Opowiadania

Oto ciało moje - Freja


(fragment)




Wstaję i idę zamknąć drzwi, by z domu swego uczynić na kilka godzin swoją twierdzę, godną średniowiecznych zamków i średniowiecznego spokoju, póki z wybiciem szesnastej wraz z młodszą siostrą nie powróci tu hałaśliwa współczesność.

Po drodze zakładam porzucone w pośpiechu klapki siostry. Leżą idealnie, jeszcze rok temu były ciut za duże, jeszcze rok... Jeszcze rok i kończę gimnazjum, będą poważniejsze problemy niż kaliber 44 na zakręcie. Wzdychając przekraczam próg jej pokoju i spoglądam krytycznym okiem neofity kwadrans temu nawróconego na ład i porządek. Podręczny zestaw do odprawiania babskich czarów leży rozrzucony w nieładzie vis-a-vie trzyskrzydłowego lustra. Kiedy byłem mały, lubiłem ustawiać dwa skrajne z nich naprzeciw siebie, spoglądając w tajemniczą przestrzeń wykreowaną kaskadą kolejnych odbić, wierząc, że jakimś cudem uda mi się wypatrzyć mieszkańców tej tajemniczej krainy, jeśli tylko starczy cierpliwości albo zerknę znienacka. Kiedy byłem starszy, siadałem nieraz naprzeciw środkowego i nie wierząc już w cuda, pozwalałem mu bez żadnych ceregieli zaglądać w moją własną tajemnicę. Jak najlepszy przyjaciel odwdzięczało się kamiennym milczeniem na temat naszych seansów i kryształowo szczerą ich oceną.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, że siostra zamierza wyrzucić niemodny sekretarzyk na strych, by zrobić miejsce na komputer i zadowolić się małym, okrągłym lusterkiem. Wyrzucić nie moje wrota sezamu, moją szklaną kulę, dusza wydzierała się w niebogłosy: "Dajcie je mnie!", usta jednak milczały zaklęte, niczym biblijny Piotr zapierając się najlepszego przyjaciela. Teraz też odwróciłem się od niego plecami, przeglądając zawartość siostrzanych półek. Wybrałem bluzkę z dekoltem z lejącego się materiału i moją (moją?) ulubioną dżinsową spódnicę. Chwilę później wszystkie faceckie łachy lądują w kącie pokoju a ja zasiadam naprzeciw i zaglądam ciekawie niczym do innego świata na dnie starej szafy.

"Lustereczko powiedz przecie... może lepiej nic nie mów?", gdzieś na brodzie zauważyłem kiełkujący pojedynczy włos niczym zapowiedź przekleństwa mającego w żabę przemienić królewnę. Rozejrzałem się po stoliku przed sobą, znalazłem na nim pęsetę i szybkim ruchem wyrwałem, wymachując triumfalnie niczym magiczną różdżką. Wzdycham - gdybyż tak było można. Spotkać na drodze dobrą wróżkę, co spełnia marzenia niepewnych siebie kopciuszków. Albo, żeby chociaż była na to jakaś w miarę prosta metoda: złapać złotego szczupaka, znaleźć kwiat paproci, popłynąć na kraniec ziemi i przywieźć jajo feniksa, spędzić trzy noce w krypcie ze strzygą... Wtedy przynajmniej wiedziałbym co mam robić, tak gonię w kółko za własnym cieniem, niczym Hamlet przekonując siebie i resztę świata, że nie ma żadnego problemu.

Wzdrygam się. Odkładam precz egzaltowane rozważania i zaczynam ozdabiać twarz marzeniami kradzionymi z kobiecych puzderek. Ten dotyk na skórze, powiekach, na rzęsach - prawie jakby muskały je wargi Anki, choć wątpię, by zgodziła się zrobić to teraz, gdy z tafli zwierciadła spoglądają już całkiem inne oczy: podkreślone cieniem, pociągnięte tuszem. Oczy demona, który pociąga mnie i przeraża zarazem, wiodąc w jakieś chwastami porosłe rozstaje z dala od traktów, po których stąpają normalni ludzie, puszący się u boku swych dziewczyn i chłopaków.

Kilkoma kolejnymi ruchami zaczynam zatem kreślić swoje własne wargi. Nie pocałują moich powiek, ale przynajmniej uśmiechną się, zadowolone z efektu, albo rozbawione sytuacją, jak wtedy - przed kilku tygodniami - gdy telefon sympatii zaskoczył mnie właśnie podczas malowania siebie, przerywając ostatnie pociągnięcia pędzlem. Rozmawiałam z nią, wygłupiałam się i żartowałam jak zwykle, patrząc nadal w lustrzane odbicie. Zastanawiając się czyje są te bladoróżowe usta szepcące do ucha dziewczyny na drugim końcu drutu, kto z nią tak właściwie rozmawia. Sama czułam się momentami jak widz zagoniony deszczem do kina na jakiś egzotyczny film, który - polskim zwyczajem - miast pełnego dubbingu okaleczono przydanym mu głosem lektora. Teraz też uśmiechałam się na samo wspomnienie tej sceny, co znacznie ułatwiało podkreślenie policzków. Skończywszy, otwarłam wieko drewnianej szkatułki, by długo buszować w srebrze i kamieniach, nim zdecydowałam się na parę wiszących kolczyków. Potem sięgnęłam rękami do dziurek w uszach - szczytu mojej odwagi - gdzie zwykle noszę tylko małe, srebrne kółka, i tak narażając się czasem na zgryźliwe komentarze właścicieli złotych łańcuchów. Niestety - wbrew temu, co twierdzą - na co dzień nie wyglądam wcale jak baba. Co innego teraz... Uśmiecham się ponownie, tym razem z ciepłą satysfakcją medytującego Buddy. Ten widok uspokaja, uwalnia na chwilę od wysiłku udawania przed światem, że chcę i czuję jak reszta stada, podczas gdy naprawdę marzę często o sprawach pogardzanych przez watahy młodych samców, chociaż... bycie młodym samcem potrafi mi przecież sprawiać frajdę, kiedy wygrywam potyczkę w Quake'a, albo kiedy w oczach Anki dostrzegam odbicie swojej faceckości, zabarwione jej fascynacją. Wtedy chcę być facetem, co oczywiście w żaden sposób nie cofa przyrodzonego mi pragnienia bycia kobietą. Nieustannego, nie dość silnego jednak, by dla tych umalowanych oczu zrezygnować z błysku w oczach Anki - czyste wariactwo - dla tych ust z jej uśmiechu, a przynajmniej nie na dłużej niż te kilka chwil sam na sam z lustrem.

- Witaj zatem Ada. - pozdrawiam własne odbicie - życzymy miłego pobytu w pożyczonej płci - mrużę oko i posyłam sama sobie całusa. Gdyby tak móc być kimś innym niż się jest.

Ponownie dopada mnie wrażenie słuchania głosu lektora. Więc może lepiej niech to będzie niemy film? Sięgam po jedną z kredek i u dołu kadru kaligrafuję starannie:

"A imię moje legion. Chcę być wszędzie i zawsze, i każdym!"


Freja

edzamieszczono: 2007.06.30

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2695 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj