Newsy

Ona i On w jednym ciele


Kiedyś się najadłam tabletek i dosłownie przepłynęły przeze mnie. Siedząc na sedesie, słyszałam, jak uderzają o muszlę. Pomyślałam wtedy, że człowiek nawet się zabić nie umie, a co dopiero zmienić płeć – opowiada dziewczyna, która nosi w torebce dowód osobisty 23-letniego mężczyzny.

Chciałam porozmawiać najpierw z Maćkiem, a potem z Mariną, nie udało się jednak. Oboje mówili naraz. Czasem jedno zaczynało zdanie, drugie kończyło. Marina mówiła na przykład: „Kiedy byłam mała...”, a Maciek kończył: „... to bawiłem się lalką Barbie”. Kelnerka nie miała wątpliwości: – Co paniom podać? – zapytała. Ale kiedy Marina zamówiła kawę z likierem miętowym, lekko się zdziwiła, bo usłyszała męski głos. Marina ma już biust, miseczki rozmiaru A, ale piersi wyglądają na większe, bo nosi push-up. I jest dziewczyną piękną. Nie ma mężczyzny w kawiarni, który nie zaczepiłby jej wzrokiem, choć wcale nie wygląda jak jedna z dziewczyn Bonda. Ma za to miękkie spojrzenie i bardzo kobiecy sposób odgarniania włosów. Kiedy mówię jej o tym, zaprzecza z delikatną kokieterią, bo wydaje jej się, że kości policzkowe ma za słabo zarysowane, każdy biustonosz ją uwiera, no i co tu kryć, wciętej talii osy nigdy nie będzie miała. Połowę drogi metamorfozy z Maćka w Marinę ma już za sobą, ale tylko połowę, bo ciągle jeszcze legitymuje się dowodem, według którego jest 23-letnim mężczyzną.



Newsweek Kobieta: Był taki czas, że czułaś się chłopcem?
Maciek-Marina:
Nie wiem, naprawdę nie wiem. Od kiedy pamiętam, zawsze w takich podwórkowych zabawach stałam po stronie dobra. To znaczy byłam bohaterem, który pomaga, a nie lata z patykiem i udaje, że wszystkim roztrzaskuje głowy. Ta moja skłonność powodowała śmieszne sytuacje, bo kiedy dwa gangi chłopców i dziewczyn walczyły ze sobą po obu stronach ulicy, nie mogłam się zdecydować i raz byłam po stronie dziewczyn, a raz chłopaków. To były dość okrutne zabawy, w niczym nie przypominaliśmy dzieci z Bullerbyn, więc to moje bieganie z jednej strony ulicy na drugą przypominało wycieczki z jednego okopu do drugiego. Tam niańczyłam lalki, a po drugiej stronie pomagałam Batmanowi.

 

Newsweek Kobieta: Bawiłaś się lalkami?
Maciek-Marina:
Miałam jedną schowaną w domu w szafce. Moja babcia była krawcową, więc udawałam, że się uczę szyć, a w rzeczywistości szyłam jej ubranka. Byłam w podstawówce i już kombinowałam, że pewnych rzeczy nie powinnam robić.

 

Newsweek Kobieta: Rodzice to widzieli?
Maciek-Marina:
Tak, ale sądzili, że to wpływ starszej siostry. Bo jak inaczej można wytłumaczyć moje spacery pod domem w jej czarnych pantofelkach? Mama pamięta nawet, że kiedy przymierzałam sukienkę siostry, dziadek to zobaczył i dał mi klapsa. Ale ja tego w ogóle nie pamiętam. A może mu bardzo szybko przebaczyłam, bo początki podstawówki przeżywałam w bardzo religijnym nastroju. Byłam zafascynowana Kościołem, całymi tymi przygotowaniami do komunii świętej. U nas, na wsi pod Wrocławiem, nie było zresztą tak wielkiego wyboru, jeśli chodzi o życie rozrywkowo-towarzyskie.

 

Newsweek Kobieta: Podkochiwałaś się wtedy w dziewczynach czy w chłopcach?
Maciek-Marina:
W dziewczynach. Do tego stopnia, że dałam się jednej z nich zgwałcić. Byliśmy jeszcze dzieciakami, ale zrobiła to fachowo. Teraz myślę, że może była molestowana albo podglądała starszych braci. W każdym razie wyjęła mi siusiaka i z całej siły zaczęła wsadzać w swoją waginę. Bolało jak diabli. Potem przez dwa lata miałam stracha, że zaszła w ciążę.



Newsweek Kobieta: Jak to przez dwa lata?
Maciek/Marina:
No, bo nie wiedziałam, ile czasu trwa ciąża. Modliłam się namiętnie, żeby Bóg do tego nie dopuścił, ale księdzu na spowiedzi na wszelki wypadek nie mówiłam.



Newsweek Kobieta: Kiedy do ciebie dotarło, że jesteś inna niż twoi koledzy?
Maciek-Marina:
Kiedy w gimnazjum zaczęli się ze mnie śmiać, że jestem homoseksualistą. Raz mi nawet opluli szafkę. Ale ja nie czułam się chłopakiem, który czuje miętę do innych chłopaków, tylko dziewczyną. Nie miałam jednak pojęcia, że istnieje coś takiego jak prostowanie płci, że mogę być transseksualistą. Czułam więc, że coś jest nie tak, i wmówiłam sobie, że umrę bardzo młodo. Brało się to z tego, że nie chciałam żyć. Uciekałam w narkotyki. Paliłam trawę z kolegami w szkolnej toalecie i u siebie, na górze, w domu. Miałam osobny pokój, rodzice myśleli, że śpię. Raz pochorowałam się w szkole: dostałam na lekcji SMS, żebym przyszła zapalić w toalecie. Miałam pusty żołądek, rano zjadłam tylko pomarańczę. Więc wróciłam tak upalona, że padłam na ławkę. Przyleciała pielęgniarka szkolna. Wmówiłam jej z łatwością, że mnie boli brzuch, i zwymiotowałam do kosza na śmieci. Dawałam wtedy rodzicom w kość, aż mi głupio, jak sobie przypomnę. W końcu mama nie wytrzymała i zagroziła, że jak nie zacznę się uczyć, będę musiała szukać sobie pracy.

 

Newsweek Kobieta: Rozmawiałam z twoją mamą. Muszę ci powiedzieć, że to szczęście być dzieckiem tak akceptujących rodziców.
Maciek-Marina:
To mama pierwsza powiedziała głośno, że wydaje jej się, że jestem transseksualistą. Wyobrażasz sobie? Mała wieś, ojciec technik weterynarii, z którym uwielbiałam jeździć do pracy i patrzeć, jak wkłada prawie całą rękę krowie w tyłek, żeby ją zapłodnić, mama nauczycielka w klasach I-III, zero przemocy czy terroru. Nie było im łatwo – dalsza rodzina mówiła, że jestem zakałą, zboczeńcem i tak dalej – ale rodzice zawsze stawali w mojej obronie. Mama na komentarze, że spotkała ją tragedia, mówiła: „Jaka tragedia? Tragedia to ciężka choroba, a to nie jest żadna tragedia. Kocham moje dziecko, jakie jest”. Na początku wszyscy czuliśmy się winni, ja – że robię im tyle kłopotu, oni – że to może przez nich, ale po jakimś czasie odpuściło nam. Wiemy, że to są sprawy, za które można się tylko czepiać Pana Boga.

 

Newsweek Kobieta: Tacie nie było trudniej zaakceptować fakt, że ma córkę, a nie syna?
Maciek-Marina:
Tak, ale rozmawiał ze mną o tym tylko raz. Powiedział, że boi się, jak ja to wytrzymam, operację i tak dalej. Ale nie pytał, czy jestem pewna, że chcę to zrobić.

 

Newsweek Kobieta: A jesteś?
Maciek-Marina:
To jest najgłupsze pytanie, jakie można zadać. Bo niby co, mam w ogóle nie mieć żadnych wątpliwości? A widzisz, tego wymagają wszyscy, którzy ci wystawiają opinię potrzebną do pozwolenia na zmianę płci – psycholodzy i seksuolodzy. Żebyś była pewna, nie miała wątpliwości.



Newsweek Kobieta: O co pytają?
Maciek-Marina:
Kiedy poszłam pierwszy raz do seksuologa, zapytał mnie, w jaki sposób się masturbowałam, kiedy dorastałam. A jak miałam to robić, kiedy nie miałam nic innego, tylko członek? Zadzwoniłam do mamy i krzyczałam jej o tym w słuchawkę. A mama na to: „Spokojnie, a o co miał pytać? Przecież jest seksuologiem”.

 

Newsweek Kobieta: Ale nikt ci nie radził, żebyś urodziła dziecko, a burza hormonów wszystko rozwiąże?
Maciek-Marina:
Na szczęście aż tak źle nie było. Przeciwnie, miałam szczęście do wspaniałego internisty, który mną kieruje z wielką troskliwością. Pamiętam, jak zaczęłam brać tabletki hormonalne i wpadłam do niego do gabinetu z nowiną, że mam raka. Czułam ulgę, że nareszcie umrę, a jednocześnie przerażenie, co mnie czeka. Obejrzał moje guzy i powiedział: „Spokojnie, rosną ci po prostu piersi. Kup sobie lepiej biustonosz na tego raka”.

 

Newsweek Kobieta: O co pytał psycholog?
Maciek-Marina:
Głównie o myśli samobójcze. I znów, większość tych, którzy chcą zmienić płeć, ma takie myśli. Pamiętam, jak kiedyś się najadłam tabletek, aspiryny chyba, i dosłownie przepłynęły przeze mnie. Słyszałam, siedząc na sedesie, jak uderzają o muszlę. Pomyślałam sobie wtedy, że człowiek nawet się konkretnie zabić nie umie, a co dopiero zmienić płeć. To nie takie proste – chcę, nie chcę. Wyobraź sobie, że miałabyś zostać facetem. Raz, że jest to operacja nieodwracalna, dwa, że bolesna, trzy, że szalenie odziera z intymności. Leżysz na takim łóżku ginekologicznym przez kilka dni. Nie ma chyba nikogo, kto nie zadałby sobie pytania: o kurczę, a jak coś nie wyjdzie? A jeśli zmienię płeć na kobietę, a zacznie mi się podobać dziewczyna, co wtedy?

 

Newsweek Kobieta: Jak właściwie jest z tobą teraz, podobają ci się mężczyźni czy kobiety?
Maciek-Marina:
Raz podrywała mnie dziewczyna. Ale kiedy dowiedziała się, że jestem chłopakiem, odpuściła, bo była lesbijką... Mój typ to facet ze skazą. Na przykład z zezem. Instynktownie czuję, że musi być mocniejszy, przeszedł więcej, to lepiej mnie zrozumie. Ale jeśli chodzi o związki, nie idzie mi najlepiej. Wszystkie trwały tydzień, dwa. Najdłuższy trzy miesiące. Zainteresował się mną chłopak, wiedział, że jestem transseksualistką, a mimo to zaczął mnie pewnego razu całować. To było cudowne uczucie, bo on pierwszy traktował mnie jak kobietę. Wariowałam, kiedy tylko całował mnie w ucho na przykład.

 

Newsweek Kobieta: Uprawialiście seks?
Maciek-Marina:
Uprawialiśmy, tyle że byłam od połowy ubrana. Rozsypało się to wszystko jednak. Żaden chłopak nie wytrzyma tego dłużej.

 

Newsweek Kobieta: Myślisz o przyszłości, wyobrażasz ją sobie jakoś?
Maciek-Marina:
Studiuję historię sztuki. Pisałam pracę licencjacką o klaustrofobii płci w sztuce współczesnej. Pisałam ją jak w natchnieniu. Spodobała się. Chciałabym w przyszłości pisać o sztuce i żyć normalnie, jak wszyscy. Na razie jednak czeka mnie podróż do Brna. Tam mam się poddać operacji [tzw. prostowania płci, czyli kastracji i utworzenia waginy – przyp. red.], rodzice mi ją finansują, a to kosztuje kilkadziesiąt tysięcy. Jestem szczęściarą, bo wszystko mam podane na tacy. Gdybym miała jeszcze zbierać pieniądze na operację, to byłoby mi ciężko.


Newsweek Kobieta: Co dalej?
Maciek-Marina:
Pewnie chciałabyś usłyszeć coś w stylu, że urodzę się na nowo. No, ale mnie czeka jeszcze praca nad głosem, nad jego modulacją. Już się boję, bo jestem leniem. Brak mi wytrwałości, uporu. Może też dlatego wciąż jestem pomiędzy.

źródło

Violetta Ozminkowski

edzamieszczono: 2010.05.05

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2852 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj