Pierwsze w Polsce warsztaty „Trans dla początkujących” poprowadziła Voca 17 maja 2007 we Wrocławiu. Zapraszamy do zapoznania się z krótką relacji z tego spotkania. Jak się okazuje, było naprawdę bardzo ciekawie. Na spotkanie przyszło około 15 osób, w tym pięciu chłopaków. Z tego – trzech przerażonych tym, co robimy – wyszło zanim coś zdołało się jeszcze na dobrze rozkręcić. Nie wchodząc w szczegóły, powiem tylko, że chłopcy zrezygnowali z udziału, gdy zasugerowano im, by się zapoznali z garderobą płci odmiennej. Reszta uczestników dość entuzjastycznie podeszła do zagadnienia i po chwili mieliśmy już tuzin okropnie i bezwstydnie poprzebieranych – tfu – crossdresserów. W tym również k/m, co już naprawdę woła o pomstę do nieba. Wszystkich zaniepokojonych uspokajam – zanim stamtąd wyszliśmy, wszyscy zdążyli przywrócić sobie właściwy wygląd i wejść w pożądane genderowe role. No, może niekoniecznie wszyscy, ale zawsze musi się znaleźć jakiś odmieniec.
Ludzie, którzy przyszli, o spotkaniu dowiedzieli się albo z crossdressing.pl albo przez znajomych. Dwóch chłopaków przeczytało informację na homiki.pl. Wszyscy byli młodzi, piękni i inteligentni. Zakładam więc, że przyszła do nas młodzież mniej więcej uniwersytecka. Nikogo nie pytałam o trans i orientację, ale również podejrzewam, że ci co przyszli, byli dość nienormatywni, na bakier z sztywnym podziałem zastanej kultury, łamiący utarte wzorce i ochoczo zbaczający z wydeptanych ścieżek. Jednym słowem – byli otwarci.
W sposób może nie do końca uporządkowany, ale i nie do końca chaotyczny, poruszyliśmy wiele, lecz oczywiście nie wszystkie kwestie związane z crossdressingiem. Nad czym ubolewam. I z czego się cieszę. Zawsze zostanie coś na zaś:-) A pomysły jakieś chodzą mi po głowie.
Snuliśmy sobie takie dość ogólne refleksje. Obecne tam lesbijki znajdowały wiele podobieństw między sobą a transami k/m. Wspomniano o traumie, jaka wiązała się z założeniem sukienki do pierwszej komunii. Jak widać, przydarza się ona także genetycznym kobietom, nie tylko transom k/m. Hihi – tu mały apel – zrozumcie nas cudowni transwestyci – nie każda kobieta chce się malować i chodzić w szpilkach. A mimo to nadal pozostaje – jakby to powiedzieć, no… – prawdziwą kobietą.
Na zdjęciu Mirka - koordynatorka KPHPosiłkowaliśmy się tekstami z portali Crossdressing i Odcienie Szarości. Między innymi listem od transwestyty, który w sklepie obuwniczym chciał ze sprzedawczynią rozmawiać o odmiennościach seksualnych. Mówiliśmy o sprawach często związanych z transem, takich jak wstyd i strach przed ujawnieniem, odrzuceniem przez rodziców, czyli rzeczach, które w jakiś sposób są także znane osobom homoseksualnym. Także o homofobii wśród transów i wstręcie do transów wśród środowisk gej-les. O dziwnej sytuacji osoby związanej z kimś trans, która do końca nie wie, o jakiej orientacji świadczy ten związek. Bo wyobraźmy sobie na przykład dziewczynę, która wiąże się z kimś tg k/m. I określmy jednoznacznie, czy jest homo, czy hetero oraz w jakim stopniu :-) I o różnych jeszcze rzeczach.
Myślę, że warsztaty były bardzo udane i udało się nam wzajemnie na zetknięciu homo – trans poznać. Doszliśmy do wniosku, że warto konfrontować i zaprzyjaźniać ze sobą oba „środowiska”, bo więcej nas łączy, niż dzieli, a organizacje mamy wspólne. Myślę, że jest szansa na kolejne spotkania przy różnych okazjach – czy to będą filmy, czy warsztaty, czy tam jakieś festiwale. I mamy nadzieję, że nie będziemy się obrzucać wyzwiskami typu „gej” czy „transwestyta”, a raczej tymi słowami komplementować.
Na koniec pragnę podziękować Prószce i Mirce za propozycję, salę i w ogóle pomoc oraz Zzuzzu za szafę ubrań i wsparcie merytoryczne, i zdjęcia.