Opowiadania

ZAPAMIĘTAJ TO UCZUCIE


Sądzisz, że przegrałaś?! Byłaś silniejsza od swego strachu. To twoja siła, która może ci teraz pomóc. To Twój kapitał, może będziesz umiała go wykorzystać. Zapamiętaj to uczucie. Potrzeba ci będzie tej siły.



– Czy jest już dobrze Ewo? – usłyszałam głos mojego terapeuty. Ale nie byłam wstanie jeszcze nic odpowiedzieć. Wiedziałam, że każde słowo, które teraz wypowiem, wywoła znowu spazmy szlochu. Zacisnęłam tylko mocniej powieki. Siedziałam skulona w fotelu obejmując głowę dłońmi, zasłaniając się łokciami jak w obronie przed atakiem.
– Możemy rozmawiać dalej? – usłyszałam po kolejnej chwili cierpliwe pytanie. Pokręciłam przecząco głową.

W gabinecie panowała cisza. Moja wyobraźnia wyświetlała jeszcze na ekranie powiek obrazy – coś, jak dynamicznie zmontowany teledysk. Wyraźnie, niemal fizycznie czułam zapach i smak dawno zapomnianego uczucia. Jak to się stało, że w wyniku rozmowy z terapeutą tak wyraziście wróciło tamo przeżycie z dzieciństwa? W moich uszach brzmiały jeszcze raz okrzyki „pedał, ciota, zboczeniec!”. Jeszcze raz zobaczyłam uwijające się wokół mnie pięści kolegów i koleżanek z klasy oraz ich zaciśnięte usta. Niemal fizycznie czułam wymierzane mi uderzenia i kopniaki. Nie przypuściłabym nigdy, że pamiętam jeszcze aż tyle szczegółów związanych z tamtym wydarzeniem, że wrócą z taką siłą.

Miałam wtedy 10 lat. Uczyłam się w trzeciej klasie. Był chyba koniec maja, zbliżał się koniec roku. W tym tygodniu pełniłam dyżur w klasie. W trakcie przerwy, gdy byłam zajęta wycieraniem tablicy, Marek, jeden z klasowych urwisów, przeszukiwał mój tornister. Zwróciłam na to uwagę dopiero, gdy usłyszałam chóralny wybuch śmiechu kilkorga dzieci. Kiedy odwróciłam się, ujrzałam Marka, który trzymał w rękach moją ukochaną lalkę - Matyldę. Odstawiał przedstawienie kukiełkowe. Wbijał jej ołówek pod spódniczkę i wydawał dziwne, ale sugestywne dźwięki.

Podbiegłam do niego chcąc odebrać lalkę i wtedy otrzymałam pierwszy cios w twarz, ale mojej lalki nie puszczałam. Ktoś inny podciął mi nogi. Upadłam, próbowałam się podnieść i uciekać, ale dwóch innych chłopców złapało mnie. Trzymali za wykręcone ręce. Marek darł się, obrzucając mnie wyzwiskami. Posypały się następne uderzenia zadawane przez inne dzieci. Usiłowałam wyrwać się z całej siły, a łzy złości i bezsilności zalewały mi oczy.

– To ciota, pedał – powiedział inny, ktoś splunął w moją stronę. Zaczęli pluć inni. Ktoś krzyknął:
– Zostaw go już. Dosyć!

Przestali bić, ale trzymali jeszcze. Część napastników odsunęła się ode mnie. Patrzyli z niechęcią. Wreszcie puścili mnie, ale upadłam. Stali nadal i patrzyli, jak z podnoszę się z podłogi. Moja lalka leżała na ziemi w podartym ubranku obok rozmazanej na podłodze krwi. Podniosłam ją. Łzy bezsilności spływały mi po twarzy. Wybiegłam ze szkoły.

– Powiedz proszę, co było potem – usłyszałam spokojny głos. Czułam jak łzy wysychają na moim policzku, nie poruszyłam się nadal. – Bałaś się wrócić do szkoły? – zapytał. – Tak – usłyszałam swój chrypiący zmieniony głos. Otworzyłam oczy i powoli zdjęłam ręce ze swojej głowy.


– W szkole była potem afera – zaczęłam opowiadać. – Ktoś powiedział wychowawczyni, doniesiono mojej mamie. Mama długo tuliła mnie i obie płakałyśmy.
– Czemu to robisz? – pytała mama. – Mówiłam ci tyle razy, że jak będziesz tak się zachowywać, to cię dzieciaki zagryzą. Kto to widział, żeby chłopcy do szkoły nosili lalki!? A w tamtym tygodniu znowu założyłaś tę białą bluzkę. Mówiłam ci, że nie możesz w niej chodzić do szkoły. Tylko w domu! Wyrzucam ją i więcej nie będę ci kupować takich rzeczy, choćbyś płakał nie wiadomo jak.

Siedziałam bez słów, a mama zmieniała mi opatrunek nad okiem i przemywała czymś rozbitą wargę.
– Dziecko – co z tobą będzie? – mówiła zmieniając nastrój, to złoszcząc się, to użalając nade mną.

Potem długo w nocy – naprawiałam ubranka Matyldy. Pamiętam, mama weszła do pokoju, żeby pocałować mnie na dobranoc. Przytuliła mnie.

– Kupić ci nową Matyldę? – spytała oglądając lalkę.

– Nie – odpowiedziałam. Przyniosła mi tasiemkę, żebym mogła ją naprawić.

– Jutro nie pójdziesz do szkoły. Wypiszę ci usprawiedliwienie. – powiedziała.

– Nie. Mamo pójdę! Proszę! Mam klasówkę – skłamałam.

Rano mama, jak zwykle, zrobiła i zapakowała mi kanapki. Sprawdziła, jak wyglądam, uczesała włosy i tym razem odprowadziła mnie do szkoły, choć nie robiła tego zawsze.
Po zmianie obuwia w szatni pobiegłam szybko do toalety, wyciągnęłam bluzeczkę, o której mówiła wczoraj do mnie mama. Nie wyrzuciła jej jednak. Cala lekko drżąca, w pośpiechu przebrałam się w nią. Zawiązałam wstążkę, z która spinała kołnierzyk na kokardę i ułożyłam ją bardzo dokładnie, a na wierzch z powrotem założyłam regulaminowy granatowy fartuch, w jakim w tych czasach chodziliśmy wszyscy w szkole. Z bijącym sercem weszłam do klasy, usiadłam na swoim miejscu.


Kiedy weszłam, w klasie mimo przerwy zrobiło się nagle ciszej, a kiedy na ławce położyłam demonstracyjnie swoją Matyldę, wszyscy zamilkli zupełnie. Wyciągnęłam jakiś zeszyt i nie patrząc na nikogo udawałam, że czytam. Po chwili ciszy usłyszałam jakieś szepty. Byłam przekonana, że to komentarze na mój temat. Moja prawa ręka wciąż zanurzona była w tornistrze, a w ręce ściskałam spory obły kamień.

– Nie zostałaś w domu, a bardzo się bałaś. – nie wiem, czy stwierdził, czy spytał terapeuta. Skinęłam potwierdzająco głową. – Opowiem, co było dalej – powiedziałam.

Pierwsza lekcja minęła jakoś normalnie. Nie było nic dziwnego w tym, że na przerwach włóczyłam się po korytarzu sama, ale tego dnia odczułam wyraźnie i jeszcze boleśniej niż zwykle, że wszyscy starają się mnie nawet nie zauważać. Omiatali mnie wzrokiem, jakbym była przezroczysta. Przechodząc obok przestawali rozmawiać i omijali mnie zachowując wyjątkowo duży dystans. Nawet Iwona, z którą kolegowałam się i Adaś, mój sąsiad, z którym w domu czasem bawiliśmy się, jakby mnie nie dostrzegali. 


Drugą lekcję mieliśmy z panią Basią – wychowawczynią. Kiedy weszła, w klasie zrobiło się stosunkowo cicho. Pani Basia przedłużała milczenie, spoglądając na nas. Wydało mi się, że szczególnie długo spogląda na mnie. Postanowiła widać nawiązać do wczorajszych wydarzeń, bo przemówiła.
– Moi drodzy. Wczoraj stała się rzecz niebywała. Wszyscy wiecie o co mi chodzi. – powiedziała i przystąpiła do wykładu o niedopuszczalności stosowania przemocy fizycznej, o karach porządkowych, jakie za to grożą i skutkach, jakie to wywoła dla dzieci zamieszanych w to zajście. Wymieniła znane jej nazwiska winowajców.
– Czy ktoś jeszcze cię bił? – spytała i wskazała na mnie. Pochyliłam głowę i nie odpowiedziałam nic. Panowała niezmącona przedłużająca się cisza.

– No wstań proszę kiedy do Ciebie mówię! – rozkazała.
Powoli wstałam, ale milczałam. Nauczycielka wyraźnie zaczęła się denerwować.
– Prosiłam tyle razy, aby w szkole nie bawić się zabawkami. Schowaj to – wskazała na Matyldę.
Nie zareagowałam. Serce coraz szybciej łomotało mi w piersi. Po kolejnej pauzie powiedziała wyraźnie podnosząc głos:
– Powiedziałam coś do ciebie?!
W końcu, po kolejnej pauzie, podeszła do drzwi i otworzyła je.

– Weź swoje rzeczy i chodź ze mną – zadysponowała.
Zsunęłam powoli Matyldę i zeszyt do tornistra i wyszłam z klasy. Pani Basia wzięła mnie za rękę i poprowadziła do narożnika obok zamkniętego sklepiku szkolnego. Wzięła mnie za ramiona i już spokojniejszym głosem powiedziała:
– Spójrz na mnie.
Podniosłam opuszczoną głowę i spojrzałam jej w twarz. Pamiętam wysiłek, z jakim to zrobiłam.
– Chłopcze, co ty wyprawiasz! Sam prowokujesz ich do takiego zachowania. Zobacz, jak ty wyglądasz. – tu wskazała wzrokiem na moją kokardę.
– Rozmawiałam wczoraj z twoją mamą. Umówiłam się z nią, że dopilnuje, abyś zachowywał się jak normalny chłopiec. Obiecasz mi to?


Patrzyłam dalej jej prosto w oczy. Ale czułam, że do moich oczu napływają łzy, które po chwili poczułam na policzkach. Wysiłkiem woli nie opuściłam jednak wzroku. Pamiętam jej zmartwioną i jakby zaskoczoną twarz. Chciałam, aby zrozumiała, że nie umiem jej tego obiecać. Że NIE! Może także czekałam na jakiś gest pocieszenia z jej strony czy litości – nie wiem. Ale niczego takiego się nie doczekałam. Z poczuciem zawodu odwróciłam się i wybiegłam ze szkoły.
Szlochając błąkałam się kilka godzin po osiedlu, w końcu dowlokłam się do domu.


Następnego dnia powiedziałam mamie, że nie pójdę więcej do szkoły. Ku memu zdziwieniu zgodziła się. Potem przynosiła mi skądś lekcje do odrobienia i przerabiała ze mną materiał. Pojawiłam się dopiero na rozdaniu świadectw. Mama była ze mną.

Chodziłam też na jakieś bezsensowne konsultacje u psychologa. Dowiedziałam się, że po wakacjach mam chodzić do innej klasy.


– A dodam jeszcze, że mama rzeczywiście usunęła niektóre moje ubrania. Ale lalka Matylda została ze mną.
– Wtedy chyba jednak coś przegrałam – powiedziałam ze smutnym uśmiechem do terapeuty.
– Sądzisz, że przegrałaś?! Byłaś silniejsza od swego strachu. To twoja siła, która może ci teraz pomóc. To Twój kapitał, może będziesz umiała go wykorzystać. Zapamiętaj to uczucie. Potrzeba ci będzie tej siły. – skomentował lekarz.


edzamieszczono: 2011.02.17

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.2883 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj