Newsy

Jak żyć: Widoczne - niewidoczne. Kobiety LBTQ



Bardzo wiele mówi się o nieobecności kobiet LBTQ zarówno w społeczeństwie polskim, jak i w tzw. "środowisku" - strukturach organizacji, grupach nieformalnych itp. To drugie zmienia się ostatnio na lepsze - szefową KPH została kobieta, naczelną Repliki też do niedawna była kobieta, w Warszawie fantastyczne, pełne energii dziewczyny stworzyły kobieco-queerową przestrzeń UFA, w ruchu feministycznym delikatnie zaczynają się zarysowywać zagadnienia "tęczowe". Widzę jednak, że ciągle jest nas niewiele - a może raczej jesteśmy ciągle mniej widoczne.


Może robimy swoją robotę u podstaw, wpisując się w odwieczne role kobiet od czarnej roboty? Działaczek "Solidarności", których nikt w wolnej Polsce nie docenił, polityczek, które wolą działać w samorządach, gdzie nie ma fanfar, a jest konkretna robota do wykonania? Może na tym niższym poziomie działań, przy paradach, marszach, festiwalach, fundraisingu jest nas sporo - może, ale nie przekłada się to na widoczność. Widoczność w obrębie samego "środowiska" - a co dopiero mówić o widoczności publicznej. Kobiety nie-hetero organizują się półprywatnie - grają w nogę (słynne Chrząszczyki), w kosza, kiedyś wyjeżdżały razem pod namioty czy na spływy, niektóre realizują się artystycznie - DJują, tworzą kabaret (Barbie Girls to chyba najlepszy przykład), organizują warsztaty. Wszystko to jednak odbywa się w zasadzie poza przestrzenią publiczną, nawet tą "środowiskową" - jest dla znajomych, prywatnie, w "naszym" gronie.

O widoczności ogólnopublicznej w zasadzie nawet nie ma co mówić. O ile jakiś tam procent społeczeństwa zna "naczelnego geja Polski", ile jest w stanie wskazać publicznie znaną lesbijkę? Ilu jest w polskiej rozrywce, serialach, szansach na sukces i pudelkach gejów, prawdziwych lub domniemanych, a ile lesbijek? Ilu heteryków zna geja, a ilu lesbijkę, osobiście?

Tak widzę naszą (nie)obecność w świecie - w przestrzeni publicznej, środowiskowej, przyjacielsko-prywatnej. Widzę, że nas nie ma. Czy naprawdę tak jest (bo może mam jakoś sparczoną perspektywę?)? Dlaczego tak jest? Co można z tym zrobić? Te pytania zadałam kobietom LBTQ - tym bardziej rozpoznawalnym, będącym gdzieś w czołówce liderek, organizatorek, aktywistek, artystek.


Ewa Tomaszewicz, artystka z kabaretu "Barbie Girls":

Odpowiedź na te wszystkie pytania jest właściwie jedna: kwestie kulturowe. Z jednej strony patriarchalna kultura, w której żyjemy, nadal uznaje kobiety, a już szczególnie kobiety homoseksualne, za mniej ważne i w konsekwencji mniej się zajmuje ich sprawami, z drugiej – kobiety są tak wychowywane, że same z siebie rzadko kiedy dążą do zajmowania bardziej eksponowanych pozycji, nie dbają o swoją widoczność itd. itp. Oczywiście zdarzają się przypadki dyskryminacji lesbijek przez samych gejów (w strukturach organizacji, w klubach) ale są to kwestie jednostkowe i na pewno nie w nich tkwi przyczyna mniejszej widoczności czy zupełnej niewidoczności lesbijek. Geje są bardziej widoczni również dlatego, że budzą silniejsze emocje negatywne niż lesbijki – te drugie zazwyczaj traktowane są pobłażliwie (jako „te biedne, brzydkie kobiety, których żaden facet nie zechciał i przez to stały się lesbijkami”) – ale ta pobłażliwość nie jest bynajmniej czymś, z czego należy się cieszyć, w końcu to tylko przejaw tego, że nie jesteśmy traktowane poważnie.

Jak zmienić tę sytuację? Zacząć od siebie. Działać, mówić, pokazywać się, nie liczyć na to, że zrobi to ktoś inny – „mądrzejszy, ważniejszy, bardziej znany”. Zadbać o własny PR – w końcu robimy wiele fantastycznych rzeczy, tylko czasami jakby wstydzimy się reklamować same siebie. Świetny przykład to warszawska UFA – kolektyw działa niesamowicie prężnie, praktycznie kilka razy w tygodniu coś się tam dzieje, a niemal nikt nie wie, kto za tym stoi. Ale oczywiście – nic na siłę. Pewne osoby, grupy, działania świadomie sytuują się poza mainstreamem. Ważne jest, by – jeśli się tego chce – postępować tak świadomie, a nie dlatego, że wydaje nam się, iż nie mamy innego wyjścia.


Anka Zet, wydawczyni:

Za dyskryminację kobiet, w tym także nieheteroseksualnych, prowadzącą do ich niewidzialności, niedostrzegania ich praw, tożsamości, oczekiwań itp., w dużej części odpowiada edukacja. Już na podręcznikowych ilustracjach rodzice nie dbają o rozwój zainteresowań dziewczynek, wskazując im jedynie pomoc przy czynnościach domowych czy zabawie lalkami (aby dorosłe kobiety wiedziały, że oczekiwaniem społecznym jest ich obecność w granicach ich własnych – nie cudzych, bo poligamii kobietom się nie wybacza – domów). W zawartości merytorycznej jest mało informacji o osiągnięciach kobiet, bo każde pokolenie dyskretnie okłamuje się, że mężczyźni są istotnymi działaczami dla budowania społeczeństwa. Sprawy nie ułatwiają politycy, ignorujący istniejącą dyskryminację kobiet. O niej wspominają głównie feministki (niezależnie od orientacji) na organizowanych konferencjach lub Manifach. Ludzie nie dostrzegają kobiet, ich działań i zasług, dlatego to nie lesbijki będą kojarzone jako działaczki, pomimo, że już teraz wiele z nich odnosi znaczące sukcesy. Kobiety i ich postulaty bywają niedostrzegane także przez gejów, którzy pomimo doświadczania dyskryminacji, należą jednak do uprzywilejowanej i posiadającej władzę, grupy – mężczyzn.

Co można z tym zrobić, jak zmienić sytuację i jak przeciwdziałać takim zjawiskom na przyszłość? Brakuje mi świadomości kobiet, że mogą mieć wysoką samoocenę, podkreślać własne sukcesy, bez poświęceń realizować ścieżkę kariery lub oddawać się pasjom, rozkoszować seksem, czyli doświadczać tego, co bez problemu robią mężczyźni. Postawiłabym zatem na organizowanie warsztatów zmierzających do budowania własnej wartości, wzmacniania samooceny. Znam to z autopsji, bo sama jestem po bardzo dobrej terapii. Dzięki temu jestem świadoma tego, że mam absolutne prawo wymagać, by jako jedna z obywatelek mieć równy dostęp do zagwarantowanych konstytucyjnie praw. Podkreślam i zachęcam: każda i każdy może podbudować własną samoocenę, a wówczas zmniejszy się poziom krytykowania innych i wiele innych kłopotliwych „przeszkadzajek” dla zgodnego pożycia społecznego.


Yga Kostrzewa, rzeczniczka Lambdy:

Tak, zgadzam się z tą konkluzją, a raczej powiedziałabym że kobiety widać mało. Pozwolę sobie przedstawić swoje doświadczenia: Pod Olsztynem, chyba od 1988 roku, są organizowane letnie biwaki gej-les (zmieniło się miejsce i organizator, ale tradycja trwa). Postanowiłam na taki biwak się wybrać. W 1992 r. byłam na nim pierwszą dziewczyną! Dziewczyny les gdzieś były, ale ukrywały się, bały się przyjeżdżać. Po latach się to zmieniło, momentami było nas nawet pół na pół. Ale potrzeba było czasu. Podobnie w organizacjach - do Lambdy Warszawa trafiłam bodajże w 1998 roku, wówczas nie było tam wcale kobiet, jedyne co pamiętam w późniejszym okresie - dwie kobiety dyżurujące przy telefonie zaufania. Byłam pierwszą kobietą w zarządzie. Myślę że działa na nas wiele czynników i nie można bagatelizować żadnego z nich. Kobiety w Polsce są przygotowywane do roli matki, opiekunki ogniska domowego. Mamy być ciche, skromne, zamknięte w sobie, płaczące gdzieś tam w kąciku. Tak jest wychowywanych wiele dziewcząt i to one, potem kobiety, są mniej odważne, mniej pewne siebie, mniej chcą od życia, bardziej krytykują siebie publicznie - i nie ma znaczenia tutaj orientacja psychoseksualna. A z drugiej strony mamy przykłady kobiet, które właśnie jako lesbijki odniosły wiele, dlatego że były bardziej uparte, bardziej na przekór, miały bardziej społecznie i stereotypowo "męskie" cechy.

To męski głos jest bardziej słyszalny w społeczeństwie. Gejostwo jest traktowane bardziej "serio" niż lesbijstwo, na które często patrzy się na zasadzie "dla zabawy", "bo chłopa nie miały" itp. Teoretycznie homoseksualność męska jest bardziej narażona na ostracyzm kulturowy, ale geje są mężczyznami, którzy korzystają z przysługujących im przywilejów społecznych. Mamy takie swoiste zamknięte koło - media częściej cytują gejów, zapraszają ich do programów, piszą o rzeczach "gejowskich", stąd potem ich większa popularność również w środowisku LGBTQ. Rykoszetem nierówność płciowa odbija się na lesbijkach, jesteśmy więc wykluczone w społeczeństwie podwójnie - raz jako kobiety i drugi raz jako osoby homoseksualne. Zresztą działalność w środowisku czy organizacji na rzecz osób LGBTQ to trudna działka. Często jesteśmy niemile traktowani przez rozmówców, obrażani, opluwani. Istnieje też wewnętrzna, zinternalizowana homofobia, przejawiająca się konfliktami wewnątrz środowiska. Działanie w takich warunkach nie jest komfortowe, dlatego wiele kobiet woli "odpuścić" sobie tę sferę i zająć się albo swoimi prywatnymi sprawami, albo zrobić coś w mniejszym gronie lub zaangażować się w projekty mniej głośne jak np. Chrząszczyki (drużyna piłki nożnej). Powoli, powoli widać przełom - kabaret Barbie Girls, złożony tylko z kobiet, zyskał już pewną sławę. Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o polskie seriale i filmy - w zasadzie "rodzynki", jakie pojawiają się tutaj to postaci gejowskie (ostatnio w serialu "Barwy szczęścia"), choć mamy też na ekranach film z wyraźną bohaterką - lesbijką ("Idealny facet dla mojej dziewczyny") - choć to komedia, ale zawsze.
Przeciwdziałanie - to ciągła praca i obecność. Przełamywanie tematów tabu i siebie. Udzielanie się, gdzie można. Zaznaczanie swojej obecności także na forach publicznych, wystąpieniach, konferencjach, organizacjach LGBTQ. Zwracanie uwagi, iż nie tylko "geje" ale też i "lesbijki". Że Parada nie jest tylko "Paradą gejowską", walka o przestrzeń także w języku.


Anna Urbańczyk, koordynatorka KPH Trójmiasto:

Kobiet LGBTQ nie widać, bo ludzie nie chcą ich widzieć. Dwie dziewczyny, kobiety, idące za rękę, czy nawet całujące się, uznawane są zapewne za niewinne przyjaciółki. Zresztą dziewczęce pary widać na ulicach Polski bardziej niż męskie. Z drugiej strony są tego plusy – na całe szczęście nie słyszałam tak dużo o atakowanych lesbijkach, jak o gejach, którzy za wspólne mieszkanie, czy chodzenie za rękę są często szykanowani i bici. Kobiety wiele osób nie odważy się uderzyć - polska "rycerska kultura". Poza tym być może też dlatego, że panuje stereotyp męskich lesbijek, butch, "babochłopów", a ja znam chyba tylko i wyłącznie lesbijki i biseksualistki, które noszą sukienki, sandałki, chodzą do fryzjera, mają zadbane pomalowane paznokcie. Ich może się nie zauważa. Nie wiem, ja zauważam.
W strukturach środowiska LGBTQ kobiet jest moim zdaniem wiele, na pewno w KPH. U nas większość koordynatorek oddziałów lokalnych to kobiety, w zarządzie też jest gender balance, prezeską jest kobieta. Nigdy nie czułam nawet cienia dyskryminacji od kolegów z organizacji. Z drugiej strony w naszym trójmiejskim oddziale jest zaledwie chyba 5-6 mężczyzn i bardzo nad tym ubolewamy.

A czemu "statystyczny Polak" nie umiałby wskazać "naczelnej lesbijki Polski"? A to nie Yga Kostrzewa? :) A poważnie, to jest kwestia niewidzialności lesbijek, tego, co powiedziałam wcześniej. Czemu jesteśmy tematem tabu? Co można z tym zrobić? Nie wiem. Z jednej strony nie demonizowałabym tak bardzo tego "zjawiska". Myślę, że sam fakt, że jako kobiety działamy w organizacjach mniejszościowych, że przychodzimy na parady, manify, dema, już coś zmienia. Z drugiej strony przydałyby się oczywiście kampanie społeczne, ale one kosztują ogromne pieniądze, których nie mamy.


Suzi Andreis, założycielka kobiecej drużyny piłkarskiej "Chrząszczyki", redaktorka portalu Kobiety Kobietom:

Zgadzam się z tobą, że kobiety LBTQ nie istnieją w społeczeństwie jako pełnoprawne podmioty, a są przestrzegane prawie wyłącznie jako erotyczny przedmiot na użytek mężczyzn. Nie istniejemy, nie jesteśmy widoczne w reklamach, w serialach, w filmach a jak się pojawiamy to w rolach, z którymi mi jako lesbijce trudno się utożsamić.
To zależy między innymi od tego, że w Polsce emancypacja kobiet nastąpiła w zdecydowanie słabszym stopniu niż w innych krajach, tak jak na przykład w USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii, czy krajach skandynawskich. Poza tym kobiety statystycznie mniej zarabiają, są więc mniej apetyczne niż mężczyźni jako target rynkowy. Sądzę, że Polki w porównaniu z kobietami z Zachodniej Europy bardziej się boją łamać konwenanse, które zmuszają je do odgrywania tradycyjnej roli „Kobiety”, nawet kiedy mają inne opcje do wyboru.

Środowisko LGBTQ funkcjonuje na podobnych zasadach co reszta społeczeństwa, więc nic dziwnego, że kobiety są w nim mniej aktywne i mniej widoczne niż mężczyźni. Problem podwójnej (czy potrójnej) dyskryminacji w środowisku nagłośniło kilka lat temu Porozumienie Lesbijek (LBT), które walcząc o widzialność kobiet LBTQ zainicjowało Fioletową Rewolucję. W ostatnich latach zintensyfikowano organizację wydarzeń, szkoleń i warsztatów mających na celu ogólną aktywizację kobiet, zarówno społeczną jak i zawodową. Mam na myśli na przykład projekty Działać każda może, Lesbian Empowerment 2, Akademię Przedsiębiorczości, Wendo czy szkolenia różnego rodzaju (od wystąpień publicznych po tworzenie stron internetowych). Wzrost aktywności kobiet w środowisku, o którym piszesz to wynik m. in. tej tendencji. Osobiście bardziej niż na obecności nie-mężczyzn w zarządach organizacji LGBTQ zależy mi na wzmocnieniu poszczególnych elementów L, B, T, Q itp. (niekoniecznie razem, niekoniecznie osobno) w ramach szerszego ruchu, żeby każdy z nich miał przestrzeń wolną od dyskryminacji.


Dwie rozmówczynie jednak nie do końca zgodziły się z moim zdaniem:


Lalka Podobińska, Fundacja Trans-Fuzja:

Nie do końca zgadzam się, że kobiety LGBTQ nie są widoczne. Sama wspominasz Martę Abramowicz w strukturach środowiska, można dodać Anię Grodzką - prezeskę Fundacji Trans-Fuzja, Agnieszkę Weseli z UFY, Magdę Mosiewicz z Zielonych, Ygę i jej partnerkę Ankę Zet oraz wiele, wiele innych. Podobnie w filmach i serialach można zauważyć już lesbijki czy trans-kobiety. Jeśli chodzi o lesbijki, to w tej chwili przychodzi mi do głowy jedna z drugoplanowych postaci z serialu "39 i pół", ale jest ich z pewnością więcej. Trans-kobiety w filmach byłoby nawet wymienić łatwiej, wystarczy zasygnalizować ostatnie takie polskie komedie, jak "Zamiana", "Złoty środek".

Proces ten istotnie zachodzi wolniej niż w przypadku gejów, bo i ruch lesbijski jest znacznie młodszy niż gejowski. Z czego to wynika? I dlaczego łatwiej przeciętnemu Kowalskiemu wymienić naczelnego geja niż naczelną lesbijkę? Cóż, kobieta, choćby z racji fizjologicznych (tak, jestem zwolenniczką różnic biologicznych w budowie naszych mózgów i pewnie zostanę za to skrytykowana przez feministki), jest predestynowana do wicia gniazda, a mężczyzna do jego obrony i zdobywania pożywienia. Podobnie jest w całym naszym społeczeństwie, to wciąż mężczyźni przeważają w polityce, we władzach, w obronności. A obecność kobiet w tych dziedzinach jest znacznie mniej zauważalna. Moim zdaniem winowajcy tego zjawiska nie należy doszukiwać się w patriarchalizmie naszej kultury, a właśnie w biologii. A zatem w sytuacji, w jakiej znajduje się środowisko LGBTQ, czyli wciąż w trakcie walki o prawdę i prawo do istnienia w społeczeństwie, to mężczyzna-wojownik jest widoczny na pierwszej linii frontu. Natomiast kobieta buduje zaplecze, dba o ciepło, porządek i wygodę gniazda. Stąd to kobiety częściej udoskonalają i rozwijają struktury organizacyjne, wywalczone i stworzone przez mężczyzn.

Co można z tym zrobić, jak zmienić sytuację? Wystarczy zauważyć zdolności organizacyjne i pozwolić działać tym kobietom, które mają taka potrzebę. Jestem zdania, że nie każda kobieta jest "wojowniczką", choć jest wiele takich i ja sama tak się określam. A kobiety instynktownie i intuicyjnie znajdą dla siebie miejsce w strukturach. Czy to na przekór biologii "na pierwszej linii frontu" czy "przy budowie gniazda". Bo, my kobiety, jesteśmy bardzo świadome zarówno naszych zdolności, jak i ograniczeń.


Anna "Aina" Grodzka, prezeska Fundacji Trans-Fuzja:

Nie bardzo się zgadzam z tym, że jest jakaś wyraźna przewaga mężczyzn w środowisku LGBTQ. Ja widzę wokół niemal tyle kobiet co mężczyzn. A jeśli już są i działają, to robią to świetnie, kompetentnie i z wielkim oddaniem sprawie. Jeśli nie zawsze ustawiają się na najbardziej świecznikowych czy frontowych pozycjach, a raczej sytuują się w drugim planie, to z tego powodu, że są bardziej wrażliwe, emocjonalne i empatyczne od mężczyzn. Mniej maja w sobie niezbędnej do WALKI twardości, ale więcej wytrwałości, solidności i siły. Tak - mówię "do walki" - bo publiczna obecność w środowisku LGBTQ oznacza niestety nadal ustawienie się w pierwszej linii frontu.

Taka sytuacja jeszcze bardziej wyraźnie daje o sobie znać tle ogółu społeczeństwa. Jeśli ktoś wkracza w życie publiczne, zmuszony jest wyrzec się znacznego kawałka swojej prywatności i intymności. Naraża się na ciosy, które trzeba chcieć i umieć znosić. W środowisku LGBTQ kobiety częściej mogą liczyć na szacunek i być traktowanie serio. Tu są ludzie, dla których idee równości i niedyskryminacji stanowią prawdziwą wartość. Natomiast w społeczeństwie przesiąkniętym prymitywnymi seksistowskimi stereotypami mamy mniej szans. Żeby mocno zaistnieć, trzeba prezentować mocny wizerunek. Nie wszystkie z nas mają ochotę prezentować się jako smok, nosorożec czy walec drogowy. Dla mnie, jako że dysponuję wagą, wzrostem i innymi walorami przekraczającym standardowe normy, przyjmowanie wizerunku hetery nie stanowi aż tak wielkiego problemu. Ale rozumiem inne, delikatniejsze koleżanki. W środowisku LGBT widać nas nieco lepiej bo czujemy się bezpieczniej i pewniej. Gwarantuje to nam, między innymi, obecność kolegów gejów. Nasi panowie znacznie częściej niż inni, są w stanie docenić walory intelektualne i kwalifikacje moralne kobiet. A emocjonalne wsparcie, jakie zamiast rywalizacji, dostajemy od naszych koleżanek, wzmacnia nas niewspółmiernie. Statystyczny Polak nie wskaże „naczelnej lesbijki”, bo my cenimy sobie bardziej współpracę niż rywalizację. Żadna z nasz nie ma ochoty wychodzić przed szereg.

To, że różnimy się od mężczyzn nie jest żadnym antyfeministycznym przesądem. Przynajmniej ja zauważam różnice między płciami. Jesteśmy całe szczęście inne niż oni. Okręt LGBTQ płynie dalej nie tylko dzięki męskim działom i żaglom. Nie tylko dzięki kapitanowi przy sterze i majtkowi wiszącemu w bocianim gnieździe, ale także, a może nawet przede wszystkim, dzięki kadłubowi statku, szotom, i kantynie marynarskiej, które są kobietą. Gdyby w środowisku i społeczeństwie nas kobiet zabrakło, to zatonął by ten okręt, a wszystkie te konstrukcje i organizacje społeczne razem z wypinającymi żałośnie mikre piersi facetami, trafiłby szlag.

http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=3229
edzamieszczono: 2009.06.17

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3131 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj