Na zaproszenie śląskiego odziału KPH 17 lutego 2008 roku Trans-Fuzja z misją oświatową pojechała do Katowic. Mała foto-relacja poniżej. W związku z tym, że poprzedniego dnia bawiliśmy się na KPHowych walentynkach, to w drodze na warsztaty wyglądaliśmy tak:
Ale po przyjeździe na miejsce transki zaczęły się naradzać
i obmyśliły pewien plan:

Zuzka i Freja myślą... albo raczej Freja myśli, Zuzka się broni:-)
Plan polegał na tym, że wszystko będziemy czytać z kartki:)
Drodzy Czytelnicy - z relacjami z takich wyjazdów zawsze jest problem - bo jak to - pisać o sprawy meritum, czy może skupiać się na nieistotnych szczegółach, a to takich, że przez całą drogę do mijały nas wojskowe ciężarówki, że na stacji benzynowej spotkaliśmy panią w klapkach, czy od razu założyć, że takie szczegóły Was nie interesują? Otóż człowiek nie wie, ma dylemat i próbuje trochę o tym, trochę o tamtym, i w końcu wychodzi o niczym. Więc tym razem nie będzie o SRSach ani o feminizacji twarzy albo może tylko trochę i nie do końca...
O 15.00 Katowice przywitały nas plątaniną dróg i zjazdów. O 15.03 pod klubem Scena przywitał nas Rafał, koordynator KPH. Warsztaty miały odbyć się co prawda o 14.00 ale w ostatniej chwili zostały przełożone na 16.00 z przyczyn niezależnych, tak więc Trans-Fuzja przybywszy o 15.00 była na czas, a nawet i przed czasem. Na kwadrans przed 16.00 zaczęli schodzić się pierwsi goście. Wystartowaliśmy kilkanaście minut później przy kawce i piwku. Pili oczywiście tylko uczestnicy, broń Boże, żeby prowadząca:-) Po niedługim wprowadzeniu okazało się, że zmienić musimy nie tylko salę, ale w ogóle lokal. I tu pragnę podziekować tym, którzy szybko i sprawnie załatwili nam ciepłe i przyjazne miejsce w kawiarence Babel. Tam też przeszliśmy przez większość zagadnień - od crossdressingu po transgenderyzm, a uczestnicy warsztatów raz po raz wspierali nas swym doświadczeniem, pytaniem i wiedzą. Pooglądaliśmy fragmenty transowych filmów, co było dość utrudnione, zważywszy na to, że zostaliśmy z 'gołym' laptopem, ale na warsztaty - jak się okazało - przyszli ludzie dzielni, tak, że nikt się nie skarżył. Po zapoznaniu się z propagandową wizją transwestytyzmu ukazaną w filmie - z bagatela 1953 roku - pt. "Glen czy Glenda", żwawo przeszliśmy do nowszych produkcji, podziwiając determinację i urodę Parinji Charoenphol, grę Felicity Huffman i odpowiadając na padające raz po raz pytania. Było o terrorystach z IRA - oczywiście, że w temacie transgenderyzmu, a także bardzo niepolitycznie - o fetyszyzmie i leczeniu z niego, o orientacji seksualnej osób trans i heteromatriksie, w którym żyjemy. Były kolejne herbatki, kawy i kolejne pytania. Kto był, to wie, kto nie był to ma szansę się jeszcze przekonać na kolejnych warsztatach:) Ostatecznie temat uznaliśmy za wystarczająco omówiony po godzinie 20 wieczorem.
A potem poszliśmy na kolację z tymi, którzy zjeść z nami chcieli:)
Posileni wsiedliśmy w samochód i jechaliśmy, jechaliśmy, jechaliśmy przez pogrążony w mroku Górny Śląsk...
...dopóki nam się coś nie zepsuło. Ale jak się potem okazało - feministka umie naprawić wszystko:D
Wszystkim uczestnikom warsztatów serdecznie dziękujemy za przybycie i zapraszamy do nas - do Wrocławia, gdzie rozwiejemy wszystkie crossdressingowe i transgenderowe dylematy:)
Z transowym pozdrowieniem...
towarzyszka Voca