Opowiadania

Ognisko


To w ogóle nie boli. To nie są moje rzeczy. Jakieś babskie ciuchy, nie moje...




Siedzę nad brzegiem i myślę. Piwo się kończy – na szczęście papierosy jeszcze nie. I tak więcej niż tą jedną puszkę wypić nie mogę, muszę dojechać do domu. Jeszcze tylko brakuje mi problemów z „drogówką”. W domu jest „łyska” i wódeczność, to sobie...

W domu… Żaden tam dom, już nie. Dwa pokoje, przedpokój, kuchnia, łazienka, toaleta, marne 52 metry. I szafy. I ta jedna, już pusta. Sprawdzę jeszcze raz bagażnik, żeby coś nie zostało.

Łyk piwa, i papieros. Ręce nie drżą – super, daję radę. Jestem twardy. Tym razem wytrzymam. Zrobię to dla niej. Już się nie złamię, nigdy. Nie będzie powrotów i nawrotów. Będę silny, będę facetem. Jej nie ma. Kuuur...

O, to ta czerwona, do pół uda, prawie bez pleców. Wyzywająca, szykowna, seksi. Do ognia z nią! Czerwone do czerwonego – jeszcze czerwony żar na końcu papierosa. Nie ma już tej czerwonej sukienki. Nie ma i nie było. Nie było tego wieczora, tamtego czerwca, w upał. Tego parku, o prawie drugiej w nocy. Dreszczu emocji. Strasznie głupie, tak do parku, w kusej wyzywającej i jeszcze czerwonej na dodatek. Więcej tego nie zrobię.

Zaraz, jakie do niej buty najlepiej wyglądały? A, te – oczywiście że czarne, oczywiście że szpilki, oczywiście że aksamitne, no i oczywiście że z paseczkiem zapinanym tuż nad kostką. Cieniuteńki obcasik, czarny. Stal to nie mój styl, heh. Stal zresztą nie paliłaby się tak dobrze, jak ten plastik. Czarne szpilki, czarny dym.

Teraz twoja kolej – błękitna spódnica, z białym wykończeniem, dżinsowa. Gruby materiał, wolno się będzie palić. Trzeba było pociąć. Do ognia! Do ognia, zimowe wieczory, w tej grubej spódnicy pod kolana, palcie się. Nie ma, nie było, nie będzie.

Różowy topik – poleci do nieba w mgnieniu oka. Tak jak ta koszulka, z naprasowanym wielkim sercem z przodu. I ta, biała, elegancka, do garsonki. Gdyby jeszcze były te kwiaty, ten pierwszy bukiet od nas, doskonale by płonął.

Łatwiej palić góry niż doły, szybciej idzie. Ten dżins jeszcze się tli, kiedy bluzek już nie ma. Może poleję jeszcze raz benzyną.

Czas na danie dnia – mała czarna, z długim rękawem, ze stójką. Poważna. Na tyle poważna, że miała Ją przekonać, że to nie jakieś fanaberie. Na tyle krótka, żeby widać było koronkę pończoch. Fantastycznie wyglądała z tymi szpilkami, których już nie ma. Miała przekonać, miała dać wolność – i nic... Starannie zaplanowany wieczór. Tylko Ona i ja, w tej drugiej wersji. I zamiast spełnienia i wolności – milczenie, wyniosła pogarda, jedno skrzywienie ust. Łzy. Niezrozumienie. Sen. A ja przecież wcale nie kłamię, nie oszukuję, nie udaję!... Przecież zdobyłem się na odwagę, sprawdzałem tylko przez ten czas, czy w ogóle warto to wyciągać, czy my do siebie pasujemy. Przecież powiedziałem. Przecież...

Starczy. Piwo i papieros. I do ognia, te pończochy, ten blezerek. Nie ma. Przynajmniej nie będzie już nerwów przed komputerem późno w nocy, ani w hotelu na delegacji. Udawania, że nikogo nie ma w pokoju. Szaleńczego zrywania z siebie ubrań, kiedy klucz zachrobocze w zamku, pół godziny wcześniej niż się spodziewam. Spokój, do końca życia. Tym razem będę twardy, tak naprawdę, przysięgam.

Twardy, tak jak teraz, kiedy na stos leci ten stalowy sweterek, rozpinany, z futerkiem na końcu rękawów i na kołnierzu. Nie ma sweterka, nie ma czego pamiętać z ubiegłego września. Już nie będzie mnie grzać, nie będzie delikatnie muskać szyi, łaskotać pod uszami. Cholerne fatałaszki, cholerne piórka, cholerne życie. Do ognia! Ta bluzka też. I ta sukienka. I ta. I te buty, razem z tymi. Wszystko, do ognia!

Kosmetyczka – nie, nie do ognia. Skrzyneczka się przyda, na gwoździe albo coś. Jestem facetem, będę majsterkować. Tusz, podkład – jeden i drugi, cienie, szminki. Ta strażacka czerwień... Czerwona, po prostu. A puder rozsypię, będą efekty specjalne. Kredki, konturówki, wszystkie, do ognia. Wystarczy mi przecież maszynka do golenia, i żel, może jeszcze krem. Nic więcej nie potrzebuję. Jestem i będę facetem.

To w ogóle nie boli. To nie są moje rzeczy. Jakieś babskie ciuchy, nie moje. Nic nie tracę. Zyskuję spokój. Ta prawdziwa Jedyna nie będzie mieć już ze mną żadnych problemów. Nie będę nic ukrywać. Nie będę nic kombinować. Będę taki jak ona chce, nauczę się chcieć tego samego. To nie boli, naprawdę. Będę już tylko ja, żadnej lepszej połowy, żadnych udawanek. Nic nie boli. W ogóle. Nic.

Więc kto płacze?... Jasna cholera, tylko nie to... Jestem twardy! Piwo, papieros. Twardy, psiakrew, twardy. Spalę to wszystko i zapomnę. Tylko...



Zzuzzu

edzamieszczono: 2007.08.12

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3006 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj