Newsy

Andy zrobił ze mnie sztukę


Holly Woodlawn - urodziła się w 1946 r. w Puerto Rico jako Haroldo Santiago Ajzenberg. W wieku 15 lat uciekła do Nowego Jorku, by rozpocząć karierę aktorki. Przyjęła pseudonim 'Holly Woodlawn', zerwała z płcią, z którą się urodziła, i została gwiazdą Factory Andy'ego Warhola. Na początku października będzie gościem I Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego OFF CAMERA w Krakowie.

Źródło: Wysokie Obcasy

'Holly przyjechała z Miami na Florydzie, jechała stopem przez całe Stany, po drodze wydepilowała brwi, ogoliła nogi i tak z niego stała się nią' - śpiewał Lou Reed w nieśmiertelnym 'Walk on the Wild Side'.

Tak było - nic dodać, nic ująć. Tyle że do Nowego Jorku przyjechałam już jako skończona kobieta. Depilację wykonałam po drodze, chyba w Georgii, bo bardzo mi się do tego niewieściego wyglądu spieszyło. Gdybym mogła, ogoliłabym się jeszcze w Miami, ale wolałam nie ryzykować.

Bałaś się ludzkich języków?

Języków?! Takie 'zrobione' brwi mogły być przepustką na tamten świat! Stany Zjednoczone, szczególnie te południowe, były wówczas dziką krainą, w której tolerancja istniała wyłącznie na kartach konstytucji, a samosądy były na porządku dziennym.

Chłopców chcących być dziewczynkami się zabijało. Pół drogi do Nowego Jorku wypatrywałam mordercy. Miałam wizję południowca w kowbojskim kapeluszu, który celuje we mnie z broni. I trafia. Wyruszając do Nowego Jorku, nie byłam pewna, czy w ogóle tam dotrę. Do dziś myślę, że miałyśmy wtedy z moją towarzyszką podróży Georgette sporo szczęścia.

Kiedy zatrzymywałyśmy pierwszego tira, takie 15-letnie, wystraszone, nieidentyfikowalne płciowo - bo naprawdę trudno było się domyślić, czy jesteśmy chłopcami, czy dziewczętami - miałam duszę na ramieniu.

A tu nie dość, że nikt nas nie zastrzelił, to jeszcze wszyscy byli bardzo mili.

Nikt nie pytał, czy wasi rodzice wiedzą o tej wyprawie przez pół kontynentu?

Dzisiaj policyjny radiowóz zwinąłby nas na pierwszej stacji benzynowej, ale wtedy nikogo nie dziwiło, że dwie nastolatki jadą do Nowego Jorku rozpocząć nowe życie. Kierowcy dzielili się z nami jedzeniem i nawet nie chcieli wiedzieć, jak mamy na imię. Dzisiaj myślę, że gdyby nie Georgette, strach przed kowbojem chyba by mnie zabił. A tak byłyśmy we dwie - podobne jak dwie krople wody - obie przez pomyłkę urodzone w ciele chłopca i równie silnie nienawidzące skostniałego Miami.

Mówimy o tym samym Miami, które dziś słynie z dzielnicy South Beach, pełnej klubów dla gejów?

Floryda w latach 60. była purytańskim skansenem bez miejsca na jakąkolwiek odmienność - czy to seksualną, czy twórczą. A ja, poza tym, że chciałam nareszcie być kobietą, zamierzałam zostać aktorką.

Dlaczego więc nie pojechałaś do Los Angeles?

Wszyscy mnie o to całe życie pytają. Odpowiedź jest prosta - do Nowego Jorku miałam bliżej. Kalkulowałyśmy z Georgette, że do LA nie starczy nam pieniędzy, a musiałyśmy przecież jeszcze mieć za co utrzymać się przez pierwszych kilka dni, zanim ktoś nas nie odkryje. Bo tego byłyśmy pewne - w Nowym Jorku, mieście wolności, pełnym artystów takich jak my, nie dadzą nam zginąć. Życie pokazało, że intuicja mnie nie zawiodła. Jedynym zaskoczeniem były temperatury. Nikt mi nie powiedział, że zimą trudno tam wytrzymać. Niestety, Wielkie Jabłko przerosło Georgette, która szybko wróciła do mamusi, i zostałam zupełnie sama.

Jak szybko Nowy Jork odkrył Holly?

Już w pierwszych tygodniach poznałam ludzi, którzy mieli mi potem towarzyszyć przez całe nowojorskie życie. Takich jak ja - artystów, ludzi wyprzedzających nie tylko swój czas, nie zawsze w zgodzie z ograniczeniami własnego ciała - ciągnęło Greenwich Village. Co to było za miejsce! Dzisiaj już tam nie jeżdżę, bo to, co z Greenwich i w ogóle całego Nowego Jorku zrobiły pieniądze, zwyczajnie mnie boli. Kiedyś na Greenwich Village było biednie, brudno, ale wśród swoich. Zawsze było u kogo przenocować, ktoś cię ugościł. A mnie goszczono szczególnie chętnie, bo się podobałam i wszyscy wieszczyli mi karierę.

Andy Warhol tylko to potwierdził?

Był rok 1967, może '68, kiedy z grupą przyjaciół trafiłam na imprezę do klubu Mex's Kansas City, gdzie bawili się ludzie od Andy'ego. Już wtedy byli popularni i nieprzystępni. Trudno było dołączyć do tego grona i wszyscy ryzykowaliśmy, że nas wyproszą. Mną się zachwycili. Ale nim Andy mnie zauważył, minęło trochę czasu. Pamiętam jak dziś imprezę w Factory, kiedy podszedł do mnie i powiedział: 'Holly, jesteś olśniewająca. Musisz zostać gwiazdą!'. Odpowiedziałam, że przecież wiem, i dodałam: 'Na co czekasz? Zrób ze mnie gwiazdę'.

I tak Holly zagrała u Andy'ego?

To by było za proste. Andy był bardzo wycofany, wręcz nieśmiały i musiał przetrawić tę decyzję. Podczas sztuki "Heaven Grand in Amber Orbit" w teatrze Playhouse of the Ridiculous, na widowni dojrzałam Andy'ego. Był z Paulem Morrisseyem, swoim asystentem, jak się później dowiedziałam - reżyserem warholowskich filmów, które Andy tylko produkował. Podeszli do mnie i zaproponowali rolę w 'Trash'

I wtedy zamieszkałaś w Factory.

Muszę to raz na zawsze sprostować. Mit głosi, że my nie wychodziliśmy z Factory, a tymczasem każdy z nas miał własne mieszkanie, do którego chodził spać. Jasne, że w Factory pracowało się czasem po kilka dni, intensywnie imprezowało, ale nie sposób było mieszkać w biurze - zaaranżowanym na studio, ale jednak biurze.

Mówi się, że wszystko, co robiliście w Factory, było sztuką.

Na tym polegał jego fenomen. My naprawdę byliśmy żywą sztuką - w myśl idei Andy'ego, który wizjonersko wydobył artyzm nie tylko z przedmiotów, ale czynności życia codziennego. On był kołem zamachowym naszych działań twórczych, ale też trafił na podatny grunt. Skupiał wokół siebie ludzi, którzy oddychali sztuką, dla których jej formą było samo istnienie. Ja od najmłodszych lat wiedziałam, że jestem inna, że urodziłam się, by tworzyć. Dlatego kiedy Paul Morrissey postawił mnie przed kamerą i kazał grać, błyskawicznie się w tym odnalazłam.

A więc to prawda, że aktorów nikt nie reżyserował?

Paul przedstawiał nam zamysł. Mówił: ta scena jest o tym i o tym, a wy zagrajcie to, jak chcecie. No i graliśmy - samych siebie.

Efekt był taki, że po filmie 'Trash' George Cukor chciał cię zgłosić do Oscara.

To było niesamowite, ale mnie nie zdziwiło. Uwierz mi, do niczego człowiek nie przyzwyczaja się tak szybko, jak do pochwał i sławy. Te wszystkie wywiady, zdjęcia w magazynach, fani. Dzisiaj staram się być anonimowa i cenię sobie zwyczajne życie, ale wtedy byłam w swoim żywiole. Moja kobiecość kwitła - wszyscy chcieli ze mną balować, najsłynniejsi projektanci przesyłali mi swoje kreacje. Chodziłam w Givenchy, Balenciaga, Chanel. Futrzarz Jacques Kaplin podarował mi bardzo ciepłe futro z goryla.

A Lou Reed napisał 'Walk on the Wild Side' o tym, jak Holly depilowała brwi w drodze z Miami...

Ta piosenka uczyni mnie nieśmiertelną. Aż trudno uwierzyć, że Lou napisał ją, zanim się poznaliśmy, tylko na podstawie wywiadów ze mną. Do spotkania doszło już później. Bardzo się lubimy, utrzymujemy kontakt do dzisiaj.

Mężczyźni zasypywali cię komplementami.

Rzeczywiście, miałam sporo wielbicieli, którzy deklarowali, że gotowi są dla mnie umrzeć. I wiesz co? Jakoś żaden nie umarł. Obsypywali mnie kwiatami, drobnymi prezentami, ale nie byli skłonni do poświęceń. Może dlatego, że nie mogli liczyć na nic więcej niż uśmiech. Nigdy nie byłam rozwiązła. W swoim 62-letnim życiu miałam może... poczekaj... pięciu chłopaków. Z ostatnim, dokumentalistą Jayem Keiserem, jesteśmy razem od trzech lat. Zawsze byłam porządna i wierna.

Z pierwszych chłopakiem George'em byliście razem siedem lat. Był w tobie tak zakochany, że gotów był sfinansować kosztowną operację zmiany płci.

Na początku bardzo się na ten zabieg cieszyłam. Przyjmowałam kobiece hormony i marzyłam, jak to będzie. I nagle, kilka dni przed operacją, zwyczajnie się rozmyśliłam. Doszłam do wniosku, że akceptuję siebie taką, jaką jestem i nie muszę niczego sobie odejmować, by czuć się kobietą. Otoczenie też nie miało co do tego wątpliwości. Więc po co skazywać się na ogrom bólu i zmieniać na siłę naturę.

Dla niektórych to wystarczający powód, by nazywać cię drag queen.

Boże! Te szufladki, klasyfikacje! Za drag queens uważa się mężczyzn, którzy przebierają się za kobiety, wkładają peruki, robią wyrazisty make-up i w strojnych sukienkach występują na scenie. To oczywiście definicja uboga i zawężona, bo drag queens to cudowni ludzie z bogatym życiem wewnętrznym i talentem artystycznym. Nie jestem ani drag queen, ani transwestytą, ani transseksualistą. Dociekliwi pytają: 'Kim ty właściwie jesteś?'. Odpowiadam wtedy: 'Nazwij mnie, jak chcesz - kwiatem, wiatrem, nawet... limuzyną. Ja jestem po prostu Holly! Człowiekiem, kobietą, ale przede wszystkim Holly. Nie muszę nikomu niczego udowadniać'.

I męskie atrybuty nigdy ci nie przeszkadzały?

Nigdy. Zależnie od humoru mogę chodzić do toalety męskiej albo żeńskiej. Ale do tej dla panów wchodzę w ciemnych okularach, udając niewidomą. Ja już się urodziłam pogodzona, pełna akceptacji dla siebie i świata. Zaoszczędziłam przez to fortunę na psychoterapeutach. Nawet jako kilkuletni portorykański imigrant Haroldo czułam się dziewczyną i nie dawałam się stłamsić chłopakom, którzy znęcali się nade mną tylko dlatego, że bardziej niż football i baseball bawiły mnie ciuchy i rozmowy z dziewczynami.

Czułaś się jedną z nich?

Nawet bardziej - byłam najlepsza w tańcu, a to wówczas było główne kryterium popularności. Po lekcjach spotykałyśmy się w domach i oglądałyśmy telewizyjny show taneczny, a potem naśladowałyśmy występujące tancerki. Robiłam furorę. Jako dziecko uwielbiałam filmy, godzinami wysiadywałam w kinie. Możesz mnie odpytać z całej historii kina lat 40., 50., 60. Jestem żywą encyklopedią. Dlatego kiedy w czasach Factory odstawałam nieco wizerunkiem od słodkiej, zwiewnej blondynki, powiedziałam sobie, że fajnie być 'tą brunetką', taką Hedy Lamarr, legendą kina pierwszej połowy XX wieku.

Ale chyba bardziej inspirowała cię Audrey Hepburn, bo pseudonim artystyczny przyjęłaś po Holly Golightly ze 'Śniadania u Tiffany'ego'. A skąd się wzięło nazwisko Woodlawn?

Śliczna nazwa, prawda? Od cmentarza na Queensie. Tak mi się ten wyraz spodobał, że absolutnie nie przeszkadzało mi powiązanie z nekropolią. Odpowiada mi ten rodzaj poczucia humoru.

Z takim ładunkiem samoakceptacji, pewności siebie i olśniewającą urodą musiałaś być obiektem kobiecej zawiści.

Skąd! Ja się zawsze cudownie dogadywałam z kobietami i nie pamiętam żadnych afrontów z ich strony, jakiegoś podgryzania, walki o facetów. Całe życie byłam taką 'ciocią Holly', do której przychodziło się po radę. Dziewczyny, również te w męskich ciałach, pytały, w jaki ciuch się ubrać, jak dobrze zrobić make-up, jak poradzić sobie z chłopakiem. I uprzedzę twoje pytanie - o mężczyznach wiem tyle, co każda kobieta, czyli niewiele. Sama wiesz, jacy są mężczyźni. Przez lata mankiety nasiąkały od żeńskich łez, a ja głaskałam po głowie, prawiłam komplementy. Aż wreszcie, kilka lat temu, doszłam do wniosku, że nie zniosę dłużej tego cierpienia, i odtąd otaczam się wyłącznie 'pozytywnymi' ludźmi.

O swoim życiu opowiadasz tak, jakby było pasmem sukcesów. A przecież miałaś naprawdę ciężkie chwile.

To moja filozofia - szukam dobrych stron nawet w najciemniejszych chwilach swojego życia, po latach przerabiam je na humoreskę, żart. Staram się zrozumieć swoich prześladowców z dzieciństwa, bo to dzieciaki, a dzieciaki z definicji nie wiedzą, co robią. Z pierwszych tygodni w Nowym Jorku, kiedy przymierałam głodem, pamiętam taką śmieszną scenę, jakby żywcem wyjętą z 'Przeminęło z wiatrem'. Tę, w której wychudzona Scarlett O'Hara przesiewa ręką ziemię Tary i mówi: 'Bóg mi świadkiem - żebym miała kłamać albo nawet zabić - już nigdy nie będę głodna!'. I po tej straszliwej, zimnej nowojorskiej nocy gdzieś na ławce w parku nigdy już potem nie chodziłam z pustym żołądkiem. I obyło się bez morderstwa i kłamstwa!

Ale zdarzyło się więzienie...

Nawet dwa razy. Pierwszy raz wrobił mnie asystent Andy'ego, który, jak się później okazało, zwyczajnie go okradał. Poprosił, żebym towarzyszyła mu w zakupach, i chciał wynieść ze sklepu aparat. A kiedy złapała nas ochrona, po prostu czmychnął i to ja wyszłam na złodziejkę. Ta sprawa się, na szczęście, szybko wyjaśniła. Drugi raz już sobie na to zasłużyłam. Moja przyjaciółka pomieszkiwała u żony francuskiego dyplomaty i podczas jakiejś imprezy znalazłyśmy paszport tej kobiety z numerem konta. Okazja czyni złodzieja - postanowiłyśmy uszczknąć nieco z wielozerowego rachunku. Ponieważ trochę przypominałam kobietę na fotografii, poszłam do banku i podjęłam dwa tysiące dolarów. Nie wpadłam chyba tylko dlatego, że w ogóle się nie bałam. Za drugim razem byłam już spięta, wszystko się wydało i poszłam siedzieć. Szczęście w nieszczęściu, że na oddziale dla gejów, gdzie ludzie wolni duchem i nieograniczeni płciowo żyli sobie jak w małym miasteczku. Geje kobiety prały i gotowały, geje mężczyźni przejęli cięższe zajęcia. Chwilami było naprawdę zabawnie i miło...

Wpadłaś przez narkotyki, które w Factory były na porządku dziennym. Jak wyszłaś z nałogu?

Wydaje mi się, że zawsze mimo wszystko miałam nad tym kontrolę. Chociaż przyznaję, że jak wszyscy jechałam na amfetaminie. Bez niej nie było zabawy - brałaś i wkraczałaś w inny świat. Ale ta sama amfetamina robiła z ludzi wraki, na moich oczach dziesiątkowała moich przyjaciół. Dziś jestem zagorzałą przeciwniczką wszelkich narkotyków, choć na usprawiedliwienie tamtego etapu mojego życia, tamtej mnie muszę powiedzieć, że dragi w latach 70. nie były aż takim świństwem jak teraz. Nie niszczyły ludzi w aż tak błyskawicznym tempie.

Wyjście z nałogu to wielki sukces.

I ogromna męka. Nikt, kto tego nie przeżył, nie wie, jak wielka. Nie każ mi o tym mówić. W każdym razie dzisiaj jestem czysta, cała i zdrowa. I zadowolona ze swojego spokojnego życia w mieszkanku w San Francisco.

Nowy Jork zostawiłaś tuż po śmierci Andy'ego Warhola w lutym 1987 r.

Odejście Andy'ego było końcem epoki, końcem Factory, sztuki, nas. Do dziś pamiętam swoje ostatnie spotkanie z Andym w Święto Dziękczynienia, niecałe trzy miesiące przed jego śmiercią. Rozmawialiśmy normalnie, nie miałam żadnych przeczuć. Nowy Jork bez niego nie był już moim miastem. Wyjechałam do rodziców na Florydę - żyją tam zresztą do dzisiaj, wciąż razem od ponad 60 lat. Wkrótce okazało się, że jacyś ludzie w San Francisco chcą napisać książkę o moim życiu, i pojechałam do Kalifornii. Tak powstała moja książka napisana wspólnie z Jeffem Copelandem 'A Low Life in High Heels' [w wolnym tłumaczeniu: 'Życie poniżanej na wysokich obcasach']. Potem, podczas pracy nad filmem dokumentalnym 'When Queens Collide', poznałam mojego Jaya i żyję przykładnie życiem mieszczki, choć na kocią łapę. Nie mieszkam z moim mężczyzną, w czym upatruję sukces tego związku. W tygodniu każde z nas zajmuje się swoją pracą - on robi filmy, ja nadal udzielam się w show-biznesie. Ale weekendy spędzamy razem.

Na początku października po raz pierwszy przyjedziesz do Polski - kraju, w którym wprawdzie wielbi się amerykańskie gwiazdy, ale nie szanuje inności. Mimo to zdecydowałaś się na wizytę w - jak to się dosadnie określa - gnieździe homofobów.

O polskiej homofobii dowiaduję się od ciebie. Współczesna Polska jest dla mnie krajem dzieciństwa mojego ojca, polskiego Żyda urodzonego w Warszawie. Nie wiem nic na temat waszej polityki i stosunku do osób homo- i transseksualnych. Mało kto wie, że jestem w połowie Polką, w internecie uparcie pomija się ten fakt z mojej biografii. Moje prawdziwe nazwisko to Ajzenberg. Kiedy przyszło zaproszenie na Międzynarodowy Festiwal Kina Niezależnego OFF CAMERA w Krakowie, od razu chwyciłam za telefon i mówię: 'Tato! Wiesz co? Jadę do Polski. Naucz mnie kilku słów'. Bardzo się wstydził, ale nie pamięta nawet, jak jest 'dzień dobry'. Nigdy nie mówił do mnie po polsku, ale też na emigracji nie miał gdzie używać tego języka. Z moją mamą Portorykanką rozmawiali po hiszpańsku, potem, kiedy przeprowadziliśmy się do Stanów, ich językiem stał się angielski. Naprawdę w Polsce nie szanuje się transseksualistów i gejów? Przecież to Europa, a nie zaściankowa Ameryka. To Stary Kontynent słynie z klubów, w których występują słynne drag queens!

Daleko nam jeszcze do Londynu. A ostatnio ciągle pada.

No cóż. Nie zamierzam się zrażać. Ani homofobią, ani polskim deszczem. W mojej walizce jest miejsce tylko na sukienki. A` propos, czy wiesz, że ostatnio jestem blondynką?

rozmawiała Karolina Kowalska

edzamieszczono: 2008.10.06

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2702 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj