Opowiadania

"BYŁO MNIE DWOJE" - odcinek 7 - ostatni?


Życie trzeba umieć przeżyć w zgodzie z samym sobą. Bo żadnego życia nie uda się przeżyć na scenie - trzeba z niej kiedyś zejść. Świat buduje nam klatkę w głowie, która nie pozwala sercu żyć. Trzeba umieć otworzyć jej drzwi. Odważyć się zaakceptować własne uczucia, własną tożsamość i własne jedyne życie. Zaufać im.

Rozterki

Tak wiem! Płeć to nie wszystko, co ważne w życiu. Bywają większe nieszczęścia. Ale... bywają i takie.

A miłość …? Jaka powinna być miłość?

Dziś wiem, że miłość to wzajemna akceptacja i wrażliwa czułość przy otwartej kurtynie dusz. Żadna miłość, nie może być budowana na niedopowiedzeniu, niepełnej prawdzie lub kłamstwie, niezależnie od tego, co jest przyczyną tych niedopowiedzeń: własne złudzenia, ignorancja czy obawa przed utratą ukochanej osoby.


A życie … ? Życie trzeba umieć przeżyć w zgodzie z samym sobą. Bo żadnego życia nie uda się przeżyć na scenie - trzeba z niej kiedyś zejść. Świat buduje nam klatkę w głowie, która nie pozwala sercu żyć. Trzeba umieć otworzyć jej drzwi. Odważyć się zaakceptować własne uczucia, własną tożsamość i własne jedyne życie. Zaufać im.


Gdybym to wiedziała wtedy … Gdybym …

Ale tego wszystkiego dowiedziałam się za późno.

Długie miesiące trwałam w wibrującej w moich uszach ciszy. Miotałam się w przestrzeni wielkiego domu, w przestrzeni klatki w mojej głowie, w przestrzeni, w której nie znajdowałam oparcia. Nie mogłam ruszyć się z miejsca.


Wrócić? Przeprosić, obiecać, że nigdy już więcej? Zabić Kasię? Na samą myśl pojawiał się suchy, zimny dreszcz lęku o metalicznym posmaku oraz łzy - echo stanów depresji, jakie przeżyłam już nie raz.

Bałam się. Nie umiałam. Nie miałam tej siły, którą miałam niegdyś - przed chorobą.

Dokąd płynę? Pozwolić jej odejść? Przecież tyle lat..., przecież całe życie..., przecież Ona..., przecież …

Spławiałam się jak kłoda w dół swojej rzeki. Śnieżynce nie byłam potrzebna taka.


Przyszedł zimowy dzień. Ostatni dzień w roku. Ten szczególny dzień, który zawsze był moim wrogiem. Byłyśmy w domu same, nie licząc towarzyszącego nam dudniącego w uszach milczenia. Przerwałam je i powiedziałam:

- Przyszykuję kolację, napijemy się szampana. Nie musimy mówić o niczym ważnym, nie o problemach. Spędźmy ten wieczór, Śnieżynko, choćby ten jeden wieczór, normalnie, jak przyjaciele, proszę.

Nie odwróciła w moją stronę wzroku. Milczała.

- Spróbujmy – poprosiłam.

- Nie – usłyszałam krótkie „nie”. Odpłynęłam.


Sama

Teraz byłam sama. A może zawsze byłam sama?

Byłam sama. A może nigdy nie było mnie naprawdę? A może właśnie teraz będę mogła być?

Całe życie wiedziałam, czego chcę najbardziej.

Chcę być kobietą fizycznie, a w szczególności społecznie. Chcę być postrzegana jako kobieta. Żyć zwyczajnie – jak one. Oczywiście, że marzę, by być piękna i powabna, ale to wiem – jest niemożliwe. Takie marzenie spokojnie może leżeć na półce z fantazjami.

Chcę być choćby brzydką kobietą, ale taką, żeby nikomu kto mnie spotyka, nie przyszło do głowy, że nią nie jestem.


Czy to możliwe?

Czy zdołam zrealizować swoje marzenia?

Czy będę kiedykolwiek mogła, choć przez jakiś czas, być kobietą?

Za rok, dwa takiego życia oddałabym chyba jego resztę. Podpisałabym cyrograf – cokolwiek. Chcę wreszcie móc być dumna ze swych kobiecych piersi, włosów, nie czuć wstrętu do widoku swej twarzy w lustrze. Całkiem legalnie zacząć o siebie dbać jak każda kobieta, dobierać sobie stroje, złapać swój kobiecy styl. Poczuć się piękną – bo piękna jest każda kobieta.

Teraz, kiedy burza zerwała już kotwicę, mogłam odpłynąć w wymarzony rejs.


Przemiana

Zaczęłam układać plany, stawiać sobie pytania, zdobywać wiedzę – projektować przemianę. Zaczęłam eksperymentować, testować, próbować.

Wielkie pragnienie ścierało się z coraz gruntowniejszą wiedzą o „niemożnościach”, o problemach, których nie wiadomo jak rozwiązać, ze świadomością moich ograniczeń. To było jak szaleństwo. Trwała burza emocji. Od euforii z powodu jakiś małych nadziei i sukcesów, po rozpacz, kiedy bariery wydawały się nie do przejścia.


Równolegle postępowały realne zmiany we mnie. Rosły mi włosy, usunęłam siwiznę dobrze dobraną farbą, miałam zawsze zadbane stosunkowo długie paznokcie, wydepilowane ciało, zaczęłam trwale usuwać włosy na twarzy. Już nigdy nie będę musiała widzieć swego zarostu! Sporo mej cerze pomogły także wizyty u kosmetyczki.


Potem lekarz zgodził się przepisać mi lek, który hamuje wydzielanie testosteronu. Wreszcie ten zdrajca przestał zatruwać mi organizm. Zaczęły rosnąć mi piersi na skutek używania środków homeopatycznych i roślinnych. Właśnie piersi oraz brak kudłów na ciele sprawiały mi ogromną przyjemność i radość. Czułam się coraz lepiej. Poprawiłam zęby, uzupełniłam włosy na głowie, wciąż pracuję nad głosem w kobiecej wersji – już nawet przed telefon obce osoby zwracają się do mnie „proszę pani”.


Na co dzień, pozostaję jednak niestety nadal wizerunkowo mężczyzną. Takim trochę innym niż dotąd i coraz bardziej ekstrawaganckim. Unikam typowo męskich akcesoriów w ubiorze, króluje unisex.

Teraz uwielbiam zakupy. Byłam wyposzczona, więc teraz moja szafa rośnie szybko w objętość. Kupuję nie tylko stroje, w których na co dzień pokazuję się światu, ale oczywiście także stroje budujące mój wymarzony kobiecy wizerunek.


Początkowo cieszyły mnie najbardziej jednoznacznie kobiece stroje. Makijażem zamalowywałam twarz. Chciałam się jej chyba pozbyć w ten sposób. Jednak wyglądałam w tym fatalnie. Potem zrozumiałam, na czym polega mój błąd. Pomyślałam sobie: a gdyby tak na świecie żyła rzeczywiście jakaś genetyczna kobieta, która wyglądałaby podobnie do mnie, to jak by się biedaczka ubierała?

Wtedy wreszcie znalazłam swój styl. Długie lekko upięte włosy, spódnica za kolana lub pół łydki, niski obcas, stonowane kolory i trochę, niezbyt błyszczącej, biżuterii. Zaskoczyło.


Teraz nawet, budząc co prawda nieco zdziwienia u postronnych uważnych obserwatorów, mogłam próbować pojawić się na mieście bez jednoznacznej oceny przechodniów, że jestem przebranym facetem. En femme robiłam nawet wraz z koleżanką (genetyczną kobietą) zakupy w kobiecych butikach i nikt nie śmiał zakwestionować jawnie mej kobiecości.

Mam jednak świadomość, że sporadyczne występy publiczne w roli kobiecej są jedynie na razie eksperymentem. Wiele jeszcze w sobie muszę zmienić i wiele się nauczyć. Z punktu widzenia moich doświadczeń w kobiecości, jestem małą dziewczynką.


Pytania

Nie wiem nadal, czy w moim przypadku życie jako kobieta jest możliwe. Czy zdołam dojść do wymarzonego celu?

Barierą jest moje męskie ciało. Jednak nie tylko ono stanowi przeszkodę.

Problemem jest stan mojego zdrowia, który ogranicza możliwości medyczne, moje psychologiczne ograniczenia, a także brak dostatecznej wiedzy o procesach transformacji oraz moje małe doświadczenia i umiejętności w realizacji własnej kobiecości.

Na tym nie koniec. Barierą jest także realne życie, w społecznym otoczeniu, w pracy.


Wiadomo, że w znacznym (jeśli nie w decydującym) zakresie o zmianie płci decyduje farmakologiczna zmiana układu hormonalnego. Bez tego bardzo trudno stać się w oczach innych ludzi osobą płci przez siebie odczuwanej. To wiele zmienia. Ale nie wszystko.

Ja już wiem, że w moim przypadku konieczna byłaby także seria operacji plastycznych, w tym operacja feminizująca twarzy. Kiedyś zadawałam sobie pytanie, co w twarzy człowieka decyduje o postrzeganiu jej jako kobiecej lub męskiej. Dziś już wiem, jak wiele brakuje mi do szczęścia.Jednak koszty operacji feminizujących twarzy wykonywane za granicą (w Polsce się ich nie robi) są ogromne.


Zatem, nie każda osoba transseksualna może osiągnąć cel swej podróży. Bo ktoś o zdecydowanie męskim wyglądzie twarzy mimo, iż czuje się psychicznie kobietą, nie będzie w stanie być nią społecznie. Mimo transformacji płci w standardowym zakresie, pozostanie z wizerunkiem przebranego faceta, choćby nawet posiadał wymarzone narządy płciowe. A przecież nie o to chodzi lub nie przede wszystkim o to.


Czy zatem ja będę w stanie osiągnąć swój cel, nawet wtedy gdy uda mi się i zdołam przejść całą tę drogę? Nie wiem.

A co mam robić i jak żyć, jeśli nie będę w stanie wejść na drogę zmiany płci? Jakie możliwe są scenariusze?

Czy może szukać zadowolenia w uniseksualnym wizerunku na co dzień i koncentrować się na swoim wewnętrznym świecie, starając się zapomnieć i ignorować fakt, że otoczenie nie widzi we mnie kobiety?

A może nadal rozwijać swoją podwójną tożsamość społeczną, przeskakując z roli do roli i z wizerunku do wizerunku w zależności od sytuacji?

A może jednak, po prostu, nie bacząc na to, że nie jestem w stanie opanować wiarygodnie swojego wizerunku, wejść w rolę wymarzonej płci i konsekwentnie ją realizować? Może mimo wyglądu faceta powinnam nosić spódnice i układać długie włosy, zachowywać się jak baba i ignorować wszystko, stając się nieczuła na nieprzychylne lub błędne reakcje otoczenia?

Hmm. To może być bolesne! Ale czyż bolesnym nie jest wybór każdej innej drogi w tej sytuacji?

A może - mimo tego, że mam już 45 lat i poważne problemy zdrowotne - uda mi się jednak zrealizować coraz wyraźniej rysujący się plan transformacji, który da mi szansę zapomnieć, że kiedykolwiek byłam w jakimś sensie mężczyzną?


Czy jest to możliwe?

Czy nadal będzie musiało być mnie dwoje?


Katarzyna

edzamieszczono: 2009.12.27

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3061 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj