Newsy

Anna Grodzka: wreszcie nie muszę niczego udawać


Anna Grodzka chce odczarować mity na temat transseksualistów. Pragnie im pomóc, bo doskonale wie, co znaczy czuć się kobietą w ciele mężczyzny. Po to właśnie ujawniła publicznie, że miała męskie ciało. Choć czasem wolałaby się schować - mówi Marcie Paluch i Magdzie Wrzos-Lubaś


Transseksualizm, rak nerki i w końcu adopcja, o której się Pani dowiaduje po pięćdziesiątce. Nie za dużo tego złego? 
Są ludzie, których los doświadczył bardziej niż mnie. Choć rzeczywiście mój życiorys jest odrobinę barwny. 

 

Odrobinę?!

Prowadzę grupy wsparcia dla osób transseksualnych. Wysłuchuję ich historii i włos mi się na głowie jeży. A ja miałam w miarę spokojne dzieciństwo i życie. Byłam zaangażowana społecznie, trochę politycznie. Działałam w SLD, Zrzeszeniu Studentów Polskich, w harcerstwie. Gdy podjęłam decyzję o zmianie płci, doszłam do wniosku, że nie mogę myśleć tylko o sobie. Choć decyzja o ujawnieniu się nie była łatwa.

 


Większość transseksualistów tego nie robi. I ma w miarę normalne życie.

Znikają jako osoby jednej płci, pojawiają się w Zaczęliśmy głośno mówić, że istnieją, że potrzebują pomocy. Misją mojej fundacji Trans-Fuzja jest oswajanie z transpłciowośią. A żeby coś zmienić, często trzeba działań politycznych. Stąd moja decyzja o kandydowaniu do parlamentu. Zresztą całe życie czułam się zwierzęciem politycznym.

 

I mówi Pani o sobie: "rozpalona, w ogniu walki"? Drżyjcie transofoby?!

To dobry cytat [śmiech]. Można z tego kpić, ale my chcemy coś po prostu załatwić.

 

Jak się do Pani zwraca syn Bartek?

Aniu.

 

A przed przemianą?

"Dede".

 

To mutacja słowa "tato"?

Chyba tak. "Tato" nie przechodziło przez gardło. Chyba się spodziewał, że mam jakiś problem ze swoją tożsamością płciową.

 

Skąd?

To kwestia mojej emocjonalności, podejścia. Niezmiernie ważne są dla mnie relacje międzyludzkie, inni ludzie są często ważniejsi niż cel, jaki mam osiągnąć. To bardziej kobiece niż męskie podejście.

 

Kiedy się dowiedział?

Kilka lat temu. To była trudna rozmowa dla nas obojga. Chciałam, żeby wiedział, co się ze mną dzieję i co czuję. Nie było z jego strony widać, że ma z tym problem, ale nie jestem do końca pewna.

 

Mówiła mu Pani, że w wieku 11 lat z Krzysia stała się Anią?

Tak. Mówiłam, że od dzieciństwa wolałam zabawy z dziewczynkami. Niewiele mnie obchodziło, który z chłopaków pierwszy dobiegnie do końca budynku.

 

A Pani - wtedy Krzyś, wolał...

Grać w gumę i bawić się w dom. Zostałam odrzucona przez chłopców. Bo co to za chłopak, który woli gumę, niż z chłopakami kopać gałę na boisku? Mówili na mnie "babski król".

 

Pobili Panią za bluzkę...

Biała, z koronkowym kołnierzykiem. Ubrałam ją do szkoły.

 

Mama ją Pani kupiła?

Jakoś to na niej wymusiłam. Załamywała ręce, co ze mną będzie, czasem się złościła. Ale czasem ulegała moim moim zachciankom. Wiedziała, co mi jest, rozmawiałam z nią o tym. Nie mogła jednak nic na to poradzić. Nie miałyśmy nawet odpowiednich pojęć, które by to nazywały. W szkole kilka razy podejmowałam akcje w obronie swojej tożsamości. Zwykle się to źle kończyło.

 

Była Pani dużym chłopakiem i dostawała baty?

Dostawałam. Dopiero pod koniec szkoły podstawowej pobiłam się z największym chuliganem w klasie. Latami mnie nękał, aż doprowadził mnie do pasji. Nauczyciele musieli mnie z niego zdejmować, gdy go prałam na korytarzu. On leżał, a ja go prałam. W jakiejś rozpaczy.

 

Bawiła się pani lalkami?

Na początku swobodnie pokazywałam je innym. Potem to schodziło do podziemia. Miałam wtedy dwóch bliskich ludzi - koleżankę i kolegę z bloku. Byłam dziwna i oni to widzieli. Jednak nawet im nie byłam w stanie opowiedzieć, co czuję, nazwać tego. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mi jest. To były czasy późnego Gomułki. Nikt nie słyszał o słowie "gej", był tylko "pedał". Tak też mnie przezywano. Miałam więc swoje drugie, tajne życie. Coraz mniej osób o tym wiedziało. Nauczyłam się funkcjonować całkiem normalnie jak chłopak, choć wbrew sobie. Grałam w tę gałę, ale nieudacznie. Trenowałam też koszykówkę, zaczęłam tym imponować niektórym chłopakom. Trochę na siłę, lecz chciałam się jakoś sprawdzać jako chłopak. Nie miałam wyjścia.

 

Pani pierwszą miłością była dziewczyna. Jak to jest, gdy chłopak, który czuje się kobietą, czuje pociąg do innej kobiety?

Wiem, jak to jest trudne do zrozumienia. Tożsamość płciowa i orientacja seksualna to jednak dwie różne rzeczy. One się z sobą wiążą bardzo luźno. Teraz, gdy się czuję kobietą, mogę kochać tylko mężczyznę? Nie. Sama nie wiem, jaką mam orientację seksualną. Można uznać, że jestem "biseksualna", ale to też będzie naciągane. Bo płeć to płeć, a seks to seks. Transseksualizm zawiera słowo "seks", bo po angielsku "sex" oznacza także "płeć". Dlatego transseksualista kojarzy się z seksem, dewiacją. A płeć to nie seks ani genitalia.

 

Chce Pani powiedzieć, że to, iż jest Pani transseksualistką, nie oznacza, że jest opętana przez seks?

Absolutnie nie! [śmiech] Mam seksualne potrzeby jak normalny człowiek.

 

Ukochanej żonie nie mówiła Pani, że czuje się kobietą?

Nie. Wtedy drugie "ja" tętniło cichym życiem, ale myślałam, że nie ma opcji zmiany płci. Bardzo się zakochałam w mojej byłej dziś żonie. I wiedziałam, że nie zaakceptowałaby mojej kobiecej natury. Miałam wybór: powiedzieć jej i rozstać się albo z nią zostać. Nauczyłam się więc być chłopakiem i jakoś funkcjonowałam w małżeństwie. Nie powiedziałam jej. To był mój ogromny błąd. Można mnie za to potępić albo zrozumieć. Potem, 20 lat temu, będąc jeszcze jej mężem, dostałam propozycję zmiany płci. Ale kochaliśmy się, mieliśmy dziecko. Postanowiliśmy z sobą zostać. Po raz drugi postanowiłam, że przeżyję życie jako mężczyzna.

 

Jako Krzysztof chodziła Pani do pracy...

Zajmowałam się pracą we własnych firmach, rodziną. Po prostu nie przejawiałam żadnych oznak kobiecości, na zewnątrz manifestowałam, że jestem mężczyzną.

 

Piła pani piwo, oglądała mecze i rozrzucała po podłodze śmierdzące skarpetki?

Nie! [śmiech] Nienawidzę oglądania meczy, piwa nie lubię i jestem osobą higieniczną. Wystarczyło nie okazywać zachowań kobiecych. Nie dołączać się do rozmów kobiet o koleżankach, ciuchach, choć strasznie mnie ciągnęło... Pozostawało mi udawanie, gra pozorów.

 

Nie był Pan... Pani szczęśliwa?

Byłam... Płeć to jednak nie jest całe nasze życie. Kochaliśmy się z żoną, wychowałam wspaniałe dziecko, miałam sukcesy zawodowe. Obok tego jednak były wspomniane kwestie, które bardzo bolały. Gdy jednak dzieciak dorósł, a ja zwalczyłam raka nerki, inaczej spojrzałam na życie. Zaczęłam szukać kompromisu z żoną, chciałam chociaż spotykać się w środowisku trans. Związek się rozleciał z tego powodu, po 30 latach... Pewnie ja go zepsułam.

 

Jesteście teraz przyjaciółmi?

Nie. Uznała, że ją oszukałam. Nie chce mieć ze mną do czynienia.

 

Pomyliłyśmy się, mówiąc "Pan". To Panią wkurza?

Raczej niepokoi. Świadczy o tym, że odbieracie mój głos jako męski, a chciałabym być kobieca. A nie jestem w takim stopniu, w jakim bym chciała.

 

Ile ma Pani wzrostu?

187 cm.

 

Szpilki Pani czasem nosi?

Unikam.

 

Z racji wzrostu czy wygody?

Z obu. Jestem ciężka i duża. Czasem chciałabym się wystroić, lecz noszenie szpilek mnie nie rajcuje.

 

Jako chłopakowi, Krzyśkowi, podobały się Pani dziewczyny w szpilkach?

O, tak! Każdemu się podobają, a nikt nie chce w nich chodzić... Na tym to polega [śmiech].

 

Ma Pani przyjaciółkę od plotek?

Oczywiście.

 

Przyjaciele z poprzedniego życia się ostali?

Większość z nich straciłam. Nie chodzi o ich niechęć do osób trans, raczej o konformizm: co ludzie powiedzą, że z kimś takim się zadaję.

 

A teraz jeszcze z posłanką...

A fuj! [śmiech]

 

Ma Pani trzy siostry. To też przyjaciółki?

Znalazłam je w wyniku odkrycia, że byłam adoptowana. Z okazji korekty płci musiałam przedstawić przed sądem akt urodzenia.

 

Ile miała Pani wtedy lat?

Ponad 50. Okazało się, że mam cudowną mamę i trzy siostry. Moi rodzice adopcyjni, którzy już wtedy nie żyli, nigdy mi o niej nie powiedzieli.

 

Przyjechała Pani do nich jako Krzysztof. I co powiedziała? Oto ja - syn? Ja - córka?

Wtedy byłam dopiero na początku przemiany. Zachowywałam i ubrałam się jak mężczyzna. Pojechałam do tego małego miasta na Podlasiu z bukietem róż. Dzwonię domofonem, podaję datę urodzin i pytam pani, która się odezwała, czy jest moją mamą. A tam cisza. Szok. No więc mówię dalej, że chcę tylko przekazać bukiet w podziękowaniu, że dała mi życie, i ją uściskać... A jej mąż, który nie był moim biologicznym ojcem, przypadkiem podniósł inną słuchawkę w domu i wszystko słyszał...

 

No to Pani narobiła...

Mama musiała zrobić szybki "coming out" i wyznać mu, że miała wcześniej dziecko. Godzinę sobie wyjaśniali, a ja czekałam w samochodzie pod domem. Potem zeszli i jej mąż powiedział, że mieli trzy córki, no to teraz mają jeszcze syna... Posiedzieliśmy, oglądaliśmy zdjęcia, dokumenty. Pobeczałyśmy się z mamą. Zasklepiony, zabliźniony w niej wrzód pękł. Ona powiedziała, że zaszła w ciążę ze mną w latach 50. Przyjechanie do domu z nieślubnym dzieckiem było wtedy niemożliwe. Urodziła mnie w tajemnicy przed rodzicami. Oddała mnie. Tłumaczyła, że wtedy nie mogła inaczej.

 

Pani nowa rodzina zaakceptowała nowego syna - Krzysztofa. Jak im teraz powiedzieć, że już niedługo syn będzie córką?

Wtedy im nie mówiłam. Proszę sobie wyobrazić - Podlasie, 80-letni ludzie, szok. Nie chciałam ich zawieść. Mama bardzo chciała, żebym przyjechała na Wigilię. Byłam już po rozwodzie, więc powiedziałam sobie: jeszcze tylko ta Wigilia. Poznałam moje trzy siostry i przeżyłam cudowne,

rodzinne święta. Jedna z nich wracała ze mną autem do Warszawy. Psycholożka z USA. Wzięłam się na odwagę i mówię: mam ci coś ważnego do powiedzenia. Ona na to: jesteś gejem?

 

I rodzina się dowiedziała?

Zapytałam siostrę, czy mogę wszystkim o swoim problemie powiedzieć. Ona na to: siostrom tak, ale rodzicom nie... Nie chciałam z buciorami się pakować w ich życie. Ale mama wydzwaniała, chciała, żebym przyjeżdżała. I kiedyś podczas rodzinnej posiadówki szwagier mnie pyta, co z tą moją zmianą płci. Szczęka mi opadła. Okazało się, że jedna z sióstr się wygadała. Tymczasem mama robi herbatę, jak gdyby nic się nie stało. Przyznałam się wtedy. Potem jeszcze o tym rozmawiałyśmy. Od tej pory jestem jej Anią. A z siostrami łączą mnie cudowne relacje.

 

Fizyczna przemiana z mężczyzny w kobietę jest bolesna?

Bolesna i traumatyczna, choć coraz mniej ryzykowna, bo medycyna się doskonali. To jednak rozmowa na kolejną godzinę i inny wywiad.

 

Po zmianie słyszała Pani ostre komentarze?

Mówili, że jestem dziwolągiem, tranwestytą, że nie nadaję się do polityki. Kiedyś też miałam sprzeczkę z facetem ze stacji benzynowej. Inne ceny były na tablicy przy wjeździe, inne na dystrybutorze. Zapytałam się, jak mogą tak oszukiwać klientów. Facet ze stacji poznał mnie i mówił mi cały czas "pan". Specjalnie, chciał mi sprawić przykrość. Zezłościłam się i powiedziałam: jeszcze raz to zrobisz, a naprawdę okażę się mężczyzną! [śmiech]

 

I po kobiecemu zrobi Pani użytek z torebki?

Kobiety też bywają mężne [śmiech]. Kiedy jestem zmęczona, myślę, że mogłam żyć normalnie jako duża baba, zająć się swoim życiem, zamiast słuchać na swój temat agresywnych komentarzy. A czasami jestem dumna, że zmieniamy świat.

 

Dziś jest Pani szczęśliwa?

Jestem. Poczułam się wolna. Wreszcie nie muszę niczego udawać - i to jest piękne. Choć brak mi przyjaciół, którzy zostali po "tamtej stronie".

 

 

Marta Paluch i Magda Wrzos-Lubaś

 


 źródło: NaszeMiasto Kraków

 

edzamieszczono: 2011.10.22

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2946 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj