Krótka relacja z imprezy walentynkowej organizowanej przez KPH Wrocław i Trans-Fuzję. Krótka, niepoważna, ale lepszy wróbel w garści, niż transwestyta w szafie... Pomysł walentynkowej imprezy z serduszkami, balonami i konkursem pocałunków dorosłemu człowiekowi powinien wydać się odpychający. Dlatego, że człowiek dorosły jest cyniczny, praktyczny, kocha przez cały rok, a nie tylko w święto zakochanych, no i wie, że to się się nie uda.
A jednak.
A jednak na szczęście między nami – w koalicji KPH – Trans-Fuzja nie wszyscy są jeszcze dorośli, zgorzkniali i cyniczni i porwali się z motyką na słońce, i odnieśli wielki sukces. Ciastek wymyślił, Mirka zrobiła plakat, Freja i Voca skleciły banerek – ech, jego pierwsza wersja, to dopiero budziła kontrowersje!, Zuzka robiła oświetlenie, Lisek z SiterToSister muzykę, Mateusz wpuszczał gości i inkasował kasę. Prószka przywiozła sprzęt. Ania robiła zdjęcia na imprezie, druga Ania próbowała nauczyć nas czaczy. I dobrych jeszcze kilka osób zajęło się organizacją, ale nie wymienię tu wszystkich, gdyż w czasie największych przygotowań robiłam zupełnie inne rzeczy.
A potem na to wszystko przyszli ludzie. Z różnych stron. Nie wszystkich poznałam, nie wszystkich pytałam, ale jak orzekła Paloma, która pojawiła się ad medias res – niezwykła atmosfera, gdzie spotykają się wszyscy. Trafiła nam się impreza bez wykluczeń, pełna transek, a nawet transów (a to za sprawą naszego nadwornego fotografa, który na jeden wieczór przywdział krawat i piękną koszulę), gejów, lesbijek i heteryków. Przybył Antyfacet w czerwonej spódnicy i panterkowych kozaczkach na niebezpiecznie wysokiej szpilce, przybył sympatyczny podróżnik z Australii, który opowiadał nam o pingwinach i kangurach, przybyły transki z czterech stron świata – z Opola, Częstochowy, Warszawy, Gliwic. Byliśmy pod wrażeniem tego, ile kilometrów można pokonać, by pobawić się na naszej imprezie. Szczególnie na obcasach:). Dlatego też dochodzimy do wniosku, że warto takie spotkania powtarzać. Szykujcie już kreacje, malujcie pazury, prasujcie krawaty (to się w ogóle prasuje?) i przybywajcie do nas na następny raz!
A w międzyczasie rzućcie okiem na zdjęcia, które na pewno nie przekażą wam wszystkich smaczków, ale chociaż pomogą wyobrazić sobie, jak u nas było.
Aha – pytanie z tytułu wciąż bez odpowiedzi. A może po prostu każda okazja dobra, żeby założyć sukienkę?:)
Antyfacet popija piwo i rozprawia z naszą koleżanką o inwestycjach giełdowych, za nic mając, że siedzą w kąciku pocałunków. Nie tylko identyczny kolor paznokci ich łączy...
W tym czasie Ania uczy nas tańca...
No a tu widać jak nam to wychodzi...
Nasz crossdressowy fotograf też pozwolił zrobić sobie zdjęcie. W tle kobiety poprawiają urodę.
Walentynkowa galeria
jak zwykle crossdressowa Voca
2008.02.21 04:06:31
Katarzyna z CzęstochowyWszystkim organizatorom i organizatorkom WIELKIE podziekowanie za miłe przyjęcie naszej Trans-grupki i wysmienitą
zabawe oraz wiele rozmów i również dzieki za możliwość poznania
wiele wspaniałych osób !
Mam ochote czesciej bywać u was, poznawać was ,bawic sie z wami !
Jestescie The best!!!!!
Pozdrawiam was cieplutko
Katarzyna...
Ps- nie wymieniam imion bo i tak wszystkich nie pamiętam a nie chę nikogo urazić