Media o Fundacji

To nie moje ciało


Większość z nas nie do końca akceptuje swoje ciało. Nie podoba się głównie nos, biust jest za mały, usta za wąskie, za grube uda. Są jednak na świecie ludzie, którzy nie tolerują swojej fizyczności jako całości. To osoby transseksualne. Ludzie, którzy przez jakąś złośliwość losu dostali duszę, psychikę i świadomość jednej płci, a ciało drugiej.

Komuś, kto tego nie przeżył, z pewnością trudno zrozumieć, jak wielka jest to tragedia. Dlatego lepiej powiedzieć "dziwni, zboczeni, niebezpieczni" - tak jest łatwiej. Co ciekawe, w naszej ocenie na współczucie zasługują ludzie, którzy urodzili się ze zrośniętymi nóżkami, zajęczą wargą czy jakąkolwiek inną dolegliwością. Osobom transseksualnym się nie współczuje. Dlaczego? Nie ma racjonalnych powodów. Nikomu nie szkodzą, nie zabierają miejsc pracy, nie zarażają swoim problemem, nie są w żaden sposób niebezpieczni. Ale są inni. A to wielka zbrodnia. 

 

Kim jestem?

Ania pojawiła się na świecie, gdy Krzysztof miał kilka lat. - Niemowlaki nie mają poczucia swojej płci, rodzi się ona u kilkulatków - mówi Ania Grodzka, transseksualistka, szefowa fundacji Trans-Fuzja. - Nie od razu wiedziałam, o co chodzi. Po prostu źle się czułam w towarzystwie chłopców i wiedziałam, że do nich nie pasuję. Lepiej rozumiałam się z dziewczynkami - mówi pani Ania o swoim dzieciństwie, które przeżyła jako Krzysztof. Jej wielka transseksualna samotność zaczęła się w szkole podstawowej. Wtedy chłopcy i dziewczynki dzielą się na grupy, a żeby być akceptowanym, trzeba do którejś należeć. Ania nie czuła się chłopcem i nie umiała się wśród nich odnaleźć. Z kolei dziewczynki jej nie chciały. Dla nich była chłopcem. - Ten czas był dla mnie okresem wielkiej samotności. Wiedziałam, że jestem inna, ale nie rozumiałam, co się dzieje. Dziś ludziom jest trochę łatwiej. Więcej się mówi o transseksualizmie, jest internet, dzięki któremu można poznać innych ludzi, którzy przechodzą przez to samo. Moje dzieciństwo to siermiężny socjalizm. Nie miałam pojęcia, że są inne osoby, które czują tak samo jak ja. Myślałam, że nikt mnie nie zrozumie - opowiada Anna Grodzka, transseksualistka, szefowa fundacji Trans-Fuzja.

 

Ładna to sukienka

Pierwszy okres samotności, to czas gdy dziewczynki i chłopcy stają po dwóch stronach barykady. Nie ma miejsca pośrodku. Nie ma trzeciej opcji. Albo grupa z kółeczkiem, albo ta z trójkącikiem. Kto się nie mieści - odpada. Kto sądzi, że potem jest łatwiej, bo przecież dzieci rosną i stają się mniej bezwzględne - jest w błędzie. Co przychodzi po dzieciństwie? Dojrzewanie. Trudny okres dla każdego nastolatka, a co dopiero dla kogoś, kto ma problemy z określeniem swojej przynależności płciowej. - Osoby transseksualne później niż ich rówieśnicy odkrywają swoją orientację. Sami czują, że im nie wolno. Kochać się w chłopaku, skoro ma się penisa - on i wszyscy wokół będą uważać "mnie" za homoseksualistę, a przecież nie jestem chłopcem! A on, jeśli nie jest gejem, nie zechce "mnie", bo nie będzie mnie uważał za dziewczynę. A jeśli byłby gejem, to będzie chciał widzieć we mnie chłopaka, a ja tego nie chcę...

- To bardzo trudna sytuacja - mówi prezeska Trans-Fuzji. - Miałam jakieś 12 lat, gdy zaczęłam myśleć o sobie Ania. Byłam już pewna, że w środku jestem dziewczyną. Chciałam też wyglądać jak dziewczyna. Chociaż sprawdzić, jakby to było. Zaczęłam więc sięgać po sukienki mamy, malować się. Oczywiście wszystko w ukryciu - żeby nikt nie zobaczył, nie potępił.

 

Małżeństwo

Większość osób trans-płciowych miota się między ciałem, a własną psychiką. Prowadzi podwójne życie - jedno, by zadowolić społeczeństwo, drugie - w ukryciu - dla siebie. Po jakimś czasie często okazuje się, że dłużej tak się nie da. Muszą coś wybrać. Pani Ania nie miała żadnej alternatywy. Kiedy była młoda, nie było nawet mowy o transseksualizmie i możliwości korekty płci zarówno prawnej, jak i fizycznej - musiała żyć jako mężczyzna. Zakochała się w kobiecie i ożeniła. - Pokochałam kobietę, fizycznie byłam mężczyzną, wydawało mi się, że dam radę - mówi. - Bardzo kochałam żonę, pojawił się syn, z całej siły zaangażowałam się w życie mężczyzny. Jednak mimo miłości i dziecka, nie dałam rady. Czułam się kobietą, nienawidziłam swojego męskiego ciała - mówi Ania Grodzka. Problem wyszedł na światło dzienne, został potwierdzony medycznie, przestał być tajemnicą. - Szukałam kompromisu, chciałam prowadzić podwójne życie. Jedno to rodzinne i zawodowe, w którym byłam mężczyzną, ale pragnęłam też własnej szafy, miałam już trans przyjaciół, z którymi chciałam spędzać czas. Nie udało się. Dla mojej żony ta sytuacja była nie do zniesienia. Rozumiem to. Po dwudziestu ośmiu latach rozstaliśmy się. Była to największa tragedia mojego życia. Zresztą myślę, że dla obu stron - wspomina Ania.

 

Rodzicielstwo

Gdy małżeństwo Ani się rozpadło, syn był już dorosły. Wiedział, co się dzieje. - Myślę, że na początku było to dla niego nie do końca zrozumiałe, ale to akceptuje. Mam w synu wielkie wsparcie. On jest już przedstawicielem pokolenia, które nie ma z tym tak dużych problemów. Wie, co to znaczy transseksualizm. Rozumie - mówi Ania Grodzka. Kim jest dziś dla swojego syna? - Tatą, który teraz jest kobietą. Rodzicem. Mówi do mnie "dede", albo "Aniu", nie stara się szukać innej nazwy - odpowiada prezeska Trans-Fuzji. W relacjach z tolerancyjnym dzieckiem nomenklatura nie ma znaczenia. W prawie jest inaczej. - Niektóre przepisy mówią o rodzicach - te mnie dotyczą, w innych pojawia się określenie matka lub ojciec. A ja nie jestem żadnym z nich. Nie jestem już ojcem, bo prawnie jestem kobietą, matką też nie. Jestem więc jakby poza prawem - mówi pani Ania.

 

Praca

Wielu osobom wydaje się, że najtrudniejszy jest czas przed ujawnieniem i sama transformacja. Jednak potem też wcale nie jest łatwo. Poza kwestią akceptacji społecznej, przebrnięciem przez procedury prawne, medyczne zabiegi, jest też sfera życia, o której często się nie pamięta, a okazuje się, że jest bardzo ważna - praca. Anna Grodzka nigdzie nie pracowała. Pracował Krzysztof. On też kończył szkoły, zdobywał dyplomy. Wszystkie świadectwa pracy, wszystkie papiery są na Krzysztofa - tłumaczy Anna. - Tylko uczelnie mają obowiązek zmienić dane w dokumentach, wystawić nowy dyplom, ale inne szkoły czy zakłady pracy nie mają takiego obowiązku. Nie ma uregulowań prawnych, które mówiłyby o tym, że po prawnej zmianie płci pracodawcy są w obowiązku wystawić mi dokumenty z nowym nazwiskiem, gdy się po nie zgłoszę. Młodzi ludzie, którzy dorosłe życie zaczynają już z nową tożsamością, mają znacznie łatwiej. Wchodzą na rynek pracy jako osoba, którą się czują, nie muszą przekreślać wielu lat doświadczenia. Pani Ania była już bardzo dorosła, gdy się na to zdecydowała. Musi wybierać - albo ujawnić swoją przeszłość nowemu pracodawcy, albo... zacząć wszystko od nowa.

 

Przed sądem

Aby z niego stać się nią lub odwrotnie, trzeba wykazać się wielką cierpliwością. Badania lekarskie, orzeczenia, sprawy sądowe. A wszystko trochę groteskowe. - Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy przed sądem staje 43-latek, człowiek zdecydowanie dojrzały. Jednak na rozprawie dotyczącej zmiany prawnej płci, muszą się pojawić - jako strona - jego rodzice. Wprawdzie nie mają oni zasadniczego wpływu na wyrok, ale mogą "dziecku" bardzo utrudnić proces. Rodzice tej osoby, zgodnie twierdzili, że ich dziecku "odpaliło". Sąd musiał wzywać kolejnych biegłych, następni lekarze musieli wydać opinię, że ten człowiek psychicznie ma inną płeć i należy dokonać zmiany prawnej - mówi Ania Grodzka. - To absurd. Gdy ja się na to decydowałam, moi rodzice już nie żyli. Sąd musiał więc powołać dwóch kuratorów, po jednym za mamę i tatę. To szaleństwo! - ocenia szefowa Trans-Fuzji.

 

Zmiana czy korekta?

Prawna zmiana płci to jedno. Inna kwestia to zmiana fizyczna. Osoby transseksualne zaznaczają jednak, że termin "zmiana" jest tu nie na miejscu. - My nie zmieniamy operacyjnie płci, korygujemy ją - naprawiamy, by odpowiadała temu, kim w rzeczywistości jesteśmy - tłumaczy Anna Grodzka i dodaje, że na zabiegi chirurgiczne genitaliów decyduje się tylko niewielki odsetek osób transseksualnych, korygujących płeć z kobiecej na męską i nie wszystkie, które korygują płeć prawnie cielesną na kobiecą. - Wszyscy decydujemy się na kurację hormonalną. Wiele osób także na zabiegi twarzy. Dla każdego co innego będzie najważniejsze. Zazwyczaj w pierwszej kolejności chcemy skorygować to, co widać. Osiągnąć najbardziej wiarygodny efekt, choć nie zawsze jest to możliwe - tłumaczy Anna Grodzka. - Trudniej osiągnąć zadowalający rezultat w przypadku korekt M-K, czyli z mężczyzny w kobietę, bo nie da się nic zrobić z nadmiernym wzrostem, zbyt silną budową fizyczną, głos też pozostaje najczęściej zbyt niski. Przemiana wizerunkowa z kobiety w mężczyznę jest łatwiejsza. W końcu drobny facet o delikatniejszych rysach twarzy nikogo nie dziwi. Kwestię zarostu załatwiają hormony. Zdaniem pani Ani, wielu transów stawia na społeczny wizerunek, dlatego najpierw korygują twarz, kwestię owłosienia czy gładkość skóry. Na zabiegi narządów rozrodczych nie każdy musi się zdecydować, szczególnie transseksualiści K-M, bo zabiegi są bardzo drogie, a efekty często są niezadowalające.

 

Gdzie oni są?

O Annie Grodzkiej niedawno powstał film. Prezeska Trans-Fuzji nie odmawia też wywiadów, choć coraz większa popularność wcale jej nie cieszy. Dlaczego więc to robi?

- Życie po ujawnieniu nie jest łatwe. Nawet jeśli przebrniemy już przez wszystkie procedury, zazwyczaj musimy zaczynać życie od początku. Większość transów pakuje wtedy walizkę i wyjeżdża w nowe miejsce, gdzie nikt ich nie zna. Tak jest łatwiej. Bo proszę sobie wyobrazić taką sytuację: poznaję mężczyznę, pobieramy się, wszyscy wiedzą kim ja jestem. W takiej sytuacji on musi uporać się nie tylko z zaakceptowaniem mnie, ale i tym jak postrzegają mnie inni. Jest ciągle narażony na głupie komentarze znajomych, że sypia z facetem, zboczeńcem...

Na dłuższą metę to bardzo trudne - mówi Ania Grodzka. - Dlatego transseksualiści, gdy zakończą już proces korekty płci - znikają. A skoro znikają, nie mówi się o nich. Problem nie jest poruszany, a tylko pokazując się publicznie mamy szansę sprawić, by społeczeństwo zaczęło nas akceptować, przestało się nas bać, odrzucać. To właśnie misja Trans-Fuzji.

 

Postulaty

Fundacja dla osób trans-płciowych od lat walczy o społeczną zmianę ich wizerunku. Idą drogą, którą przed nimi wędrowali geje i lesbijki. Trans-Fuzja chce, by każdy trans wiedział gdzie szukać pomocy, rozumiał co się z nim dzieje, mógł poznać przyjaciół i nie musiał przechodzić przez straszną samotność, którą odczuła na własnej skórze pani Ania. Fundacja ma jasno określone cele i stara się je realizować.

- Organizujemy grupy wsparcia, konieczne jest też utworzenie grup terapeutycznych, ale nie mamy jeszcze na to funduszy - mówi prezeska. - Chcemy też zrobić poważne badania, by dowiedzieć się jak wielu osób dotyczy ten problem. Ja osobiście zetknęłam się z informacjami, że jest to od 1 na 30 tys. do 1 na 70 tys. osób. Ale wiarygodnych informacji na ten temat nie ma.

Trans-Fuzja chce też wprowadzenia legitymacji z podwójnymi zdjęciami dla osób, które jeszcze nie mają prawnie zmienionej płci.

- To drobiazg, ale bardzo ważny. Gdy ubrana jak kobieta, w makijażu, próbuję załatwić sprawę w banku i podaję dowód, w którym jest napisane, że jestem facetem, a na zdjęciu jest zupełnie inny człowiek, rodzą się pytania. To samo, gdy zatrzyma mnie policja. Taka legitymacja, zastępuje wielokrotną konieczność spowiadania się z całego życia - mówi.

Kolejną ważną dla osób transseksualnych kwestią, jest prawna zmiana płci.

- Uważamy, że nie ma sensu obciążać tym sądów, można by tą sprawę załatwiać na poziomie administracyjnym, oczywiście z zachowaniem orzeczenia lekarskiego - dodaje Grodzka.

 

Transseksualista czyli kto?

Środowiska transowe liczą na to, że podobnie jak w przypadku gejów czy lesbijek tolerancja społeczna odmienności będzie rosła. Zanim jednak nauczymy się akceptować, musimy wiedzieć co. Bo to właśnie niewiedza sprawia, że boimy się "tych innych". O ile rozumiemy kim jest gej czy lesbijka - pojęcie transseksualizmu dla wielu jest niejasne. Mylimy je z transwestytyzmem, dorzucając do tego wszystkiego elementy fetyszyzmu. - Posługując się językiem medycznym można powiedzieć, że osoba transseksualna to ktoś, kto przeżywa dysforię płciową, czyli odczuwa silny dyskomfort z tym związany. Czyli to ktoś czyje ciało jest źle dopasowane to psychiki i odczuwania własnej płci, ktoś kto czuje potrzebę skorygowania swojej fizyczności i sytuacji prawnej, tak by odpowiadała temu, kim rzeczywiście się czuje - tłumaczy Anna Grodzka.

- Innej drogi pomocy osobom transseksualnym nauka nie zna. Osobami trans-płciowymi są także transwestyci (zwanych transwestytami podwójnej roli), czyli ludzie, którzy ubierając się w stroje płci przeciwnej, odczuwają psychiczną przyjemność z chwilowego bycia kimś innym niż są. Transwestyci zadowalają się chwilowym przybieraniem cech płci przeciwnej bez potrzeby zmiany - wyjaśnia.

- Oba te zjawiska to trans-płciowość. Ludzie jednak powszechnie mylą transseksualizm i transwestytyzm podwójnej roli z szczególnym rodzajem fetyszyzmu, zwanego fetyszyzmem transwestytycznym, który dotyczy osób, które w strojach przeciwnej płci doznają satysfakcji seksualnej. To zjawisko dotyczy sfery seksu, a transwestytyzm podwójnej roli transseksualizmu sfery płci - wyjaśnia pani Ania.

Może więc pierwszy krok na drodze do akceptacji, powinien polegać na zrozumieniu kim jest osoba transseksualna i choć krótkiej refleksji - czy w jakiś sposób może zrobić nam krzywdę? Jeśli nie, to czego się boimy? I dlaczego zamiast współczuć tak trudnej sytuacji, piętnujemy ją i odrzucamy?



Agata Dutkowska







http://kobiecyporadnik.pl/kat,1026343,title,To-nie-moje-cialo,wid,13114218,reportaz.html

edzamieszczono: 2011.02.13

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3967 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj