Newsy

Antyfacet na szpilkach [w onecie]


Jest buntownikiem z wyboru i z upodobania. Walczy z dyskryminacją mężczyzn. Do pracy na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie wykłada język angielski, chodzi w stroju kontrkulturowym – na szpilkach i w spódnicy. Niedawno musiał poprosić o ochronę policję, bo na blokowisku, na którym mieszka, nie czuł się bezpiecznie.

http://wiadomosci.onet.pl/
1509779,2677,1,1,antyfacet_na_szpilkach,kioskart.html


Z Marcinem Boronowskim, Naczelnym Antyfacetem Rzeczpospolitej Polskiej rozmawia – specjalnie dla Onet.pl - Mariola Szczyrba

Mariola Szczyrba: Pan jest fetyszystą?

Marcin Boronowski: Nie, szpilki i spódnice mnie nie podniecają. To strój kontrkulturowy, wyraz mojego buntu, mojej osobowości. Przede wszystkim cenię sobie jego walory użytkowe i estetyczne.

I wygodnie się panu chodzi na tych ośmiocentymetrowych obcasach?

Gdybym na przykład stał przez wiele godzin przy kasie albo za ladą, to pewnie byłoby mi ciężko. Ale wykłady na uczelni nie trwają tak długo. Dlatego przez cały ubiegły sezon chodziłem do pracy w superwygodnych, 9-centymetrowych szpilkach. Z doświadczenia wiem, że im wyższy but, tym stabilniejszy na nierównych odcinkach drogi. To jest prosta mechanika. Poza tym zauważyłem, że w butach na obcasie mam lepszą postawę, nie garbię się. Więc jeśli nie muszę biegać, przeskakiwać przez płot lub pchać samochodu, to szpilki są dla mnie idealne.

Na co dzień nosi pan spódnice, pończochy i damską bieliznę. Pan to lubi?

Spódnice są bardziej higieniczne od "spodnioli". Bardziej przewiewne, delikatne. W takim stroju człowiek nabiera zupełnie innej, nowej jakości estetycznej. Może żyć w innych standardach, niż te, w których jako mężczyzna został dożywotnio zafiksowany. To przekroczenie barier, stereotypowego podziału na: "one piękne, oni silni i toporni". Ja chcę to obalić. Poza tym uważam, że w szpilkach nie ma niczego kobiecego, bo nogi nie są przecież narządem rozrodczym.

Depilacja też wchodzi w grę u mężczyzny?

Oczywiście! Włochate nogi plus pończochy dają efekt moro, który wygląda koszmarnie. Ja depiluję nogi po to, żeby ładnie wyglądały.

I faktycznie nieźle wyglądają. A broda panu nie przeszkadza?

Nie, bo uważam, że broda dobrze oddaje mój własny styl. I w żadnym wypadku nie wyklucza się ze szpilkami. Bo przecież ja, mimo tych stereotypowo kobiecych strojów, nie przestałem być mężczyzną. Wręcz przeciwnie, wkładam w to wszystko całą swoją męskość.

Dlaczego uważa pan, że mężczyźni są dyskryminowani?

W dzisiejszych czasach rola kobiet i mężczyzn uległa zmianie. To kobiety często dominują, robią kariery, manipulują nami. To one są z Marsa a my z Wenus. To one się wyemancypowały, mogą ubierać męskie stroje, a my wciąż jesteśmy trzymani w ryzach. Trzeba to zmienić. Płeć nie może być więzieniem.

Czy zawiódł się pan kiedyś na kobietach?

Wiele razy. Zazwyczaj okazywało się, że nie mam im czym zaimponować. Wyglądały subtelnie i kobieco, a tak naprawdę były bardzo męskie w takim stereotypowym ujęciu. W końcu stwierdziłem, że uczestniczę w jakiejś maskaradzie. Że muszę odgrywać przed kobietami jakąś sztucznie narzuconą mi rolę. A one zachowują się jak maszyna kalkulacyjna, która chce mną manipulować.

Był pan zakochany?

Niektóre moje związki miały długi staż, można to nawet nazwać stanem zakochania, ale nigdy nie była to wielka, obustronna miłość. Przez długi czas szukałem kobiety uczuciowej, zdolnej do partnerskiego układu, ale niestety nie znalazłem jeszcze odpowiedniej osoby. To mnie doprowadziło do antyfacetyzmu.

Jakie kobiety się panu podobają? Typ Marilyn Monroe czy raczej Angeliny Jolie?

Wygląd nie jest najważniejszy. Ja szukam prawdziwej partnerki, kobiety mądrej, która potrafiłaby mnie zrozumieć, która niczego by mi nie narzucała. W każdym razie ja sam na pewno nie zmuszałbym jej do chodzenia w szpilkach, jeżeli by tego nie lubiła.

Kiedy poszedł pan na całość i postawił pan na wysokie obcasy i spódnice?

To było mniej więcej w 2000 roku. Byłem trochę po 30. Wcześniej, jako człowiek zaprogramowany standardowo, uznawałem wszystko, co noszą mężczyźni, za oczywistą oczywistość. Dopiero po studiach, kiedy przegrzanymi pociągami musiałem dojeżdżać do pracy do kolegium językowego w Legnicy, pojawiła się u mnie zazdrość wobec kobiet. Nie mogłem pojąć, dlaczego ja muszę się pocić w grubych "spodniolach", a one stoją sobie na peronach w ładnych, przewiewnych spódnicach i butach z odkrytymi palcami lub różnymi fantazyjnymi wycięciami. Ciekawe, jakie to uczucie nosić takie delikatne rzeczy? – myślałem wtedy. Denerwowało mnie to, że sam nie mogę tego nawet sprawdzić. Oto ja – wykładowca reprezentujący firmę akademicką – muszę być od stóp do głów zakryty tekstyliami, a koleżanki z pracy paradują sobie w tych ślicznych przezroczystościach, z nagimi ramionami i nogami. Przecież to jest terror kulturowy!

Kolegów z pracy i przełożonych oswajał pan ze szpilkami stopniowo. Jak reagowali?

Przychodziłem na firmowe spotkania w coraz bardziej fantazyjnych strojach. Spódnicach, pończochach, w butach na wysokim obcasie z napisem: "No limit for men". Niektórzy koledzy zachowywali ciszę i stoicki spokój. Inni uznali to za zabawny motyw i chcieli ze mną o tym rozmawiać. Miałem jakąś jedną pogadankę z szefową na ten temat, ale w sumie reakcja nie była agresywna i wszystko rozeszło się po kościach.

Poligonem doświadczalnym było dla pana kolegium językowe w Legnicy, gdzie wykładał pan język angielski.

Najpierw pozwalałem sobie w pracy na sandały, potem na spodnie rybaczki, cienkie podkolanówki w kolorze skóry i buty na obcasie. W pewnym momencie zorientowałem się, że studenci zorganizowali w internecie forum na mój temat pod tytułem "Czarownik z krainy Oz". Drwili ze mnie, ale tak naprawdę nie wiedzieli, o co chodzi. Spędziłem całą noc, żeby się tam zalogować i zacząłem z nimi dyskutować. Dzięki temu atmosfera na uczelni się uzdrowiła.

To wtedy narodził się Antyfacet?

Tak, chociaż miałem już za sobą małą wprawkę. Wcześniej studenci zaprosili mnie na przebieraną imprezę. Był rok 2002, zima. Ubrałem spódnicę, grube rajstopy i buty na obcasie. Całość ozdobiłem plakietką z napisem: "Naczelny Antymężczyzna Rzeczpospolitej Polskiej". Stwierdziłem, że skoro mieliśmy już Naczelnego Satyryka Kraju, Naczelnego Kowboja, więc czemu nie Antymężczyznę? Z czasem doszedłem do wniosku, że ta nazwa nie jest tak do końca ideologicznie adekwatna do tego, co ja robię. No i wymyśliłem Antyfaceta.

Zaczął się pan pojawiać w szpilkach również na wykładach ze studentami na Uniwersytecie Wrocławskim.

Na początku nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Wstydziłem się. Zacząłem od studentów zaocznych, ale fama z Legnicy o wykładowcy na szpilkach szybko się rozniosła. Dużo łatwiej było, kiedy założyłem swoją stronę w internecie. Od tej pory studentom pierwszego roku zazwyczaj mówię na wstępie: "Możecie być co nieco zdziwieni moim wizerunkiem. Ale jeśli chcecie się czegoś o mnie dowiedzieć, zapytajcie swoich starszych kolegów albo poszukajcie mojej witryny w sieci".

Gładko poszło?

Właściwie tak, bo Wrocław to otwarte i tolerancyjne miasto. Zresztą ja nie propaguję antyfacetyzmu w murach uczelni. Poza tym, że przychodzę do pracy w stroju kontrkulturowym, czyli na szpilkach i w spódnicy.

Mariola Szczyrba

edzamieszczono: 2008.09.27

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2951 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj