Opowiadania

"BYŁO MNIE DWOJE" - odcinek 6


Większość życia skazana byłam na to, że przez kobiety byłam traktowana jak ktoś obcy (bo jednak facet), a wśród mężczyzn sama czułam się obca. Byłam z boku. Byłam sama. Żyłam za szkłem, które odbijało i nie przepuszczało kontaktu emocjonalnego.

Samotność i cierpienie
Większość życia skazana byłam na to, że przez kobiety byłam traktowana jak ktoś obcy (bo jednak facet), a wśród mężczyzn sama czułam się obca. Byłam z boku. Byłam sama. Żyłam za szkłem, które odbijało i nie przepuszczało kontaktu emocjonalnego. Fałszowało komunikaty. Generowało fałsz. Jeśli nawet byłam kochana - to przecież nie jako ja. Jeśli kochałam, to nie mogłam w pełni przekazać całych swych emocji i były one odbierane inaczej niż chciałam to przekazać.
Ileż to razy widziałam jak otwierają się komuś oczy ze zdziwienia na widok moich różnych spontanicznych zachowań. Na widok mojego wzruszenia w określonych sytuacjach czy płaczu. Facet 188 cm wzrostu i beczy? Albo zdziwienia, gdy ktoś obserwował moje zainteresowania? Ileż to razy chowałam Twój Styl, albo Harlekina pod Wyborczą.

Zauważyliście pewnie, że gdy spotykają się towarzysko dwie czy trzy pary, to po jakimś czasie ogólna rozmowa gaśnie i kobiety zaczynają mówić ze sobą, a faceci ze sobą. A ja w takich sytuacjach gapiłam się w usta mówiącego o samochodach kolegi i nic nie słyszałam, bo uszy słuchały, co mówią do siebie siedzące obok dziewczyny. Kiedy włączałam się do ich rozmowy, następowała pełna konsternacja wszystkich obecnych.
Pamiętam także szok, jaki spowodowałam, kiedy zdarzyło mi się pogłaskać kolegę po głowie albo mój pocałunek w policzek dla koleżanki, który został całkiem źle zinterpretowany. Albo zakupy odzieżowe ze Śnieżynką. Wyobraża to ktoś sobie? Co ja wtedy czułam?! Albo zakupy ubrań dla mnie (dla niego!). Robiąc je, czułam, że właśnie grzebię mój wizerunek, że nie mają sensu wydane pieniądze, kiedy nie miałam już siły, zamykałam oczy i łapałam byle co, byle w odpowiednim rozmiarze. Nawet mam wrażenie, że chciałam się oszpecać. A pod powiekami wciąż były łzy.
Moje życie to te i setki, tysiące takich i podobnych sytuacji. Siedziałam głową i sercem po uszy w świecie kobiet, ale tak naprawdę lizałam czekoladkę przez papierek.

Czy ze swą posturą miałam szansę zagrać na scenie mojego życia rolę Kopciuszka, albo Arabelli? Czy mogłam (jeśli już weszłam w tę rolę) samorealizować się? Tak, nauczyłam się robić na drutach, ale kiedy darowałam komuś zrobiony pierwszy szalik, przyszyłam metkę z innego. No zgoda! Znajomi zazdrościli mojej żonie, że ma partnera, który ją rozumie, w domu "pomaga jej bardzo", świetnie (hihi) gotuje, nawet sprząta, jest czysty i domyty, czuły, wrażliwy. To niebywałe - prawda? Taki facet!!! Trochę tego było. Jednak to nie o MNIE mówili, ale o NIM. Znowu kręciła się łezka.
A kiedy w aktach desperacji, może nadziei, a może rozpaczy, przywdziewałam czasem jakieś przypadkowe ciuszki, to do głosu dochodził wtedy mój wróg - lustro. Nadzieje pryskały, marzenia szły w kąt, zostawało obrzydzenie do samej siebie, do swego ciała i niezadowolenie, że znowu złamałam swoje postanowienie.

Byłam z ludźmi - całkiem sama. Byłam kochana, ale jak aktor na scenie - on, a nie ja, za rolę, a nie za moje życie. Co najwyżej mogłam mieć satysfakcję z dobrze zagranej roli. A drugi kochany człowiek, nawet patrząc mi w oczy, nie widział mnie. Nie widział mej duszy, moich potrzeb, mojej rozpaczy, mojej samotności. Patrzyłam na kobiety, które żyją swoim życiem, rozumiałam je i zazdrościłam im, mimo że przecież wiedziałam, że każda z nich miała swoje problemy. Byłam zawistna i podła. One żyły, a ja? A ja umierałam tysiące razy. Nawet czasem wygłaszałam teksty męsko-szowinistyczne, żeby się wzmocnić, a także ze złości, z rozpaczy, z frustracji.

Powrót Kasi
Tak przeżyłam prawie dwadzieścia lat. Na powierzchni widzialnego świata wszystko wyglądało dobrze. Zbudowałyśmy wymarzony dom. Cieszyłyśmy się cudownym w nim ogrodem. Żyłyśmy we względnym dostatku. Było wiele pracy, ale była też radość z osiągnięć, radość z naszej przyjaźni i miłości. Znajomi często stawiali nas za przykład dobrego małżeństwa. Dzieliłyśmy się ze Śnieżynką marzeniami o wspólnej, wzruszającej starości. Byłyśmy dumne z syna i pełne różnych nadziei na przyszłość.
Ale przyszedł dla mnie zły czas. Prawie jednocześnie stały się dwie rzeczy, które zburzyły, jak się okazało, delikatną konstrukcję mojego świata. Wymyśliłam i wypracowałam pewne przedsięwzięcie biznesowe, które urzekło mnie swoją – jak mi się wydawało – odkrywczością i społeczną przydatnością. Poświęciłam przygotowaniom ponad rok ciężkiej pracy i wiązałam z tym pomysłem wiele swoich emocji. Ale pomysł okazał się nie do zrealizowania. Upadł. To był dla mnie duży zawód.
Zachorowałam poważnie. Konieczny okazał się przeszczep szpiku. Uwierzcie – takie wydarzenie zmienia punkt widzenia na świat. Po operacji, dostrzegłam wyraźnie wszystkie kolory i uroki, jakie niesie zwykłe życie. Bardzo chciało mi się żyć.

Spostrzegłam jednak wówczas, że w tym pragnieniu życia, coraz bardziej nie umiem powstrzymać ekspansji Kasi. Ona też chciała żyć. Przedtem świadomie, wysiłkiem woli, omijałam w internecie trans-tematykę, teraz nie umiałam się pohamować. Przedtem, poza przechowywaniem ważnej dla mnie małej kolekcji kobiecych symboli i akcesoriów, nie robiłam nic w sprawie "transowania". Teraz nie mogłam powstrzymać się przed robieniem kobiecych zakupów, uaktualnianiem wiedzy o kobiecej pielęgnacji, myśleniem o swojej kobiecości, przebieraniem się, pielęgnacją ciała i paznokci. Kasia wróciła, by żyć.

Transowanie
Początkowo tylko wirtualnie, ale potem już w realnym świecie poznawałam ludzi, którzy mieli problemy podobne do mnie. Internetowe trans portale skupiały także osoby, które nie były transpłciowe. Prawdopodobnie nasza wspólna potrzeba zrozumienia i akceptacji budowała szczególnie ciepłe i otwarte stosunki międzyludzkie w tym gronie. Pojawiły się przyjaźnie. Wśród tych ludzi już mogłam poczuć się sobą. Miła konwencja mówienia sobie po imieniu zgodnie z płcią odczuwaną, a nie metrykalną, pouczające intrygujące szczere rozmowy, pełne zwierzeń listy stwarzały sympatyczna atmosferę. Rosło grono moich przyjaciół. Teraz można już było wędrować po wirtualnym świecie jako wirtualna kobieta, bez udawania kogoś innego, z otwartym sercem.
Niebawem Śnieżynka zauważyła we mnie przejawy tego, czego bez wątpienia się obawiała. Prosiła o skrócenie paznokci – skracałam, ale potem odrastały. Zauważyła moje wydepilowane ciało, powiedziała, że nie akceptuje tego. Kudły odrosły, ale nie na długo. Nie miałam już siły pohamować tego w sobie. Wierzcie mi, próbowałam. Ale już teraz nie miałam sił, by to skutecznie zwalczyć.
Podobnie jak przed laty, rozmawiałam ze Śnieżynką kilkakrotnie, prosząc ją o margines tolerancji, o zrozumienie. Ale przecież ona nie mogła tego zrobić. Zagroziła rozstaniem i rozwodem. A ja zrozpaczona nie umiałam się cofnąć. Obserwowałam jej ból, być może oczekiwanie na "moją poprawę", ale przecież ja już nie miałam sił, żeby tak całkiem "zabić Kasię". To było dla mnie straszne.
Dwukrotnie podjęłam próbę uruchomienia swej woli, aby nie myśleć i nie pamiętać o tym, co we mnie było trudne do pohamowania. Lecz wtedy nie byłam w stanie zapanować nad silnymi stanami depresyjnymi. Popadałam w skrajną apatię, smutek, rozpacz. Na depresję nie pomagała psychoterapia, której próbowałam przez kilka miesięcy ani podawane leki antydepresyjne. Kiedy już nie dawałam sobie rady, okazywało się, że jedyną drogą wyjścia z depresji było transowanie. Miotałam się.
Walczyłam, ze skrajnymi myślami i uczuciami prawie dwa lata. Ale nie umiałam już powiedzieć sobie "zapomnij o tym". Rozmowy między mną a Śnieżynką, identyczne jak 20 lat temu, wracały jak dejavu. - Śnieżynko, proszę Cię, daj mi trochę więcej swobody. Mamy duży dom. Chciałabym mieć w nim swoją – Kasi – szafę, swój pokój, w którym mogłabym czasami poczuć się swobodnie. Nie epatowałabym Cię swym widokiem. Dla Ciebie i dla świata byłabym tym, kim do tej pory. Rozumiem Twoje uczucia, zrozum moje proszę . - Nie będę z tobą handlowała. To nie jest przedmiot negocjacji.
W końcu Śnieżynka oznajmiła mi, że zdecydowała się ode mnie odejść i że nie chce mieć ze mną nic wspólnego – żąda rozwodu. Przyszło mi do głowy, bo wciąż kołatało się w sercu, aby po raz kolejny obiecać jej, że zmienię się.
Ale czy dotrzymam słowa? Czy potrafię kolejny raz zabić Kasię?
Nie zrobiłam tego. Nie umiałam. Rozumiałam, że ta droga już nie istnieje.
Śnieżynka nie odzywała się do mnie wcale – przez rok milczała zupełnie. Czułam, że cierpi. Ja cierpiałam także. - Czemu mnie tak traktujesz – dlaczego ranisz i urażasz mnie swym milczeniem? – pytałam. - Chcę się od Ciebie odzwyczaić. – odpowiedziała Śnieżynka.
Przez jakiś czas próbowałam jeszcze zabiegać o jej miłość. O jakiś zwrot. Daremnie...

cdn.

Katarzyna

edzamieszczono: 2009.12.19

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2586 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj