaru przebycia SRS. Zmiana płci w stosunku do płci biologicznej już nastąpiła u TS w chwili ukształtowania się psychologicznej tożsamości płciowej, a ta, której najbardziej jeszcze potrzebuje, to przecież przede wszystkim zmiana genderu i układu hormonalnego. Bo to właśnie jest „dostosowaniem płci odczuwanej do znamion płci zewnętrznej”.

2. Seks. Irytująca jest też teza o tym, że bez operacyjnej zmiany płci niemożliwe jest dla TS ułożenie sobie satysfakcjonującego życia erotycznego czy tym bardziej życia emocjonalnego w ogóle. Czy seks to wyłącznie „kopulacja po bożemu”? Czy ludzie nie wiedzą, że nie technika seksualna, ale erotyczne pieszczoty w ogóle są istotą seksu?
Podobnie sprawa hetero- i homoseksualizmu. Do dziś niektóre sądy wątpią w to, czy dana osoba jest rzeczywiście TS, jeśli uda się jej wykazać, że miała heteroseksualne (ze względu na płeć biologiczną) kontakty seksualne i związki uczuciowe. Zmuszają do określonej orientacji seksualnej, podczas gdy wiadomo, że płeć i orientacja seksualna są ze sobą związane luźno lub wcale.

To są sprawy, o których powszechne uświadomienie warto walczyć, jeśli chce się pomóc osobom transpłciowym czy transgenderowym. Piszę transpłciowym-transgenderowym, bo to też jest kolejna teza:

3. Kim jest człowiek? Podchodząc do tego pytania filozoficznie, można powiedzieć, że pojedynczy człowiek jest systemem, w którym na bazie materii jego ciała istnieje i rozwija się szczególny niematerialny byt informacyjny (nie ma komputera tylko na bazie software’u, a bez hardware’u i odwrotnie). Szczególny, bo posiadający (odmiennie jak komputer) potrzeby (wyrażające się przez emocje, uczucia) i idące za nimi wartościowanie. Człowiek to także gatunek (posiada zdolność i potrzebę prokreacji) i co za tym idzie byt społeczny. Podstawowym mechanizmem ewaluacji kierują potrzeby człowieka. Najpierw głodny-syty, zmarznięty-ogrzany itp., a potem o znacznie większej komplikacji. Wartościując obserwowaną rzeczywistość (nadając emocjonalny znak zjawiskom) człowiek ustawia się w relacji do zjawisk. Bada: ja jestem tu, zjawisko tam, jest dla mnie dobre czy złe, zgodne ze mną czy sprzeczne, a może indyferentne? W ten sposób tworzy obraz, wrażenie, pojęcie: "ja" i "nie ja", "moje" i "nie moje". A zatem tworzy tożsamość psychologiczną. Jako element społeczeństwa, relatywizuje swą tożsamość do zjawisk społecznych i do samego siebie. Buduje swoją tożsamość rdzenną część osobowości. Buduje tożsamość, a w tym także tożsamość płciową. Jeśli tożsamość płciowa danej osoby, w danym okresie jej życia, jest względnie trwale odpowiednia dla płci przeciwnej niż jego własna chromosomalna, hormonalna, gonadalna, genitalna i metrykalna płeć mówimy o zjawisku nieakceptacji własnej płci. Jeśli prawdą jest, na co wskazuje wiele ostatnich obserwacji naukowych i badań, że istnieje twardy (biologiczny) czynnik determinujący skłonność do rozwoju psychologicznej tożsamości płciowej (ciało modzelowate w podwzgórzu), to do wymienionych cech określających płeć można śmiało dodać psychologiczną tożsamość płciową. Zatem lekarze, być może, nie do końca słusznie mówią o „zaburzeniu” tożsamości płciowej. A może to nie jest zaburzenie tożsamości płciowej, a raczej „zaburzenie cielesne” lub lepiej „zjawisko biologiczne”? A może, żadne tam zaburzenie, tylko biologiczny fakt, naturalny statystycznie w społeczeństwach, tak jak "blondynizm", leworęczność czy homoseksualizm? Faktem jest rozbieżność tożsamości płciowej z biologicznymi znamionami płci oraz ze społeczną tożsamością płciową (to jest tożsamością wynikającą z wizerunku społecznego). To bolesna rozbieżność. Rozbieżność jak się wydaje nieuleczalna.

Zatem człowiek jest swoją osobowością, tożsamością (w tym tożsamością płciową), a ciało z jednej strony jej nośnikiem - z drugiej (jako materialne i postrzegalne) źródłem wizerunku, a więc tożsamości społecznej.

Dysharmonia tożsamości płciowej odczuwanej jako własna i postrzeganej jako własna tożsamość społeczna musi boleć, bo próbuje podważyć własne ja, zaburza codzienne relacje społeczne, doprowadza do niechęci do samego siebie. Ból jest tak silny i nie do zniesienia, jak wtedy gdybyśmy musieli na co dzień godzić się z brakiem logiki wokół nas. Biologia nie godzi się na brak logiki, a tożsamość reaguje podobnie na brak spójności między własną odczuwaną płcią a płcią zdefiniowaną społecznie. Ja i świat to byty odrębne, ale działające w jednej płaszczyźnie - koherentne. Nie możemy zaakceptować ostrej sprzeczności między własną tożsamością płciową a własną płcią cielesną (wizerunkorodną) i co za tym idzie - społeczną, podobnie jak nie jesteśmy w stanie zaakceptować braku logiki. Szukamy dla niej wytłumaczenia (a więc właśnie logiki – racjonalizacja), albo staramy się o tym nie myśleć - wyparcie, albo staramy się usunąć lub zmienić jakiś element tej sprzeczności, albo pozostaje nam szaleństwo lub śmierć.

[Wyrażone w tekście poglądy są poglądami tylko i wyłącznie autorki tego tekstu. Co jest oczywiste - podlegają one dyskusji. Tekst odzwierciedla tylko jeden z punktów widzenia.]


Ania Grodzka

edzamieszczono: 2007.07.30

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2761 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj