Ból dorastania
Kiedyś wyhodowałam dosyć długie włosy. Takie, które zakrywały mi uszy. Do tej pory rodzice zabraniali mi nieć długie. Nienawidziłam zakładów fryzjerskich. Nigdy nie poszłam tam sama. Zawsze zaprowadzał mnie tam ojciec. Pamiętam – byłam wtedy bardzo mała - ojciec z zaskoczenia wprowadził mnie do fryzjera. Darłam się tak histerycznie i płakałam, że ojciec zabrał mnie i wyszliśmy. Długo nie umiałam opanować histerii. Teraz ojciec po którymś kolejnym upomnieniu kazał mi iść tam samej. Groziła mi poważna sprzeczka. Poszłam. Fryzjer strzygł, a ja płakałam cały czas.
- Czemu płaczesz zapytał ? Umarł mi kotek - skłamałam. Tamto przeżycie stawało mi jak żywe pod powiekami.
Hormony grały. Zawsze byłam za duża, a stawałam się teraz coraz mężniejsza. Ani krztyny kobiecości! Porażka! Szczęka poszerzała się z każdym miesiącem, a kiedy ktoś powiedział, że to od gumy do żucia, nigdy już w życiu nie tknęłam tego "świństwa". Ramiona poszerzały się, przyprawiając mnie o prawdziwą rozpacz. Poranne wzwody. Och, i te dziwne, niepokojące polucje! Sama nie wiem, jak mogłam tak myśleć, ale kiedy postanowiłam zrobić to pierwszy raz w życiu sama, chciałam się w ten sposób ukarać. Zrobiłam to sobie za karę. Jednak skutkiem – orgazmem - byłam przerażona i zniesmaczona! Okazało się, że jednak jestem chłopcem. Przeżyłam uczucie fizycznej nieznanej mi dotąd rozkoszy. Doznałam potem fizycznego przyjemnego odprężenia. Zauważyłam, że orgazm dawał mi ponadto jeszcze coś, dawał na jakiś czas uczucie uwolnienia się od napięcia seksualnego. Pozostawało we mnie miłe poczucie czystości. To było przyjemne.
Sama nie wiedziałam, jakie uczucie dominuje we mnie. Walczyły we mnie demony, radość z fizycznej przyjemności oraz niesmak i niechęć psychiczna do siebie, z powodu mej jawnej demonstracyjnej męskości. To, co przeżywałam przez kilka lat aż do mniej więcej siedemnastego roku życia było dziwne, jak ja sama.
Denerwująco niespójne, wewnętrznie sprzeczne - podzielone. Odczuwałam tę sprzeczność jako dyskomfort, poniżenie, zażenowanie, wewnętrzną słabość. W końcu znalazłam jednak jakieś psychologiczne uzasadnienie dla tej schizofrenicznej sytuacji, dające pewną dozę wewnętrznego spokoju. Uznałam, że zdarzający się mi onanizm, którego nie potrafiłam się wyrzec, jest konieczny w mojej sytuacji. Jest jakby zabiegiem higienicznym, który oczyszcza mnie z męskiej chemii i z napięcia, którego chciałam się pozbyć. Kasią jestem w duszy, a ciałem – niestety facet.
Nienawidziłam siebie i swojego ciała coraz bardziej. Porastałam na ciele włosami. To było najgorsze! Ohydne. Może trudno w to uwierzyć, ale pamiętam, że już wtedy, może właśnie przede wszystkim wtedy, widok kudłów na moich nogach, rękach, czy na piersi, przyprawiał mnie niejednokrotnie o mdłości i zawsze powodował smutek. Kilka razy zgoliłam je, ale mama zakazała mi tego. Twierdziła nie bez racji, że jeśli będę je goliła, będą mocniejsze. Odgrażała się, że nie da mi następnym razem zwolnienia z lekcji WF-u. Pamiętam jak pewnego razu, mimo zakazu mamy, goliłam włosy na rękach i płakałam. Z rozpaczy, z nienawiści do samej siebie nacięłam ciało żyletką. Chciałam umrzeć, zniknąć, nie istnieć. Ale nacięcie było jednak za płytkie, tchórzliwe.
W marzeniach, w wyobraźni, byłam kobietą, przeżywałam ich uczucia i rozterki. Wiedziałam, co czują kobiety. Stawałam się jedną z nich, ich powierniczką i siostrą. Moje fantazje krążyły wokół mojej kobiecości. Ale kiedy otwierałam oczy, kiedy zanurzałam się w zwyczajny świat, czar pryskał boleśnie.
W moim świecie coraz ważniejsze stawały się książki. Pamiętam "Tajemniczy dom Ani", "Zabić Drozda", "Tajemniczy Ogród". W domu było dużo książek. Chciałam wiedzieć, jak żyć. Myślałam, że jestem dziwolągiem, ale miałam nadzieję, że na świecie są ludzie podobni do mnie. Szukałam odpowiedzi. Czy można żyć w wirtualnym świecie, utożsamiając się tylko z bohaterkami filmów i książek?
W naszej biblioteczce były też, nie pamiętam skąd, książki z zakresu seksuologii. Książki z tamtych lat uświadomiły mi, ku memu niekłamanemu przerażeniu, że jestem "zboczeńcem seksualnym", i że „to” można i należy leczyć.
Wszystko stało się jasne! Jestem zboczeńcem i tyle. Teraz już wiedziałam, co mi jest – jestem chora! Znaczy, nie jestem dziewczyną, tylko zboczonym chorym na wstydliwą chorobę facetem. Jak mogłam myśleć inaczej? Książki proponowały leczenie behawioralne. Pokazuje się takiemu delikwentowi film albo przezrocza, w których mężczyźni poprzebierani są w wyzywające stroje kobiet i "wali się" prądem. Och, nie! Nie lubiłam lekarzy, nie chciałam skorzystać z takiej ich "pomocy".
Postanowiłam poradzić sobie sama. A co?! To, nie da się żyć jak facet? Tylu facetów żyje i mają się dobrze. Więc będę grała faceta... Warunki fizyczne do takiej gry miałam niezłe i coraz lepsze. Reszty trzeba się było nauczyć. Ale ja przecież byłam zdolna.
Przyszedł dzień w którym, po raz pierwszy w życiu wyniosłam swoje tajemne rzeczy na śmietnik. Został tylko pamiętnik i lalka Kasia – na pamiątkę mnie i świata, który chciałam, by we mnie minął. Wtedy po raz pierwszy "zabijałam Kasię". Płakałam - żegnałam swoje marzenia.
Rodzice zadbali o to, bym miała szansę odciąć się od środowiska, w jakim żyłam w szkole podstawowej. Wybrali mi szkołę średnią na drugim końcu miasta. Faktycznie, udało się. W nowej szkole nikt mnie nie znał. Tu już wszystko zależało ode mnie. Od nowej mnie, a może od nowego mnie? Początkowo było trudno, ale starałam się. Umiałam już grać na gitarze, występowałam w szkolnym kabarecie, pisałam i śpiewałam piosenki, stawałam się popularna.
Zdziwiona zauważyłam, że podobam się dziewczynom. Przecież byłam wysoka, męska, intelektualnie pobudzona, pełna fantazji. Snuła się za mną nuta poezji. Miałam może także nieco przewagi nad chłopcami, bo rozumiałam lepiej wszystko to, co działo się między ludźmi. Jestem pewna, że lepiej rozumiałam dziewczyny i świat uczuć, niż ich koledzy. Wreszcie mogłam być także z nimi - dziewczynami. Co prawda w trochę innej relacji niż bym chciała, raczej nie powierniczka dziewczęcych tajemnic i zwierzeń, nie jako koleżanka, "psiapsiółka", ale jako fajny kolega, może nawet obiekt dziewczęcych fascynacji.
Wchodziłam świetnie w tę rolę. Tak zresztą skutecznie, że może już nawet nie czułam tego jako roli, ale w jakiejś mierze odbierałam ją wreszcie jak moje autentyczne życie.
Bywałam wreszcie szczęśliwa, byłam wśród przyjaciółek i przyjaciół. Chłonęłam nową sytuację. Po raz pierwszy od wczesnego dzieciństwa chłonęłam swoje prawdziwe życie i czułam, że w znacznym stopniu jestem autentyczna. Wreszcie żyłam. Może nawet nie powinnam pisząc o tym okresie mego życia używać formy żeńskiej? Nie wiem...
Jednak przecież o sobie, jako o Kasi, tak zupełnie nigdy nie umiałam przestać myśleć. Kiedy miałam jakieś kłopoty i problemy, świat, w którym byłam kobietą, wracał w mojej wyobraźni. Uspokajał, nadawał sens. Przecież nigdy, nigdy w życiu nie potrafiłam pozbyć się zazdrości na widok kobiet. Zamiast męskiego pożądania do nich odczuwałam zazdrość. Czasem nawet zazdrość do bólu, do łez. Napisałam "zamiast" męskiego pożądania, ale czy naprawdę zamiast? A może raczej obok?
Dziewczęcość i kobiecość były dla mnie symbolem tego wszystkiego, co piękne, pożądane, zrozumiałe i autentyczne.
Chłopcom i mężczyznom nie ufałam, bałam się ich i nie rozumiałam, nie współodczuwałam z nimi w znacznym stopniu. Nie tolerowałam swojego męskiego ciała, nie podobały się mi się także ich ciała, męski smród w szatni, agresywne zachowanie, nieuzasadniona demonstracja pewności siebie, buta, emocjonalny analfabetyzm. Chociaż nie wszyscy byli tacy, to nadal wolałam przebywać z dziewczynami. Ktoś powiedziałby – nic w tym dziwnego. A jednak …
W pierwszych klasach szkoły średniej miałam wreszcie przyjaciółki: Ula, Krysia, Grażyna – ich kobiecość, ich piękno, ich świat był mym światem. Podkochiwałam się nawet w nich wszystkich. Był z nami i Tomek. Przyjaciel. Jedyny przyjaciel – mężczyzna z tamtego okresu. Inni byli dla mnie co najwyżej kolegami. Z nimi – z moją paczką - możliwe było wszystko. Każda przygoda, każda wspólna fascynacja, każda bliskość. Z Tomkiem też. A więc był wtedy jednak na świecie jeden chłopiec, z którym możliwa i pożądana była dla mnie każda bliskość. Spostrzegłam, że go pragnę. Pragnie go Kasia. Bliskość fizyczna pozostała jednak jako potencjalna – dostałam kosza.
| ed | zamieszczono: 2009.11.23 |
Nowa monografia nt. praw osób transseksualnych
Fotorelacja z debaty ''Różne barwy trans''
Prośba o pomoc w pracy magisterskiej nt. tożsamości płciowej
Euro Pride za nami
Nowy program telewizyjny
Projekt ''k/m (niepotrzebne skreślić?)''
Wydarzenia w ramach POMADY - Warszawa - 8-18.07.2010
Lambda Cafe - program działań Lambdy Warszawa podczas EuroPride
Pride House - w Nowym Wspaniałym Świecie w Warszawie 10-18 lipca
Indywidualne spotkania dla osób transpłciowych oraz ich bliskich w Warszawie
ester:
me:
me:
ester:
ester:
unknown:
freja:
me:
unknown:
nikita:
freja:Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.Antony Hegarty