Opowiadania

Nie można przeżyć życia nie własnego


Kiedy byłam mała - byłam chłopcem. Tak mi mówiła mama. Tak mówiły mi moje duże okrągłe oczy, z przerażeniem wpatrzone w wiszące w przedpokoju lustro. Tak mówiła mi pani Jadzia, która codziennie wypijała z mamą herbatkę za herbatką, a także mała Ewa z sąsiedztwa. Nawet Marta, której zazdrościłam jasnego jak len warkocza, też tak mówiła. Wtedy płakałam. A więc, czy byłam chłopcem? Byłam chłopcem!

Kiedy byłam mała - byłam dziwnym chłopcem. Moja mama wiedziała - że dziwnym. Załamywała ręce kupując mi wypłakaną w sklepie skakankę. Kochała mnie nawet bardziej niż Święty Mikołaj, którego prosiłam w liście o lalkę, a przyniósł mi pod choinkę hokejowe łyżwy i kilka ołowianych żołnierzyków.
Kiedy byłam mała – nie wiedziałam, że jestem szczęśliwa. Że kochałam i byłam kochana. Tego dowiedziałam się potem.

Kiedy nadeszło „potem”, a ja nadal byłam mała, ale już nie tak mała, jak przedtem – zrozumiałam, że jest mnie dwoje! Już nie było tak szczęśliwie, jak przedtem, bo każde małe szczęście dzieliłam na dwa. To było w szkole. Siedziałam wtedy w ostatniej ławce. Sama, bo jak mówili: „w klasie jest nas nie do pary” i że „byłam najwyższa”.
Siedziałam sama. Mogłam więc wiele myśleć, a jeszcze więcej marzyć i pragnąć. To co, że nikt nie chciał dziewczynki takiej, jak ja, ani chłopca, takiego dziwnego. Kiedy mazgaiłam się wyznając, że jestem i chcę być Nią, niektórzy zaczynali mówić do mnie coś bardzo głośno, a inni uśmiechali się do mnie smutno i pobłażliwie. Bolało. Przecież mieli jednak rację! Przestałam tak „głupio gadać”. Od tej pory, nie byłam już tak całkiem sama - było mnie dwoje: On, dla innych, a Ja dla siebie. Od tej pory, mimo że mogłam kochać, nikt nie mógł pokochać mnie. Miałam łeb zakuty w czapkę niewidkę.

W ciemnym zakątku szafy mieszały się z kurzem moje skarby i dozgonne tajemnice. Pamiętnik pełen uczuć i zapachów, zdobiony szlaczkiem z wklejanych kwiatków, zdjęcia jakiejś królewny i jakiegoś księcia, para pończoch z oczkiem, a także szminka, która gdzieś potoczyła się i zginęła mamie. A w szkole, uczono mnie być chłopcem. Och, jak bardzo nie lubiłam szkoły. Termometr, zbliżany do rozgrzanej żarówki, pozwalał mi czasem zostać w domu i być Anią. Razem z tymi wszystkimi skarbami, w ciemnym zakątku szafy utrwaliła swoją przy mnie obecność, zazdrość. Och! Jakże zazdrościłam dziewczętom, że sobie tak zwyczajnie były. A ja …? Nie było mnie prawie wcale - rozczulałam się nad sobą jak głupia i płakałam.

Tęskniłam do miłości. Mama kupiła mi adapter Bambino. Ewa przychodziła do mnie słuchać płyt. Puszczałam jej w kółko Beatlesów. Jej rodzice niebawem też kupili adapter. Zdobyła skądś i powiesiła na ścianie swojego pokoju plakat z Beatlesami. Przestała mnie odwiedzać. Potem zobaczyłam, że twarz Lennona ozdobiła ramką czerwonego serca. Ech! Marta zwierzyła mi się ze swojej „wielkiej miłości”. Opowiadała o Marku wtulając raz po raz swoją śliczną buzię w jego zdjęcie. Nawet nie wiecie, jak on cudownie dośrodkował piłkę. Mistrz! Któregoś dnia zauważyłam, że obrastałam na nogach włosem. Zwymiotowałam! Kochałam Martę. Przypięłam pinezkami jej warkocz do swojej ławki, zanim została poproszona do tablicy. Nienawidziłam piłki nożnej i Marka. Nienawidziłam wszystkich facetów, a przede wszystkim siebie. ”Jestem Anią” powtarzałam cicho, wpłakując słowa w poduszkę – czy ktoś o tym wie?!

Weszłam na stół. Tylko tak mogło mi się udać sięgnąć po położoną przez mamę na szczycie regału książkę o intrygującym tytule: „Seksuologia”. Taaak… czytałam! Nie jestem zoofilem, koprofilem, sakrofilem. Hm. Jestem chyba transwestytą… W dobrych radzieckich szpitalach, leczono to lobotomią - przecięciem połączenia lewej i prawej półkuli mózgu - lub prądem. Postanowiłam sama zabić w sobie Anię. Bardzo długo umierałam.

Kiedy zostałam mężczyzną, byłam ładnym chłopcem. Rozsiewałam nuty poezji, delikatne ciepło i smutek. Ta dziewczyna dostrzegła to i doceniła. A ja? Jakże nie miałam nie zauważyć całej tony kobiecego uroku, piękna i pobłyskującej ponętnie inteligencji Śnieżynki. Zakochałam się. W przytuleniach, uściskach rąk i gorących słowach, rozpływałyśmy się. Unosiłyśmy się nad ziemią do tego stopnia, że dla niej i dla mnie ciekawość ciała prawie nie miała znaczenia. To była śliczna biała miłość. Dawałyśmy sobie czułość zamiast seksu i miłosną przyjaźń. Mogłam kochać ją całą sobą. On, we mnie, był jej księciem. A ja – Ania, bardzo kochałam, ale nie mogłam nawet marzyć o jej miłości. Dla niej, nie było mnie – nie wiedziała, że jestem.

Z wielkiego świata, z kosmosu, pojawiło się nowe dla mnie słowo: transseksualizm.
Pomyłka natury. Kobieta w męskim ciele. Eureka, euforia, szaleństwo! Jedno słowo przewróciło mój świat, niebem do ziemi. Dowiedziałam się, że moje marzenie może stać się rzeczywistością. Tak! Jestem transseksualistką i mogę „się leczyć” – mogę zostać kobietą. Tak orzekli lekarze. Teraz będę mogła żyć, oddychać, być. Nie jestem zbokiem! Mam prawo do światła i przestrzeni! Mogę nie tylko kochać, ale i być kochana. Ja! Taka, jaką jestem. Mogę …? Czy mogę? Czy mogę być sobą? Tak bardzo tego chciałam - być sobą! Ale ja, to także wszystkie moje relacje ze światem - moja miłość, moje zobowiązania, moje lęki i fobie.

Jednak teraz kiedy staje się Nią – Anią jestem wolna własnych od zwątpień i leków. Prysły. A więc były ze świata, który zostawiłam za sobą. Odpięłam kotwice i z ulgą zostawiłam je w mule. Płynę, dryfuję, staram się postawić żagle. Dokąd? Nie wiem! Ale wiem, że popłynę własnym kursem. Nie da się wszak przeżyć szczęśliwie, życia „nie własnego”.

Ania

edzamieszczono: 2008.09.11

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2808 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj