Opowiadania

"BYŁO MNIE DWOJE" - odcinek 5


Być kobietą oznaczało dla mnie stać się nią społecznie. Być za nią uważaną przez innych ludzi, żyć na co dzień jak inne kobiety. Obawiałam się, że po zmianie płci hormonalnej i operacyjnej, będę postrzegana nadal jak przebrany facet. Nie o to mi chodziło, by uchodzić za dziwoląga. Chciałam być po prostu, choćby brzydką, ale... jednak kobietą.

Rozdarcie
Moje rozdarcie, mój dylemat trwał. Wiedziałam już, że rozpoczęcie terapii dla transseksualistów ostatecznie rozbiłoby moją rodzinę. Straciłabym wtedy ją na zawsze. A przecież kochałam ją nadal bardzo. Ale czy jestem w stanie cofnąć się, schować Kasię znowu głęboko w sobie? Czy dam radę! Teraz, kiedy Śnieżynka już wie, byłoby jeszcze trudniej.
A druga droga? Musiałabym umieć pogodzić się z jej stratą. Musiałabym zadać jej ostateczne rany. Jak to znieść? W nowej sytuacji nawet przyjaźń ze Śnieżynką nie byłaby możliwa. Obawiałam się także, że pozbawiłoby mnie to kontaktu z synem - na zawsze. Prawdopodobnie, ten krok na tamtym etapie, odebrałby mi również możliwość kontynuowania mojej pracy.

No i bardzo ważne: byłam fizycznie bardzo "trudnym materiałem" na kobietę. Jaki byłby efekt transformacji? Bycie kobietą nie oznaczało dla mnie tylko zmiany między nogami. Marzyłam, że może uda mi się nawet być odrobinę atrakcyjną. Być dumą ze swej kobiecości, poczuć się elegancką. Chciałam mieć kobiecą figurę, piękne piersi. Wiedziałam, że nie jest możliwe, abym została kobietą w pełni. Ale chociaż trochę, chociaż tyle, ile się da. A na ile to się może udać?

Być kobietą oznaczało dla mnie stać się nią społecznie. Być za nią uważaną przez innych ludzi, żyć na co dzień jak inne kobiety. Obawiałam się, że po zmianie płci hormonalnej i operacyjnej, będę postrzegana nadal jak przebrany facet. Nie o to mi chodziło, by uchodzić za dziwoląga. Chciałam być po prostu, choćby brzydką, ale... jednak kobietą.

W trakcie procedury diagnostycznej poznałam inne osoby trans na różnych etapach transformacji. Zauważyłam, że psychologiczne i fizyczne efekty przemiany były różne i zależały od fizycznych predyspozycji konkretnych osób. Nie wszystkie miały "dobre warunki fizyczne" i nie wszystkie już po przemianie, były w pełni szczęśliwe.
Ja miałam warunki ewidentnie kiepskie.

Ale z drugiej strony w nowej sytuacji miałam szansę wreszcie zacząć czuć się sobą. Spełnić marzenia, uwolnić się od niechcianej płci, od jej fizycznych znienawidzonych znamion. Och, jakże bardzo chciałam usłyszeć w sklepie: "w czym mogę Pani pomóc?", zadbać o siebie, poczuć się delikatną, atrakcyjną, być dumną ze swych włosów, piersi. Nie mieć już nigdy w domu Kasi ani jednej męskiej rzeczy, nareszcie bez stresu iść na zakupy. Zachowywać się tak, jak podpowiada mi to moja intuicja, zamiast kontrolować i ograniczać swoje reakcje. Samorealizować się na co dzień - zwyczajnie. To wielka nadzieja, wielka sprawa!
Wiedziałam, że ceną za to będzie faktyczna samotność. Sądziłam, że będę musiała żyć sama. Ale samotność nie przerażała mnie. Będę miała swój urządzony kobieco pokoik gdzieś w mieście. Pracę jako kobieta. Obojętnie jaką, ale dającą możliwość godnego życia. Swoje koleżanki, przyjaciół. Normalne życie.

Mężczyźni? Zastanawiałam się nad tym. Pojawiali się obok mnie, kiedy wyobrażałam sobie, że jestem kobietą. Zakochany mężczyzna, mąż potwierdzałby moją kobiecość, dawałby poczucie bezpieczeństwa. Byłaby to jednak jakaś namiastka wymarzonej rodziny. Wyobrażałam to sobie, ale nie mogłam wyobrazić sobie tego konkretnego faceta. Widziałam w wyobraźni siebie, ale nie jego. Nikt, kogo znałam, nie mógł być moim mężczyzną.
Wiedziałam jedno: żeby obok mnie był facet, najpierw muszę kochać i być kochaną, być pożądaną, być kobietą. Inaczej – myślałam - wykluczone.
Ale wcale nie byłam pewna, czy muszę z kimś żyć, a nawet jeśli, to czy musi to być facet. Żartowałam, że ważne są uczucia, a nie płeć – znaczy płeć osoby, z którą miałabym być – bo moja była dla mnie niezmiernie ważna.

Miałam prawie trzydzieści lat i już trzy lata zmagałam się decyzją, jaką pójść drogą. Jak żyć. Widziałam tylko dwie drogi – żadnej trzeciej. Wybór – myślałam - niemal hamletowski. Przekreślić wszystko (także to, co było dla mnie niezmiernie ważne!) i rozpocząć trudną drogę, która uwolni mnie od cierpienia związanego ze swoją płcią i być może doprowadzi do realizacji marzeń (a może jednak do klęski?), czy raczej obrać bezpieczniejszą drogę – drogę kontynuacji? Iść tą drogą, pozbawioną nadziei na spełnienie marzeń o emocjonalnej wolności. Drogą, która nie raz wydawała mi się tak trudna, że wręcz niemożliwa do przejścia? Czy będę umiała ją przejść? Jak żyć? …

Zabijanie Kasi
Po długiej walce z samą sobą postanowiłam nie rozpoczynać procesu transformacji. Postanowiłam naprawić wszystko, co się da w moim małżeństwie – miałam nadzieję, że uda mi się odbudować miłość żony. Bardzo pragnęłam jej miłości. Wiedziałam, że skrzywdziłabym ją, gdybym to wszystko teraz rozwaliła.
Gdzieś w uszach brzmiały mi słowa, jakie padają z ust udzielającego ślubu kapłana: "Czy ktoś z tu obecnych zna powód dla którego to małżeństwo nie może dojść do skutku? Jeśli tak, niech powie, jeśli nie - niech milczy na zawsze".
Wiedziałam jednak, że wybór tej drogi oznacza ostateczne "zabicie" Kasi. Postanowiłam więc, że Kasia już nigdy nie wróci. Obiecałam Śnieżynce, że pozwolę jej zapomnieć, obiecałam, że sprawa Kasi na zawsze już będzie zamknięta.
Kolejny raz wszystkie symbole i akcesoria mojej kobiecości wylądowały na śmietniku, a wraz z nimi moje marzenia. Tej nocy, długo płakałam, rozczulając się nad swoim losem. Potem, przez wiele tygodni byłam jeszcze pełna wątpliwości, czy dam radę. Popadałam i wyrywałam się z ogarniających mnie stanów depresyjnych. Walczyłam ze sobą. Ale powrót Kasi już teraz, po tej decyzji, byłby szaleństwem!
Tak myślałam. Przecież nie jestem stuprocentową babą! Starałam się zagłuszyć w sobie „mazgajskie” uczucia, starałam się być silna, starałam się wyprzeć odmienne myśli - zapomnieć. Każdą myśl, która uciekała ze schematu, nie pasowała do obranej drogi, do roli, jaką grałam – natychmiast kasowałam w głowie, kiedy tylko się pojawiła. Te myśli i uczucia długo jednak nie dawały mi spokoju.

Przez kilka lat pracowałam jak wariatka, szukałam różnych pasji, które mnie pochłoną, robiłam wszystko, co mogłam, by nie mieć okazji i czasu myśleć o sobie i marzeniach o mojej kobiecości. Byłam ze Śnieżynką. Cieszyłam się jej chłodną obecnością i zasypującą się powoli przepaścią między nami. Wierzyłam, że umiem żyć bez mych wariackich, nierealnych marzeń. Tylko czasem, zupełnie bez odczuwalnego powodu, miałam oczy pełne łez. Rozumiałam jednak, co mi jest. To ona, Kasia.

Mijały kolejne lata. Moje życie uczuciowe koncentrowało się na żonie, pracy i na naszym jedynym synu, Pawle.
Czy sprawdziłam się w życiu jako człowiek? Jako mężczyzna? Nie wiem. Sprawdziłam się jako łowca, jako opiekun, jako obrońca rodziny. Sprawdziłam się więc jako aktor w roli. Ale to była praca. Praca, która męczy. Miałam to szczęście, że miałam syna, dla którego byłam nie tylko ojcem, ale i mam nadzieję w jakimś sensie drugą matką. Jego obecność i moje z nim cudowne, prawdziwe relacje, pozwalały mi przeżyć. Dawały radość bycia sobą i dają nadal. I dały, jak sądzę, także coś Jemu. To już dorosły, cudowny człowiek.

Cierpiałam jednak, że swoją prawdą, uczyniłam nieszczęśliwą i zawiedzioną Śnieżynkę. Kiedy decydowałam się na związek, potem małżeństwo i dziecko, powinnam być konsekwentna jak teraz. To nie jej wina, że nie była w stanie zaakceptować we mnie kobiecości, to ja przecież nie byłam w stanie dotrzymać danego jej słowa. To jedna z moich słabości, która okazała się, chciał nie chciał, podłością.
Ale nie chciałam być słaba. Walczyłam. Odczuwałam jednak wyraźnie wysiłek, z jakim to robię i co najważniejsze odczuwałam samotność. Mimo bliskości rodziny, mimo obecności przyjaciół, wokół czułam wielką samotność.

c.d.n.-

Katarzyna

edzamieszczono: 2009.12.14

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2884 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj