kompendium wiedzy - TS M/K

Jak to się robi w Chicago - FFS u dr Zukowski'ego


Przybycie na miejsce, przygotowanie do operacji, (...), przebudzenie, efekty, przeżycia i pierwsze dni rekonwalescencji po zabiegu FFS (chirurgicznej feminizacji twarzy).

opis pacjentki


Na początek coś o mnie: 24 lata, 1 rok na hormonach, prawdopodobnie bardziej niż mniej wyglądająca na kobietę, lecz jednak będąca osobą posiadającą pewne charakterystyczne męskie cechy na twarzy (trochę zbyt wielki wał naodoczowy jak na kobietę, duża szczęka i broda, garbaty nos i "wiedźmowaty"profil)

Operacja została przeprowadzona przez dr. Zukowskiego 02.09.2008

01.09.2008


Przyleciałam do Chicago. Na szczęście limuzyna taksówkowa już na mnie czekała i szybko zostałam zabrana do pobliskiego marketu a potem do hotelu. Tego dnia było święto, więc dr Z nie było w biurze, w związku z tym przyszedł do mnie do hotelu późnym popołudniem na przed operacyjną konsultację. Pokazał mi przed lustrem co dokładnie będzie robił, zapytał się mnie czy mam jakieś pytania, zostawił stos papierków do podpisania i poszedł.

Aż ciężko w to uwierzyć, ale jakoś udało mi się przespać tę noc - noc poprzedzającą operację. Operacja miała oznaczać:
  • obniżenie linii włosów,
  • spiłowanie wałów nadoczowych i czoła,
  • podniesienie brwi (nie za dużo, w zasadzie bardziej ich regulacja i usymetrycznienie),
  • przeszczep tłuszczu w obszary ciemieniowe,
  • septoplasty (zabieg na kostnych częściach nosa),
  • rhinoplasty (zabieg na pozostałych tkankach nosa),
  • podniesienie wargi,
  • przeszczep tłuszczu do warg i nasolabial folds (to te fałdki między policzkami a okolicą ust),
  • piłowanie brody i szczęki, pozbycie się przedziałku na brodzie, zmniejszenie wysokości brody,
  • bonusowy neck lif (naciąganie szyi skóry), gdyż dr Z zdecydował, że po usunięciu takiej ilości kości skóra powinna zostać naciągnięta,
  • ponowne zmniejszenie jabłka Adama, po poprzedniej procedurze wykonanej przez innego chirurga (poprzednia procedura usunęła połowę i oszpeciła mnie zostawiając wielką bliznę na mojej szyi).

02.09.2008


O 9.30 miałam stawić się do biura dr Z. Wzięłam prysznic i umyłam wszystko łącznie z włosami przy pomocy antybakteryjnego mydła. Potem zostałam przewieziona do biura dr Z, wzięta na spytki przez anestezjolog, podłączona pod IV i pod kroplówkę z wodą, jako że miałam zakaz na jedzenie i picie czegokolwiek od północy.

Po chwili przyszedł dr Z, zrobił trochę zdjęć "przed", a następnie zabrał się za malowanie na mnie dziwnych znaków jak przed jakimś mrocznym, dawno zapomnianym już rytuałem :P. A potem byłam gotowa pójść na ołtarz ofiarny zwany pokojem(stołem) operacyjnym.

Potem poszło gładko, założyli mi butki kompresyjne, które włączyli przed uśpieniem mnie, więc mogłam poczuć trochę komfortu od nich zaraz przez samą operacją. A potem... ciemność... i nagły powrót do zmysłów. Zorientowałam się, że ciągle leżę na stole operacyjnym i mam rurkę w gardle. W około było zbyt wiele dźwięków by cokolwiek wywnioskować co się dzieje. Po chwili poczułam jak mi wyjmują tą rurkę (niezbyt przyjemne). Następnie jedynie co robiłam to starałam się oddychać, bo było wcale nie łatwym zadaniem. Miałam sucho w ustach, moje gardło było wysuszone i obolałe, nos wypchany, moja głowa była w dziwnej pozycji, więc się trochę zestresowałam. Usłyszałam coś w stylu "... ona zbyt szybko oddycha i ma zbyt wysoki puls, dajcie jej tlenu i coś na uspokojenie...". No i powiesili mi kolejną rurkę na ustach, która pompowała tlen, no i oczywiście dostałam jakiś środek na uspokojenie, więc gdzieś po 2 godzinach mój stan się ustabilizował.

Po kolejnych 3 godzinach na obserwacji, Lisa (moja prywatna pielęgniarka) wzięła mnie na fotel dla niepełnosprawnych i przewiozła do hotelu. Pamiętam, że pierwsze z 10h myślałam tylko o jednym: "wdech, wydech, .." to było moje jedyne zmartwienie i nie miałam zbyt wiele snu tej nocy, nawet pomimo ogromnej ilości leków które we mnie wpakowali.

03.09.2008


Jedzenie! Tak, jogurcik zmieszany z wodą, tak że mogłam go wypić. Lisa kontynuowała podawanie mi leków i utrzymywanie mnie przy życiu. Również pilnowała by moje oczy były nawilżone i kładła na nie okłady z lodu, by zapobiec puchnięciu (byłam jedną z niewielu szczęściar, które widziały na oczy kilka godzin po operacji, więc robiła wszystko co możliwe by to nie uległo zmianie :) ). W ciągu dnia czułam się już trochę lepiej niż w nocy i czekałam na dr Z, by zdjął bandaże i wyciągnął całe dziadostwo z mojego nosa. No i kolejna szczęśliwa rzecz: po uwolnieniu mojego nosa okazało się, że nie ma krwawienia, więc mój nos od tej pory był już wolny :).

Jak tylko bandaże zostały zdjęte to pozwolono mi zobaczyć się w lustrze. Moja pierwsza myśl: "O bogini, co się jej stało? pobito ją? a może została rozjechana przed ciężarówkę?... O k***a, to ja!". Ale zdecydowanie widziałam dziewczęcą twarz, co pomimo mojego stanu bardzo mnie uszczęśliwiło. No dobra, jak jest się na vicodinie i valium to jest się zawsze szczęśliwym, nie czuje się bólu i jest się w stanie totalnego kretynizmu! :D

Lisa kontynuowała podawanie mi leków, jedzenia (jogurty+woda/mleko), płukanie ust, itp. No i tej nocy w końcu trochę pospałam :)

04.09.2008


Drugi dzień po. Nic specjalnego. W zasadzie to już pierwszego dnia byłam w stanie sama iść do toalety, więc tu się nic nie zmieniło, ale ciągle sikanie było wyzwaniem. Cewnik podrażnił niektóre mięśnie i one po prostu nie chciały się mnie słuchać i wymagały czegoś w stylu przekalibrowania. Jednak mniej lub bardziej jakoś losowo to działało, więc tak, mogłam się wysikać.

Kolejną rzeczą jaką się zorientowałam, że jestem farciarą: nie straciłam władzy w żadnych mięśniach ani czucia podczas operacji - yay! (no, pomijając standardowe kilka cm obszar włosów które są przesuwane do przodu). Dalej jedzenie i płukanie ust było ciekawe, gdyż moje usta były po prostu *ogromne* , więc pryskałam wszystkim naokoło :D. Tego dnia miałam pierwsze wizyty (inne Z-girls (pacjentki dr Z)). Byłam nawet w całkiem rozmownym humorze, jednak rozmawianie mając na głowie wielkie opakowanie jest dość trudne, więc aż tak dużo nie gadałam.

05.09.2008


Trzeci dzień po. Tego dnia moje bandaże i całe opakowanie zostało zdjęte. Lisa umyła mi głowę i powyciągała włoski, które zostały przyszpilone do skory przez zszywki. A potem byłam gotowa by odwiedzać inne dziewczęta, lecz ciągle raczej słaba.

Dostałam wszystkie instrukcje jak dbać o siebie, brać leki, i dokonywać masażu oraz jak zakładać specjalną czapkę (nazwaną przez moją przyjaciółkę "tribal warhat" (plemienny hełm bojowy)). No i tyle. Ah... dren, każdy go ma i ma on za zadanie odprowadzać te wszystkie złe płyny z twojego ciała, dzięki czemu mniej puchniesz. Zazwyczaj dren wyciąga się między 1 a 3 dniem po , ale dr Z zdecydował, że wyjmie go dnia następnego jako że ciągle działa (czyżby kolejny fart?).

06.09.2008


Czwarty dzień po. Tak, definitywnie pierwsze 3 dni były najgorsze, ale 4 dnia zaczęło się piekło. Kiedy się obudziłam nie miałam pojęcia od czego zacząć. Wszystkie wskaźniki podtrzymywania życia mrugały na czerwono. Bądź mądra i zacznij się naprawiać w odpowiedniej kolejności, kiedy to każda rzecz wymaga innej by została zrobiona wcześniej. Np. by wziąć leki, musisz coś zjeść. Przygotowanie jedzenia i jedzenie zajmuje sporo czasu, co może być trudne bez działającego nosa... itd. :P

Tak więc utrzymywanie się przy życiu stało się pełno etatową robotą. W końcu jednak udało mi się opanować wszystko i pójść na hotelowe śniadanie. Zjadłam trochę owoców i ciastko - yay! - pierwszy "solidny" posiłek. Reszta dnia typowa. Opuchlina zaczęła rosnąć, ciągła na lekach przeciwbólowych, ciągle na sztucznych nawilżaczach do oczu itp.

Po południu przyszedł dr Z by wyciągnąć dren. Obudził mnie z drzemki, więc w zasadnie nie bardzo wiedziałam co się za chwilę stanie. Poczułam piekący ból i dren był już na zewnątrz. Ta długaśna rurka od ucha do ucha była nareszcie wyjęta!

07.09.2008


Piąty dzień po. Początek podobny jak do poprzedniego, z tą różnicą, że już wiedziałam co i w jakim porządku robić więc nie spanikowałam. Zeszłam na dół na śniadanie, coś zjadłam, ale nie dałam rady już zjeść ciastka, więc zabrałam je do swojego pokoju w celu późniejszej konsumpcji. to dopiero było zabawne - pomyślałam sobie, że powinni wymyślić nową dyscyplinę olimpijską: jedzenie ciastek na czas mając na głowie czapkę "tribal warhat". To dopiero było wyzwanie.

Kolejne dni jakoś mijały. Ciągle byłam na tych cofających w rozwoju pigułach więc moje poczucie czasu trochę szwankowało.

Pamiętam dużo gadania z innymi dziewczynami. W międzyczasie otrzymałam bonusową sesję masażu której zadaniem było zmniejszyć obrzęk i przyśpieszyć leczenie się ran - i co ciekawe chyba nawet trochę pomogło :)

10.09.2008


Dzień przed moim wylotem. Dr Z przyszedł by wyciągnąć szwy z pod mojego nosa. Wspomniał, że jak zobaczę jakieś, to powinnam takiego po prostu pociągnąć. Jak wyjdzie to dobrze, jak nie, to pociągnąć ile się da i przyciąć. Oczywiście zapomniał mi wspomnieć o jednym głębokim, którego sam nawet nie był w stanie wyjąć. Oczywiście pod koniec dnia mój sokoli wzrok go wypatrzył i zdecydowałam się przeprowadzić zabieg. Skończyło się to wyjęciem połowy szwu i krwotokiem. Jednak szybka reakcja wyszkolonej grupy szybkiego reagowania (czyli mnie) zatrzymała krwawienie i jakoś doprowadziła to do stanu podobnego do poprzedniego - wielkiego kanionu, który i tak tam był już zanim wzięłam się za "operację", jako że ten szew blokował skórę przed sklejeniem.

11.09.2008


Spakowałam się i zrobiłam wyprzedaż garażową - no w zasadzie to lodówkową, no i nie do końca wyprzedaż ale raczej rozdawanie.

Przycisnęłam inne dziewczyny by zabrały wszystkie moje pozostałości, bo po co się mają zmarnować. No i potem udałam się na lotnisko.

kilka końcowych notatek i myśli


  • dr Z odwiedzał mnie codziennie, sprawdzał mnie no i oddzwaniał na każde zawołanie, cierpliwie odpowiadając na przeróżne głupie pytania :P
  • Lisa jest świetną pielęgniarką i zdecydowanie ją polecam. Byłam sama, więc miałam ją na 72h+mycie głowy. Nawet jeśli jedziesz z kimś to pierwsze mycie głowy przez Lisę jest zdecydowanie dobrym pomysłem. W zasadzie wynajęcie jej na choćby 14h jest także dobrym rozwiązaniem, ten okres jest bardzo ważny, i twój przyjaciel może nie wykonać wszystkiego tak precyzyjnie i w odpowiedniej kolejności, a także może podpatrzeć Lisę i się nauczyć jak poprawnie o Ciebie dbać.
  • Jedzenie: Przez pierwsze dni będziesz prawdopodobnie na płynnej diecie. Ja jadłam yogurty, mleko i kefiry. W sumie około 400kcal/.dzień, więc schudłam 2kg :P
  • Ubrania: dużo nie potrzebujesz. Jeśli nie masz rozpinanej piżamy, to zwykła podkoszulka na grubych ramiączkach da radę (można ją założyć od dołu).
  • Zamów usługę dla niepełnosprawnych (wózek) na lotnisku podczas podróży powrotnej. Jeśli tego nie zrobisz to będziesz bardzo zmęczona. To coś przyspiesza także wszystkie kontrole bezpieczeństwa. Mimo skorzystania z tego i tak wieczorem byłam zmordowana.
  • Ogólne wrażenie na temat opieki pooperacyjnej mam bardzo pozytywne. Naprawdę dbają o Ciebie, o to jak się czujesz, jak wracasz do zdrowia i jaki będzie wynik operacji.
  • Operacja i rehabilitacja nie jest bolesna. Jest za to strasznie, powtarzam straszni niewygodna i zajęło mi około 2 tygodni by wrócić do czegoś w rodzaju normalnego życia.
  • Póki co (17 dni po jestem wyjątkowo zadowolona z rezultatów) i całokształt oceniam: dobrze.

koszt


  • operacja: $22.000
  • pielęgniarka: $2.000
  • hotel: $1.000
  • dodatkowe wydatki (przelot, taxi, jedzenie) powiedzmy: $1.000

Razem: $26.000

zdjęcia


Osobom zainteresowanym chętnie udostępnię fotki z rehabilitacji jak i fotki przed i po, po kontakcie mejlowym - faery@go2.pl. Oczywiście proszę o nie przesyłanie tych fotek dalej.

Faery

edzamieszczono: 2008.10.05

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2925 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj