Opowiadania

"BYŁO MNIE DWOJE" - odcinek 4


Więc jak to ze mną jest? Może los kazał mi urodzić się w obcym ciele?

Życie za szkłem

Mijały kolejne lata. Stałam się dojrzałym człowiekiem. Człowiekiem, który świadom jest swego społecznego męskiego wizerunku. Świadom jednak także swej kobiecej tożsamości. Jako facet uprawiałam pasjonujący zawód. Jako człowiek, miałam swoją Śnieżynkę i kochałam ją. Świadoma byłam swej odpowiedzialności za nią, za rodzinę, dom, za dane przyrzeczenia – to było moje realne życie. Realny nie wyimaginowany świat. Tak miało być!

Ale wtedy poznałam swoją alternatywę – dokonałam odkrycia, że zjawisko transseksualizmu istnieje, że zmiana płci jest możliwa nawet w Polsce.

Próbowałam konfrontować odkryte rewelacje z tym, co się ze mną działo przez całe życie. Zastanawiałam się, czy jestem osobą transseksualną. Nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że nie czuję się typowym mężczyzną, może nawet w ogóle się nim nie czuję. Pamiętałam wprawdzie, że będąc dzieckiem nie byłam psychicznie zwykłym chłopcem. Ale przecież radziłam sobie jakoś jako chłopak w ostatnich latach.

Więc jak to ze mną jest? Może los kazał mi urodzić się w obcym ciele? Tak, jak tym transseksualistom, o istnieniu których właśnie się dowiedziałam. Może również tak jest ze mną? Obserwowałam siebie. Wiele rozmyślałam na ten temat. Spostrzegłam, że bywa tak, iż czuję się samotna nawet będąc z osobami mi najbliższymi. Bo oni komunikowali się z facetem, formułowali wobec niego odpowiednie oczekiwania, a ja czułam, że to nie może mnie dotyczyć. Otoczenie przypisywało mi nieprawdziwe w moim przypadku uczucia i motywy, a ja czułam się zmuszona udawać kogoś, kim nie byłam, niejednokrotnie zmuszałam się, by nie robić tego, co chciałam robić i często rezygnowałam z tego, co mnie fascynowało.

Odczuwałam jednocześnie smutek i żal do losu, że nie mogę wyglądać tak pięknie, jak one, że nie mogę i nie potrafię tak pięknie poruszać się, używać kosmetyków, układać włosów. Tak - najtrudniej było mi znieść własną zazdrość. Poranna toaleta Śnieżynki we wspólnej łazience, towarzyszenie jej w zakupach odzieżowych powodowały we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony fascynację, a z drugiej wielki smutek i rozgoryczenie. Często wpędzało mnie to niezmiennie w zły nastrój. Kiedy nadchodził sylwester, czułam wręcz lęk. To był najgorszy dzień w roku. Wszystkim udzielała się atmosfera balu. Kobiety robiły kobiece zakupy i stroiły się pięknie. A ja miałam za zadanie być męskim tłem dla ich świetności. A potem eksponować w tańcu swe kanciaste ruchy i ciężką posturę. Nie znosiłam sylwestra.

Zrozumiałam, że realizuję grę, w której coraz trudniej mi wytrwać. Że oddalam się od prawdziwego życia. Żyłam publicznie jako facet, ale nie odstępowała mnie myśl, uczucie, marzenie, że bardzo chciałabym być uważana za kobietę przez każdego, kto ma ze mną do czynienia, a najbardziej przez tych, których kocham. Chciałabym być NIĄ.

Na co dzień znowu czułam coraz wyraźniej, że mierzi mnie i degustuje moje ciało, choć wiem, że jestem uważana za przystojnego mężczyznę. Nie interesował mnie także uproszczony emocjonalnie świat taki, jakim widzą go moi koledzy. Natomiast ciekawiła mnie rozmowa z każdą koleżanką, która dostrzega relacje międzyludzkie, uczucia, kolory, psychologię.

Generalnie lubię ludzi, lubię także mężczyzn. Ciekawią mnie, podziwiam wielu z nich za niektóre rzeczy, ale ich świat to w znacznej mierze nie jest mój świat. Jak wytrwać w świecie, w którym nie można być sobą? Trzeba wytrwać, więc trwam.



Kryzys

Wkrótce oboje ze Śnieżynką zapragnęliśmy mieć dziecko. Seks przestaliśmy uprawiać już przed ślubem, więc kiedy zapadła decyzja o dziecku, zrobiliśmy coś, co można nazwać "przystąpieniem do produkcji". Śledziłyśmy cykl owulacyjny Śnieżynki i wybierałyśmy dogodny moment. Udało się po kilku próbach, test ciążowy wypadł pozytywnie. Seks znowu odszedł w odstawkę.

Śnieżynka urodziła naszego syna. Oboje przeżyliśmy euforię. Jednak za jakiś czas pojawił się problem. Dziecko stało się osią wszystkiego, co wokół nas. Ja z natury rzeczy zmuszona byłam krążyć po innej, dalszej orbicie. Miałam być tylko pomagającym ojcem. Ona - Śnieżynka - była matką! Ja tylko ojcem. Oni w domu, a ja - łowca. Obie patrzyłyśmy w słońce – nasze dziecko, ale nie umiałyśmy już patrzeć sobie w oczy. Było dziecko, ale skończyło się nasze trzymanie się za rączki, buziaczki, misiaczki i takie tam, teraz już nieważne gesty. Nie umiałam przebić tej bariery, by być bliżej nich – razem z nią.

W moim małżeństwie narastał emocjonalny kryzys. Im bardziej Śnieżynka stawała się matką, tym bardziej ja czułam się sama, opuszczona, poza nawiasem spraw najważniejszych. Rozumiałam swoją męską rolę, ale czułam się z nią coraz gorzej. Za daleko od Śnieżynki, za daleko od dziecka.

Pytania: kim jestem, jak żyć, co ja tutaj robię, nurtowały mnie coraz bardziej i stawały żywiej.



Marzenia o kobiecości

Trafiłam do lekarzy, którzy po wielomiesięcznych wszechstronnych badaniach zdiagnozowali transseksualizm.

A jednak! Jestem osobą transseksualną!

Tak – to przecież było oczywiste – myślałam. Jak mogłam tego nie wiedzieć. Otworzyła się przede mną potencjalna możliwość zmiany płci. Otworzyły się chmury i odkryły błękitne marzenia. Potem już nigdy nie byłam taka, jak przedtem.

Marzenie o kobiecości uderzyło do głowy jak szampan. Zgoliłam brodę. Szybko powiększyła się kolekcja moich kobiecych ubrań, które chowałam na pawlaczu i w piwnicy. Uczyłam się kobiecości, chciałam odnaleźć swój styl. Nosiłam na co dzień damską bieliznę pod męskimi ubraniami, ale także często dużymi łykami spijałam radość z uczucia, które daje delikatność i powiewność kobiecych materiałów, strojów i kolorów. Teraz już przestawałam się wstydzić tak bardzo swej przypadłości, uważać ją za "zboczenie" – wstydliwą chorobę.

To przecież ja. Cóż z tego, że jestem dalece niedoskonała, że nieporadna, ale to ja. Nie czynię nikomu nic złego – myślałam. Nie robię przecież przestępstwa. Jestem tylko sobą! Cieszyłam się z akceptacji dla siebie od przyjaciół. Rozumieli mnie. Wreszcie mogłam próbować swojej szansy na kobiecość nie tylko przed lustrem, ale także w oczach innych ludzi. Dostałam nie tylko akceptację, ale nawet zostałam obdarzona miłością. Kasia zaistniała nie tylko w świadomości, ale także w świecie czyichś uczuć. Poczułam, że jestem kochana, że można mnie - Kasię - kochać. To była euforia wolności.

Dowiedziałam się, że można mnie kochać taką, jaką jestem, ale bardzo obawiałam się, że nie mogę liczyć na zrozumienie i akceptację od Niej - ze strony mojej Śnieżynki. Zrozumiałam, że stracę ją, stracę to, co jest dla mnie najważniejsze.

Przerażona chwyciłam się jedynej szansy. Szansy, która wydawała mi się bardzo mała, ale jakże piękna, jak ponętna – wymarzona. Opowiedzieć jej o swych uczuciach, o swej całej historii. Nie myśleć o ewentualnej transformacji, ale być z nią w pełni, nie skrywając duszy. Postanowiłam zwierzyć się żonie.



Opowiedziałam o sobie wszystko. Już nie leżała między nami moja tajemnica. Przestała mi ciążyć na sercu, ale ją obciążyłam straszną dla niej wiedzą. Miałam jednak nadzieję, że pęknie moje rozdarcie. Chciałam wycofać się z pomysłu transformacji i pozostać na zawsze z żoną, razem żyć i razem się zestarzeć. Ale chciałam, by Kasia i cała psychologiczna prawda zaistniała między nami. By Kasia mogła żyć, choćby w jakimś sensie, bym nie musiała przynajmniej przed ukochaną stale grać faceta.

Prosiłam o margines tolerancji.

- Jak Ty to sobie wyobrażasz? Jesteś kobietą, a ja z kobietą nie wyobrażam sobie życia. Nie jestem lesbijką – usłyszałam.

Byłam zdziwiona. Nie rozumiałam.

- Co zmienia się miedzy nami? – pytałam. Znasz teraz prawdę. Znasz mnie lepiej. Teraz możemy mówić ze sobą otwarcie, być ze sobą bliżej, bez bariery, jaka nas dzieliła. Bez mojej gry i bez moich tajemnic. Może to nawet lepiej. Czy zawartość mojej szafy coś zmienia?

- Zrozum: ja chcę mieć męża, nie żonę – uśmiechnęła się gorzko z politowaniem.

- Będę przecież tym, kim wcześniej. Tylko pełniej, tylko szczerzej. Nie będziesz musiała oglądać mnie w damskich ubraniach, jeśli nie chcesz. Nie musisz mówić do mnie Kasiu. Nie będę Cię publicznie kompromitować. Obiecuję!

- Nie chcę takiej szczerości. Wyszłam za mąż za mężczyznę. Teraz dowiaduję się, że mnie oszukałeś. Nie powiedziałeś całej prawdy. Gdybyś wtedy powiedział, kim jesteś, nie bylibyśmy teraz razem.

- Czy problemem jest Twoja świadomość, że nie akceptuję swojej płci? Moje marzenia? Co jest dla Ciebie problemem?

- Ty jesteś problemem, taki jaki jesteś teraz.

Zgodziła się pójść ze mną do moich lekarzy, którzy proponowali mi, że postarają się pomóc mi ułożyć stosunki z żoną, wytłumaczyć jej wszystko. Nie umiałam sama dotrzeć do Śnieżynki i do jej serca, chciałam, by to lekarze pomogli ułożyć nam nasze wspólne życie - bez mojej transformacji. Byłam gotowa do uszanowania jej uczuć, ale także do podjęcia dialogu z jej niechęcią i obawami. Uspokoić jej uczucia. Chciałam zaistnieć choć trochę. Mieć swój kobiecy kąt, własną szafę, trochę czasu dla siebie, swobodę wyrażania swoich uczuć. Chciałam móc rozmawiać z nią otwarcie o wszystkim, co mnie i jej dotyczy.

Ale Śnieżynka nie chciała się z tym pogodzić. Nie umiała wyobrazić sobie takiego życia ze mną. Nie było mowy o żadnych kompromisach. Nie umiała..., nie chciała... Odbyła wraz ze mną jedno czy dwa spotkania z psychologami i odmówiła dalszych.


Katarzyna

edzamieszczono: 2009.12.08

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2863 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj