Opowiadania

"BYŁO MNIE DWOJE" - odcinek 1


...Nie byłam jednak tak zupełnie sama. Było mnie dwoje!
On – Andrzej dla świata, a ona – Kasia dla samej siebie...



Dziwny chłopiec

Kiedyś, bardzo już dawno temu, kiedy miałam kilkanaście lat, zadałam pytanie mojej mamie:

- Jak to było ze mną, kiedy byłem bardzo małym dzieckiem?

- Byłeś trochę dziwnym chłopcem, inni grali w piłkę, gdzieś znikali, a ty zostawałeś zawsze blisko domu, nie bardzo chciałeś bawić się z chłopcami. Mówiłeś, że są nudni. Unikałeś ich. Oj, miałam z tobą trochę kłopotów. Pamiętasz tę Małgosię z pierwszego piętra? A Iwonkę? Ciągle chciałeś bawić się z nimi.

- Ale czy to był kłopot mamo, że byłem blisko domu? – spytałam.

- Dla mnie? No tak. Dla mnie to była poważna troska. Bałam się o Ciebie, co z Tobą będzie. Byłeś taki „inny”, a dzieci potrafią być okrutne dla „innych”. Czasem, mimo że zazwyczaj byłeś wyższy o głowę od swoich rówieśników, miałam wrażenie, że bardziej z ciebie dziewczynka niż chłopiec. A to, że Jurek wołał za tobą „babski król”, pamiętasz już na pewno. Pamiętasz?

- Pamiętam.

- Ja pamiętam też, że często wracałeś ze szkoły zapłakany. Wasza wychowawczyni wezwała mnie kiedyś do szkoły i prosiła, bym zabroniła ci nosić do szkoły tę lalkę albo żebyś przynajmniej nie wyjmował jej z tornistra, bo "prowokujesz dzieci do agresji".

- No, bo wtedy chcieli mi ją zabrać, ale nie dałem im jej. – powiedziałam i chyba raczej smutno uśmiechnęłam się.

- Czy to chodziło o tę „szmaciankę”, lalkę Kasię, którą zawsze nosiłeś ze sobą?

- Tak.

- Bałam się o ciebie wtedy.

- Ja też się bałem, ale miałem ciebie mamo – wyszeptałam.

- Całe szczęście, że wyrosłeś na mądrego i fajnego chłopca. Caaałe szczęście!

- Całe szczęście … ? – zapytałam.

Mama przytuliła mnie, a ja rozpłakałam się.

Pamiętam, jak wspominałam przedszkolne lata. Byłam szczęśliwa. Byłam po prostu sobą, nie wiedziałam, czy chłopcem czy dziewczynką? A może jednak wiedziałam, że chłopcem, ale nie chciałam przyjąć tego do wiadomości... Miałam swój świat i dzieliłam go z najbliższymi, mamą, tatą i koleżankami. To był mój cały świat.

Potem, w szkole podstawowej dowiedziałam się, że jestem "dziwnym chłopcem", "lebiegą", "lalusiem", "mazgajem", "babą", a nawet że "pedałem", kiedy przyszłam do szkoły w "babskiej" bluzeczce z koronkowym kołnierzykiem. Bolało! Coraz bardziej spychana byłam na margines klasy. Początkowo nie umiałam zrozumieć, dlaczego tak jest? Czułam żal i niesprawiedliwość. Im bardziej byłam odpychana, tym bardziej stawałam się samotna. A kiedy wróciłam zwakacji po trzeciej klasie szkoły podstawowej, już nawet dawne, najlepsze koleżanki nie chciały bawić się ze mną. Taki dziwak, że aż wstyd przed innymi, żeby z takim się bawić!

Mając dwanaście lat już wiedziałam, że żaden ze mnie chłopiec. Oni nie są tacy, jak ja. Rozumiałam, że nie jestem dziewczynką, ale bardzo chciałam nią być. Zazdrościłam dziewczynkom strojów, zabawek, możliwości przebywania z nimi. Wiedziałam, że więcej mnie wiąże z nimi niż z chłopcami, ale dziewczynką przecież niestety nie byłam. Nie byłam? To kim jest taki ktoś, jak ja? – myślałam.

Właśnie wtedy postanowiłam, że będę miała na imię Kasia. Że będzie to moją wielką tajemnicą. Kasia - tak samo, jak moja lalka, jedyna wtedy przyjaciółka.

Wtedy już wiedziałam też, że tego, co chciałam robić, robić nie wolno - bo to boli. Nie warto z dziewczynkami grać w gumę na podwórku, nie warto całować się w policzek na przywitanie z koleżanką i że nie należy stać i gadać z dziewczynami na przerwie. Wtedy wiedziałam już także, że należy grać z chłopakami kapslami w "wyścig pokoju" – jeśli pozwolą albo poprosić, by zgodzili się chociaż "postawić mnie" na bramce. Lecz mimo tej wiedzy, mimo że się starałam być jak inni, to jednak mimo tego, że byłam najwyższa w klasie, zostałam posadzona całkiem sama w pierwszej ławce od tablicy, bo wszystkie inne miejsca były zajęte... zajęte dla mnie.

Potem, z roku na rok, jak mi się wydawało, było już nieco lepiej. Chłopcy już nie tak często obrażali mnie, wyśmiewali czy popychali na korytarzu. Troszkę zmądrzeli - myślałam. W piątej klasie zostałam nawet wybrana "przewodniczącym klasy". Ucieszyłam się początkowo. Potem jednak zrozumiałam, dlaczego dzieci dokonały takiego wyboru. Według nich była to funkcja dla bab, lizusów i frajerów. Dla nich byłam właśnie bezkonkurencyjnie najodpowiedniejszym kandydatem.

Starałam się nauczyć być chłopcem. Grę w piłkę uważałam za brutalną i nudną. Ale trzeba było – bo inaczej jak? Wiedziałam już dobrze, że jestem lebiega i "noga", więc cieszyłam się nawet, kiedy jako ostatnia kwalifikowana byłam do gry. Byłam wtedy choć przez chwilę „jednym z nich”. Ale tak naprawdę czułam, że wszystko to, co robię, nie jest tym, co chciałabym robić najbardziej. Byłam wściekła że nie mogę być tam, gdzie chcę i robić tego, co pragnę. Tak naprawdę to czułam, że jestem sama. Komu miałam się zwierzać ze swoich wrażeń, pragnień i uczuć, z kim rozmawiać o tym, co mnie interesuje, co przeżywam? Dla chłopców moje uczucia i zachowania były śmieszne i niezrozumiałe, dla dziewczynek ja byłam śmieszna, niezręczna i mało imponująca. Świat mych prawdziwych przeżyć, stawał się tajny. Będąc z chłopcami, nie było mnie z nimi naprawdę. A tam, gdzie chciałam być, nie wolno mi było, albo byłam niechciana. Czas mijał, miałam uczucie bezsensowności.

Nie byłam jednak tak zupełnie sama. Było mnie dwoje! On – Andrzej dla świata, a ona – Kasia dla samej siebie.

Dorastałam ucząc się żyć tak - aby nie bolało. Umiałam coraz więcej, ale stale nie mogłam odnaleźć swojego świata. Uczyłam się roli. Grałam ją coraz sprawniej. Ale chętnie schodziłam ze sceny, by odpocząć. Zostawałam sama. Trzymałam się blisko mamy i domu.

Czasem bawiłam się z mieszkającym po sąsiedzku kolegą w domu. Budowaliśmy fortyfikacje z klocków, rozstawiając żołnierzyki na polu bitwy. Adam strzelał potem do mojej armii, tratatata, a ja nie wiedziałam, po co. Dlaczego tak się bawimy? O co im poszło? Dlaczego jego żołnierzyki są źli? Dlaczego Adam nie chce, by skończyła się ta wojna? Aby jakoś zabawę skończyć, postanowiłam dać się postrzelić. Ja leżałam rażona jego kulą i ranna wiłam się z bólu, a on tymczasem postanowił metodycznie wystrzelać resztę mojej ołowianej armii.

Z Iwonką, która mieszkała w tym samym bloku, mogłam spotykać się tylko w domu. W szkole unikała mnie raczej, poświęcając czas innym koleżankom. Przychodziła do mnie lub ja do niej i gadałyśmy albo inscenizowały jakieś cudne, fantastyczne historie i bajki. Ale kiedy do niej przychodziły koleżanki, ja byłam skazana na samotność lub na prowadzenie wojny z armią Adasia.

Samotność okazywała się czasem nie taka zła. W wielkiej szafie, która zasłaniała całą ścianę, zbudowanej w moim pokoiku przez mego tatę, znajdował się cokół, który od wewnątrz przykryty był sklejką drewnianą, stanowiącą podłogę szafy. Tam było moje tajemne bajkowe królestwo. Tam były wszystkie moje skarby i tajemnice. Ale lalki i szyte dla nich przeze mnie, przy pomocy mojej mamy, ubranka, leżały zawsze zwyczajnie w pokoju na biurku i na półeczkach nad biurkiem, a w szafie ukrywałam przed ludźmi pozostałe rzeczy, cały świat Kasi. Była tam biała bluzeczka z wykończonym koronką kołnierzykiem, którą kupiła mi mama. Wymusiłam ją na niej płaczem i histeryczną inscenizacją, którą odstawiłam pod jakimś straganem podczas pobytu w Gdańsku. Kiedy zbliżał się koniec szkoły podstawowej na dnie szafy leżały także dwie nylonowe pończochy, w tym jedna z długim już od stopy oczkiem i pas do pończoch, które zostały wyjęte przeze mnie z kosza na śmieci, zanim trafiły do śmietnika. Była też idealnie niemal pasująca na mnie sukienka w czerwonej tonacji w kwiatki, której historia była chyba podobna do historii pasa i pończoch oraz jakieś prawie doszczętnie zużyte szminki i kredki.

Był też mój pamiętnik. Pamiętnik Kasi, w którym zapisywałam swoje najskrytsze uczucia, marzenia i wiersze. Te cuda ożywały wraz z samotnością. Wtedy byłam wreszcie (hmm) piękna. Przez wiele lat pożyczałam, początkowo trochę za duże, buty mamy, poruszałam się w nich „z wymarzoną gracją”, tańczyłam rozradowana albo rozmarzona, obejmując niewidzialnego księcia. Ale to nie książę był ważny. Ważna była moja kobiecość, którą on, w mej wyobraźni, uwiarygodniał i potwierdzał moją kobiecą atrakcyjność.



c.d. za tydzień

Katarzyna

edzamieszczono: 2009.11.15

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2606 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj