życie seksualne transów

studium przypadku: tg-ts m/k, 3x lat, F


Jej partnerka nie ma pojęcia jak będzie się czuła, jeśli jej hm... facet okaże się w rzeczywistości babą i zechce stać się babą, i czy będzie umiała zostać w takim związku, ale chce, w każdym razie spróbować, bo to daje chociaż jakąś szansę, a tak jak było dotąd dłużej na pewno się nie da.

Pewnego razu była sobie transka.
Świadoma swojej inności gdzieś od przedszkola i pary z gęby o tym nikomu nie puszczająca. Tylko kiedy zostawała w domu sama, ładowała się do szaf i kasetek swojej matki, by paradować po domu w jej butach i biżuterii. Za każdym razem, czuła ból włosów, obcinanych ledwie trochę podrosły. Marzyła o babskich szmatach, ozdobach, fryzurach i wstydziła się sama przed sobą za taką babską słabość.

Przejdźmy jednak do meritum.
A potem, gdzieś tak między 4-5 klasą przeżyła swój pierwszy orgazm, inspirowany 100% heterycką opowieścią kolegi. Kiedy jednak zaczęła na ten użytek produkować własne fantazje, jakoś szybko zmieniła odgrywaną w nich rolę i tak już zostało. Były zatem fantazje o kobietach (takie trochę abstrakcyjne, wizerunkowe bez wyobrażania sobie seksu jako takiego), autogynefiliczne fantazje o sobie jako kobiecie, fantazje BDSM - oczywiście w żeńskiej roli. W wieku 16-17 lat po heroicznych próbach "obrony Częstochowy" transka skapitulowała i pozwoliła sobie również na fantazje o facetach (i tu dla odmiany, jakoś bardziej pociągała ją wizja seksu z niż sam wizerunek).

Oczywiście było poczucie winy, jakieś strzępy wiedzy o imprintingu seksualnym i strach, że to już tak zostanie, rozpaczliwe próby fantazjowania "po bożemu", z których niewiele wychodziło. Łatwiej już przychodziła asceza - w wyobraźni, bo realnych doświadczeń nasza transka żadnych nie miała. Zdarzały się zatem przez lata takie wielomiesięczne okresy, gdy tak sobie potrafiła poodwracać widzenie świata, że wszelka myśl o seksie bawiła ją tylko i dziwiła ludzka aktywność w tym zakresie.

Fetyszyzm, czy transseksualizm?
Pytanie stawiane sobie od lat 80-tych. Wieść gminna niosła, że ts-ów to absolutnie nie podnieca i że są zdecydowanie pro-faceccy i w ogóle kobiecy w każdym calu. Z drugiej strony fetysze potrafili być straszliwie wulgarni i jakoś kompletnie nieestetyczni.

Była dużym facetem i byłaby duuużą kobietą. Jedyny znany z widzenia trans (tv/ts?) budził spore wątpliwości autentycznością wizerunku i cokolwiek ekshibicjonistyczną postawą. Tak by miała wyglądać? I bez tego z ledwością radziła sobie w stadnych relacjach w typowo męskiej klasie.

No dobra, a co z seksem?
Więc żyła sobie na prywatnej wyspie pośród książek, a później także komputerów, aż zakochała się platonicznie w dużo starszej kobiecie, która okazała jej trochę ciepła i wyspa zaczęła ją dusić i boleć do niemożliwości, gdy uświadomiła sobie, jak jałowa była w emocje.

A potem przyszły realne związki, z mocnym postanowieniem (zwłaszcza ten pierwszy), żeby znormalnieć, bo przecież żadna dziewczyna cię nie zechce, jak będziesz dalej nosić długie włosy i kolczyki.

I był seks, a przynajmniej peting, który nazywała seksem, nie widząc w tym nic dziwnego. Były ogromne emocje, namiętności i fascynacja ciałem partnerek. Było nawet kilka przypadków stricte heteryckiego seksu z immisją, które jakoś nie wychodziły, ale wszystko szło przecież w stronę normalności. Wydawało jej się, że chce być dla parnerki tym (wspaniałym) facetem, którego ona w nim widzi. Żadnej z tych trzech kobiet nie powiedziała nic o sobie.

Seks, seks i jeszcze raz seks...
A potem przyszedł stały, wieloletni związek. Kilka prób klasycznego zbliżenia, a potem odkrycie, że stymulacja sutków wywołuje doznania kompletnie nieporównywalne z ch.....owym orgazmem :->
Więc jakoś ten seks sobie jechał na petingu i oralu, ale coś było nie tak. Pal licho nawet brak immisji, pal licho preferowanie bycia pieszczonym, ale w tym wszystkim brakowało jakiegoś męskiego ducha. Jakieś zaborczości i aktywności napędzanej testosteronem.

Transka biedna dowiedziała się oto bowiem, z pewnym zaskoczeniem, że faceci raczej spontanicznie nie wiją się w łóżku i nie mizdrzą, nie kręcą tyłkiem, nie prowokują, nie kuszą, tylko marszowym, żołnierskim krokiem przystępują do dzieła i nie ustaną, póki nie skończą.

A kiedy starała się to robić porządnie i według zasad, też było coś nie tak, bo wtedy podobno zachowywała metodycznie się jak chirurg, zamiast wykazywać spontaniczne zaangażowanie.

Koniec końców transka nasza odkryła z pewną ulgą, że jej partnerka najwidoczniej "nie lubi seksu" i sama zaczęła go unikać.

I zaczęła unikać myślenia o nim, i myślenia o tym, że go unika, i że unika myślenia o unikaniu...

Seks transów.
A później (dwa lata temu) spotkała się pierwszy raz w realu z inną transką, wtedy deklarującą się jeszcze jako tv i usłyszała historię życia przez całe dekady pozbawionego seksu bo: "Żona seksu nie lubi". Przeraziła ją identyczna historia i identyczne uzasadnienie. Słowem się nie zająknęła o własnym życiu, ale jakoś nie mogła już całkiem nie myśleć. Wróciła do domu i (może niezbyt umiejętnie, może mało konkretnie, może się zbytnio cykając) wysłała na portal zapytanie o seksualne problemy transów i wpływ transowania na erotykę. Ze wszystkich transwestytów zgromadzonych na crossdressingu, odpowiedziała jej wtedy chyba tylko... Voca, stwierdzając, że temat ciekawy, ale trzeba pytać bardziej wprost.

W związku ze związkiem.
Związek transki dorobił się w tym czasie własnego mieszkania i... kolejnych schodów. Transka oczekiwała bowiem, że wreszcie będzie mogła być sobą, ubierać się i zachowywać jak chce i lubi zaś jej partnerka, że jej partnerek na własnych śmieciach poczuje się męską głową rodu. Skończyło się awanturą, pozamykaniem w kącie wszystkich babskich rzeczy i wycofaniem w siebie obu stron.

A później pojawił się jakiś dzieciak, chłopak, z którym kobita transki grywała w jedną z RPG-owych sieciówek. Kochanek? Przyjaciel raczej, powiernik, ktoś, kto potrafił zaoferować jej kobiecie to, czego ona sama nie umiała.

*

- Przecież jeśli zacznę się przed tobą po facecku popisywać i brylować, grać zjadacza wszelkich rozumów, co wszystko wie i wszystko może, to tylko na durnia wyjdę, bo ty rozumiesz przecież ten mechanizm.
- Tak, ale jak facet tak się przed tobą stroszy, to sprawia to przecież przyjemność, nawet jeśli rozumiesz te wszystkie mechanizmy.
- No wiem, bawiłoby mnie, gdyby ktoś tak przede mną, ale jak ja mam? To bez sensu przecież.

*

Dzieciak z gierki, w konfrontacji z którym wypadała zdecydowanie mniej facecko i nawet nie chciałaby wypadać bardziej, ale czego, w takim razie chciała, u licha?

A potem rozryczała się w supermarkecie, oglądając babski manekin w jakichś fajnych ciuchach.

A potem pękła i powiedziała, że nie chce, nie umie, nie lubi i nie zamierza odgrywać pewnych ról. Że może i nie jest kobietą, ale facetem nigdy też nie będzie, więc proszę brać, co jest w sklepie, albo nie brać i przestać marudzić na asortyment. Czuła się poraniona i oszukana przez los, czuła, że sama raniła i jakoś oszukiwała, ale nie miała już siły czuć się za to winna i nie widziała sensu w dalszym męczeństwie "dla sprawy".

Psychiatra, do którego udała się jej kobita, by podleczyć własne, nie miej zszargane nerwy, zapytał tylko:
- Transwetyta? To czemu pani z nim jest!?

A potem, któregoś dnia, po kolejnych zwodach, podchodach i obrażaniu się obu stron na siebie i świat cały, po rozmowach i kłótniach, usłyszała, że jeśli naprawdę tego chce, to niech spróbuje rzeczywiście zrobić coś ze swoją płcią i swoją tożsamością.

Że jej partnerka nie ma pojęcia jak będzie się czuła, jeśli jej hm... facet okaże się w rzeczywistości babą i zechce stać się babą, i czy będzie umiała zostać w takim związku, ale chce, w każdym razie spróbować, bo to daje chociaż jakąś szansę, a tak jak było dotąd dłużej na pewno się nie da.

Seks, seks(?), ale zawsze coś ;)
Cóż pomogło to o tyle, że obie przestały się gryźć i walczyć. Zaczęły nawet znowu uprawiać ten swój peting czy inny tam "seks". Nie powiem, że w łóżku jest jej/im idealnie. Nie wiadomo w sumie, co dalej będzie, ale nie dowiedzą się, jak nie sprawdzą.

- Bo, tak ogólnie, to wartościowy człowiek - odpowiedziała jej kobieta psychiatrze.
- Jako przyjaciel? - zdziwił się tamten.

Może i jako kochanek (kochanka?). Jej kobieta nie jest jakimś ortodoksyjnym heterykiem, zadeklarowaną leską też przecież nie.
edzamieszczono: 2007.10.28

szukaj

menu

najnowsze teksty

najnowsze posty

linki sponsorowane

możesz pomóc

Zapisz się do grupy mailowej

publikacje

wspierają nas

polecane

twoja transKARTA

kalendarium

! Oddziały i grupy Trans-Fuzji

! spotkania indywidualne

# pomoc psychologiczna

dla osób transpłciowych:
- w Krakowie
- w Poznaniu
- w Trójmieście
- w Warszawie
- we Wrocławiu

* pomoc prawna

myśli i cytaty

Życie jest za krótkie, aby być niewolnikiem ludzkich oczekiwań. Nie warto powstrzymać się od działań z obawy przed krytyką innych.
Antony Hegarty

Trans-Fuzja w necie

transgenderyzm

Można rozumieć jako praktykę przekraczania norm związanych z płcią. W takim ujęciu osoba transgenderowa to ktoś, kogo prezentacja płciowości przynajmniej czasami jest odmienna od oczekiwań kultury, w jakiej ta osoba żyje.

transpłciowość

Różnymi wariantami transpłciowości są:

transwestytyzm

Tego się nie leczy, można tylko zaakceptować. Lekarz, który będzie utrzymywał, że Cię z tego wyleczy, nie wie o czym mówi. Leczyć można tylko fetyszyzm transwestytyczny.

należymy do

generowano:
0.3262 s
  kontakt@transfuzja.org użwamy cookies »  
fundacja na rzecz osób transpłciowych
 
login

hasło

zapomniane hasłozarejestrujzaloguj