Newsy

Irański boom na transseksualistów


Casus irańskich transseksualistów pozwala zauważyć, jak władza i społeczeństwo tego kraju nie mają ze sobą wiele wspólnego, ba, idą wręcz w przeciwnych kierunkach...


Inna twarz Chomejniego 

 

Iran. 1 kwietnia 1979 roku. Proklamacja Islamskiej Republiki. Nowe państwo, nowy eklektyczny ustrój, łączący teokrację z demokracją. I nowe prawo oparte na muzułmańskim prawie religijnym. W Iranie ajatollahów nic już nie jest takie jak przedtem – także w sferze obyczajowej dochodzi do drastycznych zmian i obostrzeń. Po krótkim okresie względnej swobody seksualnej także seksualność zaczyna być kontrolowana wedle wyznaczników szariatu. Zachowania seksualne wykraczające poza przyjęte normy, takie jak relacje homoseksualne, uznaje się za karalne. Podobnie jest z transseksualistami. Grozi im, tak jak gejom, lesbijkom i transwestytom, kara chłosty i śmierci.

 

Sytuacja zmienia się diametralnie dzięki staraniom Mariam Chatun Molkary. To ona, jeszcze jako mężczyzna o imieniu Feridun, już przed rewolucją napisała do imama Chomejniego, przebywającego wówczas w Iraku. Starała się, jako osoba silnie wierząca, uzyskać od niego oficjalną zgodę na poddanie się operacji zmiany płci. Chomejni wręczył jej list, w którym pozytywnie odniósł się do jej prośby.

 

To właśnie ów list nabrał później wagi fatwy, uznanej przez znaczącą większość kleru irańskiego i podtrzymanej przez następcę Chomejniego, ajatollaha ‘Alego Chamenei. Sześćdziesięcioletnia obecnie Mariam Chatun Molkara jest orędowniczką praw społeczności transseksualistów w Iranie. Prowadzi kampanię na rzecz ochrony praw i pomocy osobom „uwięzionym w złym ciele”.

 

Być może w opinii ajatollaha Chomejniego doszedł do głosu przenikający każdą sferę irańskiej rzeczywistości – od filozofii po ubiór – tradycyjny podział na zaher i baten (czyli na „zewnętrzne” i „wewnętrzne”, choć to proste tłumaczenie nie oddaje złożoności owych pojęć)? To specyficzne rozumowanie, wedle którego każde zjawisko posiada niejako dwa wymiary: ten widoczny, znany, oczywisty i ten ukryty, symboliczny. Zakłada ono zarazem, że obie te sfery pozostają ze sobą w stałym i harmonijnym związku. Odczuwanie swojej płci biologicznej – płci zaher – jako niechcianej, obcej, skłóconej z płcią psychiczną – baten – wymagałoby przywrócenia zachwianej równowagi.

 

Nie dowiemy się, co dokładnie skłoniło Chomejniego do wydania takiej opinii. Jednak większość duchownych podąża wskazaną przez niego drogą. Zgodna jest z nią również polityka państwa.

 

Chodżdżat-ol-eslam Mohammad Mahdi Kariminia to swego rodzaju duchowy przewodnik irańskich transseksualistów. Ten kontynuator myśli Chomejniego szuka przede wszystkim odpowiedzi na rozmaite kwestie prawne, np.: czy prawa do spadku zmieniają się wraz ze zmianą płci ewentualnego spadkobiercy oraz jak dzielić dobra w przypadku rozwodu.

 

Zadziwiająca jest ta tolerancja władzy i kleru dla transseksualistów w kraju, w którym trzykrotny udowodniony stosunek homoseksualny karany jest śmiercią. Jednakże w łonie kleru dochodzi do podziałów. I tak na przykład w ujęciu ajatollaha Madaniego, seksualność  sprowadzona zostaje do czysto fizycznych wyznaczników płci. Płeć jest niezgłębionym dziełem Boga i pozostaje nienaruszalna jak każde boskie dzieło, w którym jest zamiar i cel. Jedynym przypadkiem, w którym Madani zezwala na użycie skalpela jest więc nadanie określonej płci osobnikom obojnaczym. Taka operacja jest dopuszczalna i sensowna dlatego, że „problematyczne przypadki” należy przyporządkować do systemu, w którym występują dwie płcie – męska i żeńska, z wszystkimi wynikającymi stąd implikacjami biologicznymi, kulturowymi i społecznymi. 

 

Przeróbmy geja

 

W zachodniej prasie i nauce często pojawia się zarzut o „operacyjny terror” wobec osób, które nie są transseksualistami, a nie przystają do heteronormatywnego wizerunku panującego w kulturze i lansowanego przez państwo. Zarzuca się, że w atmosferze psychozy dochodzi do „produkcji fałszywych transseksualistów” – że panująca sytuacja zmusza do operacji lesbijki i gejów, którzy chcą żyć w stałych związkach. Bo łatwiej i bezpieczniej zmienić płeć niż żyć z „niewłaściwą” orientacją. Faktem jest, że pod względem ilości przeprowadzanych rocznie operacji zmiany płci Iran zajmuje obecnie, po Tajlandii, drugie miejsce na świecie. Doktor Bahram Mir-Dżalali, najwybitniejszy irański specjalista od tego rodzaju operacji, w ciągu dwunastu lat – do roku 2005 – wykonał ich ponad 450. Przyznaje, że w Europie zrealizowałby ich w tym samym czasie mniej niż 40. Udają się też do Iranu transseksualiści z innych krajów – przede wszystkim z Europy Wschodniej – z uwagi na stosunkowo niskie koszty i nieskomplikowaną procedurę poprzedzającą operację. 

 

Casus irańskich transseksualistów pozwala zauważyć, jak władza i społeczeństwo tego kraju nie mają ze sobą wiele wspólnego, ba, idą wręcz w przeciwnych kierunkach. Oficjalne podejście duchowieństwa i polityków z jednej strony, z drugiej zaś – stereotypy, niechęć, agresja, strach przed odrzuceniem przez najbliższych, w grupach rówieśniczych, w szkole, w pracy, w wojsku. Jak zauważa irański psychiatra Mehrdad Eftechar: „w Iranie, w którym rozmawianie o seksie w sferze publicznej jest zabronione, a informacje dotyczące seksualności nie są łatwo dostępne dla społeczeństwa, niewiele osób jest uwrażliwionych na problem transseksualizmu. Ni to mężczyzna, ni to kobieta, transseksualista jest postrzegany po prostu jako ktoś niepasujący do normy, wzbudzający w najlepszym wypadku litość, a w najgorszym pogardę”. 

 

Stopień nietolerancji wobec transseksualnych kobiet i mężczyzn jest jednak różny. Według Negin Kianfar, reżyserki filmu dokumentalnego The Birthday (Ruz-e tawallod) poświęconego irańskim transseksualistom, kobiety starające się o zmianę płci (tzw. transseksualistki K/M) są w społeczeństwie irańskim bardziej akceptowane od transseksualnych mężczyzn (transseksualistów M/K). Jak zauważa Kianfar, mężczyźni i chłopcy, którzy zachowują się w „kobiecy” sposób  są w Iranie automatycznie odbierani jako homoseksualiści. Co za tym idzie są mniej akceptowani od tzw. szir-zanha (dosł. „kobiet-lwów”), czyli kobiet o „męskim” zachowaniu i sposobie bycia. Te bywają często postrzegane jako silne, inteligentne i zaradne, a epitet szir-zan bywa komplementem.

 

I co z  t y m  dalej? 

 

Bohater filmu dokumentalnego Tanaz Eshaghian Transsexual In Iran. Be Like Others, Anusz, dwudziestoletni chłopiec rozważający poddanie się operacji, był dyskryminowany w szkole z powodu kobiecego zachowania i wyglądu. Wychowująca go samotnie matka pogodziła się z jego innością. Jak mówi, zawsze chciała mieć córkę, a Anusz pomaga jej w kuchni i we wszystkich pracach domowych, czego nie robi wcale jego brat. Jednak z jej słów przebija żal: „Utrata kogoś bliskiego nie jest łatwa. Nawet kiedy więdnie kwiat, smucisz się. A co dopiero istota ludzka, którą wychowałaś z określonymi nadziejami i marzeniami o jej przyszłości… Moje dziecko miało być gwiazdą rodziny. Liczyłam, że będzie czymś innym, niż to”. Zwraca uwagę język, jakim posługuje się matka Anusza. W irańskim społeczeństwie syn rzeczywiście miałby szansę stać się „gwiazdą rodziny”, czego nie można  powiedzieć o córce. Określenie Anusza jako coś i to jest wyrazem bezradności: jak opisać istotę ludzką, która nie mieści się w żadnej z przeznaczonych dla niej kategorii? 

 

Ali, chłopak Anusza, opowiada o reakcjach ludzi, gdy pokazują się razem na ulicy: „Dziewięćdziesiąt procent ludzi, których mijamy mówi coś niemiłego”. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy Anusz ubrany jest po męsku. Jego kobiece zachowanie zwraca wtedy nieprzychylną uwagę otoczenia. ‘Ali jest przekonany, że operacja wszystko zmieni. Przyznaje, że nietolerancja otoczenia to jedyny powód, dla którego wyraża na nią zgodę.

 

Najgorzej jest na prowincji. Wielu transseksualistów przybywa więc do Teheranu w tajemnicy przed rodziną. Najczęściej przyjeżdżają z zamiarem powrotu. Ale bardzo często zostają w Teheranie – odrzuceni przez bliskich, pozbawieni środków do życia, zazwyczaj bez wystarczającego wykształcenia, aby móc znaleźć pracę i utrzymać się w wielkim mieście. Po operacji zostają zupełnie sami. Różnie toczą są ich losy – niektórym się udaje, inni kończą jako prostytutki. Tak jak jedna z bohaterek (transseksualista M/K) filmu Eshaghian, która opowiada o swoim życiu w irańskiej stolicy po operacji: „Teraz jest tak, jakbym narodziła się na nowo. Żyję w zupełnie nowym świecie. Lubię ten mój nowy świat. Nie chcę, żeby coś się w nim popsuło. Jeszcze nie zostałam ani razu aresztowana. Teraz mogą mnie aresztować tylko wtedy, gdy mój kobiecy strój nie jest zgodny z islamem. Zupełnie odseparowałam się od mojej rodziny, ponieważ mnie unikała. Żyję teraz z takimi jak ja, które też miały operację. Jestem w pełni szczęśliwa, żyjąc z nimi, bo one są takie jak ja. – Jak zarabiasz na życie? – Pomagamy sobie nawzajem… E… Robię biznes. Chodzę na ulice Waliasr, Tacht-e Tabus, biorę tam czasowy ślub i w ten sposób zarabiam. Sprzedajemy siebie. Ale mamy pewne zasady. Gdziekolwiek pracujemy, podpisujemy najpierw kontrakt o czasowym małżeństwie, zgodnie z islamem. Innymi słowy, to jest dozwolone przez islam [chodzi o tzw. sighe lub mot‘e  – czasowe małżeństwo zawierane na z góry określony okres – przyp. aut.]. Jako że nie możemy zajść w ciążę, możemy „brać ślub” nawet co godzinę (…). Sprzedajemy nasze ciała. Nie sprzedajemy naszych dusz. Robimy to tylko dla pieniędzy. – Czy myślisz, że kiedykolwiek się zakochasz? – Zabiłam w sobie miłość. Nigdy się nie zakocham. – Zabiłaś?   – Tak. Kiedy ktoś mówi: „Kocham cię”, ja pytam: „A masz pieniądze? Jeśli masz, to chodź”. Wyobraź sobie, skoro rodzice potrafią zabić w sobie miłość do swoich własnych dzieci... – A zabili? – Tak. I ja też to zrobiłam. Obchodzą mnie moi rodzice, ale zabiłam w sobie zdolność kochania”.

 

Przed zmianą płci, jeszcze jako chłopiec, nie mógł pracować tak z mężczyznami, którzy próbowali go wykorzystywać seksualnie, jak z kobietami – ponieważ sam nie był jeszcze kobietą. Przyznawał, że to otoczenie i okoliczności zmusiły go do operacji. 

 

Na pytanie, czy poddałby się jej, gdyby nie żył w Iranie, odpowiedział: „Nie. Nie wiem, jak jest tam, na Zachodzie. (...) Wiem tylko, że można tam robić, co się chce. Gdybym nie musiał się zoperować, nie zrobiłbym tego. Nie tknąłbym boskiego dzieła”.


Piotr Bachtin


__________

Piotr Bachtin  –  Iranista, dziennikarz. Współpracuje z portalem kulturalnym ksiazeizebrak.pl.



Źródło:

http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/BachtinIranskiboomnatransseksualistow/menuid-1.html

edzamieszczono: 2010.09.20

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2791 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj